Atak na Iran to materializacja ryzyk, których obawiały się rynki. Realnym scenariuszem jest szok podażowy na rynku ropy, ale powodów do paniki nie ma – uspokajają eksperci, z którymi rozmawiał portal Zero.pl. Nie jest też zagrożone bezpieczeństwo energetyczne Polski – słyszymy w resorcie energii. Poniedziałkowy poranek na giełdach może być jednak nerwowy. Zyskiwać powinien dolar, złoto i srebro.

- Atak na Iran wywoła w poniedziałek rano podwyższoną nerwowość i zmienność na rynkach, w obliczu której zyskiwać będą aktywa zaliczane do tzw. bezpiecznych przystani: dolar, złoto i srebro.
- Polski złoty może się osłabić w poniedziałkowy poranek, ale potem powinien odrabiać straty – mówi w rozmowie z Zero.pl Konrad Ryczko, analityk DM BOŚ.
- Najwięcej znaków zapytania dotyczy cen ropy, ale na pewno nie należy obawiać się drastycznych wzrostów cen benzyny na stacjach – uspokaja w rozmowie z Zero.pl dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw.
- Polska jest również bezpieczna, jeśli chodzi o dostawy LNG, mimo że ryzyko polityczne objęło też Katar, z którego sprowadzamy skroplony gaz ziemny – zapewnia nas Ministerstwo Energii.
Relacjonujemy najważniejsze wydarzenia wokół konfliktu na Bliskim Wschodzie: Relacja na żywo
W sobotę 28 lutego w godzinach porannych czasu polskiego Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły atak na Iran. Najwyższy przywódca duchowy i polityczny Iranu, ajatollah Ali Chamenei, zginął w wyniku amerykańskich nalotów, jednak Waszyngton deklaruje, że działania militarne i tak będą kontynuowane przez najbliższe dni.
Teheran nie pozostaje bierny – skierował rakiety i drony na Izrael, ale także na kraje kluczowe z punktu widzenia wydobycia ropy naftowej: Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Kuwejt i Bahrajn (w regionie znajdują się amerykańskie bazy). To przybliża widmo kryzysu na rynku tego surowca.
Zawirowania na rynku ropy. Co z globalną podażą surowca po ataku na Iran?
„Rynek ropy stoi przed największym szokiem podażowym od lat” – pisze w komentarzu nadesłanym do redakcji Zero.pl Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB. „Weekendowe notowania dostarczane przez niektórych dostawców wskazują na 10-procentowe wzrosty, co wypycha ceny WTI (amerykańska ropa West Texas Intermediate – przyp. red.) w okolice 75 dolarów. Teoretycznie taki wzrost cen może na stałe przywrócić ceny na stacjach paliw powyżej 6 zł za litr”.
Oczy świata są zwrócone na Cieśninę Ormuz – strategiczny morski szlak transportowy, łączący największych producentów ropy naftowej z Rejonu Zatoki Perskiej (w tym Arabię Saudyjską, Iran, Irak, ZEA) z Zatoką Omańską i Morzem Arabskim. To tędy przepływa około jedna piąta globalnych dostaw „czarnego złota”. Parlament Iranu może podjąć decyzję o zablokowaniu cieśniny.
Według informacji podanych w sobotę wieczorem przez Agencję Reutera Irańska Gwardia Rewolucyjna przekazywała już statkom drogą radiową komunikaty, że akwen jest zamknięty.
„Jeśli Iran faktycznie zacznie atakować tankowce lub zablokuje ten szlak (przez który płynie ok. 20 mln baryłek ropy dziennie i oczywiście gaz LNG), cena ropy może błyskawicznie przebić barierę 100 dolarów” – zauważa Michał Stajniak z XTB.
Eksperci o cenach paliw: Nie ma powodów do nadmiernego niepokoju
„Taki scenariusz mógłby z kolei zbliżyć ceny na stacjach nawet do poziomu 6,50-7,00 zł za litr. Niemniej nie powinniśmy oczekiwać powtórki z 2022 roku, kiedy Rosja napadła na Ukrainę i cena benzyny skoczyła do zakresu nawet 7-8 zł za litr” – uspokaja ekspert.
W uspokajającym tonie wypowiada się również dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw portalu e-petrol.pl.
– Nie jest chyba przypadkiem, że decyzję o rozpoczęciu działań militarnych podjęto w dzień bezgiełdowy; to samo obserwowaliśmy w przypadku Wenezueli - mówi w rozmowie z Zero.pl ekspert. – W efekcie będziemy mieli do czynienia z odroczeniem dynamicznej reakcji na rynku ropy naftowej, chociaż z pewnością rynek odpowie emocjonalną zwyżką.
