
Moody's, jedna z trzech czołowych agencji ratingowych świata, obniżyła rating Polski. Zrobiła to po raz pierwszy w historii. I bije na alarm, wskazując na duży deficyt, który prowadzi do zwiększania się długu publicznego. Niestety, po obniżce ratingu pożyczanie pieniędzy na rynkach stanie się dla rządu po prostu droższe.
- Agencja ratingowa Moody's pokazała Polsce żółtą kartkę. W piątek późnym wieczorem podjęła decyzję o obniżce ratingu naszego kraju o jeden poziom, z „A2” do „A3”.
- Moody's krytycznie ocenia kondycję naszych finansów publicznych. Pisze o „trwałym pogorszeniu kondycji fiskalnej” – mamy duży deficyt, który prowadzi do tego, że pożyczamy coraz więcej i więcej.
- Obniżka ratingu uderza w wizerunek Polski, a ponadto sprawi, że pożyczanie pieniędzy stanie się dla rządu droższe. Im niższy rating, tym wyższe jest bowiem ryzyko kredytowe przypisywane danemu krajowi. Inwestorzy będą żądać większych odsetek od polskich obligacji.
Agencja ratingowa Moody’s ogłosiła w piątek wieczorem decyzję o obniżeniu oceny kredytowej Polski z poziomu „A2” do „A3”. Zrobiła to po raz pierwszy w historii – wcześniej przez ponad dwie dekady utrzymywała naszą ocenę na poziomie „A2”.
Spełnił się czarny scenariusz, rating Polski w dół
Część ekonomistów przeczuwała, że tak się może stać. W piątkowym raporcie Erste Banku Polska można było przeczytać, że oczekiwana decyzja Moody's jest naznaczona „istotnym ryzykiem obniżki”. Analitycy Erste zauważali, że ryzyko to wzrosło po tym, jak rząd pokazał projekt budżetu na 2027 r. „bez śladu konsolidacji fiskalnej” – czyli bez jakichkolwiek prób uzdrowienia finansów publicznych.
Przypomnijmy: w projekcie ustawy budżetowej na przyszły rok zakładany jest deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych na poziomie 7,1 proc. PKB. Z kolei państwowy dług publiczny ma sięgnąć 55,9 proc. PKB (przy czym próg ostrożnościowy to 55 proc. PKB; w Konstytucji mamy zaś wpisane, że państwowy dług publiczny nie może przekroczyć 60 proc. PKB).
Zbliżamy się do czerwonej linii. Jeśli rząd zaciśnie pasa, odczujemy to w portfelach
Moody's dostrzega to wszystko. „Obniżenie ratingu Polski do poziomu A3 odzwierciedla nasze oczekiwania dotyczące trwałego pogorszenia się kondycji fiskalnej Polski” – czytamy w raporcie agencji. „Duże deficyty fiskalne doprowadziły do znacznego wzrostu obciążenia długiem publicznym, co w połączeniu z rosnącymi kosztami finansowania osłabiło wskaźniki obsługi zadłużenia” – dodaje Moody's.
Idą wybory, rządzący nie chcą zaciskać pasa – Moody's to widzi
„Ponadto oceniamy, że skuteczność polityki fiskalnej uległa osłabieniu, co odzwierciedla procykliczne nastawienie fiskalne w ostatnich latach oraz ograniczoną chęć lub zdolność polskich władz do odbudowy buforów fiskalnych w warunkach sprzyjającej koniunktury gospodarczej” – piszą analitycy Moody's.
Przekładając to z języka ekonomicznego: polskie władze nie są skłonne do zaciskania pasa, chociaż warunki gospodarcze są dobre – cieszymy się bowiem wysokim wzrostem gospodarczym i niskim bezrobociem.
„Ograniczenia polityczne, w tym utrzymujący się impas między rządem a prezydentem oraz zbliżające się wybory parlamentarne w listopadzie 2027 r., również ograniczają zakres możliwości przeprowadzenia znaczącej konsolidacji fiskalnej” – wskazuje Moody's.
I znów, mówiąc prościej: ponieważ nadchodzą wybory, rządzący nie będą chcieli narażać się wyborcom, a więc nie podejmą żadnych decyzji, które mogłyby uzdrowić finanse publiczne, ale byłyby samobójczym golem – takich jak podwyżka podatków albo cięcie wydatków socjalnych. Obniżka świadczeń typu 800 plus albo rezygnacja z wypłat 13. i 14. emerytury nie wchodzi w grę, kiedy wie się, że wyborcy niebawem pójdą do urn.
Pisząc o impasie między rządem a prezydentem, Moody's ma na myśli wetowanie przez Karola Nawrockiego ustaw, które mogłyby zwiększyć wpływy podatkowe do budżetu państwa. Głowa państwa zawetowała m.in. ustawę o podwyżce akcyzy na alkohol czy ustawę uszczelniającą obrót betonem. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański latem br. na antenie TVN24 ocenił, że te działania odebrały budżetowi państwa 5–6 mld zł w ciągu roku.
