BYD ze swoją technologią flash charging wchodzi do Europy. Na początek powstanie 3000 stacji ładowania. To niewiele, ale jeszcze mniej aut faktycznie skorzysta z możliwości, które te stacje dają. W miażdżącej większości przypadków nie będą się one różnić niczym od tych już istniejących.

- Chińczycy z BYD planują zbudować w Europie 3000 stacji ładowania samochodów elektrycznych. To niezbyt wiele jak na skalę kontynentu, ale moc ma imponować.
- Cóż z tego, że stacje będą mogły ładować pojazdy z mocą do 1500 kW, skoro w Europie nie ma na razie samochodów, które mogłyby z tego skorzystać?
- Jedynym modelem dostosowanym do tej architektury jest Denza Z9 GT, której premiera w Polsce wciąż się odsuwa.
Sprawdziłem to w Chinach nie tyle na własnej skórze, ile na pożyczonym samochodzie: wielkiego SUV-a BYD Tang L udało nam się naładować z 20 do 80 proc. w 12 minut, uzyskując ponad 500 km zasięgu, a moc ładowania przez moment przekroczyła 600 kW. Na tle tego wyniku śmiesznie wygląda najmocniejsza ładowarka w Polsce, która według różnych danych może podawać 350 lub 400 kW mocy. To i tak bardzo dużo, ale na to wszystko wpadają Chińczycy i mówią: my tu wam zaraz zainstalujemy w Europie takie cuda, jakich jeszcze nie widzieliście.
Flash charging – ładowanie z mocą do 1500 kW
Czyli półtora megawata. Tyle właśnie można osiągnąć w niektórych modelach marek BYD i Denza po wpięciu dwóch wtyczek CCS do auta. Owszem, zajmujemy komuś w ten sposób stanowisko, bo korzystamy z dwóch przewodów jednocześnie, ale zamożni ludzie nie przejmują się takimi drobiazgami, gdy potrzebują uzupełnić sobie prąd w baterii. W Europie zapowiedziano budowę 3000 stacji ładowania typu flash charging, co wydaje się zadziwiające – gdy ktoś chce sobie zamontować mini-stację typu wallbox o mocy 6,6 kW, potrzeba rozlicznych zezwoleń i ekspertyz, a tymczasem BYD chwali się, że zbuduje na naszym kontynencie 3000 stacji, do których zostanie przyłączony prąd o mocy 1,5 MW. Nie podano dokładnie, skąd ten prąd mamy wziąć, Chińczycy raczej nie planują zbudować nam kilku dodatkowych elektrowni – elektryczność mamy wytworzyć sobie sami, a oni tylko przyłączą przewody. Sprytne.
Jest dokładnie jeden samochód, który może korzystać z flash charging w Europie
To Denza Z9 GT – niedawno pisałem o cenach tego pojazdu, które delikatnie mówiąc, wydają się zawyżone. Ten wielki sedan kosztuje ponad pół miliona złotych, więc grupa klientów, która faktycznie skorzysta z dobrodziejstwa flash charging będzie naprawdę minimalna. To nie znaczy, że na rynek nie wejdą kolejne samochody – czy to z koncernu BYD, czy z innych – które będą mogły również ładować się w błyskawicznym tempie, ale przyjdzie nam na to jeszcze poczekać.
Zresztą jest taki problem, że technologia flash charging jest niespecjalnie potrzebna. Przypuśćmy, że mamy samochód elektryczny z akumulatorem o pojemności 60 kWh i chcemy go naładować z 20 do 80 proc., czyli uzupełnić 60 proc. pojemności akumulatora, a to oznacza że potrzebujemy 36 kWh energii. Przy mocy ładowarki wynoszącej nawet tylko 180 kWh zajmie to 12 minut. Jeśli zwiększymy moc do 360 kWh, potrzeba będzie sześciu minut. Jest to różnica całkowicie pomijalna, często dużo więcej czasu spędzamy w kolejce do ładowania czy nawet do stacji benzynowej. Nawet tankowanie samochodu może trwać 7-9 minut, jeśli mamy do napełnienia dużą butlę na gaz płynny. Stacje ładowania o mocy 1,5 MW to raczej chwyt marketingowy, mający pokazać, że Chińczycy są absolutnie, bezwzględnie najlepsi i nikt nie ma z nimi żadnej szansy, nawet jeśli nie zostaną w europejskich warunkach wykorzystane.
Chińczycy u siebie sprzedają imponujące samochody. Do Europy wysyłają byle co
Ładowałem ostatnio chiński samochód z typowej ładowarki komercyjnej
W ciągu 22 minut zdążyłem zrobić zakupy w pobliskim sklepie i zjeść hot doga. Z 16 proc. stanu naładowania zrobiło się 86 proc. Maksymalna moc ładowania tego pojazdu wynosi nędzne 84 kW – to wystarczyło, żeby komfortowo doładowywać go w 20-30 minut raz na tydzień podczas normalnej miejskiej jazdy. W odróżnieniu od planowanych stacji flash charging, taka ładowarka nie nakłada ogromnego obciążenia na lokalną sieć energetyczną i nie sprawia, że w okolicznych domach wyłącza się światło. Średnie zużycie energii w małym mieście w Polsce (20-30 tys. mieszkańców) wynosi ok. 41 MWh dziennie, ale jest to zużycie rozproszone. W polskich warunkach samo zezwolenie na przydział mocy z elektrowni wynoszący 1000 kW (1 MW) to koszt nawet do 100 tys. zł. Ciekawe, jak miałoby to się Chińczykom zwrócić. Przepraszam, wiem – to się nie ma zwrócić, to ma pokazać siłę.
Tyle że 3000 stacji ładowania to wcale nie jest dużo. Sieć superchargerów Tesli w Europie liczy już 20 tys. punktów. Większość z nich ma moc do 250 kW, co całkowicie wystarcza 99,99 proc. użytkowników aut elektrycznych (dane te są szacunkowe, tzn. trochę je zmyśliłem na bazie własnych doświadczeń). Chińczycy po prostu prężą elektryczne bicepsy, robią elektrolans i przypominają, że gdy w końcu zechcą, to nakryją nas elektroczapką.
