Trwa kilkanaście dni i liczy nawet kilkaset kilometrów w deszczu lub upale. Wszystko po to, by w święto Matki Boskiej Częstochowskiej wejść przed ikonę na Jasnej Górze. Pielgrzymki, o których mowa, w tę środę kończą trasę. – W drodze nie ma znaczenia, czy ktoś jest profesorem czy sprzątaczką. Wszyscy mogą poczuć się jak w małej wspólnocie – mówi o. Marcin Ciechanowski, paulin z Jasnej Góry.

- 26 sierpnia w kościele katolickim jest obchodzona uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej. Z tej okazji na Jasną Górę, przed ikonę Maryi, docierają pielgrzymi z całego kraju.
- – Ludzie idą na Jasną Górę do Matki Bożej z okazji święta, ale pielgrzymka często jest celem samym w sobie. To zupełnie inne doświadczenie kościoła i Pana Boga. Gdy człowiek idzie do kościoła, a nie jest we wspólnocie, to nie widzi ani nie zna człowieka siedzącego przed nim czy za nim. Widzi plecy, czuje się anonimowy. Na pielgrzymce jest jak w małej wspólnocie – opisuje o. dr Marcin Ciechanowski, dyrektor biura prasowego Jasnej Góry.
- Jak podają władze Częstochowy, przez cały sierpień do miasta przyjedzie ok. 82,5 tys. pielgrzymów w zorganizowanych, zapowiedzianych grupach. Do tej liczby nie włączają się osoby, które „turystycznie” odwiedzają jasnogórskie sanktuarium.
W Częstochowie mówi się o dwóch pielgrzymkowych szczytach. To momenty, w których na Jasną Górę docierają największe grupy pielgrzymów. Pierwszy szczyt zakończyło 15 sierpnia święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Na drugi, w związku z uroczystościami Matki Bożej Częstochowskiej 26 sierpnia, przybędą kolejne grupy.
– Dla zakonu dobrze, że są dwa szczyty, bo pielgrzymi by się nie pomieścili – żartuje paulin o. dr Marcin Ciechanowski, dyrektor biura prasowego Jasnej Góry.
Jak dodaje, część pątników rusza w drogę do Częstochowy, by przyjść na Jasną Górę właśnie z okazji maryjnej uroczystości. Jednak nie wszyscy. Dla niektórych wiernych celem nie jest obchodzenie uroczystości, ale pielgrzymka i dotarcie do Częstochowy przed ikonę Matki Boskiej.
– Gdy człowiek idzie do kościoła, a nie jest we wspólnocie, np. w Domowym Kościele czy Neokatechumenacie, to często czuje się anonimowy. Widzi czyjeś plecy, nie zna osób, koło których siedzi. Na pielgrzymce można przeżyć inne doświadczenie Boga, ale i wspólnoty. Święty Benedykt pisał w swojej regule, by zakonnicy modlili się „dookoła siebie”. My w niektórych zakonach podczas modlitwy mamy ławki ustawiane przy ścianach, by jeden widział drugiego. Benedykt twierdził też, że jeżeli nie zobaczę Boga w twarzy drugiego człowieka, to w ogóle go nie zobaczę. A na pielgrzymce można tego doświadczyć: poznać osobę, zobaczyć ją taka, jaka jest i samemu dać się poznać – mówi o. Marcin Ciechanowski.
Pielgrzymka do Częstochowy. „W trasie nie jest ważne, czy idzie profesor czy sprzątaczka”
W trakcie pielgrzymki między pątnikami rodzą się tak bliskie więzi, jak we wspólnocie. – W Ewangelii, gdy Jezus zmartwychwstał, mówił do Marii Magdaleny, by szła do Galilei. Prosił też, by „powiedziała braciom”, aby tam szli. To był pierwszy raz, gdy użyto tego zwrotu w Biblii. Doświadczenie spotkania z Jezusem przeżywa się we wspólnocie braci, dlatego na pielgrzymce wszyscy mówią do siebie bracie, siostro. Nieważne, czy idzie biskup, ksiądz, sprzątaczka, czy profesor. W trasie to jest w ogóle nieistotne – opisuje zakonnik.
Dodaje, że pielgrzymi szukają na drodze do Częstochowy takiego przeżywania wiary. – Chcą kościoła, który jest żywy, radosny – zapewnia.
Doświadczenie wspólnoty na pielgrzymce to jedno, a drugim jej nieodłącznym elementem są intencje, z którymi wierni ruszają w trasę. – Najczęściej modlą się o męża, żonę, zdrowie, wiarę dla kogoś, uwolnienie od alkoholizmu – wyliczał o. Ciechanowski.
