Reklama
Reklama
Reklama

Pełnomocnik dra Jędrzejewskiego o przesłuchaniu: Do tego nie powinno dojść

TYLKO NA

Gdybym sam był tak przesłuchiwany, zadałbym sobie pytanie: po co ja to zrobiłem? – mówi mec. Tomasz Jendrasiak, pełnomocnik dra Emila Jędrzejewskiego, komentując pierwsze przesłuchanie lekarza tuż po wywiadzie w Kanale Zero. Prawnik nie ma wątpliwości: uznawanie kogoś za niewiarygodnego tylko za to, że domaga się respektowania swoich praw, to wydawanie wyroków bez procesu.

Emil Jędrzejewski
Były ordynator Oddziału Chirurgii w Szpitalu Południowym dr Emil Jędrzejewski. (fot. Paweł Supernak / PAP)
  • Pełnomocnik dra Jędrzejewskiego rozgraniczył pierwsze przesłuchanie klienta od drugiego, wskazując, że tylko drugie odbyło się zgodnie ze wszystkimi standardami procesowymi.
  • Mecenas podkreślił, że medialna narracja o „niewiarygodności” świadka opierała się na błędnym zrównaniu milczenia z odmową składania zeznań.
  • Zapowiedział też, że mimo formalnego zakończenia obecnego etapu, w toku śledztwa nie jest wykluczone kolejne przesłuchanie jego klienta.

W poniedziałek w prokuraturze odbyło się drugie przesłuchanie dra Emila Jędrzejewskiego, lekarza-sygnalisty, byłego ordynatora z Warszawskiego Szpitala Południowego. Trwało ponad dziewięć godzin. Jędrzejewski jako świadek zeznawał w sprawie nieprawidłowości, do jakich miało dochodzić na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym tej placówki, którą do niedawna koordynował Dawid Kacprzyk. Nieprawidłowości te ujawnił przed tygodniem w Kanale Zero w rozmowie z Krzysztofem Stanowskim. 

W poniedziałek lekarzowi towarzyszył już pełnomocnik – radca prawny Tomasz Jendrasiak, który o kulisach przesłuchania, próbach odebrania wiarygodności swojemu mandantowi i o tym, co dalej ze śledztwem, opowiedział w rozmowie z portalem Zero.pl. 

Reklama
Reklama

Filip Baczkura, portal Zero.pl: Panie mecenasie, jak ocenia pan drugie przesłuchanie, w którym już pan uczestniczył? I jak, z pana perspektywy, wypada ono na tle pierwszego, które było nietypowe – zadawano panu doktorowi pytania, mimo że wcześniej zaznaczył, że będzie odpowiadał tylko w obecności pełnomocnika. Czy taka praktyka – ujawnianie pytań, a potem ich ponowne zadawanie – jest powszechna, czy to raczej wyjątek?

Mec. Tomasz Jendrasiak: Jeśli chodzi o przesłuchanie, w którym uczestniczyłem, to zgadzam się tu z rzecznikiem prasowym prokuratury – przebiegło ono w dobrych warunkach, w dobrej atmosferze. Zachowano wszystkie procedury wynikające z Kodeksu postępowania karnego. Mieliśmy przerwy uzgodnione, nienarzucone – każdorazowo padało pytanie, czy możemy kontynuować. Pod tym względem nie mam żadnych zarzutów – tak powinno to wyglądać od samego początku.

Inaczej oceniam kwestię pierwszego przesłuchania. Świadek, którego interesy tego wymagają i który sygnalizuje chęć złożenia zeznań, ale w obecności swojego pełnomocnika powinien mieć to umożliwione. Wezwanie świadka tego samego dnia z godziny na godzinę w sprawach niecierpiących zwłoki jest zgodne z procedurą. Problem zaczyna się wtedy, gdy świadek mówi wprost: chcę ustanowić pełnomocnika, chcę skorzystać z uprawnienia wynikającego z art. 87 par. 2 Kodeksu postępowania karnego, który daje osobom niebędącym stronami postępowania prawo do ustanowienia pełnomocnika, jeżeli wymagają tego ich interesy w toczącym się postępowaniu. A ktoś, kto słyszy medialne zapowiedzi, że wobec niego będą podejmowane działania prawne, jak najbardziej powinien z tego prawa skorzystać.

Trzeba też pamiętać, że dla większości ludzi kontakt z prokuraturą czy salą sądową nie jest czymś codziennym – w przeciwieństwie do nas, prawników.

Reklama
Reklama

Jeśli uprawnienie świadka do ustanowienia pełnomocnika nie zostało uszanowane i wbrew woli tego świadka niejako „na siłę” rozpoczęto przesłuchanie, a świadek milczał, to zadawanie mu kolejnych pytań, aż do ostatniego było niecelowe i pozbawione większego sensu. Gdybym sam był przesłuchiwany po ujawnieniu jakichś nieprawidłowości w swoim środowisku, to po pogwałceniu moich praw w analogicznym sposób, pomyślałbym: po co ja to zrobiłem? Po co ujawniałem? Po co mi to było? Takie postępowanie organu procesowego z pewnością wpływa na negatywne samopoczucie.

Dr Jędrzejewski odmówił składania zeznań?

Warto rozróżnić też dwie rzeczy: mianowicie świadka, który bezpodstawnie odmawia złożenia zeznań wprost to wyrażając, od świadka, który milczy. Milczenie to nie to samo co odmowa składania zeznań. Gdyby faktycznie świadek bezpodstawnie odmawiał złożenia zeznań, prokuratura miałaby narzędzia przymusu – między innymi grzywnę nakładaną przez sąd. Tu do tego nie doszło. Mało tego, ktoś się chyba w porę zreflektował, skoro w konsekwencji został wyznaczony kolejny termin przesłuchania z takim wyprzedzeniem czasowym, które pozwoliło doktorowi na ustanowienie pełnomocnika.

Jest jeszcze jedna kwestia. Mówiono, że nie było czasu na ustanowienie pełnomocnika, bo sprawa była na tyle nagła, że wymagała natychmiastowego przesłuchania. Tyle że wszystko to, co miało być podstawą tej nagłości, było już znane dzień wcześniej – z wywiadu, który świadek udzielił Kanałowi Zero. Ten wywiad był publicznie dostępny, można go było odsłuchać. Prokuratura mogła więc podejmować czynności już na tej podstawie. To nie były przecież doniesienia jakieś tam osoby przypadkowej, tylko wywiad z lekarzem o ugruntowanej pozycji zawodowej i społecznej.

Reklama
Reklama

Skoro sprawa była tak nagląca, zadaję sobie pytanie: dlaczego świadek nie został zobowiązany do stawienia się już następnego dnia rano z pełnomocnikiem, tylko dopiero w poniedziałek? Jeśli rzeczywiście była taka presja czasu, można było ustalić najszybszy możliwy termin, żeby świadek zdążył przyjść z pełnomocnikiem. W mojej ocenie do tego pierwszego przesłuchania w ogóle nie powinno dojść. Należało uszanować wolę tak istotnego świadka i umożliwić mu stawienie się na przesłuchanie w towarzystwie pełnomocnika.

Skoro prokuratura już po tym wywiadzie miała określone informacje, to dlaczego – w pana ocenie – dotąd nie przesłuchano Dawida Kacprzyka? Powinien już zostać przesłuchany?

To nie do mnie należy ocena strategii prowadzenia śledztwa i planowania kolejności czynności procesowych. Sam kiedyś prowadziłem dochodzenia i wiem, że prokuratura ma swobodę w doborze kolejności przeprowadzania czynności procesowych, gromadzenia dowodów, w tym kolejności i terminów przesłuchań. To element niezależności prokuratorów. Nie mogę więc sugerować jak to powinno wyglądać. Mogę jednak powiedzieć, że przesłuchanie w charakterze świadka, osoby, która ujawnia nieprawidłowości powinno odbyć się na samym początku śledztwa, a nawet przed jego formalnym wszczęciem.

Czy oprócz kwestii pierwszego przesłuchania widzi pan jeszcze jakieś nieprawidłowości w postępowaniu organów wobec dr. Jędrzejewskiego?

Reklama
Reklama

Poza tym, co już powiedziałem, obecnie nie widzę żadnych nieprawidłowości w działaniach prokuratury.

A jak ocenia pan komentarze – zarówno prokuratury, jak i premiera – które podważały wiarygodność pana klienta, jeszcze zanim cokolwiek zostało ustalone? Czy takie wydawanie ocen na tym etapie jest w porządku?

