Polska debata o zarobkach to zwykle dwa obrazki. Pierwszy: „średnia krajowa”, której większość ludzi nigdy nie widziała na pasku wypłaty. Drugi: opowieść o klasie średniej, która ma obejmować prawie wszystkich – od kasjerki i magazyniera po lekarza, programistę i właściciela firmy.
Najnowsze dane korygują obraz.
Nowa baza danych prowadzona przez Wojewódzki Urząd Pracy w Rzeszowie (Blender Danych) pozwala zobaczyć 213 grup zawodowych. Połączono dane ZUS, GUS i z urzędów pracy. Nie jest to ankieta o życiu ludzi wykonujących różne zawody, ale daje wgląd w rynek pracy z rozdzielczością, której wcześniej brakowało w debacie publicznej.
Przeczytaj także: Nowy trend na rynku pracy. Zwalniają, ale bez rozgłosu
A gdy dołożyć do tego dane Ministerstwa Finansów o dochodach z PIT i ZUS, wyłania się niewygodny obraz: nie jedna wielka klasa średnia, ale trzy Polski.
Pierwsza to stłoczony środek pracowniczy. Druga – odklejony od niego szczyt specjalistów i kadry kierowniczej. Trzecia – działalność gospodarcza, najbardziej rozdarta ze wszystkich: od niskich dochodów z samozatrudnienia po dochody, których typowy etat nigdy nie dogoni.
Pierwsza Polska. Wielki środek, który zarabia podobnie
Największe grupy zawodowe w Polsce wcale nie układają się w drabinę z równomiernie rozłożonymi szczeblami.
W danych Blendera sprzedawcy i kasjerzy – największa pojedyncza grupa, ponad 750 tys. pracujących – mają średnie wynagrodzenie z umowy o pracę (UoP) około 5,8 tys. zł brutto. Personel sprzątający: 5,7 tys. zł. Pracownicy fizyczni w produkcji i pracach prostych: 6,3 tys. zł. Magazynierzy: 6,5 tys. zł. Kierowcy ciężarówek: 6,9 tys. zł. Pracownicy administracyjni i biurowi: 7,4 tys. zł.
To są różne światy pracy. Inne tempo, inne zmęczenie, inny prestiż, inne ryzyko zdrowotne. Ale z punktu widzenia pensji brutto wiele z tych grup znajduje się zaskakująco blisko siebie.
Przeczytaj także: Zmiany na rynku pracy. Te branże i regiony będą rekrutować najchętniej
W naszej klasyfikacji cztery klasy pracownicze – usługi i handel, robotnicy niewykwalifikowani, robotnicy wykwalifikowani oraz niżsi pracownicy umysłowi – mieszczą się w paśmie około 1,6 tys. zł. Od 5,8 tys. do 7,4 tys. zł.
To nie wygląda jak Polska płynnego awansu, w której każdy kolejny szczebel zawodowy daje dużo wyższe zarobki. To raczej Polska ciasnego środka: wiele zawodów, różne nazwy, podobna płaca.
I tu jest pierwszy ważny wniosek odwołujący się do klasowości społeczeństwa. O położeniu ludzi nie decyduje wyłącznie to, czy pracują fizycznie, w usługach, czy przy biurku. W dużej części rynku pracy różnice płacowe między tymi grupami są mniejsze niż różnice w prestiżu, języku i wyobrażeniach o „lepszej” albo „gorszej” pracy.
Druga Polska. Szczyt, który odjechał
Prawdziwy skok zaczyna się wyżej.
Kadra kierownicza i specjaliści mają w naszym ujęciu ważoną medianę średnich wynagrodzeń zawodowych około 10,6 tys. zł brutto. To już inna liga niż sprzedawcy, magazynierzy, pracownicy produkcji czy niższy poziom administracji.
Przeczytaj także: Rewolucja na rynku pracy. Jaki będzie 2049 r.? Mamy prognozy ekspertów
W czołówce są zawody znane z wysokich pozycji w rankingach płac: inżynierowie górnictwa, lekarze, programiści, wyżsi urzędnicy, menedżerowie, część specjalistów finansowych i technicznych.
Blender pokazuje jednak średnią płacę z umów o pracę w grupie zawodowej, liczoną na danych ZUS, dla osób z kodem zawodu i pełnym miesiącem pracy. To nie jest pełny dochód z całej aktywności zawodowej.