- Wpływa na to fakt, że mówi się o scenariuszu zamknięcia Cieśniny Ormuz przez parlament Iranu (taka informacja pojawiła się już w sobotę, aczkolwiek nic pewnego jeszcze w tej kwestii nie wiadomo) – i sam ten fakt będzie napędzać premię za ryzyko, która już w cenach ropy jest – wskazuje. – Ormuz to wyjście na szerokie światowe wody dla ropy z ZEA, Iraku czy Bahrajnu, jej blokada oznaczałaby więc poważny klincz i możliwość fizycznych braków surowca – ale nie jest to powód do paniki; na pewno nie będziemy mieli do czynienia ze wzrostem cen benzyny na stacjach do 10 zł za litr. Polska jest zabezpieczona, jeśli chodzi o dostawy paliw, informował zresztą o tym już w sobotę Orlen.
– Niemniej należy pamiętać, że jest to najpoważniejsze zaburzenie wokół rynku naftowego od czasu operacji w Libii, która skutkowała obaleniem Kaddafiego i ograniczeniem fizycznej dostępności surowca – zwraca uwagę Jakub Bogucki. – Analitycy Barclays jeszcze w zeszłym tygodniu mówili, że ceny ropy mogą wzrosnąć do 80 dolarów za baryłkę; teraz pojawiają się prognozy mówiące o cenach rzędu 130-150 dolarów za baryłkę, ale aż taki skok nie wydaje mi się prawdopodobny.
Ważnym elementem cenowej układanki będzie też postawa krajów OPEC+ (grupa zrzeszająca dwunastu członków kartelu OPEC, tj. Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową, a także producentów stowarzyszonych). Na niedzielę 1 marca zostało zaplanowane spotkanie ośmiu kluczowych producentów (tzw. grupa V8 – tworzą ją Arabia Saudyjska, Rosja, Irak, ZEA, Kuwejt, Kazachstan, Algieria i Oman). Już wcześniej spodziewano się, że zapadnie na nim decyzja o zwiększeniu wydobycia surowca począwszy od kwietnia (o ok. 137 tys. baryłek dziennie), by uspokoić rynki i złagodzić obawy o możliwość wystąpienia szoku podażowego. Ostateczne deklaracje mogą przebić ten wolumen, ale należy pamiętać, że w obliczu irańskich ataków na naftową infrastrukturę w rejonie Zatoki Perskiej fizyczne zdolności do „podkręcenia” produkcji mogą okazać się ograniczone.
– Ewentualna całkowita fizyczna blokada cieśniny Ormuz zawsze może zostać zdjęta siłowo, w wyniku akcji militarnej – a tego chyba żadna ze stron nie chce, więc Iran może nie zdecydować się na tego rodzaju eskalację – mówi Jakub Bogucki. – Póki co nie ma też żadnych poważnych doniesień dotyczących zagrożeń dla tranzytu, instalacji wydobywczych itp. i to działa na rynki uspokajająco. „Ratuje” nas także do pewnego stopnia światowa nadpodaż ropy, choć w sytuacji, w której surowiec jest „uwięziony” w rejonie Arabii Saudyjskiej i innych roponośnych krajów, ta nadpodaż przestaje mieć aż tak duże znaczenie.
Polska sprowadza LNG z Kataru. Resort energii: Sytuacja jest stale monitorowana
Jeśli chodzi o drożność Cieśniny Ormuz, to pojawia się tutaj wątek polski i naszego bezpieczeństwa energetycznego. Polska – podobnie jak niemal cała Unia Europejska – po agresji Kremla na Ukrainę i odcięciu się od sprowadzania rosyjskiego gazu mocno postawiła na skroplony gaz ziemny, czyli LNG. Sprowadzany jest on drogą morską głównie z USA, ale też z Kataru. Na 81 dostaw odebranych przez Grupę Orlen w Terminalu LNG w Świnoujściu w 2025 r. niebagatelna część – 17 transportów – pochodziło z Kataru (była to druga największa liczba dostaw LNG do Świnoujścia).
