Reklama
Reklama

Polska kontra reszta świata. Zero.pl na festiwalu w Cannes

TYLKO NA

Znów obudziłem się w Cannes. I wciąż nie potrafię ustalić, jaki mam z tego powodu humor. To wprawdzie moja 13. impreza na Lazurowym Wybrzeżu, ale pierwsza w barwach Zero.pl. Jestem wam zatem winny (niezbyt) szokującą prawdę: tylko z daleka widok jest piękny.

img_3480
Rzeźba Złotej Palmy, głównej nagrody Festiwalu Filmowego w Cannes. (fot. Denis Makarenko / Shutterstock)
  • Festiwal w Cannes to impreza branżowa. Organizowana jest z myślą o filmowcach, dystrybutorach oraz dziennikarzach. Jeśli chcesz wejść na pokaz filmu „z ulicy”, musisz liczyć na ich szczodrość. I na przecenę smokingów. 
  • O Złotą Palmę walczą w tym roku Polacy. Paweł Pawlikowski przywiózł do Cannes film „Fatherland” o autorze „Czarodziejskiej góry” Tomaszu Mannie. Maciej Musiał wyprodukował „Historie równoległe”, czyli luźny remake „Dekalogu VI” Krzysztofa Kieślowskiego. Z kolei w sekcji krótkich metraży znajdziemy „Spiritus Sanctus” Michała Toczka. 
  • W tym roku nie brakuje kontrowersji. W konkursie głównym rywalizuje Rosjanin Andriej Zwiagincew. W sekcjach pozakonkursowych walczą Kantemir Bałagow oraz Kiriłł Sieriebriennikow.

Darujmy sobie to, co doskonale wiecie. Tak, Cannes jest najważniejszym festiwalem filmowym świata. Oczywiście, pozostaje mekką kina artystycznego oraz twórców poszukujących w tymże kinie nowych ścieżek (poza całą gromadą wyliniałych mistrzów, którzy wędrują po własnych śladach). Bez wątpienia jest również targowiskiem celebryckiej próżności. Choć, wbrew pozorom, gwiazdy nie spacerują tu bulwarem La Croisette. Zwykle przewożone są w kolumnach ponurych, czarnych SUV-ów. 

Bez smokingu ani rusz? 

Tym, o czym możecie nie wiedzieć, jest stricte branżowy charakter imprezy. Cannes to festiwal przeznaczony głównie dla filmowców, producentów, dystrybutorów oraz dziennikarzy z całego świata (tak, nawet z Rosji - z niewiadomych przyczyn okres ich karencji minął przed trzema laty). 

Nie bez przyczyny równolegle do wyścigu o Złotą Palmę trwają wielkie filmowe targi. Kupno, sprzedaż, dystrybucja, promocja, spore pieniądze i rynkowe turbulencje – to tutaj pracują trybiki kinowej machiny. Nie widać jej z czerwonych dywanów, ale od dekad pozostaje mechanizmem napędzającym światową branżę filmową. 

Reklama
Reklama

Dla tzw. zwykłego widza oznacza to jedno – cierpienie. Zazwyczaj w samotności i 40-stopniowym upale. Aby wejść na galowy seans filmu i poocierać się łokciami z Leonardo Di Caprio, Jan Kowalski musi liczyć na życzliwość branżowców. Tylko oni, w wielkopańskim geście, mogą obdarować go wejściówką. Stąd typowy canneński obrazek, czyli rzędy umęczonych ludzi w smokingach i sukniach wieczorowych z wymiętolonymi kartkami papieru w dłoniach: „Un billet pour Pawlikowski, s'il vous plaît”.

Dziennikarze również nie mają na Lazurowym Wybrzeżu łatwego życia. Jak na imprezę branżową, Cannes pozostaje miejscem zaskakująco niegościnnym dla mediów. Najjaskrawszym symbolem tej strategii organizacyjnej od wielu lat jest system akredytacji prasowych. „Blaszki” podzielone są na kolory, odpowiadające z grubsza francuskiej idei społecznej drabinki. Żółć to służba licząca na okruchy z pańskiego stołu, błękit to najliczniejsza  klasa pracująca, róż to burżuazja, zaś biel - arystokracja. 

