Reklama
Reklama

Sonny Rollins nie żyje. Legendarny muzyk jazzowy miał 95 lat

W wieku 95 lat zmarł Sonny Rollins, jeden z najważniejszych i najbardziej zuchwałych muzyków w historii jazzu. Słynny amerykański saksofonista tenorowy odszedł w poniedziałek 25 maja w swoim domu w Woodstock w stanie Nowy Jork. Informację o jego śmierci przekazano na oficjalnej stronie artysty oraz w mediach społecznościowych.

b5397cc5-4b0f-42c5-984b-adae2a992a91
Sonny Rollins nie żyje (fot. Shutterstock)
  • Słynny amerykański saksofonista jazzowy Sonny Rollins zmarł w poniedziałek 25 maja. Artysta odszedł w swoim domu w Woodstock w wieku 95 lat.
  • Muzyk wydał w trakcie kariery ponad 60 albumów studyjnych i koncertowych. Do jego najważniejszych dzieł należą płyty „Saxophone Colossus” oraz „The Bridge”.
  • W 2010 r. prezydent Barack Obama wręczył mu odznaczenie National Medal of Arts. To najwyższe wyróżnienie dla twórców w Stanach Zjednoczonych.

„Z głębokim smutkiem i wielką miłością informujemy o śmierci Sonny’ego Rollinsa” – napisano na oficjalnym koncie artysty w serwisie X. Bliscy nie podali oficjalnej przyczyny zgonu. W pożegnalnym wpisie internetowym zdecydowano się jednak na umieszczenie wymownego cytatu samego muzyka: „Uważam, że kiedy kończy się życie twórcze, trwa ono dalej, w kolejnym wcieleniu. Jestem osobą, która wierzy, że to życie nie jest wszystkim”.

Harlem, Davis i muzyczne wątpliwości

Sonny Rollins urodził się 7 września 1930 r. w Nowym Jorku i dorastał w słynnej dzielnicy Harlem. Już jako nastolatek, zainspirowany twórczością takich artystów jak Fats Waller, Louis Armstrong i Louis Jordan, zaczął grać na saksofonie altowym.

W wieku 16 lat zdecydował się na zmianę instrumentu na saksofon tenorowy. Niedługo później jego muzycznym mentorem został legendarny pianista Thelonious Monk. Na początku lat 50. minionego wieku Rollins zyskał status najbardziej kreatywnego młodego twórcy na nowojorskiej scenie jazzowej. Współpracował wówczas z największymi postaciami epoki, w tym z Milesem Davisem i Billie Holiday.

Reklama
Reklama

W wydanej w 1989 r. autobiografii Miles Davis wspominał początki kariery przyjaciela. Zwrócił uwagę, że „Sonny cieszył się olbrzymią renomą wśród młodszych muzyków z Harlemu”.

Legendarny trębacz dodał również: „Ludzie w Harlemie i wszędzie indziej kochali Sonny'ego Rollinsa. Był legendą, niemal bogiem dla wielu młodszych muzyków. Niektórzy uważali, że grał na saksofonie na poziomie Birda. Jedno wiem na pewno – był blisko. Był zuchwałym, nowatorskim muzykiem, który zawsze miał świeże pomysły. Kochałem go jako muzyka, a do tego potrafił pisać jak szalony”.

Pozycja rynkowa i artystyczna nie uwolniła jednak Rollinsa od głębokich wątpliwości dotyczących własnego talentu i warsztatu. W 1959 r. muzyk uznał, że nie jest w pełni zadowolony z poziomu swojej gry. Chcąc intensywnie ćwiczyć, a jednocześnie nie zakłócać spokoju swojej ciężarnej sąsiadce, podjął nietypową decyzję.

Reklama
Reklama

Zaczął regularnie grać na chodniku dla pieszych na nowojorskim moście Williamsburg. Spędził tam dwa lata, trenując często po 14 lub nawet 15 godzin dziennie. Efektem tych samotnych poszukiwań stał się kultowy album „The Bridge”, który wyniósł jego improwizacje na zupełnie nowy poziom techniczny i artystyczny.

Wielka improwizacja Rollinsa

Krytycy muzyczni wielokrotnie podkreślali, że Rollins potrafił w unikalny sposób wydobyć do samego dna esencję każdej frazy melodycznej. Sam artysta miał jednak bardzo mistyczne podejście do swoich występów przed publicznością.

Przyznawał, że przed wyjściem na estradę stara się całkowicie oczyścić umysł i nigdy nie planuje przebiegu swoich solówek, opierając się jedynie na ogólnych ramach i strukturze danego utworu. – Improwizację zostawiam całkowicie siłom wyższym. Czasem sam jestem zaskoczony, co z tego wynika – tłumaczył saksofonista.

Muzyk był także wielkim innowatorem pod względem technicznym, wprowadzając pionierskie metody wykorzystania saksofonu jako instrumentu sekcji rytmicznej. Za swoją działalność otrzymał dwie nagrody Grammy oraz regularnie wygrywał plebiscyty najważniejszych magazynów branżowych na świecie.

Reklama
Reklama

W 2010 r. prezydent USA Barack Obama wręczył mu National Medal of Arts, czyli najwyższe państwowe wyróżnienie dla artystów w Stanach Zjednoczonych. Amerykański przywódca wyznał wówczas publicznie, że twórczość Rollinsa bezpośrednio zainspirowała go do podejmowania życiowego ryzyka.

Twórca pozostawił po sobie gigantyczny dorobek, obejmujący ponad 60 albumów studyjnych i koncertowych, które na zawsze zmieniły oblicze współczesnej muzyki improwizowanej.

Źródła: PAP, Zero.pl
Tagi: muzyka
Reklama
Reklama