Kraj

Prace domowe do poprawki. MEN przyznaje: coś nie zadziałało

Po dwóch latach od głośnej „likwidacji” prac domowych MEN delikatnie zmienia kurs. Zadania nadal nie będą obowiązkowe ani oceniane, ale nauczyciel zyska narzędzie, by docenić systematyczność ucznia – pod warunkiem, że każdej pracy towarzyszyć będzie rzetelna informacja zwrotna.

Łukasz Wolański
Opinia autorstwa: Łukasz Wolański
Dzisiaj 06:02
8 min
Z zasady prace domowe mają mieć charakter utrwalający, rozwijający lub stanowić praktyczne zastosowanie tego, czego uczeń nauczył się w szkole. (fot. Shutterstock)
TYLKO NA

Ministerstwo Edukacji opublikowało i przekazało niedawno do konsultacji projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych. Zmiany mają dotyczyć również kwestii zadań domowych w szkołach podstawowych. Z zasady prace domowe mają mieć charakter utrwalający, rozwijający lub stanowić praktyczne zastosowanie tego, czego uczeń nauczył się w szkole.

Każda zaś taka praca powinna być sprawdzona przez nauczyciela, który powinien przekazać uczniowi informację zwrotną. Ważną zmianą jest również to, że nauczyciel będzie mógł uwzględnić systematyczność wykonywania prac domowych przy ustalaniu oceny na koniec roku.

Nie oznacza to powrotu do wystawiania ocen bieżących za poszczególne zadania, a jedynie stworzenie możliwości docenienia ucznia, który pracuje regularnie. Krótko mówiąc, MEN chce jedynie nieznacznie skorygować przyjęty przed dwoma laty kurs. Zadania domowe nadal nie będą mogły być obowiązkowe (z pewnymi wyjątkami) ani oceniane.

Krajobraz dwa lata po rewolucji

Gdy dwa lata temu minister Nowacka „likwidowała” zadania domowe, byłem, podobnie jak większość nauczycieli, nastawiony do tej decyzji sceptycznie. Ocena ta wynikała głównie z tego, iż w przekazach medialnych podkreślano jeden argument za taką reformą: oto uczniowie są przeciążeni z powodu nadmiaru obowiązków i ponadprzeciętnie zestresowani. Ja tymczasem, zarówno wtedy, jak i teraz, tego argumentu w tym konkretnym kontekście po prostu nie akceptuję. I nie dlatego, że uważam, iż tak nie jest.

Reklama
Reklama

Po prostu podatność młodych ludzi na stres i ogólne przemęczenie jest wypadkową wielu różnorodnych czynników. Obowiązki edukacyjne są pośród nich jednymi z ostatnich, które powinny być ograniczane czy wręcz likwidowane. Dziś, po spokojnej, pogłębionej analizie, uważam, że zadania domowe w kształcie, jaki znaliśmy od lat przed tą zmianą, nie miały większego sensu. Były więc dwie drogi: skasować ich obowiązkowość albo zupełnie zmienić charakter. Wybór padł na rozwiązanie łatwiejsze i pewniejsze, choć politycznie kosztowne. Ale po kolei.

Perspektywa MEN

Ministerstwo, znosząc obowiązkowe zadania domowe (z pewnymi wyjątkami), wskazywało również na szereg rozsądnych powodów. Zwracano uwagę na pogłębianie nierówności społecznych wynikających z różnych warunków do nauki w domu, ograniczanie czasu wolnego i możliwości rozwoju uczniów poza szkołą oraz potrzebę dostosowania edukacji do nowoczesnych modeli nauczania, opartych m.in. na pracy projektowej i większej aktywności ucznia w trakcie zajęć. Nie bez znaczenia było również to, że uczniowie często nie wykonywali zadań samodzielnie, a ich skuteczność dydaktyczna – zwłaszcza na wcześniejszych etapach edukacji – została uznana za niewystarczającą.

Powiedzmy uczciwie – w sporej części są to argumenty słuszne. No, może z wyjątkiem tezy o znoszeniu nierówności. Sam fakt zniesienia obowiązkowości zadań w szkołach publicznych (a więc głównie państwowych – darmowych), przy jednoczesnym pozostawieniu dotychczasowego stanu rzeczy w szkołach prywatnych nie tylko zacementował te różnice, lecz wręcz je pogłębił, bo szkoły prywatne zachowały dotychczasową swobodę w tym zakresie.

Reklama
Reklama

Po co w ogóle zadawać zadania domowe?

W nauczaniu początkowym ćwiczenie motoryki małej wymaga systematyczności. Rozwiązywanie zadań z matematyki (i po części z fizyki, chemii czy geografii) wymaga nie tylko rozumienia, ale przerobienia wielu przykładów, by dojść do właściwej wprawy. W tym przedmiocie to ważne, bo umiejętność, która dziś jest głównym celem wielu zadań, za chwilę stanie się jedynie prostym elementem składowym czegoś bardziej złożonego. Więc wirtuozeria na wyższym poziomie wymaga doskonałości rzemieślniczej na niższych. Tyle teorii. A jaka jest rzeczywistość?

Nie da się ukryć, że w szkołach podstawowych zadania domowe opierają się głównie na gotowych poleceniach i problemach, jakie znajdują się w podręcznikach, zeszytach ćwiczeń czy zbiorach zadań. Nierzadkie są też karty pracy z generatorów udostępnianych przez wydawców podręczników. Do praktycznie wszystkich takich zadań bez większego wysiłku można znaleźć w internecie odpowiednie rozwiązania.

