Reklama
Reklama
Reklama

Wataha Wilków, czyli polskie lądowe drony z ukraińskim doświadczeniem

wilk
wizualizacja drona lądowego Wilk (fot. stohid.tech / stohid.tech)

Byliśmy na prapremierze bazującego na ukraińskich doświadczeniach, polskiego drona lądowego Wilk. Może poruszać się w watahach i wykonywać wiele misji: rozpoznania, ewakuacji, dostarczania zaopatrzenia, zagłuszania dronów przeciwnika, pełnić funkcję pojazdu-matki dla innych dronów, a nawet gasić pożary i pomagać policji.

  • – To nie jest komunijny dron. Proponujemy odejście od postsowieckiego myślenia, gdzie rozpoznanie muszą wykonywać żołnierze w BWP-ie narażeni na atak przeciwnika – zaznacza dla Zero.pl, gen. Jarosław Gromadziński, pomysłodawca ugrupowania Wataha i doradca projektu.
  • Choć widok lądowych dronów do tej pory kojarzył się wielu osobom z filmami Sci-Fi o droidach, to współczesne pole walki sprawiło, że stają się codziennością. Kijowska defilada dronów unaoczniła nie tylko jak ważnym elementem współczesnego pola bitwy są także drony lądowe, czyli bezzałogowce występujące pod akronimem UGV – Unmanned Ground Vehicles (Lądowe Bezzałogowe Pojazdy – przyp.red), ale także w jak ogromnej liczbie są wykorzystywane.
  • Szacuje się, że od stycznia 2026 roku UGV wykonały na Ukrainie ponad 66 tys. misji w tzw. strefie śmierci, jak określa się pierwszą linię walk i 10, 20, a nawet 30 kilometrów tyłów, które są rażone przez rosyjskie drony.

Drony UGV służą, nad Dnieprem, do transportu zaopatrzenia, ewakuacji rannych, a nawet walk jako platformy uzbrojone w broń maszynową. Kijów wykorzystuje te platformy by zaoszczędzić życie swoich żołnierzy – kierowców, którzy mieliby dostarczyć zaopatrzenie, medyków wyciągających rannych z pola walki, których mogłyby razić drony FPV, a nawet żołnierzy ze stanowiskami karabinów maszynowych.

Wilk wypełni lukę?

W Polsce jest zasadniczy deficyt podobnych rozwiązań, a nawet tam gdzie są one wdrażane, to należy przyznać, że nowe platformy nie pojawiają się z takim rozmachem jak w wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Są, ale skala jest póki co niezadowalająca. Polska rewolucja dronowa rodzi się na naszych oczach, ale nie jest to jeszcze ta prędkość, której oczekujemy obserwując co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Dosłowny i zarazem metaforyczny przyjazd Wilka ma w zamyśle uzupełnić braki, wypełnić lukę i przenieść na polski grunt doświadczenia wojenne Sił Zbrojnych Ukrainy (ZSU).

– Wilk narodził się na Ukrainie z potrzeb frontu. Jest pojazdem battle proven (sprawdzonym w boju – przyp.red). Nasi sąsiedzi od ponad czterech lat walczą na śmierć i życie w obronie swojej niepodległości. I potrzeba wsparcia żołnierzy zrodziła Wilka, który uratował wielu z nich. My tę technologię pozyskaliśmy i ją rozwijamy. Nadajemy jej nowy kształt – mówi w rozmowie z Zero.pl szef grupy Stohid, Piotr Kisiel.

Reklama
Reklama

Wilk to bezzałogowa platforma lądowa z wysoką mobilnością i elastyczna pod względem integracji. Wilk może występować w wielu wariantach i być dostosowany do wyposażenia zależnego od konkretnych misji.

Gen. Gromadziński prezentuje Watahę dronów Wilk (fot. Michał Bruszewski / Kanał Zero)

Rzeczywistość prawna Ukrainy, w której wojna przyspieszyła wiele procesów, różni się wszelako od Polski, gdzie certyfikacja i wymogi dla sprzętu dedykowanego dla służb mundurowych to długotrwały i żmudny proces.

– Inna jest certyfikacja sprzętu na Ukrainie, a inna na Zachodzie. Zastąpiliśmy rozwiązania chińskie, rozwiązaniami polskimi i szeroko pojętymi zachodnimi z Europy i z USA. Wilk zachował wiele ze swojego pierwotnego wyglądu, natomiast jeżeli chodzi o funkcjonalność poszedł zdecydowanie w nową stronę, opierając się na technologii z Polski, na technologii Zachodu. To rewolucyjna zmiana, która czyni ten pojazd nowatorskim do wykorzystania w różnych misjach – zaznacza prezes Kisiel.

