Trwa eskalacja działań wojennych na Bliskim Wschodzie: jemeńscy rebelianci Huti otworzyli nowy etap regionalnego konfliktu, przeprowadzając serię ataków na saudyjską infrastrukturę naftową i szlaki transportu surowca. – Wydobycie i przetwórstwo ropy naftowej będzie ograniczone – ocenia w rozmowie z Zero.pl ekspert ds. Bliskiego Wschodu, Paweł Rakowski.

- Huti uderzyli w saudyjską infrastrukturę naftową, otwierając nowy etap eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie.
- Rosnące zagrożenie dla żeglugi przez cieśninę Bab al-Mandab zwiększa ryzyko zakłóceń w światowym handlu i transporcie surowców.
- Eksperci ostrzegają, że przedłużający się konflikt może przełożyć się na wzrost cen ropy, wyższe koszty transportu i presję inflacyjną. – Odcinek rijadzki zawiesił transport ropy. To bardzo niebezpieczne i bolesne dla światowej gospodarki. Wydobycie i przetwórstwo ropy naftowej będzie ograniczone – mówi Zero.pl Paweł Rakowski.
- – Absurdalna wojna niszczy infrastrukturę miejscowych krajów – mówi dla Zero.pl arabista, dr Bogusław R. Zagórski.
Celem ataku Huti były elementy saudyjskiego systemu przesyłu ropy prowadzącego ze wschodniej części kraju do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym. Trasa ta zyskała strategiczne znaczenie po ograniczeniu wykorzystania cieśniny Ormuz w związku z napięciami wokół Iranu. Rijad nie potwierdził dotąd skali ewentualnych uszkodzeń, a koncern Saudi Aramco nie skomentował doniesień.
„Albo wszystko pójdzie szybko, albo wcale”. Trump grozi kolejnym atakiem na Iran
– W ostatnich trzech, czterech, dniach zauważono to, że wymiana ciosów między Iranem a USA się wygasiła, ale to nie oznacza, że wojna się kończy. Od kilku dni rozpoczęły się działania wojenne pomiędzy Arabią Saudyjską a Huti i sojusznikami Iranu. Oni blokują cieśninę Bab al-Mandab – mówi Paweł Rakowski.
„Oni ciągną rurę przez cały swój kraj”
Ataki wpisują się w coraz szerszą eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie. Ostatnio Huti atakowali już saudyjskie tankowce oraz instalacje Aramco w portach nad Morzem Czerwonym, deklarując, że zamierzają zakłócić eksport ropy z Arabii Saudyjskiej. W odpowiedzi siły wspierane przez Rijad przeprowadziły naloty na pozycje rebeliantów w Jemenie.
Konflikt nabiera tym samym nowego wymiaru. Arabia Saudyjska, która po wcześniejszych zagrożeniach w Zatoce Perskiej zaczęła kierować większą część eksportu przez Morze Czerwone, staje dziś przed ryzykiem utraty również tego alternatywnego szlaku.
– Arabia Saudyjska od kilku miesięcy budowała rurociąg tak, by porty na Morzu Czerwonym to obsługiwały. Rebelianci Huti uderzają w te obiekty, by nie dopuścić do transferu ropy. Mamy przyblokowane dwie największe cieśniny jeśli chodzi o energetykę ropną – przekonuje ekspert ds. Bliskiego Wschodu.
Iran oskarża Ukrainę o eskalację wojny. Chodzi o atak na Morzu Kaspijskim
– Saudowie ciągną rurę przez cały swój kraj. Zamiast Cieśniny Ormuz chcą mieć swój port naprzeciwko Egiptu, by ropa szła na tankowce przez Kanał Sueski. Rijad chce tym samym uniezależnić się od Teheranu – dodaje Rakowski.
Rynek patrzy na Morze Czerwone
Rosnące napięcia błyskawicznie odbiły się na żegludze. Dane firmy Kpler pokazują, że ruch statków przez cieśninę Bab al-Mandab spadł do najniższego poziomu od wielu miesięcy. Armatorzy coraz ostrożniej podchodzą do rejsów przez region, obawiając się kolejnych ataków dronów i rakiet.
To właśnie ten aspekt budzi największy niepokój rynków. Bab al-Mandab jest jednym z najważniejszych światowych wąskich gardeł dla transportu surowców energetycznych. Zakłócenia na tej trasie oznaczają wydłużenie rejsów, wzrost kosztów frachtu i ubezpieczeń oraz większą presję na globalne łańcuchy dostaw.
Choć w poniedziałek ceny ropy pozostawały pod wpływem sygnałów o możliwej deeskalacji napięć między USA a Iranem, analitycy podkreślają, że rynek może nie doszacowywać ryzyka związanego z sytuacją na Morzu Czerwonym. Każdy kolejny miesiąc utrzymujących się zakłóceń może oznaczać wyraźny wzrost cen surowca, jeśli eksport z Arabii Saudyjskiej będzie ograniczany lub przekierowywany na dłuższe trasy.
Dla światowej gospodarki oznaczałoby to nie tylko droższą ropę, ale również wyższe koszty transportu i presję inflacyjną. To szczególnie istotne w momencie, gdy banki centralne w wielu krajach liczą na trwałe wyhamowanie wzrostu cen surowca.
„Ciche zawieszenie broni”
Najnowsze działania Huti pokazują, że nawet jeśli napięcia wokół Iranu chwilowo słabną, region pozostaje daleki od stabilizacji.
– Mieliśmy taką sytuację z piątku na sobotę, że Trump obiecywał wielki atak na Iran i do niczego nie doszło. Najpewniej nie powiedział o tym, Netanjahu, który siedział w bunkrze chcąc obserwować co się wydarzy. Z kolei Bahrajn i Kuwejt wysłały swoje samoloty na Iran, a Saudowie atakowali Huti. Amerykanie siedzieli natomiast cicho. Najpewniej prezydent USA wprowadził tym samym sojuszników w błąd – mówi Paweł Rakowski.
O eskalacje na Bliskim Wschodzie zapytaliśmy także Bogusława R. Zagórskiego.
– Arabskie kraje Bliskiego Wschodu nie mają sposobności deeskalować konfliktu, bo są odwetowo atakowane przez Iran. Iran jest napadany przez siły amerykańskie, korzystające z wojskowego zaplecza w arabskich krajach Zatoki, co z perspektywy Iranu stawia te kraje na pozycji aktywnego uczestnika antyirańskich działań wojennych. Ponieważ zamiary USA są niejasne, co pewien czas mamy do czynienia z cichym zawieszeniem broni, jakby w oczekiwaniu na sposób powrotu do sytuacji przedwojennej – mówi dla Zero.pl dr naukowiec z Instytutu Ibn Chalduna.
– Sytuacja przed wojną była znośna – rurociągi wcześniej działały, zatoka Ormuz była otwarta. Teraz Trump nie potrafi sobie poradzić, a w dodatku prowadzi wojnę nielegalną z punktu widzenia amerykańskiego prawa. Bez jasnej perspektywy giną ludzie, w dużych ilościach zużywa się materiały wojskowe, absurdalna wojna niszczy infrastrukturę miejscowych krajów. Nikt nie wie co będzie dalej – dodaje arabista.

