Reklama
Wojsko

Bruksela z Legionem Europejskim. Wojskowe absurdy pomysłu Sikorskiego

Radosław Sikorski, wicepremier i szef polskiej dyplomacji, zaproponował na łamach greckiego „Kathimerini" utworzenie Legionu Europejskiego. – Stała formacja, która mogłaby rekrutować wyszkolonych profesjonalistów z szerszej europejskiej rodziny, w tym doświadczonych ukraińskich weteranów – tak widzi nową formację Sikorski. Problem w tym, że dowództwo Legii Cudzoziemskiej jest jasne: to Francja. Kto więc miałby dowodzić Legionem Europejskim?

Michał Bruszewski
Opinia autorstwa: Michał Bruszewski
Dzisiaj 20:32
6 min
icepremier, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski podczas wypowiedzi dla mediów w Brukseli. (fot. Wiktor Dąbkowski / PAP)

Pomysł międzynarodowej formacji zbrojnej rekrutującej się z przedstawicieli różnych narodowości nie jest niczym nowym. Wystarczy wskazać francuską Legię Cudzoziemską, utworzoną w 1831 r. i uczestniczącą po dzisiaj w najważniejszych wojnach Francji. Ponadto, można wymienić utworzoną w 1920 r. hiszpańską Legię Cudzoziemską (La Legión Española), a nawet związany z wojną obronną przeciw Rosji Legion Międzynarodowy Obrony Terytorialnej Ukrainy, oraz międzynarodowe formacje podlegające ukraińskiemu wywiadowi wojskowemu (HUR).

Co charakteryzuje powyższe formacje? Jednoznaczne, narodowe dowództwo. Legia Cudzoziemska wykonuje rozkazy Paryża, hiszpańska Legia pomijając okres wojny domowej – Madrytu, a zagraniczni ochotnicy na Ukrainie – Kijowa.

– Jako Unia Europejska potrzebujemy znacznie głębszej integracji wojskowej. Dlatego zdecydowanie opowiadam się za utworzeniem "Legionu Europejskiego" – stwierdził Sikorski.

– Potrzebujemy silniejszego europejskiego filaru w ramach silniejszego NATO. Nasze interesy się uzupełniają, a nie wykluczają. Stany Zjednoczone pozostają niezastąpionym filarem naszej wspólnej obrony, ale ich rola ewoluuje. Ameryka będzie nadal zapewniać niezrównane możliwości technologiczne i wywiadowcze, ale Europa musi wziąć na siebie ciężar działań na miejscu – dodał.

Reklama
Reklama

Wieża Babel

Aby to osiągnąć – zdaniem Sikorskiego – należy utworzyć wspomniany Legion Europejski wielkości… brygady. Mowa, więc o kombinowanych wielonarodowych siłach liczących do 5 tys. żołnierzy.

Jeżeli 27 państw członkowskich wystawi swój „kontyngent” do tej brygady to „dowództwo” niektórych państw w tej formacji zatrzyma się na stopniu kaprala, bo trudno uwierzyć, że proporcje będą równe i każdy wystawi swojego porucznika. Minister Sikorski sugeruje jednak, że będzie to na wzór Legii Cudzoziemskiej, czyli indywidualnych zgłoszeń.

- Mogliby się zapisywać obywatele państw członkowskich, a może i kandydujących – zaznaczył szef dyplomacji

Załóżmy, że kilku europejskim państwom uda się jednak zawiązać koalicję do utworzenia takiej formacji. Nie jest to wcale takie pewne,. Spójrzmy na mapę Europy – obecnie Rzym stara się zablokować Hiszpanię z uwagi na jej zgubną politykę migracyjną, jeszcze do niedawna Węgry sprzeciwiały się pomocy Ukrainie, różnice w swojej polityce podnosi Słowacja, a nawet Niemcy i Francja mają spór na niwie energetycznej.

Patrząc realistycznie, podziały są równie silne co wspólnota interesów w ramach Unii Europejskiej i jest to naturalny wynik narodowych interesów poszczególnych państw w Europie. Dla większości państw UE priorytetem będzie zasilanie własnego wojska rekrutami.

Reklama
Reklama

Zgoda na Legion

Zawężając jednak Legion Europejski do kilku popierających pomysł państw UE, rekrutując przy okazji ukraińskich weteranów, może udałoby się rozwiązać problem zgód lub ich braku przez konkretne stolice, ale nie rozwiązuje to problemów dowództwa: na poziomie strategicznym i na poziomie taktycznym. Kto Legionem Europejskim ma dowodzić?

