Reklama
Reklama
Reklama

Argentyna ograła Anglię w półfinale MŚ. „To Maradona świecił nad nami”

Argentyna pokonała Anglię 2:1 w półfinale piłkarskich mistrzostw świata w Atlancie. Bramki Enzo Fernandeza i Lautaro Martineza w końcówce odwróciły losy meczu, a argentyńscy kibice zwycięstwo przypisywali zmarłemu Diego Maradonie. Anglicy winą za porażkę obarczali selekcjonera Thomasa Tuchela.

FIFA World Cup 2026 semifinals - England vs Argentina
Lionel Messi. (fot. WILL OLIVER / PAP / EPA)
  • Argentyna awansowała do finału mistrzostw świata po zwycięstwie 2:1 nad Anglią w Atlancie, przypieczętowanym golem Lautaro Martineza w doliczonym czasie.
  • Spotkaniu towarzyszyły skrajne emocje kibiców, od nocnych bójek i zagłuszania hymnu po sceny pojednania po ostatnim gwizdku.
  • Argentyńscy fani nadawali wygranej wymiar symboliczny, łącząc ją z pamięcią o Maradonie i sporem o Falklandy.

Argentyna wygrała 2:1 z Anglią w środowym półfinale piłkarskich mistrzostw świata, rozegranym pod zamkniętą kopułą klimatyzowanego stadionu w Atlancie. Kibice obu drużyn przeżyli huśtawkę nastrojów – od nerwów i wzajemnych zaczepek po szok i sceny pojednania.

Mecz nabrał tempa w drugiej połowie. Prowadzenie Anglikom dał Anthony Gordon, ale wyrównał Enzo Fernandez, a zwycięstwo Argentynie w doliczonym czasie gry zapewnił Lautaro Martinez. Wśród zdominowanych przez Argentyńczyków trybun angielscy kibice, choć było ich tysiące, nie zdołali przekrzyczeć rywali.

Argentyna w finale MŚ

Emocje sięgały zenitu na długo przed pierwszym gwizdkiem. W nocy przed półfinałem w centrum miasta pobiły się dwie grupy argentyńskich kibiców klubowych rywali, Huracanu i San Lorenzo. Na stadionie dochodziło do pojedynków na przyśpiewki, a skandowanie Argentyńczyków zagłuszyło brytyjski hymn, co omal nie doprowadziło do rękoczynów.

Reklama
Reklama

Dla wielu argentyńskich kibiców wynik miał wymiar wykraczający poza sport. Zwycięstwo nad Anglią odczytywali jako kolejną „zemstę za Malwiny” – transparent o przynależności Falklandów rozwinęli po meczu także piłkarze.

Część fanów uciekała się do wyjaśnień nadprzyrodzonych. – To Maradona świecił nad nami, on nad tym wszystkim czuwał i sprawił nam cud, jak w 1986 r. – mówił jeden z nich, pokazując replikę koszulki z numerem 10.

Angielscy kibice szukali bardziej przyziemnego wytłumaczenia i wskazywali na selekcjonera Thomasa Tuchela. – To wina Tuchela. Byliśmy górą, kontrolowaliśmy mecz, mieliśmy to. A on po strzelonej bramce zaczął grę w sześciu obrońców – mówił jeden z nich.

Mimo historycznej animozji pod stadionem dochodziło też do scen pojednania, z uściskami i gratulacjami wymienianymi między kibicami obu reprezentacji.

Źródła: Zero.pl, PAP
Tagi: mundial
Reklama
Reklama