Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt poinformował, że pod zastaw swojego ośrodka pożyczył 500 tys. zł. Nie chciał jednak ujawnić – od kogo. Na zdjęciu umowy zamieszczonym w mediach społecznościowych nazwę pożyczkodawcy zamazano. Na tyle nieudolnie, że dane udało nam się jednak odczytać. Pieniądze przekazały Fermy Drobiu Woźniak, jeden z największych producentów jaj w Europie, nadal wykorzystujący chów klatkowy. Niedługo później DIOZ zapowiedział, że bierze udział w procesie odchodzenia dużego producenta od klatek.

- DIOZ pożyczył od Ferm Drobiu Woźniak 500 tys. zł. Termin spłaty wynosił dwa miesiące.
- Nazwa pożyczkodawcy została zamazana na zdjęciu umowy opublikowanym przez organizację. Anonimizacja okazała się nieskuteczna.
- Kilka tygodni później DIOZ poinformował o swoim udziale w procesie odchodzenia od chowu klatkowego przez jednego z największych producentów jaj w Europie.
- Fermy przekonują, że była to zwykła, zabezpieczona prawnie transakcja biznesowa, a nie darowizna.
- Otwarte Klatki oceniają, że finansowa zależność organizacji prozwierzęcej od firmy zajmującej się chowem zwierząt jest ryzykowna.
Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt deklaruje, że jego misją jest ochrona wszystkich zwierząt, niezależnie od gatunku i sytuacji, w której się znalazły. Organizacja zapewnia, że działa na rzecz humanitarnego traktowania zwierząt i propaguje szacunek do życia każdej istoty. Równocześnie – jak ustaliliśmy – pożycza pieniądze od firmy drobiarskiej.
Chcieli ujawnić pożyczkę, ale nie od kogo pochodziła
8 czerwca DIOZ opublikował w mediach społecznościowych wpis, w którym poinformował o zaciągnięciu dużej pożyczki. „Dzisiaj siedzieliśmy u notariusza, aby pod zastaw ośrodka w Pietrzykowie pożyczyć PÓŁ MILIONA ZŁOTYCH” – przekazała organizacja.
DIOZ tłumaczył, że pod jego opieką znajduje się blisko tysiąc zwierząt potrzebujących jedzenia, leków, badań i opieki. W obszernym wpisie organizacja opisywała swoją trudną sytuację finansową i ponownie prosiła odbiorców o wpłaty poprzez BLIK, PayPal oraz przelewy bankowe.
Czytaj także: Miliony złotych ze zbiórek i znikające zwierzęta. Ujawniamy kulisy działania DIOZ
Najciekawszy element publikacji znajdował się jednak na jednym z dołączonych zdjęć. DIOZ pokazał fragment umowy pożyczki. Wynikało z niego, że organizacja otrzymała 500 tys. zł i miała dwa miesiące na zwrot pieniędzy, do 4 sierpnia. Nazwa pożyczkodawcy została zamazana. Tyle że nieskutecznie.
Po zmianie podstawowych parametrów obrazu, spod zamazania zaczęły wyłaniać się nazwa firmy i jej numer REGON. Dane wskazywały na Fermy Drobiu Woźniak.
Firma potwierdziła nam później, że udzieliła DIOZ pożyczki.

Co to są Fermy Drobiu Woźniak?
Jeden z największych producentów jaj w Europie z kontrowersjami w mediach
Fermy Drobiu Woźniak przedstawiają się jako jeden z największych producentów jaj konsumpcyjnych w Europie. Firma działa od ponad 30 lat, prowadząc między innymi wylęgarnie, hodowlę kur niosek, produkcję paszy, pakowanie oraz transport jaj.
Samo udzielenie pożyczki organizacji społecznej nie byłoby niczym szczególnym. W tym przypadku znaczenie ma jednak profil działalności obu podmiotów.
Czytaj także: „To tylko fasada”. Byli wolontariusze DIOZ przerywają milczenie
DIOZ deklaruje walkę o dobrostan wszystkich zwierząt. Fermy Drobiu Woźniak nadal prowadzą natomiast produkcję w systemie klatkowym, formie chowu od lat krytykowanej przez organizacje zajmujące się ochroną zwierząt.
W chowie klatkowym kury mają mocno ograniczoną przestrzeń. Nie mogą swobodnie się przemieszczać ani w pełnym zakresie realizować naturalnych zachowań, takich jak grzebanie, kąpiele piaskowe, swobodne rozkładanie skrzydeł czy poszukiwanie pożywienia.
Zwolennicy tego modelu wskazują na koszty produkcji, bezpieczeństwo sanitarne i możliwość zapewnienia konsumentom tańszych jaj. Krytycy podkreślają jednak problemy zdrowotne i etyczne wynikające z przetrzymywania zwierząt przez całe życie w klatkach.
