Reklama
Reklama
Reklama

Kryzys na rynku ropy nabiera tempa. Huti uderzają w Saudów, Trump odmawia pomocy

Archiwum zagraniczne East News 2026-09
Szczątki bezzałogowego samolotu Arabii Saudyjskiej strącone przez Huti. (fot. - / East News)

Kryzys na Bliskim Wschodzie w nowej odsłonie. Huti wspierani przez Iran przejęli kluczowe pozycje przy cieśninie Bab al-Mandab i nasilili ataki na Arabię Saudyjską, w tym na jej infrastrukturę naftową. Rijad zwrócił się o pomoc do Donalda Trumpa, ale prezydent USA na razie odmówił bezpośredniej interwencji. W efekcie rośnie ryzyko dalszych zakłóceń dostaw ropy i kolejnego skoku cen surowca.

  • Huti przejęli strategiczny punkt na szlaku między Morzem Czerwonym a Zatoką Adeńską. Arabia Saudyjska traci kolejne możliwości eksportowania ropy, a jej kluczowy rurociąg Wschód-Zachód został czasowo wyłączony po ataku dronów.
  • Rijad poprosił Donalda Trumpa o bezpośrednią pomoc wojskową, ale Waszyngton na razie odmówił udziału w atakach na Huti.
  • Ceny ropy przekroczyły 100 dolarów za baryłkę, a dalsza eskalacja może oznaczać jeszcze większą presję na światowy rynek energii.

Bliski Wschód może zmierzać w kierunku największego wstrząsu na rynku ropy od początku obecnego konfliktu. W ostatnich dniach Huti, wspierani przez Iran, znacząco zwiększyli presję na Arabię Saudyjską. Atakują cele wojskowe i infrastrukturę energetyczną, a jednocześnie przesuwają swoje siły w kierunku cieśniny Bab al-Mandab, jednego z najważniejszych morskich wąskich gardeł świata.

USA i Arabia Saudyjska uderzają w siły wspierane przez Iran. Nowy etap wojny na Bliskim Wschodzie

Problem Arabii, problem dostaw ropy

We wtorek Huti przeprowadzili dużą serię ataków na południową Arabię Saudyjską. Pociski i drony uderzyły m.in. w obiekty związane z sektorem naftowym w Dżizan, Abha i Nadżran. Według saudyjskich władz rannych zostało 73 osoby. Doszło również do pożarów w obiektach energetycznych, w tym w pobliżu rafinerii w Dżizanie, której przepustowość wynosi około 400 tys. baryłek dziennie.

To jednak nie jedyny problem Rijadu. Arabia Saudyjska została zmuszona do czasowego wyłączenia rurociągu Wschód-Zachód, który w obecnych warunkach stał się jednym z najważniejszych elementów jej systemu eksportowego. Rurociąg pozwala transportować ropę z pól naftowych we wschodniej części kraju do terminalu Janbu nad Morzem Czerwonym, omijając cieśninę Ormuz. Został zaatakowany przez drony, które – według władz saudyjskich – zostały wystrzelone z terytorium Iraku. Rijad nie przypisał tego ataku bezpośrednio Hutim.

Reklama
Reklama

Znaczenie rurociągu jest ogromne. W ostatnich miesiącach Arabia Saudyjska zwiększała eksport przez Morze Czerwone właśnie po to, by uniezależnić się od sytuacji w cieśninie Ormuz. Według danych przytaczanych przez AP przez tę trasę płynęło ponad 5 mln baryłek ropy dziennie. Jej wyłączenie oznacza więc poważne ograniczenie możliwości wykorzystania alternatywnej drogi eksportu.

Arabia Saudyjska grozi odwetem. Po ataku na Rijad napięcie z Iranem gwałtownie rośnie

Rijad prosi Trumpa

W tej sytuacji Arabia Saudyjska zwróciła się do Stanów Zjednoczonych. Według Reutersa książę Mohammed bin Salman rozmawiał w czwartek z Donaldem Trumpem co najmniej dwukrotnie i prosił o amerykańską pomoc wojskową w walce z Hutimi. Odpowiedź Waszyngtonu była jednak negatywna. Trump nie zgodził się na bezpośrednie amerykańskie ataki na cele Huti. USA zaoferowały natomiast współpracę wywiadowczą i pomoc w namierzaniu celów.

