Reklama
Reklama
Reklama

Deweloper kusił ceną, zyskiem i „smart meblami”. Na swoje lokale nabywcy mogą tylko patrzeć

TYLKO NA
Compat Apartments Nadolnik w Poznaniu
(fot. archiwum prywatne )

Kupili w Poznaniu mikrokawalerki, które deweloper nazywał „smart apartamentami”. Wydali oszczędności i już przyszłe liczyli zyski, a budynek rósł. Jednak na ostatniej prostej budowa stanęła. Termin wydania lokali przesuwano, aż w spółce umilkły telefony. Dziś nabywcy nie mają ani lokali, ani pieniędzy, w tle toczy się konflikt wspólników, a sprawa trafiła do prokuratury.

  • Ponad tysiąc lokali miało łącznie powstać w ramach inwestycji Projekt Nadolnik w Poznaniu. Deweloper promował je jako doskonałą inwestycję. Dużą część lokali stanowiły mikrokawalerki w atrakcyjnych cenach.
  • Inwestycję podzielono na trzy etapy, a całość miała być gotowa w 2024 r. Tak się jednak nie stało. Termin przesuwano, w końcu budowa ostatniego etapu utknęła w momencie wykonywania ostatnich prac wykończeniowych.
  • Część nabywców została bez lokali i bez pieniędzy. Ich sytuację pogarsza fakt, że deweloper sprzedawał lokale jako użytkowe, a nie mieszkalne. To oznacza, że nie mogą liczyć na ochronę taką, jak od paru lat nabywcy mieszkań.
  • Inwestycję sparaliżował konflikt wspólników. Pełnomocnik nabywców twierdzi, że stali się oni „zakładnikami” tego sporu. Realnym scenariuszem jest obecnie upadłość dewelopera, która oznaczać będzie, że nabywcy będą walczyli o swoje przez długie miesiące, a może lata. I bez gwarancji, że odzyskają lokale lub pieniądze. 

Deweloper swoją inwestycję reklamował jako największy w Polsce kompleks „smart apartamentów”, w których młodzi ludzie mogą startować w dorosłe życie. Osiedle zaczęło powstawać na poznańskim Nadolniku w 2017 r. Trzy lata później ruszył drugi etap, a trzeci rozpoczęto w 2023 r. Całość miała być gotowa w kolejnym roku. 

Na wizualizacjach widzimy nowoczesne, zatopione w zieleni budynki, boiska sportowe, wypełnione ludźmi przestrzenie wspólne. W sponsorowanych artykułach deweloper zachwalał przystępną cenę. Przekonywał też, że standardowe „smart apartamenty”, o powierzchni ok. 20 mkw., to efektywnie wykorzystana przestrzeń, gdzie znajdzie się miejsce dla dwóch osób. Opisywał, że zastosowane „smart rozwiązania” i „specjalne meble” pozwalają w kilka chwil zamienić przestrzeń do pracy w sypialnię. Zachwalał lokalizację, która miała „inspirować”. „Wystarczy wyjść ze swojego smart apartamentu, by skorzystać ze ścieżek rowerowych, alejek spacerowych, świetnego dostępu do terenów rekreacyjnych” – czytamy w opisie inwestycji. 

Budowany przez spółkę Compact Apartments Nadolnik kompleks miał być jednak przede wszystkim gratką dla prywatnych inwestorów. „Gotowy model inwestycyjny to ochrona przed inflacją!” – zachęcał na swojej stronie deweloper. Kusił możliwością odliczenia podatku VAT, oferował także pomoc w zarządzaniu „apartamentem” już po zakupie. Próg wejścia nie był – jak na inwestycję w nieruchomość – wysoki. W ostatnim etapie ceny netto najmniejszych lokali wahały się od 156 tys. zł do ok. 200 tys. zł, brutto to od 192 tys. zł do ok. 246 tys. zł. To właśnie te lokale, których powierzchnia oscylowała wokół 25 mkw., cieszyły się największą popularnością. 

Reklama
Reklama

Nabywcy mówią jednak, że inwestycja stała się dla nich pułapką, bo choć termin odbioru minął niemal dwa lata temu, to swoich lokali wciąż nie otrzymali. 

