Reklama
Reklama

Piraci z Łukasiewicza i czarna dziura nauki. Jak powstaje polski satelita „z pozłacanymi klamkami”

Sieć Badawcza Łukasiewicz wyda blisko 15 mln zł, żeby wysłać na orbitę okołoziemską polskiego satelitę. Projekt SPARK ma udowodnić, że Polska jest w stanie zrealizować misję kosmiczną od A do Z. Redakcja Zero.pl dotarła do wewnętrznej analizy powstałej krótko przed jego inauguracją. Eksperci nie pozostawili suchej nitki na wniosku o finansowanie projektu.

Projekt SPARK Sieci Badawczej Łukasiewicz. Dotarliśmy do wewnętrznego dokumentu.
Projekt SPARK Sieci Badawczej Łukasiewicz. Dotarliśmy do wewnętrznego dokumentu. (fot. Albert Zawada / PAP/ Magnific.com)
  • Redakcja Zero.pl dotarła do wewnętrznego dokumentu Sieci Badawczej Łukasiewicz. Eksperci nie szczędzili krytyki wnioskowi o finansowanie polskiego projektu kosmicznego SPARK.
  • Wniosek został poprawiony w ekspresowym tempie, a niedługo później ogłoszono inaugurację projektu.
  • Eksperci, których poprosiliśmy o opinię, mówią o niskiej wartości naukowej przedsięwzięcia. Cztery osoby niezależnie nazwały go „projektem studenckim”.

– Projekt SPARK to sygnał dla polskich badaczy, doktorantów, inżynierów, studentów: nie musicie już wyjeżdżać, żeby tworzyć przyszłość – mówił minister nauki i szkolnictwa wyższego Marcin Kulasek 8 sierpnia 2025 r. Tego dnia uroczyście zainaugurowano projekt Sieci Badawczej Łukasiewicz. W 2027 r. na orbitę trafi nanosatelita klasy CubeSat 3U, który pozwoli na zbadanie i przetestowanie opracowanych w Polsce systemów awionicznych, źródeł zasilania, komputerów pokładowych oraz rozwiązań komunikacyjnych.

Na stronie internetowej resortu projekt opisano jako przejaw umacniania się polskiej nauki w sektorze gospodarki kosmicznej. – Sieć Badawcza Łukasiewicz ma szansę stać się motorem napędowym polskiego sektora kosmicznego – wtórował ministrowi prezes sieci dr Hubert Cichocki.

Dotarliśmy do dokumentu, który znalazł się na jego biurku 22 dni wcześniej. Chodzi o wewnętrzną analizę wniosku o finansowanie SPARK-a. Jej autorzy – pracownicy instytutu należącego do Łukasiewicza – ocenili, że projekt nie tylko nie jest innowacyjny, ale „wykazuje ograniczony potencjał komercjalizacji”. Składających wniosek wezwali do jego poprawy.

Reklama
Reklama

Rewolucja w systemach AI? Naukowcy dokonali zaskakującego odkrycia

Eksperci: projekt bez potencjału biznesowego

„Po pierwsze, projekt nie prezentuje wyróżniającej propozycji wartości na tle silnej krajowej konkurencji” – punktowali eksperci Łukasiewicza. „Po drugie, wskazane grupy docelowe zostały opisane bardzo ogólnie, bez konkretnych deklaracji współpracy czy gotowości zakupowej (…) Projekt nie zawiera także spójnego modelu biznesowego, nie określono cen usług, sposobu monetyzacji, struktury kosztów jednostkowych ani strategii wejścia na rynek” – czytamy w dokumencie.

Przeczytaj nasze teksty, które powstały w ramach cyklu „Sieć Powiązań Łukasiewicz”:

Reklama
Reklama

Oceniający zwrócili ponadto uwagę na sumę pieniędzy, o jaką wnioskowano. „Koszt realizacji przekracza 14,6 mln zł, co przy braku potwierdzonych klientów wydaje się nieproporcjonalne do oczekiwanych efektów” – zauważali eksperci Łukasiewicza.

Łukasiewicz: Wniosek został skorygowany zgodnie z uwagami

Sieć Badawcza Łukasiewicz potwierdziła Zero.pl, że taki dokument rzeczywiście powstał. Zespół prasowy Sieci nazwał go „wewnętrzną roboczą notatką” oraz „elementem standardowych praktyk”. „Co najistotniejsze dla sprawy, pozytywna ocena wniosku nastąpiła dopiero 29 lipca 2025 r., po tym, jak został on skorygowany zgodnie z uwagami członków komisji” – wyjaśniono. Jak podkreśla Sieć, autor notatki brał udział w głosowaniu nad oceną projektu i poparł go.

Służby prasowe Sieci odesłały nas do artykułu Wirtualnej Polski z 17 września 2025 r. Jak podkreślono, „rzetelnie opisano” w nim „strategiczne dla zadań państwowych cechy projektu SPARK oraz jego kontekst rynkowy”.

