Wyznaczały rytm dnia, alarmowały o zagrożeniach, informowały o ważnych wydarzeniach i dla wielu były ważnym symbolem. Czy należy już powoli pisać o nich w czasie przeszłym? O kościelnych dzwonach robi się coraz głośniej. Istnieje ryzyko, że zamilkną.

- Bielsko-Biała, Bydgoszcz, Chorzów, Mielec, Goczałkowice, Rudzki Most, Pszczyna Rybnik, Bytom, Dąbrówka Wielka, Hałcnów – wszędzie tam pojawił się nowy problem. Nowy, choć obecny od dziesiątek, a często setek lat.
- Chodzi o kościelne dzwony. Od Śląska Cieszyńskiego po Bory Tucholskie płyną głosy niezadowolenia o to, że biją zbyt głośno.
- Sprawy znajdują się na różnych etapach. W niektórych miejscach mieszkańcy piszą pierwsze skargi, w innych sypią się już kary.
Jednym z przykładów, który rozgrzewa opinię publiczną jest przypadek parafii pw. Świętej Trójcy w Bydgoszczy. Tam dzwony biją dwa razy dziennie – tradycyjnie przypominają o zbliżającej się mszy. Według niektórych zbyt głośno.
– Nasz dzwon bije od ponad stu lat i jak dotąd nikt nie skarżył się, że bije za głośno. Dodam, że cały czas bije tak samo. Nikt nie przyszedł do mnie, tylko otrzymałem pismo z miasta, że dzwony biją za głośno i mamy je ściszyć – mówi „Faktowi” ks. Janusz Tomczak, proboszcz parafii.
Kiedyś kościół, później klub i walki w kisielu, a teraz? „Działy się tam rzeczy różne”
– Tak się składa, że ten kościół i wieże budował mój dziadek. I po to to budował, by na szczycie był krzyż i dzwony. Dzwony, które biją – dodaje jeden z mieszkańców.
Do Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska wpłynęła jednak skarga. Ten przekazał pismo do ratusza, a władze miasta zwróciły się do parafii z prośbą o dostosowanie głośności dzwonów do limitów wymaganych przez prawo.
Podczas ogłoszeń parafialnych proboszcz zaalarmował wiernych, że władze miasta chcą doprowadzić do wyłączenia dzwonów. Ratusz stanowczo odpowiedział, że trwa postępowanie wyjaśniające, a o żadnym zakazie nie ma mowy. Poprosił o reakcję bydgoską kurię.
Watykan usunął księdza z parafii. Zasłynął z przyjmowania imigrantów
Biskup bydgoski Krzysztof Włodarczyk w oświadczeniu „podkreślił gotowość do współpracy z władzami miasta, wskazał na potrzebę poszanowania obowiązujących przepisów, a jednocześnie zwrócił uwagę na brak rozwiązań prawnych uwzględniających religijne, historyczne i kulturowe znaczenie dzwonów kościelnych”.
Zaznaczono także, że treść ogłoszeń parafialnych sugerująca „rychłe zamilknięcie dzwonów była sformułowana nie do końca precyzyjnie”.
W Hałcnowie już naliczają karę
Podobny problem dotyczy Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Hałcnowie (woj. śląskie). Tam spór trwa od kilku lat. Przeprowadzono już pomiary głośności dzwonów (zrobiły to władze miasta i Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Katowicach). Kontrola wykazała przekroczenie dopuszczalnych poziomów hałasu.
O komentarz poprosiliśmy proboszcza parafii, ks. Piotra Koniecznego.
Kapłan mówi w rozmowie z Zero.pl, że skargę na głośność kościelnych dzwonów złożyły dwie rodziny. Początkowo problemem było bardziej kościelne nagłośnienie zewnętrzne, niż dzwony.
Osoby te najpierw przyszły porozmawiać z proboszczem. – Rozmawialiśmy ze sobą, bo parafia nikomu nie robi na złość. Nie włączamy dzwonów, żeby komuś uprzykrzać życie – mówi nam duchowny.
W odpowiedzi na skargę parafia zmieniła nagłośnienie i został po raz pierwszy skrócony czas dzwonienia.
Może zainteresuje Cię także:
Po wprowadzonych ograniczeniach w nagłośnieniu, problemem okazały się bardziej same dzwony. W ich obronie – jak mówi nam ks. Konieczny – podpisy złożyło ok. 2 tys. parafian.
To jednak nie przyniosło efektu, a skarga powędrowała do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Następnie, decyzją proboszcza, dwa z czterech dzwonów zostały wyłączone.
Mimo tego, po kilku miesiącach, parafia otrzymała od WIOŚ zawiadomienie o nałożeniu tzw. kary biegnącej – za każde przekroczenie dopuszczalnych norm. – To może być w sumie kilkadziesiąt tysięcy złotych – mówi nam ks. Konieczny.