Zysków wciąż nie widać 

Wśród poszkodowanych jest kilkadziesiąt osób, które lokale kupowały między 2022 a 2024 r. Mieli je otrzymać w czwartym kwartale 2024 r. Frustracja nabywców jest tym większa, że budynek jest niemal ukończony. Nie mają jednak takiego pola manewru, jakim dysponują dzisiaj chronieni przez Deweloperski Fundusz Gwarancyjny nabywcy mieszkań. Bo „smart apartamenty”, które kupili, formalnie są lokalami użytkowymi. Część z nich nawet nie mogłaby być mieszkaniem ze względu na zbyt mały metraż. 

Czytaj też: Fundacja dostała dotację na siedzibę. Kupiła mieszkanie, wstawiła wannę i wynajmuje je na Airbnb

– Mówiono nam, że jeszcze miesiąc, że jednak dwa miesiące, że jeszcze później będziemy mogli odebrać klucze. Cały czas nas zwodzono i dawano nadzieję, że zaraz wszystko będzie gotowe – opowiada Alicja, jedna z nabywczyń. Jak dodaje, lokal kupiła z mężem za życiowe oszczędności. Tak chcieli zabezpieczyć swoją przyszłość i emeryturę. – Nie była to dla nas ryzykowna inwestycja, tylko konkretna umowa i zakup od dewelopera. Oboje ciężko pracujemy na zwykłych etatach. Nie kupowaliśmy lokalu na firmę ani z myślą o prowadzeniu działalności i odliczaniu VAT. Kupiliśmy go za pieniądze, które udało nam się odłożyć. Po prostu na tę chwilę właśnie na taki lokal było nas stać – tłumaczy. 

Inwestycja jest niemal ukończona. Prace utknęły na ostatnim etapie (fot. archiwum prywatne)

Przemysław, kolejny z nabywców, mówi, że gotowy lokal miał zgodnie z umową odebrać do końca października 2024 r. – Bulwersujące jest to, że mieszkania fizycznie stoją. Możemy je oglądać, w dużej mierze są wykonane i wyremontowane – oburza się. – Patrzymy na lokale, za które zapłaciliśmy, ale nadal nie możemy z nich korzystać. Mimo rozmów, zapewnień i deklaracji nadal nie ma konkretnego rozwiązania – kontynuuje. 

Reklama
Reklama

– Miałam świadomość, że to lokal użytkowy, ale to nie zmienia faktu, że spółka nie wywiązała się z umowy. Od trzech lat nie mam ani mieszkania, ani pieniędzy. Nie spodziewałam się, że żyjemy w tak bandyckim kraju – mówi z kolei Magdalena. – Miałam określoną sumę i wybór: albo zainwestować, albo zostawić gotówkę na koncie, żeby traciła na wartości. To miało być mieszkanie na wynajem. Oddali pierwszy i drugi etap, więc wydawało się, że wszystko będzie dobrze – dodaje. 

Nabywcy opowiadają, że zderzyli się ze ścianą, gdy zaczęły się problemy z inwestycją. Jak słyszymy, deweloper przekładał termin wydania lokali, opóźnienia tłumaczył porami roku oraz przestojami, na które nie miał wpływu. Jednym z problemów, który uniemożliwiał przeprowadzenie wszystkich wymaganych odbiorów, miał być… brak balustrad. Z czasem jednak okazało się, że prawdziwy problem leży gdzie indziej, bo między wspólnikami wybuchł konflikt dotyczący rozliczeń i kosztów dalszych prac.  

– W tym wszystkim najgorsza jest ludzka bezsilność. Za tymi kwotami stoją przecież konkretni ludzie, ich praca, czas, oszczędności i plany. Mój małżonek bardzo mocno odczuł tę sytuację, odbiła się ona również na jego zdrowiu – mówi Alicja. 

Reklama
Reklama

Nabywcy „zakładnikami” konfliktu wspólników

Według Piotra Wojnarowskiego, radcy prawnego reprezentującego jednego z nabywców, duża część kupujących początkowo nie miała świadomości, jakie ryzyka wiążą się z zakupem lokalu o statusie użytkowym, a nie mieszkalnym. – Ludzie kupują przestrzeń, która funkcjonalnie może służyć do celów mieszkaniowych, jednak w świetle prawa nie korzystają z pełnego parasola ochronnego ustawy deweloperskiej i Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego. Wpłacają oszczędności życia, a w przypadku problemów inwestora zostają z roszczeniem znacznie trudniejszym do wyegzekwowania – tłumaczy radca prawny.