Stąd wynika ostrożność w stosunku do różnych grup z tej Polski. W danych Blendera lekarze mają średnie wynagrodzenie z umowy o pracę wynoszące około 17,5 tys. zł, ale mniejszość (42,9 proc.) ich tytułów pracy to etat. Duża część pracuje na działalności albo na zleceniach. U programistów jest podobnie: średnia UoP to około 16,9 tys. zł, ale udział działalności gospodarczej jest prawie tak duży, jak udział etatu.
Innymi słowy: im wyżej wchodzimy po drabinie płac, tym bardziej sama pensja etatowa przestaje opisywać cały zawód. Etat jest tam czasem jednym z kilku źródeł dochodu.
Mimo tego główny obraz jest jasny. Klasa zawodowa bardzo mocno porządkuje płace. W naszej analizie 213 grup zawodowych klasyfikacja klasowa Henryka Domańskiego wyjaśnia około 61 proc. zróżnicowania średnich wynagrodzeń UoP między grupami, gdy ważymy grupy ich liczebnością. Forma zatrudnienia – etat, działalność, zlecenie – wyjaśnia znacznie mniej, około kilkunastu procent.
Dużo mówimy o typie umowy, a za mało o tym, gdzie dana praca leży w strukturze zawodowej.
Trzecia Polska. Działalność gospodarcza, czyli klasa pęknięta na pół
Najtrudniejsza do opisania jest trzecia Polska, czyli właściciele, samozatrudnieni, drobni przedsiębiorcy i specjaliści pracujący na własny rachunek z wysokimi dochodami.
W statystyce zawodów tej grupy nie widać jako jednej klasy. Nie ma zawodu „przedsiębiorca” albo „właściciel firmy”. Działalność gospodarcza rozlewa się po całym rynku pracy.
Przeczytaj również: Większa konkurencja, mniej ofert pracy i wolniejsze podwyżki – jak wygląda rynek pracy w 2026 roku?
Największa pojedyncza koncentracja jest tam, gdzie się spodziewamy: w grupie „kierownicy zarządzający podmiotem lub instytucją”. Aż 79 proc. tej grupy przypada na działalność gospodarczą. Ale to nadal tylko około 189 tys. takich przypadków – mniej więcej 11 proc. całego szacunku działalności w danych Blendera.
Reszta jest rozproszona. Działalność pojawia się w budownictwie, usługach kosmetycznych, fryzjerstwie, handlu, transporcie, programowaniu, medycynie, prawie, architekturze. To samo słowo – „działalność” – opisuje kosmetyczkę, fachowca od wykończeniówki, programistę na B2B, lekarza kontraktowego, prawnika i właściciela firmy.
Dane Ministerstwa Finansów pokazują to jeszcze mocniej. W surowych danych za 2022 r. mediana rocznego dochodu brutto z działalności gospodarczej była bardzo blisko mediany dochodu z umowy o pracę: około 53,9 tys. zł wobec 50 tys. zł. To miesięczny ekwiwalent rocznego dochodu, a nie miesięczna pensja. Ale już ten prosty fakt burzy mit: typowa działalność nie jest automatycznie światem wielkich pieniędzy.
Prawdziwa różnica zaczyna się nie przy medianie, lecz na górze rozkładu. W 2022 r. próg wejścia do górnych 10 proc. dochodów z działalności wynosił około 288 tys. zł rocznie. Dla umowy o pracę – około 114 tys. zł. Próg górnego 1 proc. w działalności przekraczał 1,5 mln zł. Na etacie wynosił około 270 tys. zł.
To są dwie różne rzeczywistości.
Jeszcze wyraźniej widać to po formularzach podatkowych. W 2022 r. osoby rozliczające działalność na PIT-36 miały medianę dochodu brutto około 38 tys. zł rocznie – poniżej mediany etatowej. Ale podatnicy PIT-36L, czyli podatku liniowego, mieli medianę około 185 tys. zł rocznie. Ryczałt PIT-28 to osobny problem, gdyż tam obserwujemy przychód, nie pełny dochód po kosztach, więc nie można go prosto zestawić z pensją pracownika.
Dlatego najuczciwsze zdanie brzmi tak: działalność gospodarcza wyznacza odrębne klasy społeczno-zawodowe. Jest skrzyżowaniem różnych klas.
Na jednym końcu są osoby pracujące na własny rachunek, często z dochodem podobnym do pracowników albo niższym. Na drugim – frakcja właścicielsko-profesjonalna z wysokimi dochodami, która zostawia typowy etat daleko z tyłu.
Kto wrzuca ich wszystkich do jednego worka „przedsiębiorcy”, ten miesza fryzjera, kontraktowego lekarza, jednoosobowego fachowca od remontów, prawnika i właściciela dobrze prosperującej firmy. Politycznie jest to wygodne, ale analitycznie fałszywe.
