Środek wakacji, 29 lipca. Wieczór w Kuźnicy Starej. Dziewięcioletni Fabian jeździ na rowerze koło domu. Ma stary, zielony rower. Pewnie jeszcze z PRL-u, bo błotniki są z aluminium. Chłopiec stoi przed przejściem, gdy nagle wpada w niego ciemne BMW. I w sekundę Fabiana już nie ma. Nigdy nie będzie. Dalej będzie żył 39-letni Jakub Sz., który siedział za kierownicą pod wpływem narkotyków.
Dokładnie rok wcześniej – 21 lipca 2025 r. – Jakub Sz. też jechał naćpany. Tym razem na motocyklu. I próbował uciec przed policją. Złapali go. Zanim po roku usłyszał wyrok w Sądzie Rejonowym w Częstochowie, dwa razy był jeszcze łapany przez policję, gdy posiadał przy sobie narkotyki. Skazany został więc w sumie za trzy przestępstwa. Jakiś sędzia z Częstochowy dał mu pięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów i rok więzienia – ale w zawieszeniu.
Już samo to musi szokować. W Polsce można naćpanym uciekać przed policją i nie trafić do więzienia. Gdzie jest drugi tak piękny kraj dla przestępców?
Zobacz także: Boli mnie nagonka na hulajnogi elektryczne. Nie każdy kierujący jest idiotą
„Sąd nie jest w stanie przewidzieć”. To może zatrudniajmy nieco bardziej rozgarniętych sędziów?
Gdy po tej tragedii cała Polska zachodziła w głowę, dlaczego wciąż między nami jeżdżą pijane i naćpane dzikusy, które nic sobie nie robią z sądowych zakazów, częstochowski sąd postanowił wytłumaczyć, dlaczego był tak łaskawy dla Jakuba Sz.
– Sąd na tamten moment ocenił, że kara pozbawienia wolności w zawieszeniu jest wystarczająca. Niestety, historia pokazała nam, że było inaczej. Sąd nie jest w stanie przewidzieć, jak dany oskarżony zachowa się w przyszłości – powiedział TVN Dominik Bogacz z Sądu Okręgowego w Częstochowie. – To była szansa dana oskarżonemu i niestety oskarżony z tej szansy nie skorzystał – dodał.
Nie wierzę w to, co czytam. Jakiś sędzia w Częstochowie miał przed sobą nie tylko patusa, którego sądził za ucieczkę naćpanym przed policją – co samo w sobie powinno wystarczać do zamknięcia tego bandyty za kratami – ale też człowieka, który miesiąc po tej ucieczce drogowej łapany był z narkotykami, a dwa miesiące później znów wpadł ze środkami odurzającymi. I co? Sędzia stwierdził, że w sumie nie ma co zamykać chłopa, bo tylko raz jechał naćpany i zwiał funkcjonariuszom? I przypomnę, że sędzia widział przed sobą człowieka w połowie życia, bo prawie 40-letniego, a nie jakiegoś nastolatka, u którego mógł być to jednorazowy wybryk.
Jak bardzo trzeba nie ogarniać rzeczywistości, by uznać, że zawiasy to wystarczająca kara? Jak bardzo trzeba nie rozumieć? I dlaczego nasz system dopuścił do tego, że ludzie nierozumiejący tak prostych spraw mogą zakładać togi, łańcuchy i decydować nie tylko o życiu podsądnych, ale i całego społeczeństwa?
Szansa? To tylko wymówka. Sąd nie dał tu nikomu szans
Sąd twierdzi, że dał szansę Jakubowi Sz., a on po prostu z niej nie skorzystał. Cóż za łatwe słowa. Trudniejsze były te słowa, które więzną ojcu i matce Fabianka na pogrzebie. Im trochę trudniej było mówić. Mnie nie jest trudno – ja pytam zatem: dlaczego polski sąd uznał, że daje szansę przestępcy kosztem dziecka? Dlaczego to Fabian i jego rodzina musieli ponosić ryzyko? I dlaczego je ponieśli?
Przeczytaj także: Co jest gorsze: jazda na skraju snu czy po alkoholu? Spróbowałem obydwu
Mówienie o szansie dla naćpanego drogowego bandyty jest zresztą po prostu sądową manipulacją. Bo gdyby sędzia chciał dać szansę na naprawę życia Jakubowi Sz., to w obliczu tych dowodów człowieka uzależnionego od narkotyków chciałby wysłać na leczenie odwykowe. Bez tego nie ma żadnych szans na zmianę. W toku postępowania przed sądem nikt nie uznał, że taki środek by się przydał.
To nie było dawanie szansy, to była zwykła sądowa maszyneria działania na odpiernicz: narkotyki, ucieczka, policja, dajmy zawiasy i miejmy to z głowy.