– Nabywcy od wielu miesięcy czują się zakładnikami wewnętrznego konfliktu korporacyjnego pomiędzy wspólnikami dewelopera. Choć budynek jest w przeważającej mierze ukończony, budowa od dwóch lat stoi, a osoby zarządzające i wspólnicy przerzucają się zarzutami i roszczeniami o wielomilionowe rozliczenia. Klienci, którzy wywiązali się ze swoich umów i wpłacili środki, nie mogą doczekać się przeniesienia własności za zakupione lokale. Obawiają się także procedur upadłościowych, które w polskich realiach potrafią ciągnąć się latami – kontynuuje mecenas Wojnarowski. 

Czytaj też: Prestiż bez kanalizacji. Kupili mieszkania, w których nie mogą żyć. „Stoimy w miejscu”

Reklama
Reklama

Formalnie sprawa jest zawiła. W skrócie: deweloperem jest spółka Compact Apartments Nadolnik sp. z o.o. sp.k., w której kluczową rolę jako wspólnik i członek zarządu wspólnika dewelopera odgrywał przedsiębiorca zasiadający w wielu podmiotach gospodarczych. Jedna z powiązanych z nim firm pełniła również funkcję generalnego wykonawcy inwestycji na poznańskim Nadolniku. Początkiem konfliktu między wspólnikami miały być kwestie wzajemnych rozliczeń, opóźnień oraz zapłaty za grunt. 

– Spór wspólników przeniósł się na sale sądowe i do ksiąg wieczystych, w których ujawniono hipoteki przymusowe na łączną kwotę przekraczającą 20 mln zł. Taki stan prawny zamraża inwestycję i dramatycznie komplikuje wydanie lokali. W naszej ocenie najwyższy czas, aby osoby decyzyjne w spółce zakończyły prywatne spory rozliczeniowe i w pierwszej kolejności zrealizowały ciążące na nich zobowiązania wobec klientów – podsumowuje Wojnarowski.

Poszkodowani są nabywcy ostatniego, trzeciego etapu inwestycji, który miał być ukończony w 2024 r.  (fot. archiwum prywatne)

Nabywcy podkreślają również, że ich straty z miesiąca na miesiąc rosną, bo do samego kosztu lokalu doliczają również utracone dochody z najmu, które mieli inkasować od blisko dwóch lat.

Prokuratura bada sprawę 

Nabywcy zaalarmowali prokuraturę i władze miasta. W poznańskiej prokuraturze w lipcu wszczęto pierwsze śledztwo w sprawie oszustwa przy sprzedaży jednego z lokali. Jak informuje nas rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Piotr Wawrzyniak, kwota szkody to w tym przypadku prawie 213 tys. zł. To jednak nie wszystko, bo miesiąc później wpłynęło kolejne zawiadomienie od kilkunastu osób. Dotyczyło oszustwa przez tę samą spółkę poprzez „wprowadzenie w błąd co do zamiaru wywiązania się z umów ustanowienia odrębnych własności i sprzedaży lokali”. Jak dodaje prokurator, sprawy zostały połączone, a śledztwo prowadzi policja. – Jest na wczesnym etapie – zaznacza Wawrzyniak. – Zlecono m.in. przesłuchanie pokrzywdzonych i uzyskanie od nich dokumentacji związanej z inwestycją, która do doniesienia nie została dołączona w całości – precyzuje.   

Reklama
Reklama

Od nabywców słyszymy, że dotychczasowe rozmowy z przedstawicielami spółki zakończyły się fiaskiem, choć inwestycja ma być ukończona w aż 95 proc., a brakująca kwota to milion złotych. Pytania przesłaliśmy zarówno do spółki Compact Apartments Nadolnik, jak i do firmy budowlanej należącej do jednego ze wspólników. Do czasu publikacji tekstu odpowiedzi nie otrzymaliśmy. Numery telefonów podane na stronie inwestycji odbierają osoby, które twierdzą, że w spółce już nie pracują. Na maile dostajemy automatyczne odpowiedzi z informacją, że skrzynki obu firm są pełne. 

Może Cię także zainteresować:

Reklama
Reklama