
Europejski koncern motoryzacyjny Stellantis pokazał sześć samochodów koncepcyjnych przed nadchodzącym salonem w Paryżu. Możemy dzięki temu poczuć się jak w latach 90., kiedy ludzi interesowały jeszcze salony samochodowe i motoryzacyjne koncepty. Żarty na bok – te są naprawdę ładne, chociaż nisko oceniam szanse na ich produkcję.
- Europejsko-amerykański gigant Stellantis pokazał sześć konceptów-prototypów od różnych marek, które ma w swoim portfolio. Kiedyś pojazdy tego rodzaju były zapowiedzią aut produkcyjnych.
- Sześć aut koncepcyjnych nosi loga sześciu różnych europejskich marek. Przy niesamowicie szerokim portfolio jakie ma Stellantis, to i tak względnie niewiele.
- Najbliższy produkcji wydaje mi się odrodzony Citroen 2CV. Dla odmiany Fiat czy Opel to typowe koncepty z gatunku „umiemy to zrobić, ale nie umiemy tego sprzedać”.
Koncern Stellantis wreszcie przypomina o swoim istnieniu w jakiś pozytywny sposób. Pisaliśmy o tym olbrzymie w kontekście wadliwych pasków rozrządu, kłopotów z pozycjonowaniem marki Opel i ogólnie słabej kondycji europejskiej motoryzacji, ale oto w dniu rozpoczęcia paryskiego salonu samochodowego Stellantis pokazuje aż sześć konceptów, a w salonowych halach mają pojawić się jeszcze trzy. Oto co pokazano (z moim komentarzem).
Czytaj także: Jak gumowy pasek pogrążył wielonarodowy koncern. Czy motoryzacyjny gigant się podniesie?
Zanim jednak do tego przejdę, wypada napisać słowo o salonach samochodowych
Genewa, Frankfurt, Paryż – przez lata w tych miastach odbywały się najważniejsze motoryzacyjne imprezy w Europie. Przyjeżdżali prawie wszyscy producenci, pokazywano tam najważniejsze premiery, a dziennikarze biegali od stoiska do stoiska, żeby jak najprędzej zaprezentować czytelnikom lub widzom nowe modele samochodów. Mniej więcej od lat 2016-2018 salony zaczęły obumierać, a dobiły je lata 2020-2021, kiedy w ogóle nie wolno było organizować niczego. Salon w Genewie odbył się po raz ostatni w roku 2019 (była też mikro-impreza w roku 2024, na zakończenie). Impreza frankfurcka przeniosła się do Monachium, zmieniła nazwę na IAA Mobility i w zeszłym roku była tak słaba, że można było ją przejść w godzinę, nie zawieszając wzroku na niczym.
Tymczasem tegoroczny salon w Paryżu zapowiada się imponująco
Tak jakby nagle nastąpiło wielkie odrodzenie salonów samochodowych – wystawców jest mnóstwo, w sumie to brakuje głównie BMW i Mercedesa. No i może Toyoty. Ale pojawia się chińskie AITO, czyli marka na którą czeka wielu klientów, bo ich auta w Chinach sprzedają się i wyglądają znakomicie. I właśnie podczas tegorocznego salonu swoje koncepty przedstawia Stellantis. A oto, co pokazano (wiem, że już to pisałem, ale teraz na serio).
Czytaj także: Volkswagen pozbędzie się popularnej europejskiej marki. Nie płaczcie za FSO
Citroen 2CV
Najciekawsza nowość. Zapowiedź mikrosamochodu elektrycznego przypominającego oryginalnego Citroena 2CV, zaprojektowanego jeszcze przed II wojną światową. Kształty rzeczywiście nie pozostawiają wątpliwości co do inspiracji, nie podano jednak specyfikacji technicznych i nie do końca wiadomo, czy będzie to pełnowymiarowy samochód, czy podobnie jak mniejszy Ami – rodzaj czterokołowca. Jednak czteromiejscowe wnętrze może podpowiadać, że ten pojazd miałby status samochodu osobowego. Stawiam na zasięg ok. 200 km, moc pewnie 40-50 KM, a cenę już podano – ma być niższa niż 15 tys. euro.

Citroen 2CV - koncept (fot. Stellantis - materiały prasowe)
Może zainteresuje cię także:
Alfa Romeo Cuorerosso
Nazwa znaczy „czerwone serce”, a w opisie znalazło się wyrażenie, że miałby to być samochód dla tych, którzy „wciąż kochają prowadzić auto”, tak jakby w 2026 r. byłoby to coś niecodziennego. Pod maską tego 4,7-metrowego pojazdu mógłby znaleźć się znany z Giulii Quadrifoglio silnik 2.9 V6 połączony z hybrydą i napędem na cztery koła, ale raczej się nie znajdzie z powodu norm emisji CO2 w Europie. Raczej też nie ma rynku na takiego sportowo wyglądającego sedana, teraz liczą się już tylko SUV-y. Szanse na produkcję Cuorerosso oceniam na zero procent.

