Tzw. ustawa przedwojenna, nad którą pracuje MON – ma uporządkować istniejące przepisy m.in. zawarte w tzw. ustawie o obronie Ojczyzny wprowadzonej w 2022 r. Jak zapowiada szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, chodzi m.in. o przystosowanie prawa na podstawie wniosków z wojny na Ukrainie.
Media szeroko komentują założenia tego projektu, choć nie wiadomo jak będzie finalnie wyglądał.
Dotychczasowe założenia ustawy o „stanie przedwojennym”, czyli reakcji państwa na zagrożenie wojną hybrydową, to uporządkowanie takich spraw jak: szybsza mobilizacja i przerzut wojsk NATO, powiązanie z NATO Response System, dostosowanie prawa do zagrożeń cybernetycznych, lepsze przygotowanie administracji na wypadek kryzysu.
Idea, by dopracowywać przepisy w naszym galimatiasie proceduralno-prawnym i rozmytym braku odpowiedzialności to działanie, które warto pochwalić. Sęk w tym, że nie korzystamy z nowelizacji, które już wprowadziliśmy, albo przepisów, które na konkretne działania przyzwalają. Kawa nie wyklucza herbaty, ale warto pamiętać, że w Polsce część przepisów już dostosowano do wojny hybrydowej Rosji przeciw NATO.
Przypomnę, że na początku 2025 roku znowelizowano ustawę – Prawo lotnicze, tak aby służbom mundurowym ułatwić identyfikację Bezzałogowych Statków Powietrznych (BSP) oraz je zwalczać (neutralizować różnymi środkami). Nowy przepis przeżył we wrześniu crash test w postaci incydentu z dronem pod strategiczną bazą w Redzikowie.
112 zamiast zagłuszenia
Zamiast skorzystać z nowelizacji i zagłuszyć drona, poleciano starym sprawdzonym schematem, czyli dzwonimy pod 112 i niech policja łapie i sprawdza delikwenta. Nie piszę nawet o konfrontacji z większymi bezzałogowcami wykorzystywanymi przez Federację Rosyjską. W przypadku z Redzikowem nie można całej sytuacji zrzucić na karb braku odpowiednich przepisów, ponieważ te znowelizowano. Problemem jest biurokracja i nieelastyczne ścieżki działania, a nie sama litera prawa.
Kolejna sprawa, którą warto przywołać to podejście do żołnierzy Wojska Polskiego w ich trudnej służbie na granicy polsko-białoruskiej. Tutaj również dokonano wielkiej nowelizacji przepisów, aby na ułomne prawo zrzucić odpowiedzialność za ciąganie po sądach żołnierzy, którzy użyli broni palnej. Tyle, że odpowiedzialność w tym wypadku spoczywała na ludziach z prokuratury, a nie samej literze prawa, która jeszcze przed nowelizacją pozwalała żołnierzom i funkcjonariuszom użyć broni palnej.
Problemem była nadgorliwość i systemowa złośliwość wobec żołnierzy a nie regulamin. Przypomnę, że przed nowelizacją, zgodnie z Regulaminem Ogólnym Żołnierza Wojska Polskiego (ROŻWP) wprowadzonym Zarządzeniem Ministra Obrony Narodowej nr 7/MON z dnia 28 kwietnia 2023 roku żołnierz mógł użyć broni palnej w razie zagrożenia „życia, zdrowia lub wolności uprawnionego lub innej osoby albo konieczności przeciwdziałania czynnościom zmierzającym bezpośrednio do takiego zamachu (…) nienaruszalności granicy państwowej przez osobę, która wymusza przekroczenie granicy państwowej przy użyciu pojazdu, broni palnej lub innego niebezpiecznego przedmiotu”.
Czytaj także: Dymisja generała i dron w Redzikowie. Ekspert: Zmarnowaliśmy lata
Doszło do paradoksu, w którym wartownik w Warszawie powstrzymujący złodzieja przedzierającego się przez ogrodzenie jednostki wojskowej mógł użyć broni palnej, a ten sam żołnierz już na granicy polsko-białoruskiej, z uwagi na poprawność polityczną nie mógł nawet oddać strzałów ostrzegawczych. Nowelizacja przepisów i nowe zasady użycia broni palnej wprowadzone w 2024 r. wyłączyły takie sytuacje z odpowiedzialności karnej. I zaznaczę, dobrze że do tej nowelizacji doszło, ale jej powodem nie był brak odpowiednich przepisów, ale brak zrozumienia dla wojskowej służby „na pasku”. Takie doprecyzowanie przepisów nie jest złe, ale oprócz litery prawa jest w tym też dużo niuansów.
Czy Polsce jest potrzebny w przepisach wariant „stanu przedwojennego”? Może nazwa jest niefortunna bo wieszcząca nadciągający konflikt zbrojny, ale z pewnością tak.
Zmieniające się domeny nowoczesnego pola walki pod progiem otwartej wojny powodują, że nowelizacja przepisów jest zawsze potrzebna. W przypadku działań Federacji Rosyjskiej musimy brać uwagę, że to preludium do otwartego konfliktu zbrojnego.
Tyle, że każdy przepis nawet po największej nowelizacji może być martwym przepisem, bo czy z niego korzystamy czy nie, wynika z praktyki i elastyczności w podejmowaniu decyzji.
W polskim prawie wyróżniamy różne konstytucyjne stany nadzwyczajne: stan wojenny, stan wyjątkowy i stan klęski żywiołowej. Ponadto, są także ujęte w ustawach: stan zagrożenia epidemicznego, stan kryzysowy, a obowiązujące przepisy o wojsku definiują rozróżnienie między stanem stałej gotowości obronnej i stanem pełnej gotowości obronnej (na wypadek wojny). Musimy także pamiętać, że formalnie wojna, jako taka, to stan otwartej walki między (co najmniej) dwoma państwami.
Wojna, a konflikt zbrojny
Z uwagi na to, że od drugiej wojny światowej mniej było oficjalnych deklaracji wojny wprowadzono termin „konflikt zbrojny”, jako bajpas by nie każde starcia nazywać wojną. Toniemy zatem w definicjach zamiast skupić się na istocie problemu. A jest nim polityczna wola do podejmowania odważnych decyzji, a nie sam przepis.
Dużo w mediach mówi się także o zmianie identyfikacji nadlatującego celu w powietrzu. Tutaj także warto zaznaczyć, że to dobra zmiana, ale bazując na dotychczasowych regulacjach cele można było zestrzeliwać. W oparciu o procedury Ministerstwa Obrony Narodowej ułatwiono pilotom identyfikację celu z wizualnej na pozytywną (bez analizy tzw. gołym okiem).
Czytaj także: Polskie służby jak CIA albo Mossad? Faliński: musi być zgoda polityków
Spróbuję to przeanalizować od praktycznej strony. Pilot lecący blisko celu, który ma za zadanie go przechwycić, komunikuje się z dowódcami o pozwolenie na zlikwidowanie celu.
W większości przypadków czasu pokoju (nie mówię o otwartej walce wojennej, gdzie przysłowiowe drwa rąbią a wióry lecą), zależy to od jego dowódcy ponieważ otwarcie ognia we wszystkich służbach mundurowych jest po prostu autoryzowane przez przełożonych. Pilot, tak jak wielu żołnierzy innych rodzajów wojsk, ma swoich przełożonych i oprócz tego co sam widzi potrzebuje informacji z detekcji nadlatujących celów, informacji wywiadowczych, jest trybikiem w machinie, która ma go upewnić, że strzela we wrogi cel. I często na tym dowódcy spoczywa odpowiedzialność jaki rozkaz wyda.
To, że politycy chcą porządkować przepisy to bardzo dobrze.
Nie jest wszelako tak, że w tym obszarze mamy legislacyjną pustynię, a przegłosowanie ustawy stanie się remedium na systemowe problemy trawiące nasz system bezpieczeństwa. Bo oprócz litery prawa, potrzebna jest także praktyka i odwaga decydentów, by podejmować decyzje, a nie chronić się za przepisami jak za murem tarcz.


