Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK). Czipowanie psów oraz w wielu konkretnych scenariuszach kotów będzie już wkrótce obowiązkowe. Rząd jednak nie dość, że zignorował istniejące już w Polsce bazy zwierząt, to jeszcze za usługę będzie kazał płacić. – Dzięki współpracy z samorządami dane rejestrowane są nieodpłatnie, a rząd teraz odrzuca naszą bazę – mówi w rozmowie z Zero.pl Bartosz Mackiewicz, prezes zarządu Fundacji SAFE-ANIMAL.

- Rząd proponuje ustawę, zgodnie z którą każdy właściciel psa i w wielu przypadkach kota będzie musiał odpłatnie zarejestrować swoje zwierzę.
- Do tej pory w Polsce było to możliwe bezpłatnie, a zajmowały się tym podmioty prywatne, m.in. twórcy bazy SAFE-ANIMAL.
- Rząd nie chce w swoim proponowanym systemie zaimplementować już istniejących rozwiązań, które sprawdziły się na rynku. Nowy i płatny system ma powstać od zera.
- Artykuł sponsorowany.
Rząd projekt ustawy, która wprowadza obowiązek czipowania i rejestracji wszystkich psów oraz części kotów, przyjął pod koniec lutego. – To krok, który w sposób zasadniczy pozwala walczyć z bezdomnością zwierząt i był oczekiwany przez środowiska, które zajmują się opieką nad zwierzętami – przekonywał wtedy rzecznik rządu Adam Szłapka.
Każdy pies będzie rejestrowany
Założenia ustawy naturalnie na pierwszy rzut oka wydają się bardzo słuszne. Do tej pory w Polsce nie istniał obowiązek czipowania zwierząt, a dzięki nowej ustawie rząd chce ograniczyć zjawisko bezdomności zwierząt, umożliwić łatwiejsze ustalenie właścicieli porzuconych lub zagubionych zwierząt, wreszcie zmniejszyć koszty utrzymania schronisk, które ponoszą gminy.
Projekt w obecnym kształcie musi teraz przejść przez Sejm i uzyskać aprobatę prezydenta. To może stać się nawet w tym miesiącu. Już po uchwaleniu przepisy ustawy muszą wejść w życie najdalej w ciągu trzech lat. Do tego czasu Krajowy Rejestr Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK) ma już być w pełni sprawny. System będzie prowadzony elektronicznie przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR).
Niestety, projekt budzi wiele wątpliwości w środowisku związanym z rejestracją zwierząt. Dotyczą one przede wszystkim decyzji twórców ustawy, którzy postanowili pominąć istniejące już od wielu lat w Polsce prywatne bazy danych z zaczipowanymi zwierzętami. Największe z nich to SAFE-ANIMAL, IDENTYFIKACJA.PL oraz Centralna Baza Danych Zwierząt Oznakowanych Elektronicznie (CBDZOE).
Osoba niezaznajomiona z tematyką mogłaby uznać, że rząd podjął słuszną inicjatywę i postanowił uregulować rynek, na którym bez żadnej kontroli działają firmy prywatne. Tylko że to nieprawda.
Wymienione wyżej podmioty od lat współpracują m.in. z jednostkami samorządowymi. W samym SAFE-ANIMAL jest obecnie 5 mln danych osobowych właścicieli zwierząt. – Prowadzimy tę bazę od 20 lat. Skupiamy w niej ok. 5,5 tys. lekarzy weterynarii, 240 urzędów miast. Na 210 działających w Polsce schronisk aż 202 mają podpisaną umowę z SAFE-ANIMAL – mówi w rozmowie z Zero.pl Bartosz Mackiewicz, prezes zarządu Fundacji SAFE-ANIMAL.
