
Sprowadzenie zobowiązań sojuszniczych do hasła, że polscy żołnierze mają bronić wyłącznie terytorium Polski, jest zwyczajnie przejawem strategicznego analfabetyzmu – podkreślił w rozmowie z Zero.pl generał Rajmund Andrzejczak. Były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego skrytykował ostatnie wypowiedzi Pawła Zalewskiego o broni jądrowej i Mariusza Błaszczaka o art. 5 NATO.
- Wypowiedzi Mariusza Błaszczaka i Pawła Zalewskiego dotyczące bezpieczeństwa Polski wywołały krytykę ze strony gen. Rajmunda Andrzejczaka.
- Były szef Sztabu Generalnego zwrócił uwagę, że zarówno zobowiązania wynikające z członkostwa w NATO, jak i kwestia odstraszania nuklearnego wymagają spójnego i strategicznego podejścia.
- Jego zdaniem publiczna debata na temat bezpieczeństwa nie powinna być sprowadzana do partyjnych sporów, lecz powinna uwzględniać interesy Polski, jej położenie, potencjał oraz odpowiedzialność wobec sojuszników.
Generał Rajmund Andrzejczak, były Pierwszy Żołnierz RP, współautor programu „Ground Zero” w Kanale Zero, ocenił, że „w ostatnich dniach słyszymy coraz więcej nerwowych i chaotycznych wypowiedzi różnych polityków o bezpieczeństwie, broni jądrowej i zobowiązaniach sojuszniczych”.
W przekonaniu naszego rozmówcy ujawniają one nie różnice programowe, lecz „elementarny brak rozumienia strategii bezpieczeństwa oraz zasad, na których opiera się wiarygodność państwa”.
„NATO nie jest firmą ochroniarską”
– Sprowadzenie zobowiązań sojuszniczych do hasła, że polscy żołnierze mają bronić wyłącznie terytorium Polski, jest zwyczajnie przejawem strategicznego analfabetyzmu. NATO nie jest firmą ochroniarską wynajętą do pilnowania polskich granic – podkreślił generał.
Zaznaczył, że Sojusz opiera się na wzajemności: „jeżeli kwestionujemy gotowość obrony Litwy, Łotwy czy Estonii, sami podważamy gotowość sojuszników do obrony Polski”.
– Szczególnie kompromitujące jest to, że takie słowa wypowiadają politycy, którzy zajmowali się bezpieczeństwem. Pokazują one brak politycznej odwagi, by określić nową, adekwatną rolę Polski w regionie, ale i ponieść odpowiedzialność wynikającą z naszego położenia, potencjału oraz ambicji społeczeństwa – zaznaczył były szef Sztabu Generalnego WP.
Wskazał, że Polacy mają prawo oczekiwać dojrzałej debaty o interesach narodowych, kryteriach zwycięstwa z Rosją, kosztach i ryzyku, zamiast „jałowej propagandy, partyjnych inwektyw i strategicznych bredni”.
– Ostatnia wypowiedź nie wzmacnia bezpieczeństwa Polski, lecz osłabia ją i nie tylko zmniejsza naszą atrakcyjność sojuszniczą, ale też obnaża głęboki deficyt kultury strategicznej – podsumował Rajmund Andrzejczak.
Przeczytaj także: Awantura po słowach Błaszczaka o NATO. Gen. Polko: Putin zaciera ręce
Błaszczak o NATO
We wtorek w Radiu Zet były minister obrony narodowej, poseł PiS Mariusz Błaszczak, został zapytany, czy w przypadku rosyjskiego ataku na któreś z państw bałtyckich – Litwy, Łotwy czy Estonii – polscy żołnierze powinni ruszyć im z pomocą.
– Polscy żołnierze powinni bronić Polski. Trzeba być silnym w sojuszach. Tak było za rządów Prawa i Sprawiedliwości, kiedy byłem ministrem obrony narodowej. Trzeba stawiać na współpracę ze Stanami Zjednoczonymi – odpowiedział.
Prowadzący przypomniał politykowi o artykule 5 NATO, który opiera się na zasadzie solidarności państw Sojuszu w przypadku ataku na jednego z jego członków. Błaszczak podkreślał wówczas znaczenie położenia Polski.
– My graniczymy z Rosją bezpośrednio, która faktycznie objęła terytorium Białorusi, więc my też jesteśmy na froncie. Ten artykuł oczywiście stanowi o solidarności, ale chodzi o to, że rząd, który Polską rządzi, powinien nawiązywać jak najlepsze relacje ze Stanami Zjednoczonymi – mówił.
Dziennikarz dopytał byłego ministra, jak postąpiłby, gdyby to on kierował MON-em, a Rosja zaatakowała któreś z państw bałtyckich. – To wszystko zależy od okoliczności – odpowiedział Błaszczak. Wskazał przy tym na obecność polskich żołnierzy na Łotwie. – Jeżeli Łotwa byłaby zaatakowana, to już i wojsko byłoby zaatakowane. Wtedy trzeba im pomóc oczywiście – mówił.
Jednocześnie Błaszczak przekonywał, że polskie wojsko ma przede wszystkim być zdolne do obrony kraju. – Nasi żołnierze mają bronić Polski i dziś są w stanie to zrobić. Za czasów pierwszych rządów Donalda Tuska nie byli w stanie obronić naszej ojczyzny. Było ich za mało i byli uzbrojeni w starą postsowiecką broń. Dziś już tak nie jest – przekonywał były szef MON.
Przeczytaj także: Co wydarzyło się podczas „nocy dronowej”? Kosiniak-Kamysz prostuje słowa Sobkowiak-Czarneckiej
Zalewski o broni jądrowej
Wiceminister obrony Paweł Zalewski w czwartek w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli spotkał się ze swoim amerykańskim odpowiednikiem Elbridge'em Colbym. Rozmowy dotyczyły m.in. wzmocnienia NATO poprzez realizację planu NATO 3.0 oraz potencjalnych miejsc stałego stacjonowania wojsk amerykańskich w Polsce.
Wiceszef MON został zapytany, czy przyszła obecność wojsk USA w Polsce mogłaby obejmować również zdolności nuklearne. – Nie. Chciałbym to powiedzieć bardzo jasno i otwarcie. Polska nie chce mieć głowic nuklearnych na swoim terytorium – odpowiedział Zalewski.
Słowa Zalewskiego musiał wyjaśniać szef MON, który podkreślił, że stanowisko rządu w sprawie udziału Polski w nuklearnym odstraszaniu NATO pozostaje niezmienne. „Rozwiewając wszelkie wątpliwości: Polska jest niezmiennie zainteresowana udziałem w programie NATO Nuclear Sharing” – napisał Władysław Kosiniak-Kamysz.

