Profesor Marek Jaszczur ma dorobek naukowy, którego mógłby mu pozazdrościć niejeden noblista. Kłopot w tym, że istotna część osiągnięć to efekt albo międzynarodowego przekrętu, albo niemieszczącego się w żadnej skali przypadku. Zero.pl ujawnia, jak bardzo dziurawy jest system przyznawania najwyższego wyróżnienia w świecie nauki - tytułu profesora.

- W ciągu 18 miesięcy wydawcy wycofali 21 artykułów, których współautorem był prof. Marek Jaszczur z AGH. Powody to m.in. plagiat oraz dopisywanie autorów już po pozytywnych recenzjach.
- Tylko 144 z ok. 20 mln aktywnych na świecie badaczy ma podobną liczbę wycofanych publikacji.
- Zakwestionowane prace przyniosły realne korzyści: punkty ewaluacyjne dla uczelni, szybki wzrost cytowań badacza oraz dorobek potrzebny do nadania mu tytułu profesora.
- Większość problematycznych publikacji powstała we współpracy z naukowcami z Iraku.
- System przyznawania profesury zawiódł. Jeden z powodów: recenzenci oceniają dorobek kandydatów nie mając możliwości jego weryfikacji.
W ciągu ostatniego półtora roku wydawcy czasopism naukowych wycofali z obiegu 21 prac Marka Jaszczura z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Zarzuty? Plagiat i dopisywanie autorów w ostatniej chwili przed publikacją, co sugeruje, że nie wszyscy autorzy faktycznie stworzyli daną pracę. To jeden z najbardziej skrajnych przypadków na świecie.
Marek Jaszczur dzięki zakwestionowanym artykułom nabijał punkty dla siebie i swojego wydziału. Uczelnia podbijała pozycję w grze o pieniądze z ministerstwa, a on sam otrzymał tytuł profesora, najwyższe wyróżnienie w polskiej nauce.
Jak to możliwe, że przez kilka lat nikt nie dostrzegł w jego karierze niczego niepokojącego?
Iracki doktorant najważniejszym współautorem
Marek Jaszczur jest fizykiem, pracuje na Wydziale Energetyki i Paliw Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Zajmuje się głównie tematyką energii odnawialnej, wodorem, magazynowaniem energii. Publikował w międzynarodowych czasopismach, realizował projekty finansowane z polskich i zagranicznych grantów, a także odbywał staże na zagranicznych uczelniach. Łącznie spędził za granicą ponad cztery lata.
Badacz pełnił też wiele funkcji na krakowskiej AGH - do 2024 r. był prodziekanem ds. kształcenia, promotorem prac, twórcą kilku kierunków studiów, organizował popularne wśród studentów letnie kursy. Zdobywał też nagrody za działalność naukową, w tym wyróżnienie dla najlepszych dydaktyków AGH w 2020 r.
Profesor Jaszczur sporo też publikował. Łącznie ma na koncie ok. 225 publikacji, w tym ponad 150 artykułów w czasopismach. W skrócie: mówimy o fachowcu w swojej dziedzinie.
Nagle jednak dotychczasowa kariera Marka Jaszczura zaczęła się gwałtownie zmieniać. W 2018 zaczął publikować z naukowcami z Iraku. Jego głównym współpracownikiem został Qusay Hassan, wówczas doktorant (w 2019 r. obronił u niego pracę z zakresu odnawialnych źródeł energii). Po zakończeniu stypendium w Polsce wrócił do Iraku, gdzie dziś jest profesorem nadzwyczajnym inżynierii mechanicznej na Uniwersytecie w Diyala. Po 2022 większość prac prof. Jaszczura powstała we współpracy z tym badaczem.
Równolegle lawinowo rosły cytowania polskiego naukowca. Jeszcze na początku 2024 r. indeks Hirscha, który odzwierciedla popularność publikacji wśród innych badaczy, wynosił nieco ponad 20. Do końca 2025 r. wzrósł do 41.
To rewelacyjny wynik – takim osiągnięciem mogą pochwalić się uznani na światowej arenie naukowcy, nie powstydziłby się go niejeden noblista. John M. Jumper, współtwórca modelu AlphaFold, który w 2024 roku otrzymał Nagrodę Nobla z Chemii ma ten wskaźnik na poziomie 34.
Najczęściej prof. Jaszczura cytują badacze z Iraku.