Sądy same się ośmieszają
Nie chodzi tu, niestety, wyłącznie o jednego sędziego z Częstochowy. Dokładnie to samo zobaczyłem w aktach wcześniejszych spraw Patryka R. z Łomianek, który w kwietniu tego roku pijany (także miał sądowy zakaz prowadzenia pojazdów) zabił na drodze trzech młodych ludzi.
W 2022 r. Patryk rozbił się z kolegą samochodem na płocie. Miał 1,5 promila. Gdy pierwszy raz sąd zajmował się jego sprawą, kartoteka drogowych wykroczeń była spuchnięta – jeździł jak idiota, wciąż przekraczał prędkość, powodował kolizje. W dodatku z policyjnych zapisów widać, że już w 2018 r. złapany był na jeździe motocyklem bez uprawnień.
Za kolizję po pijaku sąd ostatecznie skazuje Patryka, dając mu zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznymch na pięć lat, nawiązkę 5 tys. zł oraz osiem miesięcy ograniczenia wolności polegającego na wykonywaniu prac społecznych przez 20 godzin miesięcznie. Patryk na prace społeczne nie przyszedł. A gdy sąd chciał mu zamienić je na więzienie, napisał list, że już będzie grzeczny i żeby go nie zamykali, bo samotnie opiekuje się synkiem. Sąd daje mu więc nadal szansę na prace społeczne, a Patryk oczywiście nadal je olewa. W końcu ma iść za kraty, ale zanim tam trafia, komisja penitencjarna uznaje, że może chodzić sobie na wolności z elektroniczną opaską na nodze.
Dzięki tak wykolejonemu systemowi sprawiedliwości Patryk dalej jeździ. W listopadzie 2025 r. ucieka przed policją przez Łomianki na motocyklu, pędząc 160 km/h. Na szczęście wiedzą, gdzie mieszka.
Znów staje przed sądem. Rozprawa trwa minutę, Patryk – tak, jak poprzednio – nawet nie stawia się w sądzie. Sędzia Sądu Rejonowego w Nowym Dworze Mazowieckim Justyna Żbikowska, mając do czynienia z niebezpiecznym recydywistą drogowym, skazuje go na kolejny zakaz prowadzenia pojazdów (znów na pięć lat), grzywnę i rok pozbawienia wolności. Oczywiście w zawieszeniu – na trzy lata.
Polecamy również: Kiedy wysyła się Alert RCB? Wyjaśniamy procedurę krok po kroku
I jak już wiecie, Patryk – dowiadując się po raz kolejny, że niewiele mu sąd robi – jeździ dalej, jeździ pijany i wreszcie za to, że sędziowie nie próbowali go naprawić ani izolować, płacą życiem trzej niewinni młodzi ludzie.
Kolejni sędziowie powtarzają schemat. I nic nie można im zrobić
Już te dwie historie powinny wystarczyć, by wstrząsnąć ludźmi w togach. Nie wstrząsają.
Dwa tygodnie temu policjanci z Otwocka złapali 46-letniego kierowcę, który prowadził po spożyciu alkoholu i łamał siedmioletni zakaz prowadzenia pojazdów. W przeszłości wielokrotnie łamał sądowe zakazy. I w dodatku czekał na odbycie kary 10 miesięcy więzienia. Prokuratura skierowała wniosek o jego tymczasowe aresztowanie. Sąd Rejonowy w Otwocku... nie zgodził się na to. Uznał, że taki człowiek może być na wolności, ma tylko meldować się na policyjny dozór.
Warto przeczytać również: Dwa śmiertelne wypadki w Tatrach. TOPR ostrzega turystów
Na początku sierpnia policjanci z Będzina złapali 33-latka, który kierował samochodem, mając blisko 2,5 promila alkoholu w organizmie. Miał osiem sądowych zakazów prowadzenia pojazdów, z tego sześć dożywotnich. Prokuratura wnioskowała o tymczasowy areszt. Sąd Rejonowy w Czeladzi ten wniosek odrzucił.
Tymczasem jedną z przesłanek do tymczasowego aresztu [art. 258 Kodeksu postępowania karnego] jest obawa, że podejrzany może zagrozić bezpieczeństwu powszechnemu:
„§ 3. Środek zapobiegawczy można wyjątkowo zastosować także wtedy, gdy zachodzi uzasadniona obawa, że oskarżony, któremu zarzucono popełnienie zbrodni lub umyślnego występku, popełni przestępstwo przeciwko życiu, zdrowiu lub bezpieczeństwu powszechnemu, zwłaszcza gdy popełnieniem takiego przestępstwa groził".
Tym samym sądom jednocześnie wystarczy „obawa wysokiej kary", by zamknąć na trzy miesiące rolnika, który zaorał asfalt w Gliwicach, bo uważał, że to jego droga.
Przeorać trzeba wymiar sprawiedliwości. Mentalnie. Tylko jak to zrobić, skoro mogą uczynić to wyłącznie sami sędziowie?