Zakonnik zaznaczył przy tym, że spotkał się wielokrotnie ze świadectwami ludzi, których modlitwy zostały wysłuchane. Jednocześnie podkreślił, że pielgrzymka nie daje wiernym takiej gwarancji.
– Jan Paweł II mówił o Jasnej Górze jako o polskiej Kanie Galilejskiej. W Ewangelii o Kanie Matka Boża mówi do Jezusa, jaki jest brak, że państwo młodzi nie mają już wina. Nie sugeruje mu: uczyń cud, zaangażuj się, zamień wodę w wino i to najlepiej wytrawne. Przedstawia mu tylko pewien brak. To też nas uczy, że przychodzimy z prośbami, ale Pan Bóg nie raz nie daje nam tego, co chcemy, tylko to, co potrzebujemy. Jasna Góra uczy ufności.
Zakonnik przestrzega jednak przed tzw. „teologią bankomatową”, która pojawia się wśród wiernych. – Często obraz Pana Boga jest fałszywy. Panuje coś, co nazywam teologią bankomatową. Wpisuję PIN, odmawiam różaniec, wpisuję hasło, modlę się koronką i potwierdzam wypłatę. To, o co modlę, musi się stać. Różaniec, PIN i amen. Nieraz są osoby, które mają takie intencje. W trakcie pielgrzymki, przez formację, przez konferencje, jeśli są o tym, one są oczyszczane – podkreślił o. Ciechanowski.
Demograficzny przełom? „Słabnie odraczanie decyzji”
„Na szczęście rany Maryi z ikony nie zostały zakryte”
Jasnogórski zakonnik przyznał, że przed laty sam chodził na pielgrzymki, a jedna z próśb, które wówczas nosił, została wysłuchana.
– Bardzo dziękuję Bogu za te blizny, które są na ikonie Jasnej Góry Jasnogórskiej. Sam byłem kiedyś zraniony, bo mnie zostawiła mama, jak miałem kilka miesięcy i poznałem ją dopiero 25 lat później. Dzisiaj mam z nią bardzo dobre relacje, moi rodzice pogodzili się ze sobą. Kiedyś znalazłem obrączkę ślubną mojego taty w skrzynce na narzędzia i jak szedłem na pielgrzymkę do Częstochowy, prosiłem o pojednanie między rodzicami. Po latach o tym zapomniałem, mój tata wyszedł z domu, spotkał mamę i się pogodzili – opowiada paulin.
Jak dodaje, ta historia była dla niego znakiem, że na Jasnej Górze Matka Boża wysłuchuje próśb pielgrzymów. – Maryja na ikonie ma blizny. Ma też piękne sukienki, ale myślę, że bardziej istotne są dla mnie jej rany, które całe szczęście nie zostały zakryte. Pamiętam widoki, gdy byłem na onkologii twarzy. Rany tych ludzi, ich upokorzenie, coś potwornego. Pomyślałem wtedy, że Matka Boża też je nosi. Każdy człowiek, który ma rany nie tylko zewnętrzne, ale wewnętrzne, może właśnie tutaj doznać też pocieszenia.
Pielgrzymka do Częstochowy. 100 tys. wiernych w mieście
Najdłuższa piesza pielgrzymka do Częstochowy, czyli Szczecińska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę z Pustkowa, trwa 20 dni. W tym czasie wierni pokonują 651 kilometrów. Niewiele krótsza jest Pielgrzymka Kaszubska, trwająca 19 dni droga na Jasną Górę z Helu. Dystans to ok. 638 km. 12 dni trwa za to trasa do Częstochowy z Warszawy i Lublina.
Władze Częstochowy poinformowały, że liczba pielgrzymów przychodzących, przyjeżdżających na rowerze, wrotkach lub przybiegających do Częstochowy na Jasną Górę w zorganizowanych grupach w czasie sezonu pielgrzymkowego to w tym roku i poprzednich latach ok. 100 tysięcy osób.
Jak podało biuro prasowe Jasnej Góry, w uroczystości Matki Bożej Częstochowskiej w środę 26 sierpnia sumę odpustową odprawi Prymas Polski abp Wojciech Polak. Podczas mszy św. ponowione zostaną Jasnogórskie Śluby Narodu - w ich 70. rocznicę. Treść ułożył kard. Stefan Wyszyński w 1956 roku podczas internowania w Komańczy.