Wielkanoc co roku wypada w innym terminie. Stoi za tym spór sprzed niemal dwóch tysięcy lat, który ostatecznie wpłynął nie tylko na datę świąt, ale też na rytm pracy i odpoczynku. Jak to się stało, że decyzje pierwszych chrześcijan i cesarzy wciąż regulują nasze życie? Wyjaśnia ks. Przemysław Szewczyk, historyk Kościoła.

- Dziś obchodzimy Wielkanoc, czyli pamiątkę zmartwychwstania Jezusa. Data tego święta co roku wypada w innym terminie. Dlaczego?
- To efekt kłótni pierwszych chrześcijan, która zrobiła się na tyle poważna, że musiał ją rozstrzygać cesarz – wyjaśnia badacz historii Kościoła.
- Decyzje sprzed 1700 lat do dziś wpływają na to, jak wygląda nasz kalendarz i kiedy mamy wolne dni.
Ks. Przemysław Szewczyk, badaczem starożytności chrześcijańskiej i publicysta magazynu „Historia Kościoła”: Ponieważ źródło tego święta znajduje się nie w używanym przez nas kalendarzu rzymskim, a w żydowskim, który jest kalendarzem księżycowym. Miesiące rozpoczynały się od nowiu księżyca. Zgodnie z tym kalendarzem Żydzi wyznaczali datę święta Paschy, które przypada 14 dnia miesiąca nizan. To właśnie termin żydowskiej Paschy jest punktem odniesienia przy wyznaczaniu Wielkanocy, która wypada w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca, bo w czasie obchodów Paschy miało miejsce ukrzyżowanie i zmartwychwstanie Pana Jezusa.
Z czego wynika ten związek najważniejszego chrześcijańskiego święta z żydowskim świętowaniem Paschy?
Jezus, jako pobożny Żyd, chodził co roku na święto Paschy do Jerozolimy. Było to święto o silnym charakterze tożsamościowym, budującym Żydów jako naród. Upamiętniano wtedy przejście Izraelitów przez Morze Czerwone i wyjście z niewoli egipskiej do Ziemi Obiecanej. Pascha oznacza przejście. W kontekście chrześcijaństwa, pascha Jezusa była przejściem ze śmierci do życia. Jednocześnie ta pamiętna Pascha, w przededniu której zabito Jezusa, wypadła w szabat, czyli inne, cotygodniowe święto, przypominające siódmy dzień, w którym Bóg odpoczywał po stworzeniu świata.
Szabat był dniem wyjątkowym na tle innych świąt starożytnego świata. Na czym ta wyjątkowość polegała?
Zasadniczo w starożytności nie było zbyt wielu świąt, które rzeczywiście mogli świętować wszyscy. Jeśli już się zdarzały, odpoczywali głównie panowie – działała tu znana zasada: szlachta nie pracuje. Dla niewolników czy zwykłych ludzi były to zwykle dni, takie jak każdy inny. Żydowski szabat (przypadający w naszą sobotę) był siódmym dniem tygodnia, dniem upamiętniającym dzień odpoczynku Boga po stworzeniu świata.
I ten odpoczynek, a wręcz absolutny zakaz wykonywania pracy, dotyczył całej społeczności, nawet niewolników. W dodatku było to święto cykliczne, powtarzające się co tydzień. To było coś absolutnie wyjątkowego, czego nie mieli ani rzymianie, ani Grecy. W Izraelu wytworzyło się całkiem demokratyczne poczucie, że każdy ma prawo do tego konkretnego dnia wolnego. To miało przywracać godność każdego człowieka: bez względu na to, czy jestem bogaty i w ogóle nie muszę pracować, czy przez sześć dni haruję jak wół, siódmego dnia jestem po prostu człowiekiem, który może korzystać z życia. Święto szabatu sprawiało, że kalendarz żydowski znacznie mocniej podkreślał strukturę tygodnia niż kalendarz rzymski.
Pierwsi chrześcijanie toczyli spory o to, kiedy świętować uroczystość zmartwychwstania Pańskiego. I były to spory ściśle związane właśnie z Paschą i szabatem. Czego dotyczyła różnica zdań?
Jedni chcieli wiązać je ściśle ze świętem Paschy i tego dnia obchodzić Wielkanoc, inni preferowali, by Wielkanoc świętować w pierwszą niedzielę po święcie Paschy, bo zmartwychwstanie miało miejsce w noc z soboty na niedzielę i niedziela miała w tym sensie stać się dla chrześcijan nowym szabatem. Szczególnie, że wyznawcy Chrystusa gromadzili się co tydzień, w pierwszym dniu po szabacie, tzw. Dniu Słońca, na sprawowaniu Eucharystii.
Spór, który nie dotyczył właściwie istoty Wielkanocy, a kwestii technicznej, w pewnym momencie osiągnął naprawdę wysoką temperaturę. Na łamach magazynu „Historii Kościoła” wspomina ksiądz, że doszło nawet do tego, że jeden z papieży, Wiktor, chciał ekskomunikować te wspólnoty, które świętowały Wielkanoc w terminie żydowskiej Paschy. Ostatecznie do tego nie doszło, bo po drugiej stronie barykady znalazła się inna wielka postać wczesnego Kościoła – uczeń św. Jana, Polikarp ze Smyrny. Z czego wynikały te różnice?
