Reklama
Reklama

Reklama

„Chrześcijanin bezobjawowy”. Trump na wojnie z kościołem i papieżem

Reklama
TYLKO NA

Spór pomiędzy Donaldem Trumpem i Leonem XIV nie zakończył się po wpisach prezydenta USA w social mediach. Papież wezwał do zakończenia wojny w Iranie, co wywołało reakcję prezydenta USA, a także polityków z jego najbliższego otoczenia. – Trump oczekiwał, że Robert Prevost, papież, ale i obywatel USA, stanie po stronie swojego kraju. Nie doczekał się – komentuje w rozmowie z Zero.pl Jakub Jałowiczor, redaktor naczelny portalu Opoka.

US President Trump hosts Dutch King and Queen at White House dinner
Prezydent USA Donald Trump. (fot. SALWAN GEORGES / POOL / PAP)
  • Donald Trump na platformie Truth Social już kilkakrotnie zaatakował Leona XIV. – Był bardzo przeciwny temu, co robię w sprawie Iranu, a nie może być Iranu z bronią nuklearną – twierdził prezydent USA.
  • Wcześniej papież Leon XIV wezwał do tego, by zatrzymać rozlew krwi w Iranie i nie dopuścić do zagłady całego kraju, którą zapowiadał amerykański sekretarz wojny Pete Hegseth.
  • Trump sam siebie określa jako chrześcijanina bezwyznaniowego. Może sobie wybrać te poglądy, które mu pasują, sakralizuje swój kraj i żyje w przekonaniu o jego misji dziejowej – mówi Jakub Jałowiczor w rozmowie z portalem Zero.pl.

Reklama

Spór na linii władze USA – Watykan na dobre rozpoczął się, gdy Leon XIV stanął w opozycji do polityki Donalda Trumpa wobec Iranu. Papież stwierdził, że groźby, jakie współpracownicy prezydenta USA wystosowali wobec zaatakowanego kraju były „naprawdę niedopuszczalne”.

Trump odpowiedział Leonowi XIV w długim wpisie na Truth Social. „Jest słaby w kwestii przestępczości i fatalny w polityce zagranicznej” – to tylko kilka zarzutów, które prezydent USA stawiał papieżowi. Potem Trump stwierdził jeszcze, że nie przeprosi Leona XIV i opublikował grafikę, na której przedstawia się jako Jezus podnoszący i uzdrawiający chorego.

– Trump liczył, że Robert Prevost, obywatel amerykański, stanie po stronie Ameryki, tak jak to się dzieje często zwłaszcza w protestanckich kościołach. Każdy konflikt wywołany przez USA uznaje się tam za świętą, sprawiedliwą wojnę, nawet jeżeli się jest samemu stroną zaczepną. Trump nie doczekał się tego ze strony papieża. Watykan nie dołączył do polityki amerykańskiej w jakiejkolwiek formie – mówi Jakub Jałowiczor w rozmowie z Zero.pl.


Reklama


Reklama

 

„Atak na Iran to nie wojna sprawiedliwa”

Ekspert zauważa, że Trump usprawiedliwia wywołanie wojny z Iranem tym, że jako prezydent USA musi realizować dziejową misję.

– Do tego dochodzi sakralizowanie własnego państwa, mieszanie patriotyzmu z religią, przekonanie o misji dziejowej samego kraju, która jest też łączona przez elity oraz Trumpa z misją dziejową prezydenta Stanów Zjednoczonych. W tym momencie to, co robi prezydent Trump, ma przybrać wymiar misji wręcz eschatologicznej. On sam określa się jako chrześcijanin bezwyznaniowy, bezobjawowy więc tak naprawdę nie do końca wiadomo w co on wierzy. Z różnych ruchów może powybierać to, co mu akurat będzie pasowało – stwierdza Jałowiczor.


Reklama

Komentatorzy sprzyjający Trumpowi usprawiedliwiają wywołanie konfliktu w Iranie, pokazując go jako przykład wojny sprawiedliwej. To koncepcja św. Tomasza z Akwinu, który opisywał przykłady moralnie dopuszczalnych konfliktów zbrojnych. Muszą być one prowadzone przez legalną władzę w słusznej sprawie (np. obrona) oraz z uczciwą intencją.


Reklama

– Z katolickiego punktu widzenia wojna w Iranie to nie jest wojna sprawiedliwa. Według koncepcji świętego Tomasza można zostać zaatakowanym, ale prowadzić wojnę w niegodny sposób. Jednak pewnych reguł po prostu trzeba się trzymać. To nie jest tak, że każdy, kto weźmie karabin nawet w zaatakowanym kraju, będzie prowadził wojnę sprawiedliwą. A wojna prewencyjna, jak ta między USA, Izraelem i Iranem  wojną sprawiedliwą nie jest – dodaje Jałowiczor.

Punkt zwrotny w wojnie z Iranem? Ekspert: Amerykanie nie doszacowali przeciwnika

Leon XIV: „Nie boję się administracji Trumpa”

Leon XIV odniósł się do wypowiedzi Trumpa w trakcie lotu do Algierii. Papież stwierdził, że nie obawia się prezydenckiej administracji, a jego zachęta do pokoju to nie polityka, tylko głoszenie Ewangelii. Dodał też, że będzie nadal głośno wypowiadał się przeciwko wojnie i nie zamierza wchodzić z Trumpem w dyskusję.


Reklama

Jednocześnie papież nie opowiedział się po żadnej ze stronie konfliktu.


Reklama

– Wypowiedź Leona padła także po to, by nie było przekonania, że któraś strona jest „pobłogosławiona” przez Watykan w tej wojnie. Z jednej strony mamy reżim, którego trudno żałować, jeżeli by ucierpiał – zabijał własnych obywateli, wspiera najróżniejsze ruchy terrorystyczne na Bliskim Wschodzie. Z drugiej strony trudno powiedzieć, żeby interwencja USA była w słusznej sprawie. To ostrzał kraju, który jest zresztą okazją dla Izraela, żeby uderzyć także w Liban, gdzie chrześcijanie mieszkający na południu są jedną z pierwszych ofiar konfliktu– zauważa redaktor naczelny portalu Opoka. 

Leon XIV w komentarzu do obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie zwrócił też uwagę na katastrofalną sytuację chrześcijan w Libanie czy Palestynie. Są oni jednymi z wielu ofiar izraelskich i amerykańskich bombardowań. Do tego, nie jest znana sytuacja chrześcijan irańskich, wschodnich obrządków, którzy na początku konfliktu byli oskarżani przez reżim o rzekomą współpracę z Izraelem. 

– Papież wzywa do pokoju, do tego, żeby nie dochodziło do rozlewu krwi, zwłaszcza w momencie, kiedy w wojnie stroną poszkodowaną są również chrześcijanie w Libanie czy Palestynie – dodaje Jałowiczor, a wypowiedź Leona porównuje do komentarza Jana Pawła II na temat konfliktu w Iraku.

– Gdy rozpoczęła się inwazja USA i wojna, papież był im bardzo przeciwny – pointuje. 


Reklama