I dodaje: – Przykładowo Urząd Miasta w Warszawie ma podpisaną umowę z SAFE-ANIMAL, która pozwala rejestrować wszystkie psy i koty. Wszystkie zwierzęta ze schroniska „na Paluchu” są w tym systemie wpisane nieodpłatnie. Naszą działalność prowadzimy głównie nieodpłatnie. 95 proc. wszystkich rekordów, które wpływają do SAFE-ANIMAL, to są wpisy zarejestrowane właśnie dzięki bezkosztowej współpracy z lekarzami czy schroniskom dla bezdomnych zwierząt.
Problem dla właścicieli zwierząt i dla samorządów
KROPiK powstaje w okolicznościach, które budzą wątpliwości osób zajmujących się czipowaniem zwierząt często od już nawet kilku dekad.
Pierwszym zaskoczeniem jest aspekt kosztowy. Strona rządowa zakłada – jak już wspomnieliśmy – rezygnację z istniejących baz danych. Należy jednak podkreślić, że chodzi nie tylko o odrzucenie zebranych tam danych osobowych, ale również istniejących i w pełni sprawnych systemów informatycznych.
Planowany jest wydatek 150 mln zł, w tym 38,5 mln zł na system IT, na budowę mechanizmu, który w Polsce od lat działa – i to bezkosztowo dla właścicieli zwierząt. Ponadto rejestr psów i kotów ma być prowadzony przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) – agencję, która ustawowo powinna zajmować się rolnictwem. Co zastanawiające, środki na system mają pochodzić właśnie z budżetu resortu rolnictwa, ponieważ pieniędzy na ten cel nie znalazło Ministerstwo Finansów.
Mackiewicz: – Pieniądze zostaną wydane z budżetu Ministerstwa Rolnictwa, na budowanie od zera systemu, który tak naprawdę już istnieje, który można bardzo małym kosztem zaadaptować. Deklarowaliśmy taką gotowość wielokrotnie w Sejmie.
W kwestii kosztów zaskoczeniem jest postawa twórców projektu ustawy wobec samych właścicieli psów i kotów. Ustawa, jak już wspomnieliśmy, narzuca obowiązkowe rejestrowanie i czipowanie psów i w wielu przypadkach kotów, ale jest to odpłatne. Właściciele zwierząt będą musieli zapłacić 50 zł za czipowanie zwierząt i kolejne 50 zł za umieszczenie informacji o nich w rejestrze.
Te koszty zostały rozdzielone, bo jeśli zwierzę było już w przeszłości zarejestrowane – np. w SAFE-ANIMAL – płatne będzie umieszczenie zwierzęcia w nowej bazie. Niemniej jednak właściciel każdego zwierzęcia objętego ustawą musi szykować się na poniesienie jakiegoś kosztu.
– Dodajmy, że 50 zł będzie kosztować każda zmiana wpisu w przyszłości. Czyli każde szczepienie przeciwko wściekliźnie, zmiana adresu, ubezpłodnienie psa itd. Za każdym razem trzeba będzie zapłacić 50 zł – zauważa Mackiewicz.
Do tej pory w bazach istniejących w Polsce zwierzęta można było umieścić za darmo. Fundacje znakujące zwierzęta często organizowały stosowne akcje przy współpracy z samorządami, które ponosiły koszty rejestrowania zwierząt, ale dla samych właścicieli było to bezpłatne.
Twórcy SAFE-ANIMAL wskazują ponadto, że nowa ustawa o KROPiK będzie kłopotliwa właśnie dla samorządów. Po pierwsze – na gminy zostanie nałożony nowy obowiązek rejestracyjny zwierząt (w tym wypadku chodzi o bezpańskie czy te ze schronisk) bez wskazania źródeł finansowania.
I choć pierwszy argument można łatwo zbić, ponieważ polskie samorządy do tej pory bardzo chętnie rejestrowały zwierzęta, to po drugie należy zauważyć, że polskie gminy w przypadku milionów zwierząt już ten koszt poniosły. A teraz właściciel zarejestrowanego zwierzęcia będzie musiał ponownie – i odpłatnie – je zarejestrować.