– Sytuacja w zakresie bezpieczeństwa dostaw LNG z Kataru jest stale monitorowana – przekazał redakcji Zero.pl Grzegorz Łaguna, rzecznik Ministerstwa Energii. – Na ten moment nie posiadamy informacji o braku możliwości realizacji obowiązującego kontraktu od dostawcy. W 2025 roku dostawy LNG z Kataru stanowiły około 20 proc. wszystkich dostaw LNG. W przypadku zagrożenia dla dostaw z Kataru brakujący wolumen zostanie pozyskany na rynku spot. Bezpieczeństwo dostaw LNG dla Polski nie jest tym samym zagrożone.
Nerwowość dotyczy nie tylko rynku surowców. W poniedziałek rano poznamy odpowiedź na pytanie, jak sytuację na Bliskim Wschodzie oceniają rynki walutowe.
Rynki walut wstrzymują oddech. Dolar znów będzie królem?
– Mam wrażenie, że sytuacja jest trochę lepsza, bo Stanom Zjednoczonym udało się zlikwidować najwyższego przywódcę Iranu, w związku z czym rynek wycenia, że konflikt może potrwać jednak trochę krócej niż zakładano – mówi w rozmowie z portalem Zero.pl Konrad Ryczko, analityk i dyrektor wykonawczy w DM BOŚ. – I tak jednak płynność w weekend jest znikoma i trzeba de facto czekać, aż w poniedziałek rano podczas sesji azjatyckiej na rynki napłyną kapitały.
– Należy się spodziewać, że będziemy mieli do czynienia z trybem risk-off (odwrót inwestorów od ryzykownych aktywów – przyp. red.): reakcja początkowo będzie negatywna, ale nie spodziewałbym się krachu – mówi ekspert. – Zapewne dojdzie do spadku eurodolara, a zatem umocnienia amerykańskiej waluty względem euro, a to lekko wpłynie na cały koszyk walut rynków wschodzących na zasadzie negatywnej korelacji, w tym na złotego. Po tym zakładanym tąpnięciu na otwarciu powinno jednak nastąpić odrabianie strat. Pamiętajmy przy tym, że na złotym od dłuższego czasu niewiele się dzieje, nasza waluta jest w konsolidacji.
Rozmówca Zero.pl zwraca uwagę, że inwestorzy antycypowali realizację ryzyka geopolitycznego w weekend. – Przez ostatnie tygodnie rynek co piątek był słabszy, ale nagromadzenie komunikatów politycznych w piątek poprzedzający atak było wyjątkowo duże i dlatego nie jest to zaskoczenie. Można wręcz powiedzieć, że takie operacje robi się „pod rynki”, właśnie w weekend, kiedy wielkiego ruchu nie ma i ten wpływ w poniedziałek będzie już częściowo zaabsorbowany.
Zdaniem analityka DM BOŚ, ryzyko dotyczy głównie notowań ropy. – Mamy do czynienia z takim trochę „straszeniem rynku” – pojawiają się doniesienia o ograniczonych możliwościach transportu ropy przez Cieśninę Ormuz, jednak trackery dla statków pokazują, że ruch ciągle tam trwa i nie jest ona jeszcze szczelnie zamknięta.
Podwyższona zmienność tradycyjnie prowadzi do odpływu kapitału w kierunku tzw. bezpiecznych przystani. Na rynku walut będzie nią amerykański dolar, a na rynku surowców złoto i srebro.
Złoto i srebro polisą na czas niepewności
„Złoto pełni obecnie rolę >>ostatecznej polisy ubezpieczeniowej<<” – pisze Michał Stajniak z XTB. „Przy obecnych poziomach powyżej 5000 USD, prognozy na poniedziałek są niezwykle bycze” – dodaje, wskazując, że jeśli walki nie ustaną w ciągu 48 godzin, rynek może celować nawet w poziom 5500 dolarów za uncję złota, a w scenariuszu przedłużającego się konfliktu nawet powyżej 6000 dolarów za uncję.
Jeśli chodzi o srebro, to według wicedyrektora Działu Analiz w XTB notowania tego metalu mogą przebić 100 dolarów, z potencjałem ruchu w kierunku 120 dolarów. „Rynek opcji przed weekendem był jeszcze mocniej rozgrzany niż na koniec stycznia, co może sugerować mocne wzrosty i potencjalną kolejną dużą korektę w przypadku uspokojenia się sytuacji” – zauważa Michał Stajniak.
Warto w tym kontekście dodać, że wzrost notowań srebra byłby czynnikiem pozytywnie wpływającym na kurs akcji KGHM – polski miedziowy potentat jest bowiem także jednym z największych na świecie producentów srebra metalicznego. W poniedziałek mogą zyskiwać także spółki z sektora zbrojeniowego.

