Katowice zostały zobligowane do wprowadzenia strefy czystego transportu na podstawie wskazań z czujnika, który nie był nawet umieszczony przy drodze należącej do miasta. Czujnik stał przy autostradzie A4, ale to nie szkodzi – strefę i tak trzeba wprowadzić. Przygotowano więc projekt, który nie powinien za bardzo przeszkadzać w ruchu i nie drażnić mieszkańców aglomeracji śląskiej.

- Z ustawy o elektromobilności wynika, że jeśli w mieście przekraczającym liczbę 100 tys. mieszkańców dojdzie do przekroczenia normy tlenków azotu wynoszącej 40 mikrogramów na m3, to wprowadzenie strefy czystego transportu jest obowiązkowe.
- Katowice niestety wpadły w ten problem, choć umiejscowienie czujnika było bardzo dyskusyjne.
- Przygotowano więc strefę z gatunku „kazali, to zrobiliśmy”. Nie ma co liczyć na jej jakikolwiek efekt ekologiczny, co całkowicie wywraca założenie SCT, ale jest nadal zgodne z ustawą.
Niedawno przeprowadzone konsultacje społeczne w Szczecinie pokazały, że prawdziwy poziom poparcia społecznego dla tworzenia stref czystego transportu jest znikomy. Większość osób jest obojętna albo raczej przeciwna, chyba że strefa staje się całym miastem, jak w Krakowie. Wtedy obojętność znika i przeradza się w próbę odwołania prezydenta miasta. Prezydent Katowic Marcin Krupa sprawujący urząd od 2014 r. wydaje się dobrze o tym wiedzieć i nie ma najmniejszego zamiaru stracić stanowiska przez jakieś pseudoekologiczne wymysły. Długo opierał się przed wprowadzeniem strefy w ogóle, ale ustawa nie pozostawia wątpliwości, więc oto mamy projekt – uwzględniono w nim już i obszar, i wymogi emisyjne dla pojazdów.
I jaka będzie ta strefa w Katowicach?
Mała, obejmująca tylko fragment ścisłego centrum. Zasadniczo o to chodzi w strefach czystego transportu, mają one w założeniu stanowić wydzielony fragment o szczególnie gęstej zabudowie i ruchu samochodowym. Oto pomysł dla Katowic – ale spokojnie, będzie jeszcze poddany konsultacjom społecznym.

Źródło: katowice.eu
Na mapie powyżej niespecjalnie widać linię oznaczającą granicę strefy – to ta niebiesko-czerwona kreska. Jeśli dobrze się przyjrzycie, zobaczycie „ząb” po prawej stronie, w górnym rogu – to ulica Maślińskiego, wyłączona ze strefy w celu umożliwienia dojazdu do szpitala. Ogólnie strefa obejmuje obszar ścisłej zabudowy śródmiejskiej, w tym niektóre ulice objęte już teraz zakazem ruchu. Wygląda na to, że ten fragment miasta będzie dość łatwy do ominięcia.
W dodatku niewielu kierowców zostanie zmuszonych do jego omijania
Przedstawiono już minimalne normy emisji spalin uprawniające do wjazdu. Będą one z czasem zaostrzane, ale w przypadku pojazdów już posiadanych przez mieszkańców Katowic lub GZM (Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii) przewidziano bezterminowe wyłączenie. Mieszkańcy Katowic, którzy kupią auto w okresie od 29 czerwca 2026 r. do 30 czerwca 2029 r., będą musieli wybrać pojazd spełniający albo normę Euro 3 dla benzyny, albo Euro 4 dla diesla. Od roku 2034, a więc za osiem lat, minimalną normą będzie Euro 4 dla benzyny i Euro 6 dla diesla, czyli jak w Krakowie już teraz.
Kierowcy spoza GZM wjadą autami benzynowymi z Euro 3 i dieslami z Euro 5, a od 2034 r. – benzynowymi Euro 4 i dieslami Euro 6.

Źródło: katowice.eu

Źródło: katowice.eu
A inne wyłączenia?
Na razie ich nie wyszczególniono, ale na pewno się pojawią. Prawdopodobnie obejmą pojazdy zabytkowe, niemal na pewno samochody specjalne jak śmieciarki, pomoc drogowa i podobne. Na wszelki wypadek wspomniano też o kontrolach, które ma prowadzić straż miejska i policja. Czyli będą one raczej wyrywkowe i bez charakteru powszechnego monitoringu wjazdów do strefy – chociaż przy tym jej rozmiarze nie stanowiłoby to poważniejszego problemu.
Nie dziwię się władzom Katowic, że nie chcą strefy
Robią, bo muszą, ale przykład Krakowa pokazuje, że nie należy przesadzać i wyskakiwać przed szereg. Nawet w samym dokumencie przedstawiającym założenia katowickiej SCT wspomniano, że i bez strefy w ciągu ostatnich czternastu lat ilość pyłów PM10 w centrum miasta spadła o połowę. Nie napisano tylko nic o tlenkach azotu, które stanowią bezpośrednią przyczynę ustanawiania strefy. Ale to bez większego znaczenia, ponieważ przy tych kryteriach i tym rozmiarze żaden efekt ekologiczny powiązany z SCT nie wystąpi. Park samochodowy wymieni się do 2034 r. w sposób istotny, z dużym udziałem samochodów elektrycznych lub hybryd plug-in i wszystkie poziomy zanieczyszczeń znacząco spadną. Przypomnę, że strefę po trzech latach można poddać ocenie i jeśli nie zanotowano już przekroczeń tlenków azotu – zgodnie z prawem zawiesić. Stawiam na ten scenariusz dla Katowic.
Teraz przed katowiczanami konsultacje społeczne
Nie mam wątpliwości, że pojawi się na nich grupa osób zdecydowanie przeciwnym strefom czystego transportu w każdej postaci. Być może już nie warto – strefa wejdzie, bo musi, a jakiś czas później wszyscy przestaną się nią przejmować.
