Reklama
Reklama
Reklama

Wicepremier dowiedział się, czym jest szczepan. Szajka złodziei aut oskarżona

Sprawę oszukanego Krzysztofa Gawkowskiego śledziłem z dużym zainteresowaniem. W 2023 r. sprzedano mu samochód, który okazał się być nielegalnie zarejestrowany. Teraz, gdy oszuści stają przed sądem, wicepremier zapowiada zmiany w prawie. Ale to nie takie proste, jak pan wicepremier pisze...

peugeot-gawko
Minister kupił Peugeota z 2021 r. w 2023 r. Kupowanie świeżego auta używanego to większe ryzyko niż przy starszym samochodzie. (fot. tibo / wheelsage.org, gov.pl)
  • W 2024 r. obecny wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski kupił używany samochód. Cena była okazyjna, ale auto okazało się „szczepione”, czyli miało dokumenty i numer nadwozia z innego pojazdu.
  • Rozbito szajkę złodziei, która dokonywała takich przestępstw na terenie Unii Europejskiej. Jest już akt oskarżenia.
  • Wicepremier chce zmian w prawie, ale mógł przeoczyć, że takie prawo już jest stosowane – o własnej ostrożności nie wspominając.

W kwietniu 2024 r. minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski z Lewicy opisał swoją historię na portalu X. Pół roku wcześniej kupił używanego, ale dość świeżego Peugeota z drugiej ręki. Czy członkowie Lewicy w ogóle powinni kupować spalinowe auta używane – to kwestia na osobną dyskusję. W każdym razie auto Gawkowskiego zostało zajęte przez policję jako tzw. szczepan, czyli samochód z przeszczepionym polem numerowym i dokumentami z innego auta. Jest to metoda legalizacji samochodu pochodzącego z kradzieży. 

  • Kupujesz mocno uszkodzony pojazd z kompletnymi dokumentami.
  • Następnie kradniesz możliwie podobny samochód.
  • Wycinasz i wspawujesz pole numerowe z rozbitka do skradzionej fury.
  • Powstaje zalegalizowany pojazd. 

Oczywiście za takie manewry można pójść za kraty, ale można też skutecznie parać się nimi przez długi czas, ponieważ wykrywanie tego rodzaju przestępstw jest trudne. Prokuratura postawiła właśnie zarzuty 19-osobowej szajce złodziei i paserów samochodowych, którzy kradli auta marki Peugeot na terenie Francji i Belgii, a następnie legalizowali je w Czechach. Właśnie taki pojazd kupił wicepremier Gawkowski. Przypomnę, że w zeznaniu majątkowym Gawkowski podał wartość samochodu na poziomie 100 tys. zł. Jeśli w końcu 2023 r. kupił Peugeota 5008 za 100 tys. zł, to musiała być to wyjątkowa okazja. Wtedy rozsądne egzemplarze zaczynały się od 115 tys. zł. Nie zapaliło to czerwonej lampki panu ministrowi, nie uznał że jeśli jest tak tanio, to może coś jest nie tak i trzeba zdwoić ostrożność. 

Reklama
Reklama

Policji zajęło pół roku, żeby dojść do tego, że auto wicepremiera może być „szczepione”

Kolejne dwa lata trwało doprowadzenie podejrzanych przed sąd. Nie są to łatwe sprawy i nie mają również łatwych rozwiązań prawnych. Według portalu money.pl wicepremier Gawkowski zdołał swoje auto zwrócić i otrzymać pieniądze z powrotem, co wydaje mi się wyjątkowo szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Zapewne zwykła osoba nie doczekałaby się sprawiedliwości tak szybko, ale to tylko moje przypuszczenia. Może faktycznie złodzieje-paserzy nie chcieli mieć na głowie zdenerwowanego ministra cyfryzacji i po prostu oddali pieniądze. Tak czy inaczej, bardzo się cieszę. 

