Mieszkania kupili, niektórzy nawet wykończyli, ale nie mogą w nich zamieszkać. Od kilku lat toczą za to batalię z deweloperem. Choć budynki wyglądają na gotowe, to wciąż nie mają nawet kanalizacji. Deweloper twierdził, że jest szantażowany przez urzędników, a niedoszli mieszkańcy alarmowali, że padli ofiarą oszustwa. Większość lokali do dziś stoi pusta.

- Dwa budynki mieszkalne stanęły na warszawskiej Białołęce przy ul. Lucyny Messal. Na działce, do której kilka lat temu prowadziła wyboista, gruntowa droga. Nie było ani wody, ani gazu, ani prądu. Tak wygląda cała okolica, którą opanowali deweloperzy.
- Pozwolenie na budowę należąca do Andrzeja Kosiorka firma Domyville PBI uzyskała w 2017 r. Problemy pojawiły się już na samym początku, gdy między deweloperem a władzami dzielnicy wybuchł konflikt o drogę.
- Choć budynki powstały, a mieszkańcy mieli wprowadzać się w 2020 r., to do dzisiaj niemal wszystkie mieszkania stoją puste. Jak słyszymy od nabywców, jednym z nielicznych mieszkańców jest kierownik budowy.
- Budynek wciąż otoczony jest budowlanym grodzeniem, nie jest podłączony do kanalizacji, a nabywcy nie mają aktów własności. Sprawą zajmuje się sąd.
Skrzynki pocztowe wiszą na blaszanym ogrodzeniu obok żółtej tabliczki zakazującej wstępu na „teren budowy”. Słychać, że za ogrodzeniem ktoś kosi trawę, że bawią się dzieci. Na jednym z balkonów wisi pranie, w oknie widać zasłony. Ogrodzenie urywa się na wysokości bramy garażowej. Tak, żeby dało się wygodnie wjechać. Wewnątrz działają windy, klatki schodowe są wykończone. Mimo to zdecydowana większość mieszkań stoi pusta. Ich nabywcy nie mogą nawet wejść na teren osiedla.
Katarzyna, jedna z niedoszłych mieszkanek, opowiada, że miała się wprowadzić sześć lat temu.
– Od tych sześciu lat stoimy w miejscu – oburza się. – Spłacam kredyt, jednocześnie płacę za wynajem i męczę się w kawalerce. Wydaję majątek na prawników. To jest taki stres, że raz straciłam przytomność i skończyłam w szpitalu. Odbija się to na moim zdrowiu, leczę się psychiatrycznie. W tym czasie mogłam założyć rodzinę, spokojnie urządzać swoje życie, planować przyszłość. Zamiast tego nauczyłam się pisać pisma procesowe, uczestniczyć w rozprawach i składać zawiadomienia.
Prestiż bez kanalizacji
Dwa budynki z garażami i lokalami usługowymi stanęły na warszawskiej Białołęce przy ul. Lucyny Messal. Na działce, do której kilka lat temu prowadziła wyboista, gruntowa droga. Nie było tam ani wody, ani gazu, ani prądu. Tak wygląda cała okolica, którą opanowali deweloperzy. Reklamują swoje osiedla jako kameralne i prestiżowe, położone wśród zieleni, w cichej i spokojnej okolicy. Problem w tym, że za nowymi inwestycjami nie nadąża infrastruktura. Położona przy ul. Messal działka była tego najlepszym przykładem.
Pozwolenie na budowę należąca do Andrzeja Kosiorka firma Domyville PBI uzyskała w 2017 r. Problemy pojawiły się już na samym początku, gdy między deweloperem a władzami dzielnicy wybuchł konflikt o drogę. Dzielnica chciała, aby zbudował ją inwestor, ten jednak twierdził, że jest przez urzędników szantażowany. Przez długi czas osiedle funkcjonowało bez podstawowej infrastruktury, deweloper podłączył wodę ze studni, a gaz z butli. Winą za opóźnienia obarczał urzędników. Na terenie inwestycji interweniowała policja, doszło nawet do bójki między nabywcami a deweloperem. Dzielnica twierdziła, że inwestor nie podłączył budynków do mediów zgodnie z wydanym pozwoleniem na budowę, a część przyłączy wykonał nielegalnie. Firma Kosiorka stała na stanowisku, że to urzędnicy zablokowali podłączenia i niesłusznie żądali budowy drogi.
Czytaj też: Gdyński „szkieletor” i porzucona budowa. Miał być prestiż, jest dramat ponad 100 rodzin
Gdy nabywcy zaczęli protestować i nagłaśniać sprawę, inwestor wymienił zamki i odciął im dostęp do nieruchomości.
– Mam w mieszkaniu położone panele, szafki w kuchni, różne talerze, ramki na ścianach – opowiada Katarzyna. – Deweloper co chwila nam mówił, że zaraz się wprowadzimy, że jeszcze miesiąc i wszystko będzie gotowe. Tak się jednak nie stało. Najpierw tłumaczyli, że to wina urzędników, później pandemii, potem wojny na Ukrainie.
