Reklama

Afera o buty. Żołnierze wydają pieniądze na lepsze obuwie, a wojsko zakazuje je nosić

Reklama
TYLKO NA

W Wojsku Polskim rozgorzał spór o buty. Służbowe są niewygodne, więc żołnierze kupowali lepsze, za własne pieniądze. To było jednak wbrew prawu, więc Ministerstwo Obrony Narodowej najpierw proceder zalegalizowało, a potem znowu zakazało. Teraz liniowy żołnierz nie może kupić za własne nawet takich butów, które z powodzeniem noszą wojska specjalne.

artykul-miniaturka-2
Żołnierze kupują sobie buty dla wygody, a wojsko zakazuje ich noszenia. (fot. DWOT)
  • Przez błąd w przepisach MON zakazało żołnierzom liniowym noszenia butów, których z powodzeniem używają żołnierze Wojsk Specjalnych.

  • Zgodnie z prawem buty nie mogą mieć widocznego logo. Przepisy dają też bardzo szczegółowe wymagania dotyczące budowy buta. To wyklucza popularne marki.

  • Sprawa pokazuje szerszy problem w wojsku: wielu żołnierzy używa prywatnego sprzętu, a MON próbuje wprowadzić jasne zasady, co można nosić podczas służby i ćwiczeń.

Reklama

Obuwie żołnierza musi posiadać: sięgające nad kostkę i sznurowane cholewki, wzmocnione czubki oraz antyprzebiciową podeszwę. Nie może mieć za to elementów kontrastujących, odblaskowych ani widocznego logo producenta – takie wymagania postawił w lutym resort obrony narodowej. Przepisy, które miały pomóc żołnierzom liniowym i Wojsk Obrony Terytorialnej, sprawiły, że praktycznie nie mogą kupić sobie butów lepszych, niż oferuje im armia.

Dlaczego żołnierze kupują buty za własne pieniądze?

Żołnierze standardowo otrzymują od wojska kilka rodzajów obuwia: klapki pod prysznic, buty sportowe, wojskowe letnie oraz wojskowe zimowe. Od kilku lat starsze, czarne, skórzane buty są zastępowane nowszym, brązowym modelem (wz. 939 MON). Obuwie, które zapewnia armia, ma co prawda szereg cech, które czynią je typowo wojskowym (nieprzemakalność, wysoki stan, gruba podeszwa), nie należy jednak do najbardziej lubianych – uchodzi po prostu za niewygodne. 

Choć więc żołnierze nie muszą kupować własnych butów za prywatne pieniądze, w wojskach liniowych jest to jednak powszechne. Wielu żołnierzy wolało po prostu kupić swoje. Sęk w tym, że przez długi czas taki proceder był nielegalny. Zgodnie z prawem można było nosić tylko buty kupowane przez resort obrony.


Reklama

Czarne buty znikają z Wojska Polskiego od kilku lat. Zastępują je nowe trzewiki w kolorze brązowym. (fot. DWOT)


Reklama

Co ciekawe, w armii panowały w tym względzie nierówności. Wojska Specjalne kupują bowiem żołnierzom buty z rynku, a nie takie same jak otrzymuje reszta. Operatorzy takich jednostek jak Jednostka Wojskowa Komandosów, JW GROM czy AGAT często używają obuwia zagranicznych producentów. Identycznego, jak pozostali żołnierze kupowali sobie komercyjnie.

Szara strefa wojskowego obuwia

Proceder kupowania prywatnego obuwia stał się jednak na tyle powszechny, że wojsko postanowiło w końcu zalegalizować i uporządkować tę kwestię. W tym celu konieczna była zmiana regulaminu wojskowego. Przepisy opracowane w 2024 r. dopuściły używanie brązowych butów za kostkę.


Reklama

Zmiana została bardzo dobrze przyjęta w środowisku żołnierzy. Wielu z nich skorzystało z nowych przepisów, inwestując we własne obuwie. Nie wszystkim jednak zmiany się podobały. Zdaniem części dowódców nowe przepisy stały się polem do nadużyć. Część żołnierzy według, ich relacji, zaczęła nosić lekkie trampki, nieprzystające do warunków pola walki. MON zajął się więc żołnierskim obuwiem po raz drugi.