Negatywne perspektywy dla polskiego długu i deficytu
Moody's widzi przyszłość naszych finansów w ciemnych barwach. „Spodziewamy się, że deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych utrzyma się na wysokim poziomie ok. 7 proc. PKB zarówno w 2026 r., jak i w 2027 r., pomimo utrzymującego się silnego wzrostu gospodarczego” – czytamy w raporcie agencji. „Wynika to z rosnących kosztów opieki zdrowotnej, trwających inwestycji publicznych oraz bieżących zobowiązań w zakresie wydatków socjalnych i obronnych”.
„W związku z tym prognozujemy, że dług sektora instytucji rządowych i samorządowych wzrośnie do 68,9 proc. PKB w 2027 r. z 59,7 proc. w 2025 r.” – przewidują analitycy.
Dodajmy w tym miejscu, że Moody's i inne agencje stosują inną, europejską miarę długu (EDP). Uwzględnia ona również zobowiązania zaciągane przez fundusze w Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) i Polskim Funduszu Rozwoju (PFR). Polska z kolei „wycięła” to zadłużenie ze swojej miary państwowego długu publicznego (PDP) – ale, jak widać, nawet to nie za bardzo nam pomaga, bo konstytucyjny limit zadłużenia jest coraz bliżej. Moody's też to dostrzega, w raporcie pisze bowiem, że skuteczność krajowych ram fiskalnych w Polsce uległa osłabieniu właśnie dlatego, że coraz większa część zadłużenia przyrastała poza polskimi regułami długu.
Czy są jakieś pozytywy? Obecnie Moody's określa perspektywę naszego ratingu jako stabilną. Wcześniej, od września 2025 r., była ona negatywna, co oznaczało możliwość obniżki ratingu. Teraz Moody's mówi mniej więcej tak: ryzyka są rozłożone równomiernie, nie widzimy ani przewagi czynników, które mogłyby spowodować dalsze pogorszenie oceny Polski, ani przewagi czynników, które mogłyby ją polepszyć.
Moody's mówi też, kiedy moglibyśmy spodziewać się podwyżki ratingu. Stanie się tak, kiedy spirala zadłużenia przestanie się nakręcać. „Mogłoby to wynikać ze zdecydowanego zwrotu w stronę wiarygodnej konsolidacji fiskalnej rozłożonej na wiele lat, co poprawiłoby również wskaźniki obsługi długu”. Ponadto według Moody's pozytywny wpływ na ocenę kredytową Polski miałoby pełne przywrócenie niezależności sądownictwa, wdrożenie reform strukturalnych trwale przyspieszających wzrost gospodarczy oraz powstrzymanie wzrostu wydatków powiązanych ze starzeniem się społeczeństwa.
Co na to wszystko rządzący? Na platformie X głos zabrał już minister Andrzej Domański. Przypomniał, że Moody’s i tak miała najwyższą ocenę Polski spośród trzech głównych agencji ratingowych świata – po obniżce jest więc ona na takim poziomie, jak oceny agencji Fitch i S&P.
„Traktujemy tę decyzję poważnie, ale spokojnie” – napisał minister finansów. „Polska gospodarka szybko rośnie, a jej fundamenty pozostają mocne. Będziemy konsekwentnie wzmacniać finanse publiczne, ale potrzebna jest do tego współpraca wszystkich instytucji państwa, w tym Prezydenta”.
Rząd ma problem, będziemy pożyczać drożej
Na razie jednak obniżka ratingu Polski oznacza dla rządu konkretny problem. Koszty pożyczania będą po prostu wyższe, bo rating to nic innego, jak ocena wiarygodności kredytowej. Kiedy zostaje on obniżony, rynkowi inwestorzy kupujący nasze obligacje dostają sygnał, że powinni żądać większej premii za ryzyko związane z posiadaniem naszego długu – czyli po prostu wyższych odsetek od obligacji.
Ponad 150 miliardów na minusie. Rząd pokazał nowe dane o budżecie
W ustawie budżetowej na 2026 r. na samą obsługę długu Skarbu Państwa (a więc m.in. na wypłaty odsetek) przewidziano 90 mld zł. W 2027 r., według projektu budżetu, ma to być aż 107 mld zł.
Łączne potrzeby pożyczkowe budżetu w 2027 r. w ujęciu brutto szacowane są na 565 mld zł. Kwota ta pokazuje, ile musimy pożyczyć, by sfinansować deficyt (wynikający z tego, że wpływy do budżetu są mniejsze od wydatków), a także ile potrzebujemy, by spłacić wcześniej zaciągnięte zobowiązania, dla których w danym roku mija termin płatności.