Brutto to nie netto. Tu działalność dostaje drugie życie
Jest jeszcze jeden powód, dla którego porównanie etatu i działalności jest trudne: podatki i składki.
W danych MF widać, że działalność gospodarcza jest przeciętnie niżej obciążona niż etat, ale nie na całej długości rozkładu dochodu. Działalność z niskim dochodem może być obciążona bardzo mocno, bo składki mają charakter mniej progresywny niż podatek. Natomiast średnio- i wysokodochodowa działalność wypada podatkowo-składkowo korzystniej niż praca najemna.
W tym miejscu kończy się prosta opowieść: „etatowcy płacą, przedsiębiorcy korzystają” albo odwrotnie: „przedsiębiorcy utrzymują państwo”. Dane pokazują raczej system, który najbardziej premiuje nie każdą działalność, lecz działalność o średnich i wysokich dochodach.
Stabilność pracy, czyli etat pomaga, ale nie załatwia sprawy
Jest jeszcze jeden mit, który dane komplikują: „etat to bezpieczeństwo”.
Dane z Blendera pozwalają spojrzeć nie tylko na formę zatrudnienia, ale też na trwałość relacji zarobkowej. Wskaźnik trwałości oznacza odsetek umów lub działalności trwających powyżej dwóch lat. Niestety nie mamy tam danych z większą rozdzielczością czasową. Można to jednak uznać za miarę ciągłości umowy w ZUS.
Średnia ważona trwałości powyżej dwóch lat wynosi 39 proc. Innymi słowy: w dużej części rynku pracy mniej niż połowa relacji umów/działalności trwa ponad dwa lata.
Etat pomaga, gdyż statystycznie grupy z większym udziałem UoP mają większą trwałość. Grupy z wysokim udziałem zleceń mają ją niższą. Forma umowy ma więc znaczenie.
Ale etat nie wystarcza.
Asystenci w edukacji mają bardzo wysoki udział umów o pracę – ponad 95 proc. – a trwałość powyżej dwóch lat wynosi tylko 29 proc. Programiści mają wysokie płace i bardzo duży udział działalności gospodarczej, ale trwałość wynosi około 33 proc. Pielęgniarki i położne mają duży udział zleceń, a mimo to relacje trwające ponad dwa lata są tam znacznie częstsze: odpowiednio około 55 i 57 proc.
Etat jest więc ważny, ale nie jest pełną miarą bezpieczeństwa pracy. Liczy się sektor, zawód, popyt na kwalifikacje, rotacja, zależność od jednego pracodawcy albo kontrahenta, możliwość zmiany pracy bez spadku dochodu.
Najmniej trwałe są niekoniecznie te prace, które mają najniższą płacę. Szczególnie podatne na nietrwałość są te, których niska płaca łączy się z krótką relacją, słabą pozycją przetargową i wysokim udziałem zleceń. Opieka nad osobami starszymi lub z niepełnosprawnością, ochrona fizyczna, część usług osobistych – to są miejsca, gdzie problemu nie rozwiąże zawarcie umowy zwanej etatem.
Co naprawdę pokazują dane
Pierwsza Polska to wielki środek: sprzedawcy, robotnicy, magazynierzy, sprzątający, kierowcy, niższa administracja. Różne zawody, podobne płace, ograniczony dystans płacowy.
Druga Polska to ci na szczycie zatrudnienia: specjaliści i kadra kierownicza, lepiej opłacani, częściej z większą autonomią, czasem już na granicy między pracą najemną a działalnością.
Trzecia Polska to własny rachunek: najbardziej niejednorodna część struktury zawodowo-płacowej. Na dole podobna do pracy najemnej albo od niej słabsza. Na górze – oddalona od typowego etatu bardziej niż wiele osób chce przyznać.
Dlatego opowieść o „klasie średniej” źle opisuje rzeczywistość. Pracownik biurowy, kasjerka, magazynier i robotnik mogą być bliżej siebie, niż wynikałoby to z ich symbolicznego statusu. Programista na B2B, lekarz kontraktowy i właściciel firmy mogą formalnie mieścić się w jednej kategorii „działalność”, choć klasowo dzieli ich bardzo dużo. A osoba prowadząca działalność, która daje niskie dochody, może mieć więcej wspólnego z pracownikiem najemnym niż z przedsiębiorcą z najwyższych grup dochodowych.
Etat, zlecenie, działalność – to dopiero początek dyskusji o różnicach klasowych na rynku pracy. Trzeba pytać o dochód, trwałość, autonomię, ryzyko i własność.