– My nie bylibyśmy w stanie zapłacić takiej kary. Złożyliśmy odwołanie od tej decyzji, a jeżeli nie zostanie uwzględnione, to no cóż nam zostanie, wyłączymy dzwony – dodaje.
Po decyzji o karze ograniczono czas użytkowania dzwonów do 45 sekund.
– Jest to przykre, bo te dzwony w takim wymiarze nieograniczonym biły od 1975 r. Wtedy te dzwony zostały w takiej liczbie, w jakiej są zawieszone. I faktycznie przez tyle lat nikomu to nie przeszkadzało – kontynuuje.
Proboszcz: ludzie nie przestaną wierzyć, ale będzie to dla wielu bardzo smutne
Duchowny argumentuje, że po wprowadzonych ograniczeniach dzwony biją w niedzielę łącznie przez 10 minut w ciągu całego dnia.
Czy używanie kościelnych dzwonów i zmieszczenie się w limicie głośności zgodnym z prawem jest wykonalne? – Jeżeli dom mieszkalny jest nawet mniej niż 20 metrów od kościoła, to przy nawet najmniejszym dzwonie i tak będzie lekkie przekroczenie tej normy – odpowiada nam duchowny.
W polskiej wsi stanęła najwyższa figura Maryi w Europie
Czy wyobraża sobie kościół bez dzwonów? – Na pewno byłoby nie tylko mnie, ale wielu osobom rzeczywiście bardzo przykro, bo w latach powojennych ludzie tutaj się zbierali, przekazywali swoje oszczędności, składali się i cieszyli, że po wojnie kościelne dzwony znowu biją, bo sama świątynia została zniszczona w czasie konfliktu i na pewno dla starszego pokolenia jest to ważny symbol – odpowiada.

Głośność kościelnych dzwonów staje się coraz większym problemem? (fot. Shutterstock / Shutterstock)
– Bez dzwonów ludzie z pewnością nie przestaną wierzyć, ale będzie to dla wielu bardzo smutne, że ten tradycyjny znak ich wiary, znak przypominania o tym co ważne i dla nich drogie, przestał istnieć – konkluduje.
„Były dzwony zawsze, a teraz nagle komuś przeszkadzają”
Wśród mieszkańców zdania są podzielone. – Coś się komuś uroiło – mówi nam jedna z kobiet pracujących nieopodal kościoła. – To tradycja. Były dzwony zawsze, a teraz nagle komuś przeszkadzają – dodaje.
– A dzwony są, to niech biją – podsumowuje.
Kino a może basen? Urzędnicy uczyli się, co robić z pustymi kościołami
Inna z kobiet, która prowadzi działalność gospodarczą w okolicy, mówi, że problem rzeczywiście był duży. – Nie dało się rozmawiać. Trzeba było się przekrzykiwać – relacjonuje.
Jak dopowiada, część okolicznych mieszkańców, z którymi rozmawia, chciała by dzwony biły, ale ciszej. Po pierwszych skargach i reakcji proboszcza sytuacja miała się według nich poprawić.
Na czym polega problem?
Dzwony kościelne podlegają zwyczajnym normom prawa o ochronie środowiska. Dla kościelnych dzwonów nie przewidziano wyjątku, a kościoły są traktowane jako „zakłady”, tak jak np. zakłady przemysłowe. Potwierdził to wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z lipca tego roku.
Ponadto, jak tłumaczył sędzia NSA Mirosław Wincenciak, nie można stwierdzić, że decyzja określająca dopuszczalny poziom hałasu dla dzwonów jest sprzeczna z postanowieniami konkordatu, czy konstytucji w zakresie wolności sumienia i religii.
Dopuszczalny poziom hałasu określa zaś rozporządzenie ministra środowiska. Dla miast w ciągu dnia ten poziom wynosi 55 decybeli. Większość kościelnych dzwonów, zwłaszcza jeśli najbliższa zabudowa mieszkalna znajduje się nieopodal świątyni, przekracza te normy.
Gigantyczne odszkodowanie dla ofiar molestowania od archidiecezji. Pierwszy taki pozew
Jakie jest więc rozwiązanie? Dzwony na fali skarg mogą naturalnie i z czasem zamilknąć. Innym scenariuszem jest zmiana prawa.
Posłowie PiS Paweł Szrot i Przemysław Drabek zapowiedzieli złożenie projektu nowelizacji ustawy prawo o ochronie środowiska, która kościelne dzwony dopisałaby do tzw. źródeł hałasu i prawnie zrównała np. z liniami tramwajowymi i kolejowymi.
Sprawiłoby to, że wydanie przez organ ochrony środowiska decyzji o przekroczeniu norm hałasu przez kościelne dzwony byłoby niemożliwe.
Jak przekazał portalowi Zero.pl poseł Drabek, proponowane zmiany zostaną złożone do laski marszałkowskiej na wrześniowym posiedzeniu Sejmu.

