Lokalne media w Ostrołęce przyjrzały się, jak to miasto przygotowane jest na sytuacje kryzysowe i ochronę ludności. O tym, jak sytuacja prezentuje się w skali całego kraju opowiada w rozmowie z Zero.pl Aleksander Fiedorek, prezes zarządu Stowarzyszenia Instytut Budownictwa Ochronnego.

- W Ostrołęce nie ma ani jednego schronu spełniającego wymagania. To sytuacja typowa w Polsce, gdzie wiele samorządów przyznaje brak takich obiektów.
- Miasto ma 428 budowli ochronnych, w tym piwnice i garaże podziemne. To obiekty z co najmniej jedną kondygnacją podziemną, które mogą dać schronienie.
- Według Aleksandra Fiedorka, prezesa zarządu Stowarzyszenia Instytut Budownictwa Ochronnego, budowli ochronnych wystarczy dla około dwóch proc. obywateli Polski.
Portal eOstrołęka przyjrzał się temu, jak na sytuacje kryzysowe przygotowane jest to mazowieckie miasto. „Mamy konkretne dane. Niektóre liczby zaskakują” – czytamy na stronie lokalnych mediów.
Z tekstu dowiadujemy się, że na terenie Ostrołęki nie ma ani jednej budowli odpowiadającej wymaganiom do zakwalifikowania jako schron. Jak jednak zwraca uwagę portal, „to nieodosobniony przypadek w skali kraju”.
Czytaj też: Burza w sieci. Rzecznik prokuratury pisze po turecku
„W ostatnich latach wiele polskich samorządów przyznawało, że klasycznych schronów na ich terenie po prostu nie ma” – czytamy.
EOstrołęka pisze jednak także o „znacznie bardziej optymistycznej liczbie”, jaką jest 428 budowli ochronnych. Portal wyjaśnia, że do tej kategorii oprócz schronów zaliczają się także obiekty, które w razie zagrożenia mogą zapewnić schronienie mieszkańcom. Musi to być budynek posiadający co najmniej jedną kondygnację podziemną.
Jak dodano, „w praktyce do takich budowli zalicza się m.in. piwnice budynków mieszkalnych, garaże podziemne, niektóre obiekty użyteczności publicznej”.
Całe miasto pokryte jest z kolei 33 syrenami alarmowymi, które są w stanie pokryć swoim dźwiękiem cały obszar tej miejscowości. Władze miejscowości przygotowały także Miejski Plan Zarządzania Kryzysowego, obejmujący przygotowanie i ewakuację ludności w sytuacji zagrożenia.
Portal podkreśla jednak, że samorząd Ostrołęki nie podpisał umów z lokalnymi przewoźnikami dotyczących ewakuacji. „Co to oznacza w praktyce? Że gdyby zaszła konieczność szybkiego przemieszczenia dużej liczby mieszkańców poza miasto, miasto musiałoby na bieżąco organizować transport” – dodano.
Ekspert o „pewnym rodzaju rewolucji"
Jak sytuacja prezentuje się w skali całego kraju? Sprawę komentuje w rozmowie z Zero.pl Aleksander Fiedorek, prezes zarządu Stowarzyszenia Instytut Budownictwa Ochronnego.
Ekspert został zapytany o to, czy Polacy mają się gdzie schronić na wypadek zagrożenia.
– Na to pytanie bardzo dobrze odpowiedział raport Najwyższej Izby Kontroli pod bardzo smutnym tytułem „W schronie się nie schronisz”. On był publikowany na początku 2024 r. i według tego raportu można przyjąć, że budowli ochronnych mamy dla kilku procent populacji naszego kraju – odpowiedział.
Czytaj też: „Tu i teraz przetrwamy, potem będzie problem”. Gen. Polko ostrzega
Jak jednak zastrzegł, „na ten wskaźnik należy nałożyć drugi wskaźnik, który mówi, że co najmniej kilkadziesiąt procent z tych istniejących budowli ochronnych nie nadaje się do niczego pod względem stanu technicznego”. Oznacza to według niego, że budowli ochronnych (spośród których mniejszość to schrony) wystarczy dla około dwóch proc. obywateli.
