Jak ustalił „Fakt”, śledztwo w sprawie zagadkowej śmierci Macieja Grzegorzewskiego, dyrektora jednego z działów NCBR, zostało prawomocnie umorzone. Prokuratura wykluczyła udział osób trzecich, a analiza telefonu zmarłego nie wykazała żadnych śladów przestępstwa. Świadek w aferze dotacyjnej utonął w Wiśle.

- Śledczy zamknęli postępowanie z powodu braku dowodów na to, by do śmierci urzędnika przyczyniły się osoby trzecie.
- Biegli jako przyczynę zgonu wskazali utonięcie, a analiza telefonu i bilingów nie ujawniła żadnych gróźb ani podejrzanych kontaktów.
- Maciej Grzegorzewski zaginął krótko po tym, jak został przesłuchany jako świadek w głośnym śledztwie dotyczącym wielomilionowych wyłudzeń z NCBR.
Prokuratura podjęła ostateczną decyzję w sprawie, która budziła emocje opinii publicznej. Śledztwo dotyczące śmierci Macieja Grzegorzewskiego, dyrektora jednego z działów Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR), zostało prawomocnie umorzone. Śledczy uznali, że brak jest jakichkolwiek danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa. Decyzja ta stała się ostateczna, ponieważ rodzina zmarłego nie wniosła na nią zażalenia.
Dyrektor zaginął 22 czerwca 2025 r. po tym, jak nad ranem wyjechał z domu. Jeszcze tego samego dnia policja odnalazła jego samochód w okolicach starorzecza Wisły w podwarszawskim Józefowie. Trzy dni później z wody wyłowiono ciało 48-latka.
Śmierć Macieja Grzegorzewskiego. Co krył telefon zmarłego urzędnika?
Sprawa od początku rodziła liczne pytania i teorie spiskowe – dwa miesiące wcześniej mężczyzna był bowiem przesłuchiwany jako świadek w prokuratorskim śledztwie dotyczącym nieprawidłowości finansowych w NCBR.
Biegli z zakresu medycyny sądowej jako najbardziej prawdopodobną przyczynę śmierci wskazali utonięcie.
„W sprawie zasięgnięto m.in. opinii biegłego z zakresu informatyki śledczej do przebadania telefonu, którym posługiwał się zmarły, a także pozyskano dane retencyjne dotyczące połączeń telefonicznych z Maciejem Grzegorzewskim” – przekazano redakcji „Faktu”.
Cień afery finansowej
Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, w którym pracował Grzegorzewski, znajduje się pod lupą organów ścigania. Kontrowersje dotyczą przyznawania gigantycznych dotacji publicznych podmiotom, które budziły poważne wątpliwości.
Najgłośniejszymi przykładami były dotacje dla nowo powstałej spółki 27-latka (założonej zaledwie 10 dni przed podziałem środków), która miała otrzymać aż 55 mln zł, oraz 123 mln zł przyznane generującej straty firmie Chime Networks na projekt związany z cyberbezpieczeństwem podmorskich światłowodów.