Słowem kluczem dla polskiego drona ma być: modułowość. To bezzałogowa platforma z różnymi konfiguracjami. Wilk to dron, który ma ok. 200 kg masy i drugie tyle ładowności – może przewozić na sobie 200 kg wyposażenia lub zaopatrzenia. Jak zaznaczają twórcy, ładowność praktyczna jest większa. Prędkość maksymalna maszyny to 11 km/h, bo na froncie biega się na krótkie dystanse i Wilk ma współpracować z żołnierzami.

Reklama
Reklama

– Ma współpracować z ludźmi tak, że obniży ich ryzyko. Człowiek przeżyje, a maszyna zostanie zniszczona lub uszkodzona, ale życie ludzkie zostanie zachowane, a to jest najważniejsze – zaznacza szef grupy Stohid.

Wilk ma mieć wiele zastosowań. Dron może operować w wersji logistycznej (wożąc zaopatrzenie), ewakuacyjnej (zabierając rannych), rozpoznawczej, a nawet dronowej (wystrzeliwując inne bezzałogowce) i antydronowej (przewożąc systemy walki radioelektronicznej). W innych służbach mundurowych może służyć jako pojazd przeciwpożarowy, który wjedzie w miejsca niedostępne dla strażaków, a nawet jako pojazd policyjny przewożący osłony balistyczne. Grupa Stohid nie wyklucza używania drona w segmencie dual-use i na rynek prywatny. Może pełnić misje inspekcyjne i ochroniarskie. Wilk ma operować w bardzo trudnym terenie lesistym, na bagnach i w zagruzowanych miejscach w miastach.

– Modułowość Wilka nie polega tylko na mechanice, czy funkcji. Oprogramowanie pokładowe także jest modułowe, możemy szybko i łatwo podłączyć nowy sprzęt z jego oprogramowaniem (…) Wojna na wschodzie to inna sytuacja niż w Polsce, bo tam nie przejmują się sprawami licencji oprogramowania, bo liczy się czas. W Polsce jest inaczej, więc zaznaczę, że całe oprogramowanie Wilka jest polskie i na polskiej licencji – zaznacza mjr dr inż. Marcin Chodnicki, odpowiedzialny za techniczną część projektu.

Reklama
Reklama

Dron ma polskie komponenty i producenci nie wykluczają, że będzie – podobnie jak inne drony na Ukrainie – szedł (a dokładniej, jechał) w stronę wykorzystania AI.

– Głowica optoelektroniczna oraz inne elementy Wilka są polskiej produkcji. Kamery światła dziennego i termowizyjne są produkowane w Polsce. Łączność Wilka opiera się na łączności satelitarnej takiej jak Starlink albo sterowaniu bezpośrednim radiowym, kiedy nie mamy tzw. czystego nieba. Wilk ma tryby autonomiczne ale na tym etapie to jest maszyna głównie oparta o sterowanie przez operatora. Wilk może komunikować się z innymi podsystemami w sieci, czyli z innymi dronami – zaznacza naukowiec.

Szef grupy Stohid, Piotr Kisiel (fot. Michał Bruszewski / Kanał Zero)

Czym jest Wataha?

Pod koniec sierpnia Stohid podpisał umowę dotyczącą uruchomienia zrobotyzowanej linii montażowej. Wilk będzie miał oficjalną premierę podczas zbliżającego się Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach, aczkolwiek już w czwartek został zaprezentowany dziennikarzom na specjalnym spotkaniu. Pokaz był pierwszą okazją do szerszego przedstawienia rozwiązania Wataha – gotowego systemu zgrupowania WILK-ów, który może zaimplementować Wojsko Polskie oraz kierunków w jakich podąża spółka.

Reklama
Reklama

To ważny etap przed debiutem Wilka na rynku, ponieważ Stohid Technology mógł zaprezentować oprócz pojazdu, koncepcję dalszego rozwoju modułowej platformy, pokazać jak wiele konfiguracji może mieć ten dron, oraz fakt, że może znaleźć użytkowników zarówno w Wojsku Polskim, innych służbach mundurowych, jak i na rynku prywatnym. Rozwiązaniem jednak nie musi być sprzedaż pojedynczej maszyny.

– Pojazdy oceniam z punktu widzenia użytkownika. Jako żołnierz Wojska Polskiego, ale też jeżdżąc na Ukrainę, zawsze zastanawiałem się na ile wprowadzenie nowego elementu zakłóci architekturę obowiązującego systemu. Wprowadzenie niekontrolowanej ilości nowych pojazdów w armii może ją zdestabilizować, bo armia jest zhierarchizowaną strukturą z własnym systemem dowodzenia. Musi więc następować synchronizacja – podkreśla w rozmowie z Zero.pl, gen. broni rez. Jarosław Gromadziński, doradca projektu.

Uważa on, że rozwiązaniem dla wojska jest pluton uzbrojony i wyposażony w Wilki, oparty na obecnej strukturze naszej armii.

