Wielu komentatorów twierdzi, że masowe ataki lotnicze na Iran doprowadzą do zmiany reżimu w Iranie. Michał Nowak, ekspert ds. konfliktów zbrojnych oraz redaktor Nowego Ładu, uważa, że system jest dalece bardziej skomplikowany niż kilkunastu, nawet najważniejszych, liderów.

- Masowe naloty na Iran nie doprowadzą do zmiany reżimu, jeśli nie pociągną za sobą masowych protestów Irańczyków, a na razie nic tego nie zapowiada.
- W dłuższej perspektywie wojna mogłaby nie tylko nie pomóc Ukrainie, a wręcz pogorszyć jej sytuację.
- Trump otworzył puszkę Pandory, która może podpalić cały region.
Imponujące amerykańsko-izraelskie uderzenie na Iran
Bilans pierwszych dni amerykańsko-izraelskiego uderzenia jest naprawdę imponujący. Lista zabitych oficjeli wydłuża się z każdą godziną. Wiemy już o śmierci takich osób jak: Ali Chamenei (Najwyższy Przywódca Iranu), Aziz Nasirzade (Minister Obrony Iranu), Mohammad Pakpur (Dowódca Wojsk Lądowych IRGC), Ali Szamchani (Doradca Najwyższego Przywódcy) oraz szeregu innych wysoko postawionych członków reżimu. To imponujące sukcesy, a przecież konflikt trwa dopiero drugi dzień.
Izraelskie i amerykańskie samoloty uzyskały panowanie w powietrzu, systematycznie polując na kolejne irańskie wyrzutnie pocisków balistycznych oraz systemy obrony przeciwlotniczej. Skala irańskich strat jest tak duża, że wiele osób twierdzi, że doprowadzi ona niechybnie do zmiany władzy w tym kraju. Czy taki jest cel Trumpa i Netanjahu? O opinię spytaliśmy Michała Nowaka z Nowego Ładu. Eskpert nie ukrywa, że należy schłodzić rozgrzane głowy.
– Deklaratywne cele obu liderów są tożsame – „zmiana reżimu” poprzez zabicie liderów i skłonienie ludu do rewolucji, która obali irański system. Moim zdaniem cele te są oderwane od rzeczywistości. System jest dalece bardziej skomplikowany niż kilkunastu, nawet najważniejszych, liderów – zauważa Nowak.
Ekspert dodaje także, że brakuje kluczowej kostki domina, czyli powszechnego powstania mieszkańców Iranu.
– Nie widać też nadal oddolnych masowych wystąpień przeciwko władzom. Wystąpienia koncentrują się na terenach zamieszkiwanych przez mniejszości, a ewentualni demonstrujący mają w pamięci, że w ubiegłym roku wsparcie USA dla ich działań zakończyło się na deklaracjach Trumpa. Następnie zostali sami i siły bezpieczeństwa szybko i krwawo spacyfikowały wszelkie wstąpienia. Ponadto obecnie obserwujemy raczej masowe wystąpienia zwolenników władzy w wielu częściach kraju – podsumowuje.

Należące do Israel Air Force myśliwce F-15I. Izrael słynie z niezwykle nowoczesnej floty maszyn i doskonale wyszkolonych pilotów. (fot. Israeli Air Force / Israeli Air Force)
Pojawia się pytanie: dlaczego ludzie, którzy raz już ulegli namowom Trumpa i zostali pozostawieni sami sobie w obliczu represji, mieliby po raz kolejny zdecydować się na masowe protesty?
Choć izraelskie i amerykańskie ataki robią wrażenie, zarówno pod względem skali jak i precyzji, zdaniem Michała Nowaka, pozwolą one jedynie osiągnąć cele połowicznie – zabić część liderów, osłabić państwo, zniszczyć część środków rażenia, ale nie zmienią i nie obalą systemu.
– Do tego potrzebne byłyby „boots on the ground”, czyli inwazja wojsk lądowych – dodaje.
Trump otworzył puszkę Pandory
Jedną z kluczowych obaw jest groźba rozlania konfliktu na sąsiednie państwa. Zdaniem Michała Nowaka, takie obawy nie są przesadzone, ponieważ to realne zagrożenie. Ekspert zauważa, że naiwnie jest zakładać, że irański system się zawali po zabiciu kilku liderów. Znacznie bardziej prawdopodbne, że seria amerykańsko-izraelskich ataków podpali cały region.

USS Gerald R. Ford (CVN 78) to jeden z dwóch amerykańskich lotniskowców, które znajdują się w regionie Bliskiego Wschodu. (fot. U.S. Fleet Forces Command (USFFC) / U.S. Fleet Forces Command (USFFC))
– Założeniem tych działań była szybka dekapitacja głównych postaci irańskiego systemu lub, nazywając to wprost, ich zabicie, ale realnie spoistość systemu jest dalece większa niż przeżycie kilka czołowych postaci. Iran jako państwo najpewniej przetrwa i będzie kontynuował opór korzystając przy tym ze swoich zdolności asymetrycznych w państwach trzecich. Realnie obecna agresja amerykańsko-izraelska może otwierać Puszkę Pandory, która rzeczywiście podpali sąsiedni Bliski Wschód. Już teraz obserwujemy uruchomienie irańskich proxy w Iraku i Jemenie. Dochodzą do tego antyamerykańskie wystąpienia szyitów w Iraku czy antyamerykańskie protesty w Pakistanie, a może to być dopiero początek – zauważa ekspert.
Jak Iran mógłby doprowadzić do niepokojów w regionie? Zdaniem eksperta, choćby poprzez uruchomienie szyickich organizacij na całym Bliskim Wschodzie. Wiele osób ma nadzieję, że wojna może nie obali reżimu, ale przynajmniej osłabi Rosję. Także tutaj ekspert nie ma złudzeń. Skutki mogą być nawet odwrotne.
– Nie widzę realnych perspektyw do tego, by obecna wojna USA i Izraela z Iranem mogła osłabić Rosję. Dla rosyjskiego wysiłku wojennego na Ukrainie Iran nie ma realnie znaczenia – drony bojowe typu Szahed/Geran Rosja produkuje od dłuższego czasu samodzielnie. W dalszej perspektywie przedłużająca się wojna może wręcz pomóc Rosji – osłabi to i tak niski poziom dostaw pocisków do systemów Patriot dla Ukrainy ze względu na potrzeby amerykańskich sojuszników i partnerów na Bliskim Wschodzie. Ponadto spodziewany wzrost cen ropy też będzie działał na korzyść Rosji – konkluduje.
Wygląda więc na to, że mimo imponujących sukcesów, pozycja Amerykanów wcale nie jest tak dobra, jak mogłoby się wydawać, a droga do zwycięstwa może być naprawdę wyboista.