Reklama

W lutym 2026 weszła w życie nowelizacja rozporządzenia ministra obrony, które precyzowało tę kwestię. Nowe przepisy stawiają prywatnym butom ograniczenia. Zastrzeżenia dotyczą podeszwy antyprzebiciowej oraz zakazu widocznego logo.

Fragment rozporządzenia minsitra obrony narodowej z dnia 22 stycznia 2026 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie noszenia umundurowania przez żołnierzy. (fot. Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej)


Reklama

Tak sformułowane przepisy, w zasadzie uniemożliwiają noszenie jakiegokolwiek prywatnego obuwia. Logo producenta jest bowiem często wytłoczone lub tak wkomponowane, że nie zmniejsza walorów maskujących, ale nowe przepisy i tak nie pozwalają na noszenie takich butów. Wymagań postawionych dla liniowych żołnierzy nie spełnia praktycznie żaden but na rynku (także te używane przez Wojska Specjalne).


Reklama

Koniec z prywatnym obuwiem w Wojsku Polskim?

O sprawę zapytaliśmy st. chor. rez. Pawła „Navala” Mateńczuka, który jako pełnomocnik MON ds. warunków służby wojskowej zabiegał o wprowadzenie przepisów umożliwiających noszenie prywatnego obuwia. Były żołnierz JW GROM stwierdził, że zmiany nie są efektem „widzimisię” urzędników Ministerstwa Obrony Narodowej, lecz odpowiedzią na potrzeby żołnierzy.

Nowelizacja powstała po zgłoszeniu konkretnych uwag przez dowódców różnych szczebli. Zmieniliśmy przepisy, ponieważ dochodziło do nadużyć. Może nie była to skala masowa, ale zdarzały się sytuacje, w których żołnierze interpretowali dotychczasową swobodę zbyt szeroko. Musieliśmy doprecyzować, jak te buty mają wyglądać – tłumaczy Paweł „Naval” Mateńczuk w rozmowie z Zero.pl.

Były żołnierz JW GROM żali się przy tym, że mimo dobrych chęci, stworzenie przepisów tak, aby nikt tego “nie spieprzył nadinterpretacją”, jest niezwykle trudną sztuką. W wielu jednostkach na terenie kraju nie zmieniło się nic.


Reklama

– Nikt się niczego nie czepia, ponieważ panuje tam zdrowy rozsądek. Problemem ma być wąskie grono żołnierzy i dowódców, którzy nadużywają swojej władzy lub interpretują zapisy zbyt sztywno. Nikt nikomu nie robi krzywdy z zewnątrz – to żołnierze żołnierzom fundują te problemy. Gdyby istniał powszechny szacunek do zasad i ich ducha, nie byłoby tematu. To jak z ruchem drogowym: czy przepisy są złe, czy to kierowcy jeżdżą źle?

Paweł „Naval” Mateńczuk


Reklama

Były żołnierz JW GROM określa radykalne ograniczenia w swobodzie noszenia prywatnego obuwia jako „chochlika” w procesie legislacyjnym. Zapewnia, że żołnierze nadal mogą korzystać z butów innych niż te wydawane przez wojsko, a przygotowywana jest nowelizacja, która ma precyzyjnie określić dopuszczalne obuwie. – Wykreśliliśmy niefortunny zapis o całkowitym zakazie logo. Nowe brzmienie mówi o tym, że niedozwolone są napisy i logotypy kontrastujące – uspokaja.

Nowe przepisy nie mają już wykluczać butów na których znajdują się np. tłoczone logotypy producenta, o ile są one w kolorze skóry lub materiału, a nie w kontrastujących barwach. Zmianie ma ulec także zapis o podeszwie antyprzebiciowej. Teraz ma ona chronić przed skaleczeniem przez ostre przedmioty.

Buty to tylko wierzchołek góry lodowej. Pomoże „zielona lista”?

Kwestia butów w Wojsku Polskim to tylko jeden z wielu problemów. Armia od lat ma trudności z nadążaniem za rynkowymi nowościami. Niska elastyczność prowadzi do wykorzystywania przestarzałego sprzętu. Odpowiedzią ma być wprowadzenie tzw. „Zielonej Listy”, czyli certyfikowanego przez MON spisu wyposażenia dostępnego na rynku cywilnym.