Wreszcie samorządy w Polsce, np. w bazie SAFE-ANIMAL, mają swoje konta i mogą budować mniejsze bazy zwierząt na terenie swojej gminy czy miasta. Państwowy system nie daje im tego przywileju.
Dodatkowo za brak rejestracji będą grozić surowe kary. – Jeżeli pan nie wszczepi psu czy kotu transpondera, poniesie pan karę do 10 tys. zł. Będzie to kara administracyjna. Budowany jest więc system represyjny, próbujący dodatkowo centralizować te wszystkie gromadzone dane – przekonuje Mackiewicz.
Warto także odnotować, że nowa, krajowa baza nie będzie połączona z Europetnet – europejską siecią, w której można znaleźć rekordy dotyczące zwierząt z całego Starego Kontynentu. – Ustawodawca nie przewiduje takiego rozwiązania. Nawet władze Europetnetu już zgłaszały ten problem i swoje obawy posłom – członkom sejmowej Nadzwyczajnej Komisji ds. Zwierząt – zwraca uwagę Lencznarowicz.
Mackiewicz dodaje: – Ta sieć (SAFE-ANIMAL – red.) jest po prostu stabilna, jest bardzo bezpieczna, połączona z bazą organizacji Europetnet, która zrzesza około 50 baz z całej Europy.
Dlaczego rząd rezygnuje z istniejących rozwiązań?
SAFE-ANIMAL oraz inne organizacje prowadzące własne rejestry zwierząt zaoferowały włączenie tych baz do nowego, państwowego systemu. Spotkały się jednak z odmową – rząd zakłada, że KROPiK powstanie od zera.
Dlaczego strona rządowa nie chce korzystać z już istniejących rozwiązań? Podczas posiedzeń komisji dotyczących projektu wskazywano argumenty oparte na wcześniejszych doświadczeniach resortu z prac nad integracją baz koni:
- Brak spójnych zasad weryfikacji danych – w części rejestrów informacje są wprowadzane bez obowiązkowego potwierdzenia przez uprawnione podmioty.
- Niejednolite standardy bezpieczeństwa – poszczególne systemy różnią się pod względem ochrony danych i rozwiązań technicznych.
- Rozproszenie informacji – brak integracji między bazami utrudnia pełną identyfikację zwierząt.
- Konieczność kontroli publicznej – rejestr o znaczeniu państwowym powinien pozostawać pod nadzorem instytucji publicznych i zapewniać stabilność oraz dostępność danych.
- Wysokie wymagania systemowe – krajowy rejestr musi gwarantować wiarygodność danych, kontrolowany dostęp oraz jednolite zasady ich aktualizacji.
W rozmowie z Zero.pl Artur Lencznarowicz, Dyrektor Biura Zarządu w SAFE-ANIMAL, odnosi się krytycznie do przedstawionej argumentacji.
– Zarzut, że dane w SAFE-ANIMAL są nieweryfikowalne, jest nieprawdziwy. Fundamentem bazy są wpisy dokonywane przez podmioty profesjonalne: lekarzy weterynarii, schroniska oraz urzędy miast i gmin czy organizacje prozwierzęce. Każdy rekord w SAFE-ANIMAL ma precyzyjnie określone źródło pochodzenia. Jeśli ustawodawca uzna, że tylko konkretna grupa danych, np. wyłącznie od lekarzy, stanowiąca 95 proc. bazy, spełnia jego wymogi, potrafimy je natychmiast wyodrębnić. Zamiast budować nowy system od zera, państwo może skorzystać z gotowej, zweryfikowanej i bezpiecznej bazy, która już teraz spełnia standardy.
