Weszły w życie nowe przepisy dotyczące treści generowanych przez AI. Z jednej strony mają chronić użytkowników internetu przez fałszywymi treściami. Z drugiej zawierają szereg wyjątków, które powodują, że przeciętny użytkownik internetu nadal będzie mocno narażony na oszustwa związane z generowanymi treściami.

- Od 2 sierpnia w Unii Europejskiej obowiązują przepisy w ramach AI Act.
- Przepisy pod wieloma względami chronią użytkowników internetu przed negatywnymi skutkami sztucznie generowanych treści. Jak choćby związanymi z seksualizacją.
- Jednocześnie przepisy pozostawiają dużo furtek dla bezkarnego dezinformowania za pomocą wygenerowanych treści. Nie obejmują osób fizycznych, ani systemów spoza Unii Europejskiej.
Na pierwszy rzut oka nowe przepisy dotyczące treści generowanych przez AI wyglądają jak coś, czego potrzebujemy. Koniec z fałszywymi obrazkami i oszukiwaniem użytkowników internetu przy pomocy pracy sztucznej inteligencji. Prawda? Nie do końca, bo przepisy zawierają bardzo dużo wyjątków, a jedna z najważniejszych nowości zacznie obowiązywać dopiero w grudniu.
Treści generowane przez AI muszą być wyraźnie oznaczone. To zależy, kto je publikuje
Nowe przepisy zakładają, że treści generowane przez AI i publikowane w internecie mają być wyraźnie oznaczone. Tu możemy powiedzieć, że tak, ale...
Sztucznie wygenerowane treści muszą mieć oznaczenie zaszyte w metadanych lub w formie niewidocznego gołym okiem znaku wodnego. W ten sposób będą rozpoznawane przez inne systemy. To nie oznacza jednak, że platformy społecznościowe na podstawie takich informacji same oznaczą, że obraz został wygenerowane przez AI. Mogą to zrobić wyłącznie z własnej woli, przepisy im tego nie nakazują.
Osoba publikująca ma obowiązek sama opisać i wskazać, że publikuje wygenerowane treści. O ile jest to publikacja zawodowa. Osoby prywatne nie mają takiego obowiązku. Więc jeśli ktoś chce celowo dezinformować w sieci fałszywymi obrazkami, ale nie robi tego w celach zarobkowych, nie musi nic oznaczać. Obowiązek dotyczy firm, marek czy polityków i tylko w przypadku własnej publikacji.
W sytuacji, kiedy fałszywą treść wygenerowana w AI opublikuje w mediach społecznościowych osoba prywatna, a następnie udostępni ją polityk, nie musi on dodawać żadnego oznaczenia.
Obowiązek oznaczenia nie dotyczy też treści, które są wyraźnie fikcyjne. Wszelkiego rodzaju abstrakcje, obrazy wyraźnie animowane czy smoki lub jednorożce są wyjęte z przepisów.
Weszło nowe prawo unijne. Naprawisz nawet starą pralkę
Teksty tworzone przy mocą AI nie muszą być oznaczone pod pewnym warunkiem
Nowe przepisy nie spowodują, że z internetu znikną teksty generowane przez AI. Strony internetowe żyjące z generowanych tekstów mogą spać spokojnie, o ile spełnią jeden podstawowy warunek.
Jeśli tekst przed publikacją został sprawdzony przez człowieka, to na nim spoczywa cała odpowiedzialność związana z treścią. Czyli, mówiąc wprost, można przygotować tekst w generatorze AI, samodzielnie opublikować go w sieci pod własnym nazwiskiem i nie jest potrzebny dopisek, że materiał jest wytworem sztucznej inteligencji.
Za pomocą AI, bez obowiązku oznaczenia, mogą być generowane teksty, które nie służą informowaniu opinii publicznej. Tu idealnym przykładem mogą być opisy produktów w sklepach internetowych.
Użytkownik musi być informowany, że rozmawia z AI
Jeśli komunikujemy się z AI, a nie żywym człowiekiem, musimy być o tym informowani. Dotyczy to zarówno rozmów głosowych, jak i wszelkiego rodzaju czatów.
Nie dotyczy to sytuacji, w których jesteśmy świadomi, że rozmawiamy z AI, bo jest to świadomy wybór. Więc jeśli rozmawiamy z Chatem GPT lub innym agentem, którego sami uruchomiliśmy, nie jest potrzebna dodatkowa informacja.
Ważna zmiana dotycząca treści seksualnych zacznie obowiązywać dopiero 2 grudnia
2 grudnia 2026 r. wejdzie w życie bardzo ważna część nowych przepisów dotyczących treści seksualnych. Całkowicie zakazane będzie korzystanie z systemów generujących lub manipulujących treściami intymnymi, czyli wszelkiego rodzaju aplikacji np. do rozbierania celebrytów i znanych osób. Zakaz obejmie też systemy generujące materiały przedstawiające seksualne wykorzystanie dzieci, nawet w formie czysto fikcyjnej.
Zakaz będzie dotyczyć zarówno dostawców systemów, jak i użytkowników. Wyjątkiem będą aplikacje, które mają odpowiednie zabezpieczenia, czyli są w stanie wygenerować zakazane treści, ale odmawiają użytkownikowi takiej możliwości.
Sankcje będą bardzo wysokie, bo kary sięgają 35 mln euro lub 7 proc. rocznego globalnego obrotu przedsiębiorstwa. To znacznie więcej, niż podstawowe kary wynikające z AI Act, które wynoszą do 15 mln euro lub 3 proc. światowego rocznego obrotu.
Alert RCB przychodzi z opóźnieniem, lub wcale. Sprawdzamy dlaczego
Warto pamiętać, że w Polsce ochrona będzie podwójna, bo rozpowszechnianie wizerunku nagości lub czynności seksualnej bez zgody osoby, której dotyczą jest zagrożone karą do pięciu lat pozbawienia wolności, zgodnie z Art. 191a k.k. Dotyczy to również treści generowanych przez AI.
Dodatkowo do Kodeksu Karnego dodano osobny przepis zabraniający publikacji wizerunku konkretnej osoby o charakterze seksualnym zmodyfikowany przez AI. Za to grozi do trzech lat więzienia i kara do 75 tys. euro.
Nowe uprawnienia Komisji Europejskiej i nowy organ w Polsce
Biuro ds. Sztucznej Inteligencji Komisji Europejskiej będzie mogło prowadzić postępowania, w ramach których może żądać dokumentów i informacji od dostawców systemów jak. Jak Chat GPT czy Gemini. Poza tym możliwe będzie prowadzenie przeszukań oraz przeprowadzanie kontroli.
Polskie przepisy wdrażające AI Act powołują Komisję Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji (KRiBSI). Jest on punktem kontaktowym z unijnymi instytucjami oraz jest organem nadzoru krajowego rynku AI.

