Reklama
Reklama

Reklama

Naród, politycy czy sami sędziowie. Kto powinien wybierać sędziów?

Reklama

System wyboru sędziów w głosowaniu powszechnym obowiązuje w kilku krajach na świecie, ale czy wprowadzenie takiego modelu jest możliwe w Polsce? Na to pytanie odpowiedzieli w „Niepoprawniku” prof. Marcin Matczak i Bogusław Leśnodorski. Eksperci Kanału Zero podali też zalety i wady tej metody wybierania sędziów.

Niepoprawnik w Kanale Zero
(fot. Kanał Zero / Kanał Zero)
  • Prof. Marcin Matczak i mec. Bogusław Leśnodorski w „Niepoprawniku” rozważali, czy sędziom do sprawowania ich funkcji konieczna jest demokratyczna legitymizacja i mandat od obywateli.
  • –Argumentem za wyborami sędziów jest kontrola nad elitą prawniczą. Wybory przełamują hermetyczność środowiska sędziowskiego – stwierdził w trakcie programu prof. Matczak.
  • Komentatorzy podali też przykłady tego, jak wybieranie sędziów w głosowaniu wpływa na ich późniejsze decyzje.

Reklama

Chcemy się zastanowić, czy sędziów powinniśmy wybierać sami, czy jednak może robić to naród. Jakby to było, gdybyśmy nagle zorganizowali wybory w Polsce, przed nimi kampanię wyborczą, a potem głosowanie nad sędziami, którzy startują do sądów rejonowych, okręgowych, apelacyjnych – rozpoczął „Niepoprawnik” prof. Marcin Matczak.  

Bogusław Leśnodorski, ekspert „Kanału Zero” i właściciel kancelarii Leśnodorski i Wspólnicy, stwierdził, że był zwolennikiem takiego pomysłu. – W Europie chyba nikt się nie zdecydował, ale w Stanach to obowiązuje od długiego czasu. Oczywiście każdy system ma swoje patologie, jednak jednak uważam, że i tak mniejsze niż te, z którymi my się zderzamy – stwierdził prawnik.

Decyzję o tym, by nad kandydaturami sędziów głosować w wyborach powszechnych, podjął m.in. Meksyk, który w 2024 r. zmienił konstytucję. Na podobny ruch zdecydowała się Boliwia, która w 2009 r. jako pierwsze państwo w XXI wieku wprowadziła do swojej konstytucji mechanizm bezpośrednich wyborów sędziów najwyższych trybunałów. 


Reklama

 


Reklama

Powszechny wybór sędziów? Eksperci starli się na argumenty

Prof. Marcin Matczak i Bogusław Leśnodorski na początku podali przykład pozytywnego efektu demokratyzacji wyboru sędziów. Stwierdzili, że orzecznictwo może być wówczas bliższe społecznemu poczuciu sprawiedliwości.

– Ludzie, którzy wyrośli w jakiejś społeczności, lepiej rozumieją różnego rodzaju problemy. Sędziowie nie orzekają tylko o karze śmierci, tylko zazwyczaj są obciążeni całą masą różnych mniejszych spraw począwszy od wykroczeń. Świadomość i rozumienie społeczności lokalnej moim zdaniem może pomóc – argumentował prof. Matczak.

Argumentem za wyborem sędziów w głosowaniu, przywołanym przez prof. Matczaka i Bogusława Leśnodorskiego, jest też demokratyczna legitymizacja, którą otrzymują orzekający. – Czy sędziowie muszą ją mieć? – pytał Leśnodorski.  


Reklama

Jest im potrzebna. Moim zdaniem to prosty mechanizm. Nie możesz narzekać, jak sam go wybrałeś. (…) Wielokrotnie o tym rozmawialiśmy, że przepisy prawa nie są do końca oczywiste społecznie – stwierdził prof. Matczak.


Reklama

„Sędziowie myśleliby o kampaniach i elektoracie”

Według ekspertów kanału Zero, wybór sędziów w głosowaniu doprowadziłby jednak do ich upolitycznienia. 

Prof. Matczak dodał jeszcze, że na sędziach wybieranych w głosowaniu ciążyłaby presja wydawania „popularnych wyroków”. Według ekspertów Kanału Zero, surowsze kary byłyby wydawane tuż przed wyborami.

 


Reklama