Aleksander Fiedorek dodał jednak, że dzięki wprowadzanym w ostatnich latach przepisom, między innymi określającym wymagania techniczne dla budowli ochronnych, zaczyna być tworzony system związany z zapewnieniem obywatelom bezpieczeństwa. – Śmiało można powiedzieć, że to pewien rodzaj rewolucji, ponieważ my odtwarzamy coś, co ponad 30 lat temu zostało w Polsce zniszczone – powiedział.
– Na dzień dzisiejszy wygląda to tak, że jak Polska długa i szeroka, są ogłaszane przetargi, najczęściej na wykonywanie dokumentacji projektowej - to jest jednym z pierwszych etapów procesu - i mamy w tej chwili całkiem sporą liczbę ogłoszonych różnego rodzaju zamówień publicznych – kontynuował.
Polska podpisze umowę jako pierwsza. Nowe informacje ws. SAFE
– One są ogłaszane cały czas przez samorządy w całej Polsce, dotyczą budowy obiektów zbiorowej ochrony, czy też budowli ochronnych i następnym krokiem będą inwestycje. Kilka, czy kilkanaście inwestycji już się dzieje, natomiast ta liczba placów budowy, na których będą tworzone obiekty zbiorowej ochrony wzrośnie znacząco w przyszłym roku – powiedział.
Jak opowiedział, „samorządy będą miały już opracowaną dokumentację projektową, zaś w tej chwili są nowelizowane przepisy w zakresie finansowania zadań z zakresu obrony cywilnej i wreszcie te programy obrony cywilnej i ochrony ludności będą mogły być finansowane, co tak naprawdę ułatwi jednostkom samorządu terytorialnego proces inwestycyjny”.
Dodał, że przeciętny czas powstania budowli ochronnej to dwa-trzy lata.
Ekspert: ewakuacja była lekiem na całe zło
Mówiąc o systemach ewakuacji, ekspert stwierdził, że przez wiele lat w Polsce ewakuacja była postrzegana jako „lek na całe zło”.
– Problemem z ewakuacją jest to, że istnieje cała gama zagrożeń, przed którymi tak naprawdę nie jesteśmy w stanie się ewakuować, nie jesteśmy w stanie szybko przeprowadzić ewakuacji z dużego miasta w sytuacji zagrożenia opadem radioaktywnym, skażenia chemicznego czy skażenia biologicznego – mówi.
Jak dodał, „bardzo często są to takie zagrożenia, które mogą się pojawić w przeciągu na przykład kilkudziesięciu minut”.
Poznań: Tragedia podczas policyjnej interwencji. Nie żyje mężczyzna
– Po drugie, z ewakuacją też jest taki problem, że jeśli chcemy ewakuować ludzi z jednego obszaru na inny obszar, to na tym drugim obszarze gdzie będziemy przyjmować te osoby ewakuowane wypadałoby im zapewnić jakieś podstawowe niezbędne do życia rzeczy w postaci dostępu do wody, opieki medycznej, żywności – kontynuował.
Odnosząc się do kwestii syren alarmowych, rozmówca Zero.pl powiedział, że „w wielu miastach mamy sytuację, gdzie są wybudowane nowe osiedla, na przykład pod Wrocławiem czy Warszawą, gdzie mieszka całkiem duża liczba ludzi i na takich osiedlach nie ma ani jednej syreny”.
Według Aleksandra Fiedorka samorządy zaczynają zwracać uwagę na te problemy.
– Odbywa się masa różnego rodzaju testów prowadzonych przez jednostki samorządu terytorialnego czy przez Państwową Straż Pożarną. Podczas tych testów systemów alarmowania wychodzą na jaw z różnego rodzaju nieprawidłowości – mówi.
Jak jednak uspokaja, „jeśli wykazujemy błędy, to znaczy, że to był test prawdziwy, a nie teatr”.