– Włączenie pojedynczej platformy nie jest – z mojej perspektywy – rozwiązaniem dla żołnierza. Mamy wtedy kilka platform z różnym systemem komunikacji. Po rozmowach ze specjalistami doszliśmy do wniosku, że chcemy zaproponować armii rozwiązanie, które można włączyć w obecną strukturę. Plug and Play (włącz i używaj – przyp.red). I takim rozwiązaniem jest Wataha (…) To rozwiązanie, które daje wojsku zdolność do widzenia i działania dalej, szybciej, i ochrony życia żołnierza – podkreśla wojskowy.

Reklama
Reklama

Gen. Gromadziński uważa, że żołnierze na pierwszej linii frontu potrzebują bezzałogowych platform, które zmniejszają ryzyko.  

– Gdzie najwięcej strat ponosi wojsko? Na pierwszej linii. W rozpoznaniu. Tam gdzie musi pozyskać informacje o przeciwniku. Żołnierz widzi, obserwuje i melduje. Wysunięty obserwator przecież wskazuje cel. Naszym pomysłem było to, jak uchronić tego człowieka. Te same zadania może wykonywać innym narzędziem. Rozwiązaniem jest właśnie Wataha. Dzisiaj pluton rozpoznawczy to jest 40 żołnierzy, którzy muszą mieć sprzęt, pojazdy i uzbrojenie. I wychodzą w teren opanowany przez przeciwnika. Są narażeni na zniszczenie. Działają w głębi ugrupowania wroga – zaznacza wojskowy.

red. Mateusz Lachowski w czasie debaty na premierze Wilka (fot. Michał Bruszewski / Kanał Zero)

W czasie debaty organizowanej na spotkaniu dla dziennikarzy z prezentacją Wilka, red. Mateusz Lachowski odwołał się do swoich doświadczeń z wyjazdów na Ukrainę i rozmów z weteranami.

– Gdyby nie takie drony lądowe wielu moich kolegów, ukraińskich żołnierzy, już by nie żyło. To one ewakuowały ich, gdy byli ranni czy dostarczały im zaopatrzenie – podkreślił Mateusz Lachowski.

Prace rozwojowe Stohid Technology wraz z polskimi partnerami to projektowanie i wdrażanie własnych rozwiązań, takich jak nowa głowica optoelektroniczna, systemy sterowania i zarządzania bezzałogowcem, układ zasilania z akumulatorem, a także szereg kluczowych komponentów i zabudowy pojazdu.

Reklama
Reklama

Firma nie ogranicza się wyłącznie do lokalnego montażu, lecz buduje polskiego drona wzmacniając kompetencje inżynieryjne i technologiczne dla polskiego rynku. Dzięki temu, w kraju, pozostają możliwości modernizacyjne platformy, ułatwiające serwis i integracje z innymi rozwiązaniami z Polski.

mjr dr inż Marcin Chodnicki odpowiedzialny za techniczną część projektu (fot. Michał Bruszewski / Kanał Zero)

W ten sposób spółka planuje rozwijać własne technologie do innych projektów. Rozwój będzie obejmował oprogramowanie, systemy wizyjne, algorytmy nawigacyjne, a także rozwiązania wspierające autonomiczną pracę drona. Docelowo, Wilk ma poruszać się w roju dronów.

Jak wspomniałem oficjalna premiera Wilka będzie miała miejsce podczas MSPO w Kielcach. Jak podkreśla firma, miejsce i czas są nieprzypadkowe. Obecność na targach umożliwi prezentację platformy przedstawicielom sektora obronnego, służb mundurowych, administracji i partnerom biznesowym.

To kolejny etap dla tego drona. Od rozwoju technologicznego i testów Wilk jedzie – dosłownie – do produkcji seryjnej i komercjalizacji. We wrześniu Wilk przejdzie polowe testy w jednostkach Wojska Polskiego - zapewniają producenci. Istotne ma być również skalowanie projektu. Na koniec sierpnia Stohid podpisał umowę na zrobotyzowaną linię montażową. Komercjalizację zaplanowano na 2027 r.

Reklama
Reklama

Nie tylko Wilk

Co ciekawe, to nie jedyna aktywność Stohid Technology w sektorze obronnym. Firma wchodzi na rynek produkcji heksogenu (RDX) – materiału wybuchowego o strategicznym znaczeniu dla przemysłu obronnego. Grupa Stohid przejmie 70 proc. udziałów w projekcie realizującym taki projekt, a nakłady przeznaczone na jego pilotażową część wyniosą do 9 mln zł. RDX stanowi o sile amunicji przeciwpancernej. Stawiając więc na takie zakłady w Polsce, dysponujemy jako kraj strategicznym zapleczem we własnej produkcji heksogenu.

Artykuł sponsorowany

Reklama
Reklama