„Zdychy”. Nagrania z fermy Woźniak
W 2023 r. Gazeta.pl opublikowała materiał „Zdychy. Stąd się biorą jajka”, przygotowany przy współpracy ze Stowarzyszeniem Otwarte Klatki.
Nagrania powstały podczas sześciotygodniowej pracy osób związanych z organizacją na jednej z ferm w Wielkopolsce. W materiale pokazano między innymi martwe ptaki znajdujące się w pobliżu taśmociągów, ranne i chore kury, zabrudzenia, pasożyty oraz przypadki dziobania martwych zwierząt przez inne ptaki.
Autorzy materiału opisywali także problemy z dostępem do pomocy weterynaryjnej oraz trudne warunki zatrudnienia części pracowników.
Po publikacji Otwarte Klatki zapowiedziały złożenie zawiadomienia dotyczącego podejrzenia znęcania się nad zwierzętami. Postępowanie zostało ostatecznie prawomocnie umorzone na etapie przygotowawczym.
Nie oznacza to jednak, że Fermy Drobiu Woźniak zaakceptowały obraz przedstawiony w reportażu. Firma od początku zdecydowanie odrzucała zarzuty. Określiła materiał jako manipulacyjny i pełen przekłamań. Zarzucała osobom nagrywającym między innymi płoszenie kur, umieszczanie ich w miejscach, w których nie znalazłyby się samodzielnie, oraz niewykonywanie obowiązków pracowniczych.
Fermy domagały się również sprostowania informacji opublikowanych przez Gazeta.pl. Przekonywały, że martwe zwierzęta były regularnie usuwane, liczba upadków mieściła się w normach, ptaki pozostawały pod nadzorem, a pracownicy byli odpowiednio przeszkoleni.
Spór dotyczył więc zarówno konkretnych warunków na fermie, jak i samego systemu chowu.
Otwarte Klatki nadal oceniają, że materiał pokazał zdarzenia budzące wątpliwości z punktu widzenia ustawy o ochronie zwierząt. Organizacja zwraca jednak uwagę, że część pokazanych problemów nie jest charakterystyczna wyłącznie dla jednego producenta, lecz wynika z konstrukcji całego systemu klatkowego.
DIOZ ratuje pojedyncze kury. Co z milionami?
DIOZ wielokrotnie publikował w swoich mediach społecznościowych nagrania z interwencji, podczas których odbierał właścicielom pojedyncze kury. Organizacja fotografowała zwierzęta, opisywała warunki, w których były przetrzymywane, i podkreślała, że ptaków w krytycznym stanie nie pozostawia bez pomocy.
30 czerwca, czyli kilka tygodni po ujawnieniu informacji o pożyczce, na profilu DIOZ pojawił się kolejny wpis dotyczący kur. Organizacja poinformowała, że od lat uczestniczy w rozmowach i działaniach mających prowadzić do zmian w traktowaniu zwierząt.
„Już wkrótce opowiemy więcej o naszym udziale w procesie odchodzenia od chowu klatkowego u jednego z największych producentów jaj konsumpcyjnych w Europie” – zapowiedziano.
DIOZ twierdził, że w 2026 r. około 50 proc. produkcji tej firmy ma odbywać się poza systemem klatkowym, a w kolejnym roku udział ten miał wzrosnąć do około 70 proc.
Organizacja dodała, że wszystko zaczęło się od adopcji trzech psów.
W odpowiedzi przesłanej naszej redakcji Fermy Drobiu Woźniak również poinformowały, że prezes firmy osobiście adoptował z DIOZ trzy psy. DIOZ nie wymienił producenta z nazwy. Zestawienie treści obu oświadczeń wskazuje jednak, że organizacja najprawdopodobniej pisała właśnie o Fermach Drobiu Woźniak.
Nie przedstawiamy dowodów na to, że pożyczka była zapłatą za działania wizerunkowe ani że wpis DIOZ powstał na zlecenie firmy. Zbieżność czasowa i finansowa relacja obu podmiotów są jednak wystarczającym powodem, aby zadawać pytania o charakter tej współpracy.
Fermy Woźniak: “zwykła transakcja biznesowa”
Zwróciliśmy się do Ferm Drobiu Woźniak z pytaniami dotyczącymi pożyczki, charakteru relacji z DIOZ oraz kontrowersji związanych z działalnością organizacji. Firma potwierdziła, że DIOZ poprosił ją o tymczasowe wsparcie finansowe. Zamiast darowizny zdecydowała się na pożyczkę.
