Reklama
Reklama
Reklama

Okręt zadłużenia nabiera wody. Rząd ma poważny problem

TYLKO NA
Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański
Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański (fot. Shutterstock / Shutterstock)

Na całym świecie rosną rentowności obligacji, a to oznacza wyższe koszty pożyczania dla rządów, w tym dla rządu Donalda Tuska. Wyższe odsetki będą „zjadać” coraz większą część PKB. Tymczasem agencja ratingowa Moody's już wezwała Polskę do redukcji deficytu i zadłużenia, obniżając naszą ocenę wiarygodności kredytowej. Anulowanie tej „żółtej kartki” staje się poważnym wyzwaniem.

  • Rosną rentowności obligacji na światowych rynkach. Dotyczy to nawet amerykańskich papierów skarbowych, które przez dekady były uznawane za super bezpieczną inwestycję.
  • Wyprzedaż obligacji nie omija Polski. Dla rządu Donalda Tuska rosnące rentowności to wizja większych odsetek, jakie trzeba będzie płacić inwestorom posiadającym nasz dług.
  • Musimy emitować obligacje, by sfinansować deficyt w budżecie, a także pozyskać środki na wykup zapadających obligacji. Suma tych dwóch pozycji to potrzeby pożyczkowe brutto, szacowane przez MF na 688,5 mld zł.

Rząd ma potężne zmartwienie – rentowności obligacji na całym świecie rosną. To oznacza, że inwestorzy chcą większej premii za ryzyko związane z inwestowaniem w dług państw. Wyprzedaż papierów skarbowych dotknęła nawet Stanów Zjednoczonych: rentowność obligacji 10-letnich jest tam najwyższa od lipca 2007 r. i oscyluje wokół poziomu 5,2 proc.

Deficyt i dług Polski wymykają się spod kontroli. Ekonomista ostrzega rząd

Nowy ból głowy dla rządu

Rynki nie postrzegają już zakupu US Treasuries jako bezpiecznej lokaty, bo Stany Zjednoczone zadłużają się coraz bardziej, a kryzys na rynku paliw rodzi ryzyka po stronie wzrostu inflacji. Rezerwa Federalna (Fed) już podniosła stopy procentowe i nie wyklucza kolejnych takich ruchów. W ślad za rosnącymi rentownościami amerykańskich obligacji podążają też rentowności innych papierów skarbowych, tak w Europie, jak i w Azji.

Reklama
Reklama

Polska nie jest pod tym względem wyjątkiem. Dniem silnych wzrostów rentowności był czwartek 24 września. Rentowności obligacji 5-letnich poszły w górę w ciągu kilku godzin o 7 punktów bazowych, z 5,87 proc. na 5,94 proc. Rentowność 10-latki wzrosła o 4 punkty bazowe, do 6,33 proc. Obawy inwestorów dotyczące Polski są podobne: mają związek z rosnącą inflacją i coraz realniejszym scenariuszem podwyżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej.

„Wydaje się, że potencjał do wzrostu krajowych rentowności jeszcze się nie wyczerpał i po publikacji wstępnych danych o wrześniowej inflacji w przyszłym tygodniu możemy zobaczyć nowe lokalne szczyty” – piszą wprost w porannym raporcie ekonomiści Erste Banku Polska.

A bezpośredni skutek rosnących rentowności obligacji skarbowych to nic innego jak wyższy rachunek za obsługę długu publicznego. W uproszczeniu – pożyczanie pieniędzy staje się dla państwa o wiele droższe.

– Wyższe rentowności obligacji oznaczają wzrost kosztów obsługi nowo zaciąganego długu – tłumaczy w rozmowie z Zero.pl Adam Antoniak, starszy ekonomista ING Banku Śląskiego.

– Państwo emituje obligacje zarówno po to, by sfinansować bieżący deficyt budżetowy, czyli potrzeby pożyczkowe netto, jak i po to, by pozyskać środki na wykup zapadających obligacji. Suma tych dwóch pozycji tworzy potrzeby pożyczkowe brutto. Jeżeli rentowności są wyższe, finansowanie tych potrzeb poprzez nowe emisje staje się droższe.

Adam Antoniak, starszy ekonomista ING Banku Śląskiego

Reklama
Reklama

Przypomnijmy, że potrzeby pożyczkowe brutto w 2026 r. mają wynieść – według informacji Ministerstwa Finansów – aż 688,5 mld zł. W tej kwocie zawierają się:

  • potrzeby pożyczkowe netto planowane na 422,9 mld zł;
  • wykup długu krajowego – 235,1 mld zł;
  • wykup długu zagranicznego – 30,5 mld zł.