Zawsze krytycznie odnoszę się do wydawania „wyroków” przez kogoś, kto nie jest do tego powołany. To sądy wydają wyroki.

Sądy po przeprowadzeniu postępowania, a w przypadku umorzenia śledztwa – prokuratorzy dokonują swobodnej oceny dowodów, w tym wiarygodności złożonych zeznań. I tak powinno zostać.

Reklama
Reklama

Nie wiem, na czym oparto tezę o niewiarygodności pana doktora. Jeśli jedyną podstawą było to, że konsekwentnie domagał się prawa do obecności pełnomocnika przy przesłuchaniu, to nie widzę, jak to miałoby przekładać się na jego wiarygodność. Wygląda na to, że opinii publicznej zabrakło precyzyjnej informacji – że nie chodziło o odmowę czy wycofanie się, tylko o prośbę, by prokuratura uszanowała prawo świadka do ustanowienia pełnomocnika i pozwoliła ustalić termin, w którym przesłuchanie będzie możliwe.

Uznawanie kogoś za niewiarygodnego tylko dlatego, że domaga się respektowania swojego prawa, oceniam krytycznie niezależnie od tego, kto to robi – polityk, którego popieram czy nie, aktor czy zwykły obywatel. Każdy ma prawo do tego, żeby jego prawa były respektowane. Uważam, że należy wstrzymywać się z pochopnymi ocenami. Bo co, jeśli po przeprowadzeniu postępowania okaże się, że świadek był jednak wiarygodny, że na jego zeznaniach oparto oskarżenie?

Co teraz? Czy wyznaczono kolejne terminy przesłuchań, czy ten etap jest już zamknięty?

Na tym etapie przesłuchanie jest w pełni zakończone. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że nie oznacza to, że w miarę rozwoju śledztwa nie może się odbyć jeszcze jakieś uzupełniające przesłuchanie. Na razie jednak ten etap jest zamknięty.

Reklama
Reklama

Przesłuchanie trwało ponad dziewięć godzin, ponieważ udało się zapewnić nam dobre warunki – w budynku prokuratury, mimo upału na zewnątrz. Działała klimatyzacja, co pozwoliło przeprowadzić je od początku do końca w jeden dzień, bez konieczności wyznaczania kolejnych terminów. Było to w interesie samego śledztwa – żeby zrobić to możliwie szybko i w jednym dniu.

Dr Emil Jędrzejewski popełnił przestępstwo? Prawnik prostuje słowa Giertycha

Lekarz-sygnalista

Dr Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii w Warszawskim Szpitalu Południowym, w rozmowie z Krzysztofem Stanowskim w Kanale Zero ujawnił wstrząsające kulisy funkcjonowania Szpitalnego Oddziału Ratunkowego tej lecznicy, którego do niedawna koordynatorem był Dawid Kacprzyk – choć nie miał do tego uprawnień ani doświadczenia.

Dr Jędrzejewski stwierdził, że w Szpitalu Południowym dochodziło do sytuacji, w których osoby przyjęte na SOR umierały niezaopiekowane, a pracownicy oddziału „przypominali sobie” o nich po kilku godzinach.

Reklama
Reklama

– Pacjenci przyjęci na SOR umierali niezaopiekowani, pracownicy oddziału „przypominali sobie” o nich po kilku godzinach i wykonywali im tomografię, żeby coś markować. Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. Każdy przypadek śmierci na SOR-ze powinien być przeanalizowany – mówił w Kanale Zero były ordynator.

Zarzucał Kacprzykowi, że traktował ludzi „jak fantomy, a jeżeli fantom się popsuł, to zmienia dokumentację, że on już był popsuty”.

Zgłaszanie nieprawidłowości miało doprowadzić do zwolnienia ordynatora. Chirurg przekazał, że o sytuacji panującej w Szpitalu Południowym informował osobiście prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Kilkanaście tygodni po tej interwencji dr Jędrzejewski stracił stanowisko w placówce.

W sprawie Szpitala Południowego prowadzone są dwa śledztwa. Pierwsze dotyczy oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych. Drugie – nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Chodzi m.in. o naruszenia zasad triażu przy klasyfikacji pacjentów SOR-u.

Reklama
Reklama