Cytowania prof. Marka Jaszczura
Plagiat, sztuczna inteligencja i tajemnicze zmiany autorów
Problem w tym, że część dorobku pracownika AGH po czasie okazała się oszustwem. Jeden artykuł był plagiatem, a w 20 przypadkach w niewyjaśnionych okolicznościach do tekstów dodano nowych autorów po tym, jak manuskrypty otrzymały już pozytywne recenzje. Część prac dodatkowo powstała prawdopodobnie przy użyciu AI.
Wydawnictwa naukowe wycofały z obiegu 21 prac, których Marek Jaszczur był współautorem. Takie wycofanie nazywa się “retrakcją”.
Sytuacja badacza z AGH to anomalia w świecie nauki. Retrakcje spotykają tylko 1,12 proc. aktywnych badaczy, czyli tych, którzy opublikowali co najmniej jedną pracę w ciągu ostatnich pięciu lat. Z tej grupy tylko pięć proc. ma na swoim koncie więcej niż dwa wycofane teksty.
Operując na liczbach: wśród 20 mln aktywnych badaczy na całym świecie są zaledwie 144 przypadki osób z taką liczbą retrakcji jak prof. Jaszczur. Naukowiec z AGH odpowiada za niemal jeden na dziesięć zretrakowanych artykułów z polskim współautorstwem od 2014 r.

Liczba badaczy z problematycznymi publikacjami
- Jest on statystyczną anomalią i wkrótce może trafić na listę najbardziej retraktowanych badaczy na świecie – potwierdza przedstawiciel startupu Scitility, który pomaga instytucjom wykrywać oszustwa publikacyjne. Osoba ta nie chce występować w tym tekście pod nazwiskiem z obawy o dobro swoje i swojej rodziny. Jak przekonacie się w dalszej części historii Marka Jaszczura, trudno jej się dziwić.
Scitility agreguje dane publikacyjne rozproszone w różnych bazach danych i, korzystając z autorskich narzędzi analitycznych, ustala między innymi, z kim badacze najczęściej publikują oraz kogo cytują w swoich artykułach. Na tej podstawie ocenia również ryzyka dotyczące kolejnych prac, które nie zostały jeszcze wycofane. Poprosiliśmy go o pomoc w analizie dorobku prof. Jaszczura. Przytoczone powyżej dane statystyczne pochodzą z Argos, narzędzia opracowanego przez Scitility.
Marek Jaszczur i 60 oszustów publikacyjnych
- Dane mówią same za siebie – mówi przedstawiciel Scitility, dodając, że Marek Jaszczur wielokrotnie publikował z osobami, których artykuły były później wycofywane przez wydawców. Dorobek publikacyjny prof. Jaszczura obejmuje 193 współautorów, z czego 60 było zaangażowanych w retrakcje. Gdyby współautorzy byli losowo dobierani z populacji aktywnych badaczy, zaobserwowanie 60 na 193 z retrakcjami byłoby praktycznie niemożliwe, porównywalne z wygraniem głównej nagrody w Lotto mniej więcej siedem razy z rzędu.
Według przedstawiciela Scitility, z którym rozmawiamy, w przypadku Marka Jaszczura nie skończy się na 21 retrakcjach. Artykułem, w którym jest najwięcej czerwonych flag, jest „Adapting German energy transition rules for Iraq through industry, flexibility, and demand management”. Profesor Jaszczur napisał go wraz z 10 innymi badaczami.
– W całej tej grupie autorów znaleźliśmy 30 odrębnych retrakcji oznaczonych jako problematyczne, a dziewięciu z 11 autorów jest powiązanych z co najmniej jedną retrakcją – mówi przedstawiciel naukowego startupu. W skrócie: albo mamy do czynienia z całym przemysłem naukowych oszustw, albo z niemieszczącym się w jakiejkolwiek skali przypadkiem, którego ofiarą padł prof. Jaszczur.
Podobnych spraw jest jednak więcej. Jedna z prac - “Hydrogen fuel as an important element of the energy storage needs for future smart cities” - została wycofana, bo wydawca odkrył, że już po recenzji dodano do niej dwóch autorów. Dane pokazują dodatkowo, że autorzy tej publikacji mają łącznie 20 problematycznych wycofań. Cytują w niej też cztery inne skompromitowane artykuły. Podobne problemy powtarzają się też w innych tekstach, m.in.: “Optimizing a microgrid photovoltaic-fuel cell energy system: the highest renewable fraction” oraz “Assessing the temporal load resolution effect on the photovoltaic energy flows and self-consumption”.
