Maja Chwalińska przegrała finał Roland Garros 2026 z Mirrą Andriejewą 3:6, 2:6. Adam Romer, redaktor naczelny TenisKlubu, w rozmowie z Zero.pl nie ma wątpliwości: w sobotę na korcie im. Philippe'a Chatriera wygrała po prostu lepsza zawodniczka. Jednocześnie podkreśla, że paryski turniej to dla Polki punkt zwrotny w karierze – od teraz będzie rywalizować z najlepszymi na świecie.

- Adam Romer nie szuka wymówek – w finale Roland Garros 2026 wygrała lepsza tego dnia zawodniczka, a zmęczenie Chwalińskiej po dziewięciu meczach oraz trudne warunki przechyliły szalę na korzyść Andriejewej.
- Ekspert podkreśla jednak, że paryski turniej to dla 24-letniej Polki prawdziwy przełom: awans do czołówki rankingu WTA otworzy jej drzwi do największych imprez na świecie bez potrzeby walki w kwalifikacjach.
- Przed Chwalińską nowy rozdział kariery – choć rywalki od teraz będą ją traktować zupełnie inaczej.
Ekspert o finale French Open
Romer wskazał trzy główne czynniki, które przesądziły o wyniku finału. Andriejewa była przede wszystkim świeższa fizycznie – w przeciwieństwie do Chwalińskiej, która przed finałem rozegrała aż dziewięć meczów, licząc od pierwszej rundy kwalifikacji. – Maja była dużo bardziej zmęczona, to było widać – ocenił ekspert.
Drugim elementem były trudne warunki atmosferyczne. Wiatr, który towarzyszył sobotniemu finałowi, znacznie bardziej wpływał na grę Polki niż Rosjanki. Andriejewa lepiej sobie z nim poradziła i potrafiła narzucić własny rytm gry.
Trzecim czynnikiem była po prostu jakość rywalki. – To była pierwsza zawodniczka z top 10, z którą Maja grała i tę różnicę było widać – zauważył Romer. Andriejewa zawiesiła poprzeczkę wyżej niż którakolwiek z poprzednich rywalek Chwalińskiej w tym turnieju.
Romer zwrócił uwagę na pewien paradoks. Chwalińska, która przeszła przez kwalifikacje, rozegrała w Paryżu dziewięć spotkań – o dwa więcej niż zawodniczki startujące bezpośrednio w turnieju głównym.
– Normalnie gdyby była w drabince głównej, zagrałaby dwa mecze mniej i też miałaby puchar – powiedział redaktor naczelny TenisKlubu.
Mimo lekkiego niedosytu Romer podkreśla, że patrząc na cały turniej, Chwalińska może być z siebie dumna. Jej mocne strony były widoczne przez całe dwa i pół tygodnia zmagań – sobotni finał był po prostu wyjątkiem, gdy fizyczne rezerwy się wyczerpały.
Nowe życie tenisowe
Najważniejsza część oceny Romera dotyczy przyszłości. Dzięki wynikowi osiągniętemu w Paryżu Chwalińska awansuje do czołowej piętnastki rankingu WTA i od teraz będzie mogła grać w głównych drabinkach największych turniejów świata – bez potrzeby przechodzenia przez kwalifikacje. Wyjątkiem pozostaje tegoroczny Wimbledon, do którego lista zamknęła się jeszcze przed paryskim turniejem.
– Zacznie się dla niej nowe życie tenisowe. Będzie rywalizować z absolutnie najlepszymi i zarabiać spore pieniądze – powiedział Romer.
Ekspert zastrzega jednak, że droga przed Chwalińską nie będzie usłana różami. Rywalki, które dotychczas nie traktowały jej poważnie, teraz bardzo dokładnie przestudiują jej grę. – Do tej pory była mało znana. W związku z tym pewnie będzie jej troszkę trudniej – ocenił redaktor naczelny TenisKlubu.