Michał Walkiewicz relacjonuje dla Zero.pl najnowszą odsłonę festiwalu w Cannes. (fot. Zero.pl)

Jakie są kryteria przyznawania określonych kolorów? Wie to chyba tylko Ludwik XV. W teorii liczy się zasięg medium, częstotliwość publikowanych materiałów, dotychczasowe doświadczenie na festiwalu, i tak dalej. W praktyce organizatorzy kochają papierowe media, na średnio- i niskozasięgowe portale zerkają spod byka, zaś YouTuberom wygrażają widłami i pochodnią. 

Reklama
Reklama

System akredytacji to oczywiście wierzchołek góry lodowej, ale spokojna głowa - jeszcze tu wrócę i będę lamentował. 

Teraz Polska? 

Nawet jeśli co roku wybieram się do Cannes jak na ścięcie, to trudno polemizować z faktem, że jest to najważniejszy festiwal filmowy na świecie. W najgorszym wypadku stanowi przegląd trendów, którymi X Muza będzie oddychać przez kolejne lata. W najlepszym – zostawia nas w poczuciu, że kino, zwłaszcza w rozumieniu społecznego rytuału, nie ugnie się pod ciężarem bezlitosnego rynku. 

W tym roku konkurs główny opanowali Polacy. O Złotą Palmę walczy Paweł Pawlikowski, czyli twórca oscarowej „Idy” oraz „Zimnej wojny”. Na Lazurowe Wybrzeże wraca po ośmiu latach nieobecności. 

Fotos z filmu "Fatherland", reż. Paweł Pawlikowski, 2026 (mat. pras.). (fot. Zero.pl)

Reklama
Reklama

Jego „Fatherland” jest opowieścią o literackim mistrzu Tomaszu Mannie, jego córce Erice oraz ich podróży przez podzielone, zimnowojenne Niemcy. Czy z czarno-białych kadrów wyłoni się jakaś prawda o skomplikowanej europejskiej tożsamości? Stawiam dolary przeciwko orzechom, że tak. Potwierdzę to już w najbliższy piątek. 

Z cyklu „Nie sądziłem, że kiedyś wypowiem to zdanie”: rywalami Pawlikowskiego w konkursie będą m.in. dwukrotny laureat Oscara Irańczyk Asghar Farhadi oraz Maciej Musiał. Ten pierwszy wyreżyserował „Historie równoległe”, luźny remake „Dekalogu VI”, czyli „Krótkiego filmu o miłości”. Ten drugi trzyma w garści prawa do całej serii Kieślowskiego i ani myśli zdejmować nogi z gazu

Wreszcie – Michał Toczek, czyli reżyser, którego powinniście mieć na radarze, gdyż nikt w Polsce nie kręci tak dobrych krótkich metraży. W Cannes pokaże film o facecie, który próbuje kupić wódkę. Niestety, pewnego czerwcowego dnia 1999 r. przeszkadzają mu w tym prohibicja oraz wizyta Jana Pawła II.

Proszę Państwa, oto Kino!

Reklama
Reklama

Na festiwal zawita też Pedro Almodóvar, co nikogo dziwić nie powinno. Wystarczy, że Cannes ogłosi konkursowy nabór, a Hiszpan może pakować walizkę. 

Powroty do Cannes. W stawce Rosjanie

Po długiej nieobecności wraca również Węgier László Nemes. Kiedyś nakręcił wstrząsającego „Syna Szawła” o pracującym przy komorach gazowych Żydzie z Sonderkommando. Teraz pokaże film o Jeanie Moulinie – przesłuchiwanym przez szefa Gestapo Klausa Barbiego liderze francuskiego ruchu oporu. 

O ustawowy zestaw kontrowersji zadbali w tym roku Rosjanie. W konkursie znalazł się film opozycyjnego wobec Kremla i mieszkającego w Paryżu Andrieja Zwiagincewa - „Minotaur”. W sekcjach pobocznych z kolei znajdziemy produkcje Kantemira Bałagowa, czyli wychowanka jednego z mistrzów rosyjskiego kina, Aleksandra Sokurowa, a także stałego canneńskiego bywalca – Kiriłła Sieriebriennikowa

Ponieważ wszyscy twórcy dzielą doświadczenia imigrantów albo ofiar represji, festiwal stopniowo wyciąga do nich pomocną dłoń. Zła wiadomość: odpowiedź na pytanie, czy słusznie, kiełkuje w mojej głowie powoli. Dobra: gdy już wykiełkuje, wyjdę z jakiegoś nudnego filmu o facecie w łódce i dam znać.

Źródło: Zero.pl
Michał Walkiewicz
Michał WalkiewiczDziennikarz
Reklama
Reklama