Drogi są dwie, narzucenie woli przez największe państwa UE, czyli dowództwo należałoby do oficerów niemieckich lub francuskich, albo kompromis poprzez rotację wzorowany na misjach ONZ, misjach NATO czy wojskowych misjach Unii Europejskiej, które już mają miejsce.

I tutaj dochodzimy do największego absurdu, ponieważ UE już prowadzi na podobnych zasadach jak ONZ czy NATO misje mandatu pokojowego i nie potrzebowało do nich utworzenia Legionu Europejskiego. Mało tego, rzeczywistość takich misji jak EUFOR (Bośnia i Hercegowina), NAVFOR Atalanta oraz Aspides (róg Afryki), EUTM-RCA (w Republice Środkowoafrykańskiej), pokazuje, że brukselska Legia Europejska dałaby więcej kłopotów niż pożytku.

Reklama
Reklama

Dublowanie mandatu pod nową nazwą

W misjach NATO i ONZ jest wyraźnie wyszczególniona struktura, a narodowe kontyngenty na poziomie taktycznym są najczęściej zgrywanymi w macierzystych państwach pododdziałami. W Polsce wyspecjalizowane w takim szkoleniu jest Centrum Przygotowań do Misji Zagranicznych.

Reasumując, w takich misjach gotowe i zgrane pododdziały na finiszu przechodzą specjalistyczne szkolenie i certyfikacje przygotowujące do warunków tropikalnych lub bliskowschodnich, a żołnierze na co dzień się znają. Następnie jako narodowy kontyngent lub jako doradcy (gdy misja jest mniejsza) zasilają zwartym pododdziałem realizację mandatu. Legion Europejski rekrutujący nowe wojsko będzie musiał wyszkolić od zera żołnierzy oraz zbudować własną infrastrukturę szkoleniową.

Problemem jest także broń i to nie tyle indywidualna, ale platformy dla załóg. Legion Europejski albo będzie musiał dostać broń z państw uczestniczących w projekcie – co zmniejszyłoby polski arsenał oraz analogicznie w innych państwach, albo tę broń zakupić, ale popyt w tym względzie jest większy niż podaż. Do tego, istna wojskowa wieża Babel, to problemy językowe, regulaminowe, na kroku defiladowym kończąc (nawet w takim aspekcie są różnice). Formacja taka nie ma także swojej tradycji co w przypadku selekcji również jest ważne (poszukiwacze przygód w pierwszej kolejności wybiorą JW GROM, gdy chodzi o Polaków, lub Legię Cudzoziemską gdy mowa o obcokrajowcach). 

Reklama
Reklama

Ostatnim aspektem jest zaciąg wojskowy Ukraińców. Faktycznie korzystanie z doświadczeń wojennych weteranów z Ukrainy to cenna lekcja dla europejskich wojskowych. Ale także do tego nie był potrzebny Legion Europejski, ponieważ ostatnie ćwiczenia Combined Resolve 26 w Republice Federalnej Niemiec odbywały się z udziałem operatorów dronów z brygady „Nemezis”. Wykazując, z resztą, słabości wojsk NATO w symulowanej konfrontacji z operatorami dronów.

Wyobraźmy sobie, że w Legionie Europejskim służą Ukraińcy, a Legion będzie pełnił mandat na kontynencie afrykańskim (w jednej ze stabilizacyjnych misji). Na tym kontynencie aktywne są struktury Korpusu Afrykańskiego Federacji Rosyjskiej i dawnej Grupy Wagnera. Prowokacje Rosji są, więc działaniem, które należy traktować jako pewne, a nie tylko prawdopodobne. I nie twierdzę, że Legion ma nie być gotowy do takiej konfrontacji, ale należy kalkulować każde ryzyko. 

Wojskowi z różnych państw, także europejskich, bazując na już dostępnych formułach militarnej współpracy są w stanie pełnić międzynarodowe misje, szkolić się wzajemnie, wymieniać doświadczeniami. Nie jest do tego potrzebna kopia Legii Cudzoziemskiej z niejasną dowódczą strukturą, bez wyraźnie zarysowanego celu – i co najważniejsze, bez zdefiniowanej strategii, rację stanu którego europejskiego państwa ma taka formacja reprezentować.