To oczywiste dla uczniów, ale często wypierane przez rodziców i ignorowane przez wielu nauczycieli. W efekcie od kilku lat odrabianie zadań stało się masowym festiwalem przepisywania. I to mimo tego, że proponowane w internecie rozwiązania pełne są błędów – w tym naprawdę absurdalnych. Uczniowie masowo powielają je w swoich zadaniach domowych. Zresztą rozwój AI uczynił ten proceder jeszcze łatwiejszym i trudniejszym do wykrycia.

Powierzchowność i prostota

Wiele książkowych zadań domowych realizuje w praktyce cele jedynie z najniższych poziomów taksonomii Blooma. Tu zapamiętać, tam powtórzyć. Rzadziej: zrozumieć, zastosować czy przeanalizować. A już konia z rzędem temu, kto widział u swojego dziecka w szkole podstawowej zadanie domowe ukierunkowane na prawdziwą syntezę czy ewaluację. To dlatego realna skuteczność zadań domowych była często niewielka. Zresztą gdy zadań jest dużo, nie mogą one być rozbudowane.

Reklama
Reklama

Matura 2026: rekordowa liczba zdających, ostry wyścig o studia i błędy w ocenianiu

W dobie powszechności kadrowych braków przepadające lekcje przedmiotowe nikogo już nie dziwią. Podobnie jak częste nieobecności tego czy innego nauczyciela spowodowane kwestiami zdrowotnymi. Wieloosobowe klasy, trudne warunki w czasie lekcji, obecność wielu uczniów ze specjalnymi potrzebami – to wszystko przyczyny, dla których „nie udało się skończyć lekcji”. A skoro tak, to drodzy uczniowie, „dokończcie to w domu”.

Wąskie gardło pedagogiczne

Wąskim gardłem w przypadku zadań domowych jest też sama wydolność nauczycieli. Ileż to razy nauczyciel sprawdzał tylko, czy „zadanie jest”. Ale już merytorycznej oceny nie dokonywał ani nie przekazywał informacji zwrotnej. Z jednej strony trochę to rozumiem – nauczyciele są często przeciążeni obowiązkami. Ale uczeń nie może cierpieć z powodu dysfunkcyjności systemu.

Wszak popełniając błąd w zadaniu, zostaje z nim – bez korekty ani ewaluacji. Bywa wręcz, że później uczy się, traktując jako materiał własne, błędnie wykonane zadanie domowe. Tymczasem badania jasno pokazują, że zadania domowe bez informacji zwrotnej mają niewielką skuteczność. Są jedynie iluzją – dla ucznia, że „coś zrobił”, dla nauczyciela, że nałożył obowiązek, i dla rodzica – bo „dziecko siedzi nad książkami”. Więc się uczy.

Reklama
Reklama

Tu trzeba przyznać uczciwie, że wprowadzony przez MEN wymóg obowiązkowej informacji zwrotnej, jaką uczeń ma uzyskać do każdego zadania domowego, jest z perspektywy dobra ucznia jak najbardziej słuszny.

Trzy warunki odmiany

Gdy odłożymy na bok emocje, przyzwyczajenia i „chłopski rozum” zmiksowany z „bo zawsze tak było i było dobrze”, zrozumiemy, że nie idzie ani o ilość zadań, ani o czas spędzany na ich odrabianie. Kluczowa jest efektywność tego procesu. Mogą ją zaś wyraźnie podnieść trzy czynniki.

Po pierwsze, zadania domowe powinny być autorskie, otwarte i złożone. Jest wtedy szansa, że nie będą sztampowe.

Po drugie, każde zadanie domowe powinno być sprawdzone i powinna zostać udzielona merytoryczna informacja zwrotna. Oprócz jasnych, pozytywnych skutków takiego podejścia oba pierwsze warunki – obarczając nauczyciela pokaźnymi czasowo obowiązkami – będą samoistnie regulowały ilość zadań domowych. Będzie tu bowiem symetria: chcesz zadać coś do domu, to musisz to stworzyć, a potem ocenić.

Reklama
Reklama

I warunek trzeci – zasada podwójnego oddawania zadania. Proces refleksyjności bardzo zwiększa efektywność każdej pracy ucznia. Wyobraźmy więc sobie, że uczeń dostaje zadanie domowe. Robi je i oddaje. Nauczyciel zwraca je z informacją o jego zaletach oraz wadach. Te ostatnie są jednocześnie wzbogacone o uwagi, co można poprawić lub zrobić lepiej. Uczeń ulepsza więc swoje zadanie i dopiero je ostatecznie oddaje. Tu krąg warunków się zamyka, bo tego nie da się zrobić, gdy zadanie będzie sztampowe, a możliwe rozwiązanie jedynie czarne lub białe.

Humanista bez matematyki? Społeczeństwo nie może sobie na to pozwolić

Czy więc zadania domowe powinny znów stać się obowiązkowe? Tam, gdzie trzeba opanować bardzo dobrze określone formy i metody – tak. W pozostałych przypadkach tylko pod wymienionymi trzema warunkami. Nie potrzebujemy więcej zadań domowych. Potrzebujemy lepszych! A ocena systematyczności? Może się przydać, ale nie wywoła rewolucji.

Źródło: Zero.pl
Łukasz Wolański
Łukasz WolańskiDoktor nauk chemicznych, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, członek zespołu ds. praw i obowiązków ucznia przy MEN - autor zewnętrzny