Reklama
Reklama

W tekście WP znaleźliśmy jednak same ogólniki i zgrubny opis kosztów tylko niektórych części składowych projektu. W artykule cytowano zapewnienia Sieci o zasięgnięciu opinii niezależnych ekspertów co do innowacyjności, wykonalności i zasadności projektu.

O jakie opinie i jakich niezależnych ekspertów chodzi? Nie wiadomo. Sieć nie chciała nam udostępnić żadnych materiałów dotyczących projektu. Nie mówiąc o poprawionym wniosku o jego finansowanie. „Wewnętrzne informacje nt. projektu SPARK mają charakter poufny, co wynika m.in. z konieczności ochrony know-how organizacji, szczególnie w zakresie przedsięwzięć istotnych pod względem obronności i bezpieczeństwa państwa” – czytamy w odpowiedzi.

„To zmienia nasze spojrzenie”. Niezwykłe odkrycie na krańcach Układu Słonecznego

„Opinie noszące znamiona dezinformacji”

Służby prasowe sieci ostrzegły nas ponadto (dwukrotnie) przed uleganiem dezinformacji. „Pańskie pytania skierowane są do Centrum Łukasiewicz po tym, jak podczas sobotniej (11 kwietnia – red.) konwencji partii Prawo i Sprawiedliwość miały miejsce próby dyskredytowania projektu SPARK” – czytamy w przesłanym redakcji e-mailu.

Reklama
Reklama

Jak sprawdziliśmy, o projekcie SPARK wspominał na konwencji PiS-u były szef sieci Łukasiewicz Andrzej Dybczyński.

– Świetnie jest sobie zrobić zdjęcie, kiedy jest się ministrem, przy uruchamianiu programu budowy polskiego nanosatelity za 15 mln zł. Niewiele osób wie, że takie satelity budują koła studenckie i wysyłają je w kosmos za 1,5 mln zł – mówił Dybczyński działaczom PiS. – Czy my jesteśmy tak bogaci, żeby w ten sposób marnować pieniądze dla politycznego wydarzenia? – pytał.

Dybczyński od miesięcy prowadzi w sieci kampanię punktującą działania obecnego kierownictwa Sieci Łukasiewicz – publikuje m.in. na łamach Zero.pl. Na konwencji PiS-u wystąpił w panelu eksperckim tuż po przemówieniach Jarosława Kaczyńskiego i Przemysława Czarnka. Jego krytyczne uwagi pod adresem aktualnego kierownictwa oklaskiwała sama wierchuszka partii.

Asteroida może skrócić lot na Marsa. Naukowcy odkryli kosmiczny „skrót”

Reklama
Reklama

Dybczyński: projekt na wybory

– Wezmę udział w każdej debacie na temat polskiej nauki, bez względu na to, jaka partia ją zorganizuje – broni się Dybczyński, gdy pytamy o udział w konwencji. – Nauka nie jest ważna dla żadnej z partii, a ja chciałbym sprawić, że będzie ważna dla każdej. Jeśli na debatę o nauce zaprosi mnie lewica, to też pojadę – przekonuje.

Dybczyński przekonuje, że nie przesadził ani mówiąc o „projekcie studenckim”, ani o politycznym jego charakterze. Podkreśla, że małe zestawy nanosatelitów CubeSat 3U powstają z gotowych części opracowywanych w ramach zajęć na polskich uczelniach. W jego ocenie, budżet SPARK-a budzi wątpliwości. – Idzie na to 14,6 mln zł i każdy menadżer zada sobie pytanie: jeśli wydam na SPARK-a takie pieniądze, to na co ich nie wydam – mówi.

– Chodzi o ładny event polityczny. Czy zwrócił pan uwagę na daty? – pyta Dybczyński. – Satelita ma być wysłany w kosmos w trzecim kwartale 2027 r., czyli dokładnie wtedy, kiedy będą wybory – zauważa.

Pytany dalej o interpretację wewnętrznego dokumentu stworzonego przez ekspertów Sieci Łukasiewicz zwraca uwagę na jego drugą część. – Recenzenci wskazują absolutnie trafnie, że tam nie ma wskazanej żadnej możliwości sprzedaży – zauważa. – To logiczne, jeśli składa się satelitę z części, to nie ma mowy ani o innowacjach, ani o przewagach kosztowych – tłumaczy. Dybczyński dodaje, że Centrum Łukasiewicz nie powinno wydawać pieniędzy na żadne projekty, które nie służą komercjalizacji. Wyjaśnia, że wynika to wprost z ustawy o sieci.

Reklama
Reklama

Kometa spoza naszego Układu Słonecznego kryje sekret. Naukowcy otworzyli „kapsułę czasu”

„Jedno wielkie udawanie i hipokryzja”

– Satelitę CubeSat można sobie kupić za jedną dziesiątą tego budżetu – mówi nam osoba ze środowiska kosmicznego, która nie chce wypowiadać się pod nazwiskiem. – Jeśli jednak mają jakieś nowe pomysły dotyczące awioniki, to niech je sobie robią – słyszymy.

