Wojsko

Psychologiczny majstersztyk. Izrael przejął aplikację do modlitwy, wysyłał propagandę

Kampania wojskowa w Iranie pokazuje realia skutecznej wojny informacyjnej w 2026 roku. W chwili, gdy lecą rakiety czy drony, zhakowana aplikacja rozsyłała milionom użytkowników powiadomienia z wezwaniem do dezercji i zapewnieniem, że "pomoc jest w drodze". Powiadomienia wyświetlane na smartfonach muszą być znacznie skuteczniejsze niż ulotki zrzucane z samolotów.

Łukasz Olejnik
Felieton autorstwa: Łukasz Olejnik
01 marca
5 minut
(fot. PeopleImages / Poliorketes / Shutterstock)

Reklama

28 lutego 2026 r. przejęto kontrolę nad systemem powiadomień BadeSaba Calendar, popularnej irańskiej aplikacji do śledzenia czasu modlitw (37 milionów pobrań w irańskim sklepie Cafe Bazaar). W sobotni poranek na miliony telefonów trafiła seria powiadomień po persku, jedno po drugim: „کمک رسید!”, czyli „pomoc nadeszła!”. Wiadomości wzywały żołnierzy do złożenia broni i obiecywały amnestię: „Każdemu, kto dołączy do obrony i ochrony narodu irańskiego, zostanie przyznane ułaskawienie i przebaczenie”. Treść ta niemal dosłownie powtarzała przemówienie prezydenta Trumpa: immunitet albo konsekwencje. Wysyłka towarzyszyła uderzeniom kinetycznym USA i Izraela. 


Reklama

Musiało dochodzić do hakowania całych systemów

Kto przejmie kontrolę nad infrastrukturą rozsyłającą komunikaty przez wiarygodną platformę do milionów odbiorców, ten ma w rękach gotowy kanał dystrybucji – realne efekty takich operacji zaczynają się bowiem dopiero przy infrastrukturze o dużym zasięgu. Skuteczność jej wykorzystania zapewnia fakt, że platformom ludzie ufają czasem bezrefleksyjnie. 

W książce „Propaganda” podaję hipotetyczny przykład zhakowania infrastruktury medium informacyjnego. W realiach Iranu wyszło to nawet lepiej, bo BadeSaba, z jej religijnym charakterem i codziennym rytuałem użytkowym, to dokładnie taki przypadek. Tyle że zrealizowany w realiach wojennych i w doskonałym timingu: w sobotę przypadał dziesiąty dzień ramadanu.

Przejęcie systemu powiadomień BadeSaba nie mogło nastąpić 28 lutego. Operacja na taką skalę wymaga rozpoznania infrastruktury, uzyskania dostępu i przygotowania treści, a to wymaga przecież czasu. Musiało dochodzić do hakowania całych systemów i wstawiania tam narzędzi sterujących (tylnych drzwi w wyniku wcześniejszego rozmieszczania ich w infrastrukturze).


Reklama


Reklama

Przejęto także agencje informacyjne 

BadeSaba nie jest odosobnionym przypadkiem. Równolegle zhakowano lub wyłączono kilka dużych serwisów informacyjnych: IRNA, ISNA, Tabnak, Asr-e Iran, Rokna. Część po prostu przestała działać, na innych pojawiły się podmienione treści. 

Choć trudno o niezależną weryfikację w trakcie działań wojskowych, a same takie ogłoszenia lub pogłoski mogą mieć charakter propagandowy, podmianę treści w kilku przypadkach potwierdzono. Treść na niektórych stronach stanowiła jasny komunikat: „Przerażająca godzina dla sił bezpieczeństwa reżimu ajatollahów (…)”. 

Cyberwojna toczyła się równocześnie na kilku frontach. Przecież większość działań o charakterze cyberofensywnym nie jest publiczna i musiała mieć skutki operacyjne. Zresztą działania o efektach widocznych i niewidocznych mogą ze sobą świetnie współgrać.


Reklama


Reklama

Na wojnie irańskiej zyska Szwajcaria. Chodzi o wpływ

W mediach społecznościowych od pierwszych godzin konfliktu krąży ogromna ilość niesprawdzonych materiałów, z pewnością zawierających treści dezinformacyjne lub mających wywierać wpływ. Same materiały filmowe pokazujące spadające rakiety lub drony nad Dubajem i Emiratami stanowią wyraźny efekt informacyjny. Chociażby podważają poczucie bezpieczeństwa w regionie, daleko poza strefą konfliktu. 

Zabawnym efektem są szybko pojawiające się negatywne opinie o hotelach w Zatoce Perskiej. Można się śmiać, ale dziś cały świat widzi w formacie na żywo, że coś, co jawiło się jako stabilne i bezpieczne, być może takie nie jest. To na naszym kontynencie pojawiał się trend parkowania finansów w krajach Zatoki Perskiej w celach optymalizacji podatkowo-regulacyjnej, w warunkach stabilnych i, podobno, bezpiecznych. Teraz każdy będzie musiał zadawać sobie pytanie: ile lat temu na dany kraj spadły rakiety? 

W przypadku Szwajcarii były to incydentalne zajścia pod koniec II wojny światowej, a celowych uderzeń trzeba szukać w XIX wieku. Kto więc wygrywa na wpływie informacyjnym, który wywierany jest również za pomocą wojskowych działań kinetycznych? To ogromny wpływ kognitywny, na którym zyskać mogą cała Europa, a Szwajcaria przede wszystkim.


Reklama

Wypowiedzianymi celami tej operacji wojskowej miałaby być zmiana reżimu w Iranie. Bombardowania, cyberwalka i wpływ informacyjny to spektakularny przykład współczesnej strategii polityczno-wojskowej. Warto jednak zachować proporcje. Same w sobie takie działania nie rozbijają organizacji, która dysponuje wielopoziomowym systemem nadzoru wewnętrznego na każdym szczeblu. Historia nie zna przypadku zmiany reżimu dokonanej wyłącznie bombardowaniami i operacjami informacyjnymi.


Reklama

Obejrzyj program specjalny dotyczący ataku na Iran na Kanale Zero. 


Reklama

Źródło: Zero.pl
Łukasz Olejnik
Łukasz OlejnikDr Łukasz Olejnik, niezależny konsultant, visiting senior research fellow w Department of War Studies, King’s College London. Autor książek “Filozofia Cyberbezpieczeństwa” i “Propaganda”