Reklama

Rozwiązanie to ma dać żołnierzom realną swobodę: jeśli standardowy plecak patrolowy nie spełnia ich oczekiwań, mogą na własny koszt nabyć zamiennik od komercyjnego producenta, o ile znajduje się on na liście. System ten pozwala na dopasowanie wyposażenia do indywidualnych potrzeb bez obciążania budżetu państwa. Jednocześnie MON zachowuje pełną kontrolę nad jakością, ponieważ każdy produkt trafiający na listę musi najpierw przejść rygorystyczne testy opłacone przez producenta. Zmiany były zapowiadane już dawno temu, ale nadal nie ma konkretów.


Reklama

– Finał będzie szczęśliwy, ale to proces skomplikowany. W MON procedujemy obecnie cały pakiet decyzji i rozporządzeń. Jedne przepisy zależą od drugich – to jak układanka, której nie chcemy popsuć, więc rozbieramy ją na mniejsze części. Równolegle trwa cyfryzacja: „Zielona Lista” musi pojawić się na stronie, musi powstać aplikacja lub przejrzysty interfejs. Budujemy to całkowicie od zera: od regulaminu wewnętrznego, przez obieg dokumentów, po powołanie zespołów eksperckich, które będą weryfikować jakie przedmioty trafiają na listę. To trwa dłużej, niż zakładaliśmy, ale robimy to rzetelnie. Zakładam, że zmiany wejdą w życie na przełomie I i II kwartału 2026 r. Nie widzę żadnych zagrożeń dla tego projektu, po prostu skala legislacji, jaka na nas spada, wymusza przesunięcia terminów – tłumaczy Naval.

W kolejce do rozwiązania: problem sprzętu dla wojska

Kolejne zmiany mają dotyczyć przepisów, które dziś utrudniają zakup dla armii najnowszego sprzętu. Proponowana jest nowa mechanika, czyli: konkursy.

– Chcemy dopuścić formę konkursu ofert na konkretne produkty, np. na nowy plecak dla Wojska Polskiego czy rękawiczki zimowe. Dzisiaj głównie bazujemy na długotrwałych pracach badawczo-rozwojowych. Być może warto po prostu dopuścić firmy z gotowymi, sprawdzonymi produktami cywilnymi do takiego konkursu. Nie musimy za każdym razem wynajdywać koła na nowo. Chcemy wybierać to, co najlepsze i najszybsze do wdrożenia – przekonuje Paweł Mateńczuk.


Reklama

Choć proponowane mechanizmy mogą wydawać się niewielkimi zmianami, mogą realnie wpłynąć nie tylko na komfort służby i morale, ale także na zdolności Wojska Polskiego. Doskonałym przykładem są kurtki zimowe dla służących na granicy. Żołnierze narzekali, że dostarczone przez armię mundury nie nadają się do służby w mroźnych warunkach zimy we wschodniej części kraju. Ta, jak mogłoby się wydawać, prosta do rozwiązania kwestia została w praktyce załatwiona dopiero pod koniec 2025 r., czyli po czterech latach kryzysu migracyjnego na granicy z Białorusią.


Reklama

Żołnierze służący na granicy przez kilka lat narzekali na brak kuretek zimowych. Pierwsze otrzymali dopiero pod koniec 2024 r. Do tego czasu bazowali wyłącznie na kupowanych z własnych pieniędzy. (fot. 18 Dywizja Zmechanizowana)

Jednym z problemów podnoszonych przez Navala są ograniczenia wynikające z rocznych budżetów. O ile Agencja Uzbrojenia, odpowiedzialna za zakupy broni oraz ochrony balistycznej, może podpisywać wieloletnie umowy, o tyle w przypadku Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, odpowiedzialnego za pozyskiwanie mundurów, kurtek, butów czy plecaków, jest to niemożliwe. Zamiast więc zamówić np. milion mundurów z realizacją w latach 2025–2030, Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych musi każdego roku podpisywać mniejsze zamówienia. To nie tylko ogranicza możliwość realizacji większych kontraktów i zmniejsza stabilność dostaw, ale także podnosi jednostkową cenę wyposażenia.


Reklama