Jeszcze w lipcu Arabia Saudyjska zapewniała Waszyngton, że jest w stanie samodzielnie poradzić sobie z Huti i nie chce eskalacji konfliktu. Teraz sytuacja stała się na tyle poważna, że saudyjskie władze zdecydowały się poprosić o bezpośrednie wsparcie Stanów Zjednoczonych.

Reklama
Reklama

Dla Trumpa zaangażowanie w kolejną operację wojskową oznaczałoby jednak otwarcie następnego frontu. USA są już zaangażowane w konflikt z Iranem, a zamknięcie lub poważne ograniczenie żeglugi przez Ormuz wywołało potężne turbulencje na rynku energii. Waszyngton deklaruje, że jego priorytetem jest utrzymanie swobody żeglugi na Morzu Czerwonym, ale jednocześnie chce, aby regionalni sojusznicy sami zajęli się zagrożeniem.

Huti zdobywają przewagę

Największym problemem jest sytuacja wokół Bab al-Mandab. Huti przejęli port Al-Mocha i strategiczną wyspę Majjun (Perim), położoną przy wejściu do cieśniny. Daje im to możliwość wywierania jeszcze większej presji na statki przepływające między Oceanem Indyjskim a Morzem Czerwonym.

Dla rynku ropy to wyjątkowo niebezpieczne. Przez Bab al-Mandab przebiegają szlaki łączące Zatokę Adeńską, Morze Czerwone i Kanał Sueski. W normalnych warunkach jest to jedna z najważniejszych dróg transportu energii i towarów między Azją a Europą.

Teraz sytuacja jest szczególnie trudna, ponieważ równocześnie ograniczony jest ruch przez cieśninę Ormuz. Arabia Saudyjska wykorzystywała rurociąg Wschód-Zachód jako alternatywę właśnie w związku z problemami w Zatoce Perskiej. Jeśli zagrożenie obejmie także Morze Czerwone, Rijad może zostać pozbawiony dużej części możliwości eksportowania ropy drogą morską.

Reklama
Reklama

Co grozi światowej gospodarce?
Pierwszy efekt jest już widoczny w cenach. Ropa Brent przekroczyła 100 dolarów za baryłkę, a w piątek notowania dochodziły nawet do około 108 dolarów. Rynek obawia się przede wszystkim tego, że konflikt przestanie ograniczać się do pojedynczych ataków i przerodzi się w trwałą blokadę kluczowych szlaków transportowych.

W takim scenariuszu problemem nie będzie wyłącznie cena samej ropy. Droższy surowiec oznacza wyższe koszty transportu, produkcji i energii, a w konsekwencji większą inflację. Ucierpieć mogą także dostawy gazu i innych towarów, jeśli statki będą musiały omijać zagrożone akweny.

Cena ropy w górę

Największym zagrożeniem jest jednak połączenie dwóch punktów nacisku. Iran kontroluje lub ogranicza ruch przy Ormuz, a jego sojusznicy z Huti zyskują coraz większe możliwości oddziaływania na Bab al-Mandab. Jeśli oba szlaki pozostaną poważnie ograniczone przez dłuższy czas, światowy rynek energii może zostać pozbawiony dużej części najważniejszych dróg transportowych z Zatoki Perskiej. Eksperci od tygodni ostrzegają, że właśnie taki scenariusz może doprowadzić do gwałtownego wzrostu cen ropy.

Dla Arabii Saudyjskiej stawka jest jeszcze większa. Rijad musi zdecydować, czy odpowiedzieć Hutim na większą skalę, ryzykując wciągnięcie kraju w kolejną długą wojnę w Jemenie, czy też ograniczyć działania i liczyć na dyplomację. Tymczasem Stany Zjednoczone, od których saudyjska monarchia oczekuje wsparcia, na razie jasno sygnalizują, że nie zamierzają bezpośrednio wchodzić do walki z Hutimi.

Reklama
Reklama

 

Źródła: Zero.pl, Reuters
Reklama
Reklama