Kampania oszczerstw i groźby wobec ofiary plagiatu
Zamieszanie wokół jednego z tekstów prof. Jaszczura miało szczególny wymiar. Zaczęło się od tego, że profesor S. zatrudniony na jednym z uniwersytetów w Szwecji poskarżył się wydawcy, że jego artykuł został splagiatowany w tekście, który miał trafić do czasopisma naukowego. Badaczowi przyznano rację i tekst został wycofany jeszcze przed ostatecznym zatwierdzeniem w piśmie. Profesor opisał sprawę w mediach społecznościowych.
Niewiele później do instytucji naukowych i badaczy, z którymi współpracowała ofiara plagiatu, zaczęły jednak trafiać dziwne wiadomości. Zawierały pomówienia, że okradziony ze swojej pracy naukowej i członkowie jego zespołu niewłaściwie wykorzystują fundusze na badania. Autorzy donosów podszywali się pod uznaną organizację z obszaru energetyki. Domena, z której wysyłano wiadomości, była jednak fałszywa - została założona niedługo po ujawnieniu informacji o plagiacie.
W rozmowie z Zero.pl profesor S., który padł ofiarą plagiatu i nagonki, potwierdza te fakty. Przyznaje, że uczelnia, na której pracuje, proponowała mu pomoc prawną, zrezygnował jednak z procesu. W korespondencji z nami zaznacza, że on i jego rodzina dostawali groźby. Poprosił, by nie publikować jego danych w artykule, bo nie chce być już łączony z tą sprawą.
Czy Marek Jaszczur umie wyjaśnić, dlaczego w jego artykule znalazły się wykresy innego badacza? I co działo się po zgłoszeniu o plagiacie do wydawcy?
W odpowiedzi na nasze pytania profesor zapewnia, że o groźbach nie wiedział, a po tym jak dowiedział się z uczelni, że ktoś zgłosił plagiat, wysłał do autora pierwotnego artykułu przeprosiny. Przekonuje też, że profesjonalne narzędzia do wykrywania plagiatów pokazały zgodność między artykułami jedynie w 3 proc., a wina leży po stronie głównego autora artykułu, czyli Qusaya Hassana.
– Zamiast własnych wykresów, opracowanych na podstawie własnych danych, do jednej z wersji roboczych manuskryptu tymczasowo wstawiono wyniki innego autora jako sugestię sposobu prezentacji danych. W konsekwencji wykresy zupełnie nie odpowiadały analizie ani treści tekstu i każdy mógł to jasno zauważyć. Niestety, do wydawcy przesłano błędną wersję pliku. Była to oczywista pomyłka i niespójność – wyjaśnia prof. Jaszczur. Jak zapewnia nas badacz, współpracę z Qusayem Hassanem zakończył w 2024 r.
Co na to prof. Jaszczur? “Pozwalały procedury wydawnictwa”
Badacz z AGH odnosi się też do kwestii dopisywania autorów. Przekonuje nas w przesłanym nam e-mailu, że choć wydawcy pozwalają na dopisanie autorów np. kiedy okaże się, że ktoś z grupy badawczej został omyłkowo pominięty, sam nie dokonywał zmian w autorstwie. - W przypadku publikacji, w których brały udział różne zespoły, skład mojego zespołu nie był przeze mnie modyfikowany. Autonomiczne decyzje o modyfikacji składu autorskiego w innych zespołach były podejmowane przez te zespoły, na co pozwalały procedury wydawnictwa i odpowiednie regulacje – tłumaczy.
– Wydawca zdecydował o wycofaniu publikacji, mimo że wcześniej ten sam wydawca – jak wnioskuję - zaakceptował wszystkie zmiany w składzie autorskim, które były dostępne dla edytora w systemie wydawniczym i wyraził zgodę na publikację pracy – pisze prof. Jaszczur. – Moim zdaniem doszło do uchybień proceduralnych. Zidentyfikowano je i od około roku wprowadzono w wydawnictwie nowe regulacje mające na celu zapobieganie podobnym sytuacjom – dodaje (całą odpowiedź na wszystkie pytania publikujemy na końcu tekstu –red.).
W oficjalnych komunikatach wydawca podkreśla jednak, że zespół nie dostarczył przekonujących wyjaśnień dotyczących zmian, a autorzy pojawiali się i znikali. W pracach pojawiały się też wykresy z innych artykułów i fragmenty generowane AI.
O sytuację Marka Jaszczura zapytaliśmy także wydawnictwo Elsevier, które wycofało najwięcej jego artykułów. Zamiast konkretnej odpowiedzi rzecznik spółki przesłał jedynie ogólne stanowisko, z którego wynika, że wydawnictwo “informuje redakcje o wykrytych nieprawidłowościach” i “rozwija narzędzia wczesnego ostrzegania”. Mają one sygnalizować redaktorom przypadki autorów objętych postępowaniami zespołów ds. integralności naukowej lub takich, których prace były w przeszłości wycofywane.
Jak działają fabryki publikacji?
Jak twierdzą osoby, które zajmują się wykrywaniem oszustw akademickich, plagiaty, wykorzystanie sztucznej inteligencji do parafrazowania tekstów, dodawanie nowych autorów tuż przed publikacją, nagła lawina cytowań i ta sama pula współautorów to nie przypadkowy zestaw błędów, a poszlaki, które wskazują na to, że badacz jest zaangażowany w tzw. fabrykę publikacji, inaczej “paper mill” lub po prostu “papiernia”.
Takie fabryki działają głównie w Rosji, Kazachstanie, Iranie, Chinach i Iraku. Zespoły naukowców produkują masowo artykuły, a potem – gdy już mają pewność, że tekst będzie przyjęty w czasopiśmie – wystawiają na sprzedaż miejsce wśród autorów. Kupić może ktokolwiek. Ceny zaczynają się od kilkuset euro i zależą od terminu i renomy czasopisma. Artykuły wystawiane są w mediach społecznościowych (głównie na Telegramie), ale niektóre firmy prowadzą otwarte strony internetowe z tablicami ogłoszeń.

Tak wygląda strona rosyjskiej fabryki publikacji. To cennik za kupno oszukanych publikacji naukowych
Aby taka fabryka skutecznie działała, potrzebni są nie tylko autorzy produkujący artykuły, lecz także badacze, którzy zinfiltrują wydawnictwa naukowe – będą w nich redaktorami oraz recenzentami. To od tych osób zależy, czy artykuł ukaże się w czasopiśmie. W normalnym układzie powinni być sitem dla słabych lub nieuczciwych publikacji. Na stronach firm produkujących publikacje znaleźliśmy też oferty pracy dla recenzentów z krajów Europy. Udowodnienie, że autor współpracuje z taką organizacją, jest jednak bardzo trudne. Proces może opierać się głównie na poszlakach.
Choć prof. Jaszczur współpracuje z wieloma pismami jako redaktor i recenzent (w tym z “Sustainable Energy Technologies and Assessments”, z którego wycofano jego pracę za dopisywanie autorów już po recenzji: “Enhancing smart grid integrated renewable distributed generation capacities: Implications for sustainable energy transformation”), zaprzecza jednak by kiedykolwiek brał pieniądze za dopisywanie autorów. – Nigdy nie otrzymałem propozycji dopisania autora po etapie recenzji ani na żadnym innym etapie w zamian za jakiekolwiek wynagrodzenie, ani w formie formalnej, ani nieformalnej - twierdzi.
Wszystkie recenzje dorobku były pozytywne
Jak to możliwe, że ani nagły wzrost produktywności i cytowań u prof. Marka Jaszczura, ani powiązanie z grupą autorów z Iraku, nie wzbudziło podejrzeń środowiska naukowego?
Dorobek Marka Jaszczura na etapie postępowania w sprawie nadania tytułu profesora recenzowało pięciu uznanych badaczy. Profesor Krzysztof Badyda z Politechniki Warszawskiej w recenzji zwrócił uwagę na liczbę publikacji autora i podkreślił, że dużą rolę w jego karierze odegrali dwaj doktoranci “będący cudzoziemcami”. Nie odpowiedział na nasze pytania, czy te współprace nie wzbudziły jego podejrzeń.
Profesor Wiesław Zima z Politechniki Krakowskiej także chwalił Jaszczura za liczbę cytowań i ich wysoki współczynnik wpływu. “Cytowania te świadczą o oryginalności i aktualności tych prac” – napisał recenzent.
Jako przykład wybitnych osiągnięć Marka Jaszczura profesor podał m.in. artykuł “Assessing the temporal load resolution effect on the photovoltaic energy flows and self-consumption” opublikowany w maju 2021 r. Wydawca wycofał go z obiegu w maju 2025 r. Podobnie jak cztery prace wymienione w takim samym kontekście przez prof. Magdalenę Piasecką z Politechniki Świętokrzyskiej.
Czy recenzenci czytali teksty? Czy nie mieli co do nich podejrzeń? Profesor Piasecka zapewnia, że kiedy oceniała dorobek, nie było do niego zastrzeżeń wydawców. Zaznacza jednak szczerze: - Politechnika Świętokrzyska, w której jestem zatrudniona, nie zapewnia pełnego dostępu do treści wielu artykułów publikowanych w międzynarodowych czasopismach, co w praktyce oznacza, że recenzent często nie ma możliwości zapoznania się z pełnym tekstem wszystkich prac objętych oceną.
Innymi słowy, polski system oceny dorobku kandydatów starających się o tytuł profesora jest tak skonstruowany, że recenzent ma za zadanie ocenić także te prace, do których nie ma dostępu.
- Recenzent w postępowaniu profesorskim nie ma narzędzi ani formalnych możliwości prowadzenia własnych, niezależnych dochodzeń dotyczących struktury współautorstw, wewnętrznej historii powstawania publikacji czy potencjalnych naruszeń zasad etyki publikacyjnej – dodaje prof. Piasecka.
Wszystkie recenzje dorobku Marka Jaszczura były pozytywne. Na ich podstawie Rada Doskonałości Naukowej (RDN) pozytywnie zaopiniowała jego wniosek o nadanie mu profesury. 15 głosów za, 0 przeciw.
Po decyzji prezydenta profesurę zabiera tylko sąd
Ostatecznie wycofywane dziś prace pomogły Markowi Jaszczurowi zostać tzw. profesorem belwederskim. To najwyższy tytuł, jaki w Polsce może osiągnąć naukowiec. Na podstawie zaopiniowanego przez RDN wniosku przyznaje go prezydent.
Andrzej Duda podpisał postanowienie o uhonorowaniu Marka Jaszczura 15 maja 2024 r., uzyskało ono również kontrasygnatę premiera Donalda Tuska. – W obowiązującym stanie prawnym Prezydent RP nie posiada kompetencji do odmowy nadania tytułu profesora, jeżeli wniosek został prawidłowo przedstawiony przez Radę Doskonałości Naukowej – wyjaśniają w korespondencji z Zero.pl pracownicy biura prasowego prezydenta.
Urzędnicy z Biura Odznaczeń i Nominacji Kancelarii Prezydenta RP mogliby zablokować lub opóźnić proces tylko w jednym przypadku – jeśli do pałacu dotarłyby informacje o naruszeniu przez kandydata na profesora praw autorskich. Wtedy można by wrócić do RDN z wnioskiem o dołączenie opinii komisji ds. etyki w nauce Polskiej Akademii Nauk. – Ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce nie przewiduje żadnych innych narzędzi dających Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej możliwości zweryfikowania dokumentacji osoby ubiegającej się o tytuł profesora – czytamy w e-mailu z pałacu. Urzędnicy – jak twierdzą – oceniają wyłącznie, czy kandydat spełnia wymagania formalne.
Teraz, by naukowiec utracił tytuł, musiałoby zapaść prawomocne orzeczenie sądu stwierdzające, że Marek Jaszczur dopuścił się naruszenia praw autorskich. Ktoś najpierw musiałby jednak skierować sprawę do sądu, a całe postępowanie zakończyłoby się zapewne za kilka, a być może nawet kilkanaście lat.
Jak poinformowała nas rzeczniczka AGH, 29 maja 2024 r. – dwa tygodnie po nadaniu tytułu profesora przez prezydenta – do władz wpłynęło pierwsze zawiadomienie dotyczące możliwego plagiatu. Na uczelni toczyło się wobec niego postępowanie wyjaśniające. Po nim AGH złożyła wniosek o wszczęcie wobec niego postępowania dyscyplinarnego do komisji dyscyplinarnej przy Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
AGH jeszcze w styczniu 2025 r. chwaliła się tym, że Marek Jaszczur uzyskał tytuł profesora. Profesor Jerzy Lis, rektor uczelni, został w marcu 2025 r. członkiem ministerialnego zespołu ds. nieuczciwych praktyk publikacyjnych. Resort nauki powołał go po tym, jak Tygodnik O!Polska ujawnił, że zastępca rektora Politechniki Opolskiej regularnie publikuje z potencjalnymi oszustami, a wydawcy wycofują jego prace.
- Zespół zakończył pracę 31 grudnia 2025 r. W raporcie przekazanym do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego można przeczytać, że wśród nieuczciwych praktyk dominują w Polsce m.in. oszustwa, w tym nieuzasadnione współautorstwo publikacji. Jako głównego winowajcę takich problemów wskazano jednak system oceny uczelni.
Poniżej odpowiedzi udzielone przez prof. Marka Jaszczura na pytania Zero.pl.



