– Statystyki pokazują, że dzieci toną stosunkowo rzadko. Największą grupą ryzyka są dorośli mężczyźni – mówi w rozmowie z Zero.pl prezes WOPR Paweł Błasiak. Komentując kolejne przypadki utonięć ekspert zwraca uwagę na słabe umiejętności pływackie Polaków. – Chodzi o elementarne zachowanie w sytuacji, gdy tracimy grunt pod nogami – umiejętność kontrolowanego wynurzenia się, złapania oddechu i przepłynięcia 30 czy 50 metrów do brzegu – tłumaczy.

- Jak wyjaśnia prezes WOPR Paweł Błasiak w rozmowie z Zero.pl, w przypadku utonięć największą grupę ryzyka stanowią dorośli mężczyźni. Polacy chętnie szukają wyzwań i przeceniają swoje siły.
- Alkohol odpowiada za mniej niż 25 proc. wypadków. Główną przyczyną tragedii jest brak elementarnych umiejętności pływania.
- Ratowanie tonącego bez przygotowania niesie ogromne ryzyko. Taka osoba walcząca o życie może podtopić niedoświadczonego ratownika.
Nowa mapa wakacji Polaków. Jak pokolenie Z i pogoda zmieniają urlopy
Z policyjnych statystyk wynika, że od 1 czerwca utonęło już około 80 osób. Zaledwie około 10 proc. z nich przypada na bałtyckie wybrzeże. Zdecydowana większość wypadków miała miejsce na śródlądziu, poza miejscami strzeżonymi. – W trakcie wakacji dominują mniejsze, lokalne zbiorniki i stawy. Ludzie szukają tam ochłody i wypoczynku, bo mają blisko do domu – tłumaczy w rozmowie z Zero.pl Paweł Błasiak, prezes Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Fundamentalny problem: Umiejętność pływania
Jakie błędy nad wodą Polacy popełniają najczęściej? – Zamiast mówić o doraźnych błędach, musimy wskazać na problem fundamentalny: brak podstawowej umiejętności radzenia sobie w wodzie i szacunku do żywiołu. Nie mówimy tu nawet o stylowym, sportowym pływaniu. Chodzi o elementarne zachowanie w sytuacji, gdy tracimy grunt pod nogami – umiejętność kontrolowanego wynurzenia się, złapania oddechu i przepłynięcia tych 30 czy 50 metrów do brzegu – podkreśla ekspert.
I dodaje: – Większość ludzi nie tonie na środku wielkich jezior, kilometr od brzegu. Tragedie najczęściej dzieją się blisko – przy pomostach, mostach, podczas prób przepłynięcia niewielkiego dystansu czy po ześlizgnięciu się ze skarp. Gdy pod nogami nagle brakuje dna, pojawia się panika, która jest głównym czynnikiem paraliżującym.
Błasiak przyznaje, że problem stanowią także alkohol i inne używki, które „potęgują przecenianie własnych możliwości”. Jednak statystycznie odpowiadają za mniej niż 25 proc. utonięć. – Głównym powodem pozostaje brak umiejętności opanowania się, gdy woda nagle zaleje nam oczy czy uszy – tłumaczy.
Kto tonie najczęściej?
W tym kontekście ekspert wskazuje, kto najbardziej jest narażony na utonięcie. – Ogólnie jest tak: około 30–40 proc. Polaków pływa na tyle dobrze, że poradzi sobie w wodzie. Kolejne 30 proc. nie potrafi pływać, ma tego świadomość i po prostu nie wchodzi do głębokiej wody. Największy problem mamy z pozostałymi 30 proc., którzy są przekonani, że potrafią pływać, a w rzeczywistości nie mają ani odpowiednich umiejętności, ani należnego szacunku do wody – ocenia prezes WOPR.
Kto tonie najczęściej? – Statystyki pokazują, że dzieci toną stosunkowo rzadko. Największą grupą ryzyka są dorośli mężczyźni. Trzeźwa kobieta, która nie potrafi pływać, rzadko wchodzi w niebezpieczne miejsca – wykazuje się większą rozwagą i instynktem samozachowawczym. Mężczyźni natomiast chętniej szukają wyzwań i przeceniają swoje siły – odpowiada Błasiak.
Syndrom „Słonecznego Patrolu”
Ekspert opisuje także sytuację, która w tym sezonie poruszyła go najbardziej. – W ratownictwie wodnym pracuję od 41 lat i niewiele może mnie już zadziwić. Jednak w tym roku szczególnie uderzył mnie przypadek ojca, który ruszył na ratunek swoim dzieciom – dzieci udało się uratować, ale on sam utonął – przypomina.
W tym kontekście Błasiak tłumaczy, jak trudne jest ratowanie drugiej osoby. – Wiele osób uważa, np. pod wpływem „Słonecznego Patrolu”, że ratowanie tonącego jest proste. Jeśli komuś bez przygotowania uda się wyciągnąć człowieka z wody, to jest to kwestia ogromnego szczęścia, a nie umiejętności. Osoba, która walczy o życie, ma w sobie potężny ładunek adrenaliny. Jest nieprawdopodobnie silna i w odruchu obronnym będzie fizycznie atakować ratownika, podtapiając go – podkreśla.
– Gdy do takiej sytuacji dochodzi poza kąpieliskiem strzeżonym, osoba bez przygotowania próbująca pomóc często staje się kolejną ofiarą. Wtedy zamiast jednego tonącego, mamy do uratowania dwie lub trzy osoby. To tak zwane utonięcia mnogie – niezwykle trudne akcje, które bardzo często kończą się tragicznie – przestrzega Błasiak.
Obowiązkowa nauka pływania?
Ekspert podkreśla, że z punktu widzenia WOPR najlepszym sposobem na zmniejszenie liczby utonięć w Polsce byłoby wprowadzenie „obowiązkowej nauki pływania w szkołach podstawowych – traktowanej tak samo poważnie jak nauka czytania czy matematyki”.
– Złożyliśmy w Ministerstwie Edukacji Narodowej projekt przywrócenia fakultatywnej karty pływackiej. Chcieliśmy, aby jej zdobycie dawało dodatkowe punkty przy rekrutacji do szkół średnich. To zmotywowałoby rodziców i dzieci, by w ciągu ośmiu lat szkoły podstawowej poświęcić te 25–30 godzin na opanowanie podstaw pływania. Niestety, ministerstwo patrzy na to sceptycznie, argumentując to kosztami dla rodziców. A przecież bezpieczeństwo zawsze niesie za sobą jakieś koszty – zastrzega Błasiak.