Peugeot wjechał do bagna. Nie żyją dwie osoby

Teraz Krzysztof Gawkowski proponuje nowe prawo

Zacytuję, co napisał na swoim koncie na X:

Po prostu sklonowanego auta nikt nie kupi, bo podczas rejestracji samochodu sprawdzane będzie pochodzenie pojazdu w zagranicznych bazach. Dzięki temu osoby, które chciałyby zarejestrować samochód na tzw. słupa albo pojazd z numerem VIN istniejącym w innym państwie zostaną poinformowane o możliwym oszustwie.

Reklama
Reklama

Po pierwsze: takie prawo już istnieje. Podczas rejestracji samochodu w miarę możliwości sprawdza się w zagranicznych bazach czy pojazd nie figuruje jako kradziony lub poszukiwany i w razie stwierdzenia takiej sytuacji zostaje on zatrzymany. Tyle że dzieje się to PO zakupie, a nie przed, bo rejestracji dokonujemy później niż przeniesienia własności. Nadal więc ktoś może taki samochód kupić, a o problemach z jego przeszłością dowiedzieć się dopiero przy rejestracji. Sprzedający wówczas zapewne przestanie się odzywać (sprawdzić, czy nie minister). Ale nie wierzcie mi na słowo, sprawdźcie historię pana Kacpra, którą opisywałem na Kanale Zero:

Gdyby te bazy, o których mówi wicepremier były dostępne gratis dla obywateli przed zakupem pojazdu, to mogłoby coś zmienić. Obecnie można zainwestować w komercyjne raporty na temat przeszłości pojazdu, które często przekażą sporo istotnych informacji o szkodach czy manipulacjach przebiegu, ale nawet tam nie zawsze znajdziemy komplet danych o pojeździe, bo nie wszystko jest przecież zgłaszane. 

W tym przypadku problem polega na czym innym

Nikt nie rejestruje pojazdu na VIN istniejący już w innym państwie, bo to wyszłoby na jaw i byłoby łatwe do wyśledzenia. Przypuśćmy, że we Francji ginie Peugeot. Jego VIN nigdy więcej nie pojawia się w systemie – po prostu znika. Następnie skradziony pojazd staje się jakimś innym autem, które uległo zniszczeniu. Aby wykryć takie przestępstwo, trzeba najpierw wytropić transakcję auta mocno rozbitego, po spaleniu lub zalaniu i potem sprawdzić, co stało się z jego numerem VIN. Jeśli kompletnie spalony Peugeot z Czech, który w dokumentach był biały, za pół roku wypływa w Polsce i jest granatowy, to jest duża szansa że mamy do czynienia z legalizacją kradzieży. Jednak wymaga to bardzo skrupulatnego śledzenia transakcji przez służby. 

Reklama
Reklama

Te zagraniczne bazy, o których mówi wicepremier, są mocno dziurawe

Nie ma jednej, centralnej bazy, z której można wycisnąć wszystkie informacje na podstawie numeru nadwozia. Niemcy mają alergię na podawanie jakichkolwiek danych o samochodzie tam zarejestrowanym, francuskie dane są dziurawe, a w krajach typu Rumunia czy Chorwacja w ogóle trudno znaleźć jakieś wiarygodne źródło danych. Najpierw musiałaby powstać paneuropejska baza danych o samochodach, co pewnie zajęłoby kilka lat, o ile w ogóle byłoby możliwe i wszystkie kraje zgodnie by do niej przystąpiły.

Na razie najskuteczniejszą metodą na sprawdzenie auta pozostają oględziny miejsca numeru nadwozia. Problem w tym, że złodzieje mają naprawdę profesjonalne sposoby wspawania fragmentu blachy z nabitym VIN-em i trzeba specjalisty, który będzie umiał to wyłapać. 

A druga najskuteczniejsza metoda to niekupowanie najtańszych egzemplarzy w ogłoszeniach. 

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama