Reklama
Reklama
Reklama

Arabia Saudyjska pod ostrzałem Huti. „Możliwy rozpad państwa lub upadek monarchii”

TYLKO NA
Archiwum zagraniczne East News 2026-09
Zwolennicy jemeńskich rebeliantów Huti. (fot. Osamah Abdulrahman / East News)

Konflikt w Jemenie ponownie wymknął się spod kontroli. Huti wznowili ataki na terytorium Arabii Saudyjskiej, a w ostatnich tygodniach rozszerzyli kontrolę nad strategicznym wybrzeżem Morza Czerwonego. Dla Rijadu oznacza to powrót poważnego problemu. – Muhammad Bin Salman jest w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Nie ma za bardzo możliwości manewrowych – mówi Zero.pl ekspert ds. Bliskiego Wschodu, Paweł Rakowski.

  • Huti wznowili bezpośrednie ataki na terytorium Arabii Saudyjskiej.
    19 września 2026 r. Rijad poinformował o przechwyceniu pocisku balistycznego wystrzelonego w kierunku stolicy.
  • Zbrojna bojówka przejęła m.in. port Al-Mucha i pozycje w rejonie cieśniny Bab al-Mandab. – Rebelianci Huti wiedzą o tym, że mają bardzo komfortową sytuację, jeżeli oczywiście Iran wygra wojnę. Jeżeli tak się stanie, wtedy po prostu będą gnębić Arabię Saudyjską przez kolejne lata i dekady – mówi Zero.pl Paweł Rakowski.
  • Eskalacja zagraża transportowi przez Morze Czerwone i może mieć konsekwencje dla rynku ropy. Amerykanie ostrzegają przed widmem eskalacji. 

Przez kilka lat sytuacja wyglądała na względnie zamrożoną. Zawieszenie broni z 2022 r. ograniczyło walki między Huti a siłami wspieranymi przez Arabię Saudyjską, choć nie doprowadziło do politycznego rozwiązania konfliktu. W 2025 r. udało się również doprowadzić do czasowego porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Huti dotyczącego ataków na amerykańskie jednostki na Morzu Czerwonym i w cieśninie Bab al-Mandab.

Kryzys na rynku ropy nabiera tempa. Huti uderzają w Saudów, Trump odmawia pomocy

„Idealny lewar Huti”

W 2026 r. sytuacja zaczęła się jednak gwałtownie zmieniać. Walki w Jemenie ponownie przybrały na sile, a Huti rozpoczęli ofensywę wzdłuż zachodniego wybrzeża. Zdobycie Al-Muchy oraz pozycji na wyspach w rejonie Bab al-Mandab zwiększyło ich możliwości oddziaływania na jeden z najważniejszych szlaków morskich świata.

Zdaniem Pawła Rakowskiego konsekwencje ofensywy bojówek Huti mogą być bardzo dotkliwe. Łącznie z „rozpadem monarchii”, a nawet „rozpadem państwa”. – Rebelianci Huti nie tylko kontrolują Bawar-Mandab, nie tylko atakują przestrzeń Arabii Saudyjskiej rakietowo, ale też być może będą chcieli utworzyć jakąkolwiek władzę, którą świat może uznać. Kontrola Bawar-Mandab jest idealnym lewarem Huti na to, żeby ustabilizować swoją sytuację wewnętrzną politycznie – przekonuje ekspert ds. Bliskiego Wschodu.

Reklama
Reklama

Atak na rafinerię Aramco. Huti uderzyli w saudyjskiego giganta

Bab al-Mandab łączy Morze Czerwone z Zatoką Adeńską i stanowi ważną drogę dla transportu surowców oraz towarów między Europą i Azją. W sytuacji, gdy dodatkowo trwa kryzys wokół cieśniny Ormuz, znaczenie południowego wejścia na Morze Czerwone jeszcze wzrosło.

Uderzenie w Saudów 

Według saudyjskich władz Huti wykorzystują drony i pociski, a 19 września 2026 r. próbowali zaatakować Rijad pociskiem balistycznym. Arabia Saudyjska poinformowała o jego przechwyceniu. Tego samego dnia pojawiły się informacje o atakach wymierzonych m.in. w infrastrukturę w Yanbu nad Morzem Czerwonym.

Wcześniej doszło także do ataków w południowej części Arabii Saudyjskiej. Saudyjska obrona przeciwlotnicza miała przechwytywać kolejne pociski i drony, a w jednym z przypadków spadające odłamki zabiły mieszkańca. Rijad twierdził również, że Huti próbowali zaatakować dronem okolice Mekki. Huti zaprzeczyli temu oskarżeniu.

Każde poważne ograniczenie żeglugi przez Bab al-Mandab może przełożyć się na wzrost kosztów transportu, wydłużenie tras statków i presję na ceny energii. Problem jest tym większy, że równocześnie zakłócony został ruch przez cieśninę Ormuz. Dwa strategiczne punkty na szlakach energetycznych mogłyby więc znaleźć się pod presją jednocześnie.

Reklama
Reklama

Co może zrobić Rijad? „Huti to twardziele”

Arabia Saudyjska nadal dysponuje ogromnymi możliwościami finansowymi, ale doświadczenia poprzedniej wojny pokazały ograniczenia samej przewagi finansowej i technologicznej. Rijad przez lata prowadził kampanię przeciwko Huti, a mimo to nie zdołał doprowadzić do trwałego pokonania ruchu.

– Wydaje mi się, że Arabia Saudyjska podejmie jeszcze jakiś jeden wysiłek [zbrojny - red.], czy to samodzielnie, czy za jakiś czas okaże się, że udało im się kogoś jeszcze dołączyć  by podjąć działania. Natomiast skuteczność tego wszystkiego jest bardzo, bardzo znikoma – przekonuje Paweł Rakowski.

Tylko Amerykanie mogą cokolwiek zrobić, tylko, że przypomnę – oni zrobili pół roku temu deal z Huti [USA miały wstrzymać naloty na cele Huti w Jemenie, a Huti zaprzestać ataków na amerykańskie jednostki, w tym okręty - red.] i od tamtej pory w ogóle nie interesują się kwestią Jemenu. Donald Trump sam przyznał, że to wytrzymali twardziele – dodaje ekspert od Bliskiego Wschodu.

Reklama
Reklama

„Europa nie interweniuje”

Dziś sytuacja jest dodatkowo trudniejsza, ponieważ konflikt w Jemenie jest częścią większej układanki. Huti są wspierani przez Iran, a ich działania mogą być elementem szerszej konfrontacji Teheranu ze Stanami Zjednoczonymi i ich regionalnymi partnerami. Jednocześnie Waszyngton nie sygnalizuje obecnie powrotu do szerokiej kampanii lądowej przeciwko Huti. Stany Zjednoczone ostrzegły natomiast, że konflikt między Huti a Arabią Saudyjską może szybko eskalować.

Rijad może więc próbować wzmacniać własną obronę powietrzną, wspierać siły jemeńskiego rządu oraz szukać pomocy u partnerów. Według AP Arabia Saudyjska zwracała się w ostatnim czasie o wsparcie w obronie przeciwrakietowej m.in. do Francji, Wielkiej Brytanii, Pakistanu i Egiptu. –  Europa też powinna w pewien sposób tu interweniować, ale oczywiście, jak wiemy – nie interweniuje – przypomina Paweł Rakowski.

Rijad musi jednocześnie chronić własne miasta i instalacje naftowe, zabezpieczać szlak morski oraz zdecydować, jak daleko chce ponownie wejść w wojnę, której przez ostatnie lata próbował uniknąć. Każdy z tych ruchów może mieć konsekwencje wykraczające daleko poza granice Półwyspu Arabskiego.

Źródło: Zero.pl
Przemysław Staciwa
Przemysław StaciwaDziennikarz
Reklama
Reklama