Powyższe dane pochodzą z planu finansowania potrzeb pożyczkowych budżetu państwa opublikowanego przez MF w kwietniu 2026 r. Rząd skorygował w trakcie roku te założenia i spodziewa się obecnie, że potrzeby pożyczkowe brutto wyniosą w br. ok. 582,5 mld zł, a potrzeby netto ok. 320,6 mld zł (ma to związek m.in. z mniejszą skalą wypłat z części pożyczkowej Krajowego Planu Odbudowy i zmian w bieżącym zarządzaniu płynnością – nie oznacza nagłej poprawy kondycji finansowej Polski).

Koszty obsługi długu przyprawiają o zawrót głowy

W oficjalnych danych MF „straszą” jeszcze inne liczby. Według „Strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2026–2029”, koszty obsługi naszego długu mogą wzrosnąć z ok. 2,2 proc. PKB w 2026 r. do 2,6-2,7 proc. PKB w 2029 r.

Założony w projekcie ustawy budżetowej na 2026 r. limit kosztów obsługi długu Skarbu Państwa wynosi 90 mld zł.

Polska już zobaczyła „żółtą kartkę” z powodu rosnącego deficytu i zadłużenia. Pokazała nam ją agencja ratingowa Moody's, która 18 września obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej naszego kraju z „A2” do „A3”. Dodajmy, że już sam ten fakt sprawi, że pożyczanie pieniędzy stanie się dla rządu droższe, bo decyzja Moody's jest jak sygnał wysłany do inwestorów: uwaga, sytuacja finansowa tego kraju budzi niepokój.

„Obniżenie ratingu Polski do poziomu A3 odzwierciedla nasze oczekiwania dotyczące trwałego pogorszenia się kondycji fiskalnej Polski” – napisali analitycy Moody's w raporcie, uzasadniając swoją decyzję. „Duże deficyty fiskalne doprowadziły do znacznego wzrostu obciążenia długiem publicznym, co w połączeniu z rosnącymi kosztami finansowania osłabiło wskaźniki obsługi zadłużenia”.

Reklama
Reklama

Coraz większy ciężar długu

Moody’s prognozuje, że utrzymujący się w latach 2026–2027 wysoki deficyt sektora finansów publicznych (na poziomie ok. 7 proc. PKB) – wynikający z rosnących wydatków na zdrowie, obronność, cele socjalne oraz inwestycje – bezpośrednio przełoży się na wzrost zadłużenia państwa. W związku z koniecznością finansowania tego deficytu dług publiczny Polski wzrośnie z 59,7 proc. PKB w 2025 r. do 68,9 proc. PKB w 2027 r. Moody's odnosi się tutaj do długu mierzonego miarą unijną (tzw. dług EDP), uwzględniającego też wielomiliardowe zobowiązania zaciągane przez fundusze w Banku Gospodarstwa Krajowego i Polskim Funduszu Rozwoju.

Moody's postawił diagnozę: zadłużamy się zbyt szybko – i to mimo dobrej koniunktury. W projekcie budżetu na 2027 r. próżno szukać planów działania na rzecz uzdrawiania finansów publicznych. Deficyt ma wynieść 282,6 mld zł (a więc będzie nominalnie o ok. 11 mld zł większy od tegorocznego), a potrzeby pożyczkowe brutto wyniosą 565,3 mld zł (potrzeby netto są szacowane na 317,1 mld zł). To wprawdzie nieco mniej niż w 2026 r., ale to mała pociecha, biorąc pod uwagę, że dalej będziemy się zadłużać w szybkim tempie.

Żółta kartka dla Polski. Rosnący dług i deficyt zebrały gorzkie żniwo

Reklama
Reklama

Dług sektora instytucji rządowych i samorządowych ma wzrosnąć w przyszłym roku o ok. 290 mld zł – do zawrotnej kwoty 3,11 bln zł (czyli z 67,9 proc. PKB do do 70,6 proc. PKB). Koszty obsługi naszego zadłużenia w 2027 r. mają zaś przekroczyć psychologiczną barierę 100 mld zł. MF szacuje, że wyniosą 107 mld zł.

Może zainteresuje Cię także:

Źródło: Zero.pl
Katarzyna Dybińska
Katarzyna DybińskaDziennikarka
Reklama
Reklama