Mieszkanie na „budowie”
Choć większość nabywców wciąż do swoich mieszkań się nie wprowadziła, to budynek jest częściowo zamieszkały. Jak twierdzą nasi rozmówcy, w jednym z lokali zamieszkał kierownik budowy, w drugim – starszy mężczyzna, jeden z nabywców, który nie mógł zamieszkać nigdzie indziej. Budynek wciąż nie ma kanalizacji, więc nieliczni lokatorzy korzystają ze zbudowanego obok szamba. W końcu deweloper pod koniec 2025 r. uzyskał od powiatowego inspektoratu nadzoru budowlanego pozwolenie na użytkowanie, ale tylko warunkowe – do końca 2026 r. Z zastrzeżeniem, że musi wykonać przyłącze kanalizacyjne.
W marcu natomiast miało dojść do odbiorów technicznych mieszkań. Miało, bo nabywcy nie odebrali mieszkań, które nie są podłączone do kanalizacji.
Na przestrzeni lat nabywcy alarmowali również o oszustwach, których ich zdaniem dopuścił się deweloper. Jak opisywała „Gazeta Wyborcza”, te same mieszkania miały być sprzedawane dwukrotnie, deweloper miał pobierać wpłaty na konto prywatnej spółki, a nie na rachunek powierniczy, na który powinny trafiać środki od nabywców. Sprawy kończyły się w sądach i prokuraturach. W tej o oszustwo, jak dowiadujemy się w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga, zostały podjęte już „techniczne i formalne czynności”, w tym doręczenie aktu oskarżenia. Sąd nie wyznaczył jeszcze terminu rozprawy. Do tego samego sądu trafiła również sprawa cywilna z powództwa miejskiego rzeczniczka konsumentów. I tu nabywcy odnieśli już sukces, bo w październiku 2025 r. sąd zakazał sprzedaży, ustanawiania hipotek czy cesji lokali, które objęte są sporem. Jednak termin rozprawy wyznaczył dopiero luty 2027 r.
– Każde pismo do sądu czy prokuratury oznacza kolejne miesiące, a nawet lata oczekiwania – denerwuje się Beata, kolejna z nabywczyń. – Dokumenty są analizowane, wzywani świadkowie, mimo to my, kilkadziesiąt poszkodowanych osób, dalej czekamy na mieszkania, za które zapłaciliśmy.
Kupili, zapłacili i będą dopłacać
Do szeregu problemów niedoszłych mieszkańców osiedla dochodzi jeszcze zaciągnięty przez dewelopera kredyt. W księdze wieczystej widnieje bowiem zapis o hipotece na 21 mln zł, którą obciążona jest cała nieruchomość, wciąż należąca do Andrzeja Kosiorka. Jak wyjaśnia pełnomocniczka grupy nabywców, adwokat Karolina Pilawska, gdyby teraz rozpoczął się proces wydzielania lokali, to hipoteka mogłaby się „rozlać” na wszystkie wydzielone księgi, czyli na każde mieszkanie. – To byłaby sytuacja kuriozalna – stwierdza prawniczka. – Jesteśmy na etapie uzyskiwania informacji, czy bank wyrazi zgodę na bezobciążeniowe przeniesienie własności, czyli bez tej hipoteki – wyjaśnia Pilawska.
Czytaj też: Dwa etaty i kredyt na dziurę w ziemi. „Ludzie są wykończeni. Życie nam się wywróciło”
– Jesteśmy coraz bliżej celu. Finalnie zapewne będzie tak, że uda się przenieść prawo własności, ale z zastrzeżeniem, że mieszkańcy będą musieli zapłacić za przyłączenie kanalizacji – przewiduje. – Deweloper głównych zastrzeżeń nabywców nie uznaje, robi tylko drobne rzeczy, a przecież te budynki, mieszkania i części wspólne nie są już nowe, po tych kilku latach nie wyglądają tak, jak na początku. Wiadomo również, że kanalizacji nie wykona. Moi klienci mają już świadomość, że będą musieli dopłacać – stwierdza.
Dzielnica odpowiada lakonicznie
Władze dzielnicy na pytania o inwestycję odpowiadają lakonicznie. Odsyłają do inspektoratu budowlanego, wodociągów miejskich, operatora sieci gazowej i dystrybutora energii elektrycznej. „Dotychczas podjęto próby zawarcia z inwestorem umowy w trybie art. 16 UDP (to przepis, który nakłada na prywatnego inwestora obowiązek wybudowania lub przebudowy drogi na własny koszt, jeśli jest to konieczne do obsługi jego nowej inwestycji – red.). Niestety firma DomyVille PBI nie zawarła stosownej umowy związanej z przebudową pasa drogowego. W dniu 14 listopada 2025 roku, urząd wezwał po raz kolejny inwestora do zawarcia umowy” – stwierdza krótko rzeczniczka. „W związku z tym, że prowadzone są postępowania przez policję i prokuraturę, nie możemy udzielać szczegółowych informacji do momentu zakończenia postępowań” – podkreśla.
– Niewątpliwie ze strony miasta zabrakło nadzoru i weryfikacji tego, na jakim etapie jest budowa, co deweloper rzeczywiście robi – uważa jednak mecenas Pilawska.
Pytania wysłaliśmy również do jednej z firm Andrzeja Kosiorka, której strona wciąż istnieje w sieci. Do czasu publikacji tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