Lencznarowicz odrzuca również obawy dotyczące ochrony danych. – Trudno zarzucać podmiotowi prywatnemu niedopełnienie procedur, których państwo do tej pory po prostu nie określiło. Właśnie o stworzenie takich jasnych ram nadzoru nad istniejącymi rejestrami apelujemy – przekonuje i dodaje, że przez 20 lat jego organizacja nie zaliczyła żadnego wycieku danych. Warto podkreślić, że przepisy RODO nakładają na nas identyczne wymogi i rygory bezpieczeństwa, jakim podlega administracja publiczna, a nasza infrastruktura od lat w pełni integruje te wytyczne. Stosujemy zaawansowane procedury ochrony danych osobowych, które w niczym nie ustępują standardom wymaganym od systemów państwowych”
Argument trzeci również uznaje za nieprawdziwy. – Zarzut o braku współpracy między systemami jest całkowicie błędny. Najlepszym dowodem na to, że twórcy baz danych potrafią ze sobą rozmawiać, jest funkcjonowanie europejskiego zrzeszenia Europetnet (EPN). Dwie największe polskie bazy – SAFE-ANIMAL oraz IDENTYFIKACJA.PL – są jego aktywnymi członkami. Dodatkowo w Polsce od dawna działa wspólna wyszukiwarka bazachipow.pl, która integruje informacje z różnych rejestrów w jednym miejscu.
– Zarzut, że tylko rejestr państwowy zapewnia stabilność i trwałość danych, jest nietrafiony. SAFE-ANIMAL działa nieprzerwanie od 20 lat, budując największą w Polsce bazę rekordów bez jakiegokolwiek finansowania z budżetu państwa. To właśnie model oparty na podmiocie prywatnym musiał wykazać się większą dbałością o transparentność i zaufanie użytkowników, aby przetrwać na rynku tak długo – kontynuuje Lencznarowicz.
I wreszcie odrzuca argument dotyczący braku współpracy ze służbami. – SAFE-ANIMAL od lat współpracuje z Policją, Strażą Miejską i organami weterynaryjnymi, a nawet NIK, udostępniając im narzędzia do błyskawicznej identyfikacji zwierząt. Jesteśmy w stanie zapewnić dowolny poziom uwierzytelniania dla funkcjonariuszy publicznych, zgodny z każdą wytyczną MRiRW, MSWiA czy Ministerstwa Cyfryzacji.
Kto na tym zyska?
Co ciekawe, na współpracę z polskimi bazami zwierząt do tej pory nie narzekały inne podmioty związane z opieką nad zwierzętami. O SAFE-ANIMAL na przestrzeni lat pozytywnie wyrażali się m.in. Główny Lekarz Weterynarii, Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Warszawie („na Paluchu”), stołeczny ratusz czy Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce. O wzorcowym funkcjonowaniu SAFE-ANIMAL pisało już ponad 10 lat temu również Biuro Analiz Sejmowych.
Te argumenty również nie przekonały jednak strony rządowej.
Mackiewicz zwraca za to uwagę, że nowa ustawa jest dosłownie przepychana – w jego ocenie – przez środowisko związane z Krajową Izbą Lekarsko-Weterynaryjną. I ta sytuacja trwa już od wielu lat.
– Walka z tymi projektami trwa już od 14 lat. Nie jesteśmy niestety wcale zdziwieni tym, co się teraz dzieje. Koalicja Obywatelska próbowała już to robić wielokrotnie. Główną grupą beneficjentów tej ustawy mieliby zostać lekarze weterynarii do których trafiłoby 1,5 mld złotych. Z uwagi na to, że wicemarszałkini Sejmu z KO Dorota Niedziela jest lekarzem weterynarii, nie powinna przewodzić Komisji Nadzwyczajnej do spraw ochrony zwierząt, gdyż budzi to poważne wątpliwości – twierdzi.
Mackiewicz krytykuje również tempo wprowadzania państwowego systemu. Według niego to dowód, że wcale nie chodzi tu o dobro zwierząt. – Projektodawcy dają sobie sześć lat (trzy lata na budowę systemu i trzy lata na uzupełnianie go – red.) na to, żeby wyciągać pieniądze z budżetu państwa. W tym czasie nie zmieni się nic w zakresie bezdomności zwierząt. To czysta fikcja polegająca tylko na budowaniu nowych stanowisk i przekazywaniu środków finansowych między zainteresowanymi – kwituje.