Alfa Romeo Cuorerosso (fot. Simona Alampi / Stellantis - materiały prasowe)
DS F3VER
Ten koncept ma chyba posłużyć głównie przypomnieniu, że marka DS nadal istnieje. Stylistycznie robi bardzo dobre wrażenie, jednak nie przedstawiono żadnych detali technicznych, co każe sądzić, że chodziło głównie o ćwiczenia z wzornictwa przemysłowego. Ten 4,16-metrowy hatchback ma napęd elektryczny, a rozstaw osi wynosi 2,7 metra – czyli wynik typowy dla aut o klasę wyższych. Podano też pojemność bagażnika równą 400 litrów i liczbę paneli LED tworzących zespół tylnych lamp: 16. Moim zdaniem część z rozwiązań stylistycznych F3VER trafi do nadchodzących modeli DS. Moim zdaniem przyszłość nadchodzących modeli DS jest ogólnie niepewna.

DS F3VER (fot. Simona Alampi / Stellantis - materiały prasowe)
Peugeot RCZ Vision
Sądziłem, że po wycofaniu ze sprzedaży pierwszej (i jak na razie jedynej) generacji RCZ-a, Peugeot porzucił już pomysł wytwarzania małych samochodów sportowych. Jednak RCZ Vision ma posłużyć jako pokaz nowego „języka stylistycznego” marki Peugeot o nazwie Feline Future. Napęd oczywiście elektryczny, do tego niesamowity element sterujący o nazwie Hypersquare i wskaźniki i-Cockpit nowej generacji. Gdybym miał powiedzieć, co mi to przypomina, to przywołałbym Lexusa z filmu „Raport mniejszości”. Obawiam się jednak, że klienci na ten wóz też będą w mniejszości – o ile w ogóle wejdzie do produkcji w tej czy innej formie.
Czytaj także: Elektryczne auto premium: co kupić, żeby wszyscy zobaczyli twój sukces? Oto nasz poradnik [ZŁOMNIK]

Opel STX
Trudno określić jaki to typ nadwozia, ale Opel nazwał ten koncept Sports Tourer eXperimental, czyli ich zdaniem to kombi. Opel przez lata słynął z szerokiej oferty samochodów z tym nadwoziem, ale w ostatnich latach jedynym kombi jakie pozostało w jego ofercie była Astra ST. Wygląda na to, że wraz z STX-em Opel chce dokonać „nowego otwarcia” w segmencie kombi, który w Europie mocno stracił na popularności, zresztą podobnie jak wszystkie inne typy nadwozia poza SUV-ami i crossoverami. STX wygląda bardzo dynamicznie, ma jednak niesamowicie długi przód, chyba zbyteczny w aucie o potencjalnie elektrycznym napędzie. Ale obstawiam, że następna generacja Astry będzie odrobinę podobna do STX-a.

Opel STX (fot. Stellantis - materiały prasowe)
Jak zmarnowano Opla? Nie zaszkodziły mu dwie wojny, w starciu z korporacją może przegrać
No i najciekawszy pojazd: Fiat Multiplay
Fiat bawi się nazwą Multipla, najpierw zapowiadając czterokołowca elektrycznego o nazwie Multiplina, a teraz dodaje jeszcze koncept Multiplay, który ma w sobie elementy SUV-a, minivana i pickupa. Może mieć sześć miejsc albo cztery miejsca, przy czym przedni fotel da się obrócić, a fragment deski rozdzielczej przekształca się w oparcie. Jedno z miejsc przewidziano dla „psiecka”, po angielsku jest ono znane jako „petsenger seat”. Tylna część pojazdu może być albo trzecim rzędem foteli, albo skrzynią ładunkową, przy czym wersja 6-osobowa nawiązuje do oryginalnego modelu 600 Multipla, który mieścił sześcioro pasażerów, ale nie miał bagażnika.

Fiat Multiplay (fot. Stellantis - materiały prasowe)
Nie ma szans na produkcję Fiata Multiplay i nie zapowiada on podobno żadnego nadchodzącego modelu. To słaby ruch w kontekście Fiata, którego europejska oferta jest obecnie najuboższa od lat. Ale nie jest żadną tajemnicą, że w koncernie Stellantis Fiat znajduje się przy końcu „porządku dziobania”. Rządzą marki francuskie, stąd DS ma szerszą gamę niż Fiat. Ostatnio próbowano też wskrzesić Lancię, prezentując model Gamma bazujący na Peugeocie 3008, ale jak to często w Stellantis bywa – wszystko to jest trochę para w gwizdek.
Wielka Wyprawa Maluchów wjechała na krakowski rynek. Czy opłacono wjazd do SCT?
Miło patrzyło mi się na te koncepty
Potem jednak spoglądam na aktualne gamy marek z grupy Stellantis w Polsce i zauważam istotną rozbieżność między tym, co pokazują nam podczas salonu w Paryżu, a tym, co możemy kupić w salonie w Warszawie czy Krakowie. Nie wątpię, że szefostwo Stellantis chciałoby, żeby ich samochody były wspaniałe i piękne, ale w dzisiejszych czasach auto to raczej rodzaj mobilnego tostera – ma być praktyczne, tanie w utrzymaniu i wytrzymać kilka lat. Cieszę się więc, że Stellantis puściło oko do tych, którzy „wciąż kochają prowadzić auta”, ale jest nas coraz mniej.

