Choć Jarosław Kaczyński kategorycznie sprzeciwia się koalicji z Grzegorzem Braunem, niewykluczone, że Prawo i Sprawiedliwość będzie potrzebować Konfederacji Korony Polskiej, żeby móc wrócić do władzy. – Byłby to dla nas poważny problem – komentuje ambasador USA Thomas Rose. – Zdecydują polscy wyborcy, a nie ambasada USA – odpowiada Przemysław Czarnek.

- Sondaż Opinia24 daje Konfederacji Korony Polskiej 7,7 proc. poparcia. To oznaczałoby 37 mandatów w Sejmie.
- Jarosław Kaczyński wyklucza sojusz z Grzegorzem Braunem. W połowie stycznia mówił wprost o „zagrożeniu dla bezpieczeństwa państwa”.
- Według ambasadora Stanów Zjednoczonych Thomasa Rose’a taki sojusz byłby dla jego kraju poważnym problemem. – Braun jest jednak bardzo antyamerykański – mówił „Rzeczpospolitej”.
- Innego zdania jest Przemysław Czarnek. – Jeśli trzeba będzie tworzyć koalicję, to będą decydować o tym wyniki wyborów – deklaruje.
Najnowszy sondaż Opinii24 daje Konfederacji Korony Polskiej, partii Grzegorza Brauna, 7,7 proc. poparcia, które przełożyłoby się na 37 mandatów. I choć w porównaniu do 160 mandatów, które przypadłyby Prawu i Sprawiedliwości, taka zdobycz nie wygląda wybitnie pokaźnie, to jest konieczna do uzyskania ewentualnej większości w koalicji z ugrupowaniem Jarosława Kaczyńskiego i Konfederacją Wolność i Niepodległość.
Tą konfederacją Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena, z której Braun został rok temu wyrzucony.
Na drodze do tak szerokiej koalicji na prawicy stoi nie kto inny, jak sam Kaczyński. – Żadnych sojuszy z Braunem. Sojusz z nim to jak sojusz z Putinem – mówił w połowie stycznia.
Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy prezes PiS grubą linią odcina się od lidera tej drugiej konfederacji. – Uważam go za polityka, który dalece przekroczył te granice, które są nieprzekraczalne – mówił kolejny tydzień wcześniej. Potencjalną obecność partii Brauna w przyszłym Sejmie określił wprost możliwym zagrożeniem na bezpieczeństwa państwa.
Ambasador USA o sojuszu PiS-Braun: Byłby to dla nas poważny problem
Sceptycznie o potencjalnym dojściu do władzy – nawet jeśli w koalicji z dwoma innymi ugrupowaniami – mówił w początku tygodnia w rozmowie z „Rzeczpospolitą” amerykański ambasador Thomas Rose.
– Nie chcę w żaden sposób przesądzać wyniku wyborów w Polsce. To nie moja rola. Tę decyzję muszą podjąć polscy wyborcy. Ale Braun jest jednak bardzo antyamerykański. I każdy wie, w tym opozycja, że byłoby nam trudno coś podobnego zaakceptować. Byłby to dla nas poważny problem – stwierdził.
Ten sam dziennik o komentarz do wypowiedzi Rose’a i potencjalnej współpracy PiS z KKP poprosił Przemysława Czarnka, wiceprezesa pierwszej z wymienionych. – PiS walczy o zwycięstwo samodzielne, tak jak w latach 2015 czy 2019. I o tym, jak ułożą się mandaty w Sejmie, zdecydują polscy wyborcy, a nie ambasada USA – odpowiedział.
– Jeśli trzeba będzie tworzyć koalicję, to będą decydować o tym wyniki wyborów. Dopiero po nich będziemy patrzeć, z kim można sformować odpowiedzialny rząd. Stany Zjednoczone mają nic do rzeczy – zadeklarował.
Dopytywany o sojusz z Braunem, Czarnek odpowiedział: – PiS nie może tworzyć rządu z ludźmi Donalda Tuska, to wynika z punktu pierwszego "Deklaracji polskiej".
Czarnek nie wyklucza sojuszu z Braunem. "Zdecydują Polacy"
Zdaniem wiceprezesa PiS, jeśli samodzielne rządzenie jego partii będzie niemożliwe, a do uzyskania władzy potrzebna będzie współpraca z innymi ugrupowaniami chcącymi „stworzyć odpowiedzialny rząd”, to wejście w koalicję nie jest wykluczone. – A jakie to będą ugrupowania, to zdecydują Polacy w wyborach i dopiero wtedy będziemy rozmawiać o rozmaitych koalicjach – ocenił.
Polityk nie wykluczył, że jednym z takich ugrupowań będzie aktualnie współrządzące Polskie Stronnictwo Ludowe. Choć nazwał to "w kategoriach prawdopodobieństwa niemalże niemożliwym", dodał: – My jesteśmy gotowi na to, żeby odwracać sytuację także w tym Sejmie i stworzyć koalicję z Konfederacją – jedną i drugą, a także z częścią posłów z PSL czy z Polski 2050. Wszystko jest możliwe.