Jednocześnie nasz rozmówca przyznaje, że nie ma żadnych informacji, jakoby w ramach projektu SPARK zamierzano przetestować innowacyjne rozwiązania. Zgadza się ze stwierdzeniem, że budżet projektu wygląda na „napompowany”.

– To są powszechne praktyki. Polska nauka to jest jedno wielkie udawanie i hipokryzja – słyszymy. – Nie różni się zresztą od wielu rzeczy w tym kraju, na przykład od młócenia pieniędzy w różnych spółkach państwowych – dodaje gorzko. W ocenie eksperta Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk jest teraz jedyną jednostką uprawiającą w Polsce naukę „na poziomie”.

Reklama
Reklama

– Instytut Lotnictwa (należący do Sieci Łukasiewicz – red.) niech się trzyma swoich napędów i rakiet, a nie bierze się za CubeSaty, które są dziś projektami studenckimi – oburza się. – Co w tym niby jest nowego, skoro takie satelity można kupić? – pyta.  

Satelita z pozłacanymi klamkami

– Takie CubeSaty 3U bez payloadu (bez ładunku, np. do testów – red.) może pan kupić za milion, a nawet za 800 tys. złotych. I to już z wystrzeleniem i z pozłacanymi klamkami – śmieje się nasz kolejny rozmówca. On również chce zostać anonimowy. Tłumaczy, że w polskim środowisku wszyscy się znają.

– Jeśli ktoś wydaje 15 mln złotych na 3U, to tak wycenia pracę studencką. Takie rzeczy robi się na trzecim roku robotyki, żadna wartość dla nauki – ocenia. – Chcą sprawdzać komunikację? Są już takie urządzenia komunikacyjne i działają. Ja tu nie widzę żadnej wartości – oburza się.

Nasz rozmówca próbuje wycenić kolejne elementy składowe projektu Centrum Łukasiewicz. – ADCS, czyli system orientacji satelity na orbicie to jest 30-40 tys. euro, łączność radiowa 20 tys. euro, wyniesienie na orbitę kosztuje między 22 a 28 tys. dol. za kilogram – wylicza.

Reklama
Reklama

Piraci z Łukaszewicza

Najbarwniejszą analogię przytacza prof. dr hab. inż. Jan Dziuban z Wydziału Elektroniki, Fotoniki i Mikrosystemów Politechniki Wrocławskiej. – Przypomina to czasy piratów – mówi Dziuban. – Gdy mniejsza jednostka przegrywała bitwę, marynarze rzucali takielunek na większy statek, wdrapywali się na niego i prali się z załogą – opowiada.  

Profesor porównuje to z manewrem sieci Łukasiewicz. – Oni giną, nie są przydatni dla gospodarki, nie mają znaczącego przyrostu publikacji i nagród. Od czasu do czasu muszą zrobić skok na tematykę, którą w rzeczywistości wykreowali inni – wyjaśnia. Jego zdaniem pracownicy sieci wykorzystują przy tym swoje dojścia. – Generują pomysły na projekty badawcze, które mają przedłużyć agonię – ocenia prof. Dziuban.

Ekspert przyznaje, że projekty wykorzystujące CubeSaty realizuje się w Polsce co najmniej od dziesięciu lat. Falę rozwojową mamy już dawno za sobą. – Testowanie różnych narzędzi w przestrzeni kosmicznej jest tanie, łatwe i przyjemne – takie projekty robią studenci – wyjaśnia profesor.

Nadmuchiwane projekty polskiej nauki

Jak ocenia, podobne projekty nie wnoszą właściwie niczego do rozwoju polskiego przemysłu technicznego. Najwięksi gracze i tak mają własne systemy testowania. Profesor Dziuban tłumaczy, że teraz już właściwie nie testuje się instrumentów w przestrzeni kosmicznej. Stosuje się za to restrykcyjne badania naziemne.

Reklama
Reklama

– To jest projekt odtworzeniowy. Dla osób zewnętrznych może sprawiać wrażenie nowatorskiego – podsumowuje.

Profesor przekonuje, że prawdziwą weryfikacją jakości działań polskich ośrodków naukowo-badawczych w obszarze kosmicznym jest otrzymanie finansowania z Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). Dziuban zwraca również uwagę na Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Jak podkreśla, zgłaszane do niego projekty wymagają udowodnienia, że wyniki przyczynią się do zwiększania konkurencyjności przemysłu. – Jest to powodem „nadmuchiwania” w składanych projektach czynnika proprzemysłowego, by za wszelką cenę dostać grant – wyjaśnia. – W Polsce, w obszarze przemysłowego wytwarzania nanosatelitów CubeSat jest „pozamiatane” – podsumowuje.

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama