Reklama
Reklama

Reklama

Australia w ogniu po zabójstwie 5-latki. Tłum ruszył na podejrzanego

Reklama

W australijskim Alice Springs doszło do gwałtownych starć po zatrzymaniu mężczyzny podejrzanego o zabójstwo 5-letniej dziewczynki, należącej do rdzennych społeczności. Tłum próbował dokonać samosądu, a policja użyła gazu łzawiącego. Władze apelują o spokój i zapowiadają dodatkowe środki bezpieczeństwa.

Riot erupts outside Alice Springs hospital after police arrest suspect in girl's death
Ludzie podpalili radiowóz. (fot. RHETT HAMMERTON / PAP / EPA)
  • Po zatrzymaniu podejrzanego o zabójstwo dziecka w Alice Springs doszło do brutalnych zamieszek i prób samosądu.
  • Policja użyła gazu łzawiącego, a władze wzmocniły środki bezpieczeństwa, przenosząc podejrzanego do Darwin.
  • Wydarzenia uwidoczniły głębokie napięcia społeczne oraz trudną sytuację rdzennych mieszkańców Australii.

Reklama

Do gwałtownych zamieszek doszło w mieście Alice Springs po zatrzymaniu mężczyzny podejrzanego o porwanie i zabójstwo pięcioletniej dziewczynki z rdzennych społeczności Australii. Według policji, wydarzenia rozpoczęły się od próby samosądu, a następnie przerodziły się w starcia z funkcjonariuszami i służbami ratunkowymi.

Komisarz policji Terytorium Północnego Martin Dole poinformował, że 47-letni Jefferson Lewis, wskazywany jako sprawca zbrodni, został odnaleziony przez lokalnych mieszkańców. Mężczyzna miał zgłosić się do jednego z obozowisk na obrzeżach miasta, gdzie został ciężko pobity przez członków społeczności. – Doszło do wymierzenia samosądu – przekazał Dole, opisując przebieg zdarzeń.


Reklama

Ciało odnalezione po kilku dniach poszukiwań

Dziewczynka, określana przez rodzinę zgodnie z tradycją jako Kumanjayi, zaginęła w sobotę na obrzeżach miasta. Jej ciało odnaleziono w czwartek w gęstym buszu po kilku dniach intensywnych poszukiwań prowadzonych przez setki osób.


Reklama

Policja wcześniej wskazała Lewisa jako głównego podejrzanego. Mężczyzna był już wcześniej karany za przestępstwa z użyciem przemocy i niedawno opuścił więzienie.

Po zatrzymaniu podejrzanego około 400 osób zgromadziło się przed szpitalem w Alice Springs, gdzie był leczony. Tłum próbował wedrzeć się do środka, domagając się odwetu. W odpowiedzi policja użyła gazu łzawiącego, aby rozproszyć zgromadzonych.

W trakcie zamieszek demonstranci rzucali przedmiotami i podpalali ogniska. Rannych zostało kilku policjantów oraz pracowników służb medycznych. Uszkodzone zostały także pojazdy ratunkowe, w tym ambulanse i wozy strażackie i policyjne. – Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla przemocy wobec służb ratunkowych – podkreślił komisarz Dole, apelując o spokój.


Reklama

Trump uderza w kanclerza Niemiec. Na stole wycofanie wojsk z Europy


Reklama

Ze względu na zagrożenie dla życia podejrzanego, został on przewieziony do Darwin, stolicy Terytorium Północnego. W najbliższych dniach ma usłyszeć zarzuty.

Premier Australii Anthony Albanese przyznał, że rozumie gniew społeczności, ale zaapelował o jedność i powstrzymanie przemocy.

Władze regionalne zapowiedziały dodatkowe środki bezpieczeństwa, w tym wprowadzenie czasowego zakazu sprzedaży alkoholu na wynos oraz skierowanie dodatkowych sił policyjnych do Alice Springs.


Reklama

Tragedia i jej następstwa ponownie zwróciły uwagę na napięcia społeczne w Australii oraz trudną sytuację rdzennych mieszkańców. Społeczności aborygeńskie, mimo że zamieszkują kontynent od dziesiątek tysięcy lat, nadal borykają się z marginalizacją oraz gorszymi warunkami życia.

W regionach takich jak Alice Springs wielu przedstawicieli rdzennych społeczności mieszka w tzw. obozowiskach na obrzeżach miasta, gdzie dostęp do usług i infrastruktury jest ograniczony. Statystyki wskazują również na wyższe wskaźniki ubóstwa, przestępczości i problemów zdrowotnych w tych społecznościach.


Reklama