Z kręgów kulturowych, z których wywodzili się chrześcijanie. Pierwsi wyznawcy Chrystusa byli Żydami. Świętowali Paschę i znali wszystkie inne żydowskie święta. Jezus był dla nich bezpośrednim wypełnieniem obietnicy przyjścia Mesjasza zawartej w judaizmie. Dla nich naturalnym dniem świętowania męki i zmartwychwstania Chrystusa był dzień Paschy. Z czasem jednak chrześcijaństwo zaczęło przyciągać pogan, ludzi niebędących Żydami. I było ich coraz więcej. A z ich punktu widzenia sama Pascha była zwyczajem egzotycznym i niezrozumiałym, tak, jak dla nas na przykład święta hinduskie. Znali zaś doskonale Dzień Słońca i przez cały rok gromadzili się tego dnia, żeby świętować zmartwychwstanie Jezusa. Czemu w pierwszym miesiącu wiosennym mieliby postąpić inaczej?
Czy ten Dzień Słońca, niedziela, był w cesarstwie rzymskim dniem wolnym od pracy?
Pierwotnie nie. Zresztą po okresie gorących sporów, Kościół na kilka wieków pogodził się z tym, że funkcjonują dwie, równoległe tradycje wyznaczania daty i świętowania Wielkanocy. Choć w miarę proporcjonalnego wzrostu liczby chrześcijan pochodzenia nieżydowskiego, obóz paschalny schodził w tym sporze do coraz większej defensywy.
W jaki sposób spór został rozstrzygnięty?
Nieoczekiwana pomoc przyszła z zewnątrz – z samego pałacu cesarskiego. Na przełomie III i IV wieku imperium rzymskie było już na tyle rozległe i zróżnicowane, że pogrążało się w kryzysie i wymagało impulsu, który pozwoliłby scalić wszystkie ludy cesarstwa, dać im coś, co wzmocni poczucie tożsamości i jedności. Cesarz Dioklecjan uznał, że takim spoiwem może być stary, rzymski kult pogański. Tyle tylko, że dla bardzo już wtedy licznych chrześcijan porzucenie swojej wiary było nie do przyjęcia. To doprowadziło do wielkich prześladowań, które jednak nie złamały wyznawców Chrystusa, wręcz przeciwnie. Rządzący niedługo po nim Konstantyn zrozumiał, że z perspektywy państwa, zamiast z chrześcijanami walczyć, lepiej uczynić tę dynamicznie rozwijającą się religię spoiwem imperium.
Dla władcy potrzebującego celebracji dla cementowania społeczeństwa jedność daty miała większe znaczenie niż dla biskupów, którzy jedność Kościoła upatrywali bardziej w wierze i postawie serca niż w technicznej stronie uroczystości.
Cesarz uznał, że skoro chrześcijan świętujących Wielkanoc w niedzielę po wiosennej pełni Księżyca jest więcej, właśnie ta data stanie się obowiązująca. Wyznaczył też biskupa Aleksandrii, jako organ odpowiedzialny za ustalanie corocznej daty tej najważniejszej dla wyznawców Chrystusa uroczystości. Konstantyn poszedł jednak jeszcze dalej – 7 marca 321 r. wydał dekret, w którym zarządził: „w czcigodnym dniu Słońca niech urzędnicy i mieszkańcy miast odpoczywają; a rolnicy mogą pracować według własnego uznania”.
To usankcjonowało niedzielę, jako dzień wolny dla chrześcijan?
Nie tylko dla chrześcijan. Dla całego imperium. W ten sposób Konstantyn wpisał w rzymski kalendarz „wynalazek”, jakim było żydowskie święto szabatu. Właśnie ta decyzja cesarza nadała niedzieli charakter dnia wolnego, jaki znamy do dziś. Innymi słowy, skutkiem wczesnochrześcijańskiego sporu o datę Wielkanocy i cesarskiego rozstrzygnięcia jest nie tylko to, że rytm naszego codziennego życia do dziś wyznaczają tygodnie, ale również to, że mamy tak oczekiwany przez każdego z nas wolny weekend.
Pozornie techniczna, wewnętrzna debata wyznawców nowej religii przyniosła znacznie szersze skutki społeczne, niż sami uczestnicy sporu mogli się spodziewać.
Tak, tamten dekret rozstrzygający sposób wyznaczania daty Wielkanocy to było jedno z najbardziej trwałych postanowień Konstantyna. Nie tylko przetrwało już ponad 1700 lat, ale tak głęboko wpisało rytm tygodnia i wolnego dnia w całą kulturę zachodnią, że właściwie jest dziś nie do ruszenia. W ten sposób zresztą Konstantyn osiągnął to, co zamierzał – świąteczna i wolna niedziela stała się elementem bardzo jednoczącym ludzi, nie tylko tych, którzy wierzą w Jezusa Chrystusa. Dziś nie wyobrażamy sobie, żeby ktoś nam mógł zafiksować tydzień w taki sposób, by trwale odebrać wolny weekend.
Bio: ks. dr Przemysław Szewczyk, ur. w 1977 r., teolog, filolog klasyczny i patrolog, badacz starożytnej historii Kościoła, publicysta dwumiesięcznika „Historia Kościoła”, tłumacz, współzałożyciel „Dom Wschodni – Domus Orientalis”, twórca portalu www.patres.pl poświęconego ojcom Kościoła.
Autor jest dziennikarzem „Gościa Niedzielnego”.