„Była to zwykła, prawnie zabezpieczona transakcja biznesowa, a nie forma wsparcia charytatywnego” – poinformowały Fermy Drobiu Woźniak. Firma zaznaczyła, że jest podmiotem prywatnym i może samodzielnie decydować o sposobie dysponowania własnymi środkami. Podkreśliła również, że nie ma żadnych powiązań osobowych ani kapitałowych ze stowarzyszeniem.
Według Ferm samo udzielenie pożyczki nie oznacza wspierania kontrowersyjnych działań DIOZ. Spółka zwróciła uwagę, że opisywane postępowanie dotyczące organizacji nie zakończyło się prawomocnymi ustaleniami, które pozwalałyby przypisać Fermom odpowiedzialność za działania osób trzecich.
„Jeśli w przyszłości pojawią się prawomocne ustalenia dotyczące nieprawidłowości po stronie DIOZ, weźmiemy je pod uwagę przy podejmowaniu przyszłych decyzji o współpracy i udzielonej pożyczki. Na dziś takich ustaleń nie ma” – przekazała firma.
Fermy zaznaczyły także, że ich relacja z organizacjami zajmującymi się ochroną zwierząt ma wymiar lokalny. Jako przykład wskazały właśnie adopcję trzech psów z DIOZ przez prezesa spółki oraz wieloletnie wspieranie fundacji, lokalnych społeczności i organizacji pomagających zwierzętom.
Firma uznała, że nasze pytania mogą służyć budowaniu wokół niej negatywnej narracji przy okazji kontrowersji dotyczących DIOZ.
Otwarte Klatki: taka zależność jest ryzykowna
O ocenę sytuacji poprosiliśmy Stowarzyszenie Otwarte Klatki, które uczestniczyło w przygotowaniu materiału „Zdychy”.
Organizacja nie znała wcześniej sprawy pożyczki. Przekazaliśmy jej dokument opublikowany przez DIOZ i zapytaliśmy o ryzyko związane z finansowaniem organizacji prozwierzęcych przez firmy zajmujące się przemysłowym chowem zwierząt.
Odpowiedź była jednoznaczna: „Uważamy, że zależność finansowa od firm zajmujących się chowem zwierząt jest ryzykowna dla organizacji prozwierzęcych. Szczególnie dotyczy to podmiotów hodujących zwierzęta w sposób budzący sprzeciw społeczny, jak w przypadku chowu klatkowego” – przekazały Otwarte Klatki.
Organizacja podkreśliła, że dla przedsiębiorstwa dobrostan zwierząt jest jednym z wielu elementów branych pod uwagę podczas podejmowania decyzji biznesowych. Dla organizacji prozwierzęcej powinien natomiast pozostawać wartością nadrzędną.
Zdaniem Otwartych Klatek podobna współpraca może zwiększać wpływ biznesu na działania organizacji pozarządowych. Szczególne znaczenie ma więc transparentność finansowania.
„Organizacje prozwierzęce mają tu szczególną rolę – to właśnie w imieniu zwierząt proszą ludzi o zaufanie oraz wsparcie” – zaznaczono.
Otwarte Klatki zwracają uwagę, że darczyńcy mają prawo wiedzieć, skąd pochodzą pieniądze organizacji i na co są przeznaczane. Pytania mediów oraz kontrolę społeczną uznają za naturalny element funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego.
DIOZ nie odpowiedział na pytania
Pytania wysłaliśmy także do DIOZ.
Chcieliśmy wiedzieć między innymi:
- w jaki sposób organizacja zamierzała zwrócić 500 tys. zł w ciągu dwóch miesięcy;
- dlaczego nazwa pożyczkodawcy została zamazana na opublikowanym zdjęciu;
- czy przedstawiciele DIOZ znali materiał „Zdychy”;
- jaki jest dokładny charakter relacji pomiędzy DIOZ a Fermami Drobiu Woźniak;
- czy pożyczka miała jakikolwiek związek z zapowiadanym przez DIOZ udziałem w odchodzeniu producenta od chowu klatkowego;
- jak organizacja tłumaczy tę relację swoim darczyńcom.
Do chwili publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Kolejne kontrowersje na liście DIOZ
Pożyczka od Ferm Drobiu Woźniak to kolejny temat związany z działalnością Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, który opisujemy.
W poprzednim śledztwie ujawniliśmy między innymi niejasności dotyczące milionów złotych pozyskiwanych przez ekosystem podmiotów związanych z DIOZ, zbiórek prowadzonych na zwierzęta, publikowania danych właścicieli, zabiegów przeprowadzanych przez osoby bez wymaganych uprawnień oraz losów zwierząt, które po odebraniu właścicielom znikały z przestrzeni publicznej.
Działalność organizacji jest przedmiotem postępowań prowadzonych przez organy ścigania. Portal Zero.pl i Kanał Zero będą nadal przyglądać się sprawie.
