Kraj

Miała walczyć o dziewczynki. Zorientowała się, że krzywdzi chłopców

Maja prowadziła warsztaty dla nastolatków. Zorientowała się, że wzmacniając dziewczynki, równocześnie dołuje chłopców, którzy biorą w nich udział. Kiedy zmieniła scenariusze, by wyrównać proporcje, okazało się że straciła możliwość prowadzenia zajęć. Nie pasowały do koncepcji organizacji feministycznej. W Zero.pl publikujemy fragment reportażu "Nienawidzę ich! To Polacy mówią na terapiach. Reportaż z podzielonego kraju" Karoliny Olejak.

Wydawnictwo Prześwity
Opinia autorstwa: Wydawnictwo Prześwity
Dzisiaj 19:57
16 min
Chłopcy mają gorsze wyniki w szkole, niż dziewczęta. Różnice te pogłębiają się. (fot. Leszek Szymański / PAP)

Majka ma 27 lat, urodziła się w Pile. Tam kończyła liceum. Od zawsze wiedziała, że chce studiować na uniwersytecie. Dużo czytała i chciała, żeby jej kierunek był związany z pracą z ludźmi. Wahała się, co wybrać, ale ostatecznie padło na psychologię. Od początku radziła sobie doskonale. Wyróżnienia i stypendium dla najzdolniejszych studentów. Obraca się w gronie doktorantów, bo to z nimi łapie najlepszy kontakt. Zapraszają ją do koła naukowego, które specjalizuje się w działaniu na rzecz praw kobiet. Ma mnóstwo pomysłów. Pisze teksty do pisma wydawanego przez uczelnię. O luce płacowej, urlopach macierzyńskich i dyskryminacji młodych kobiet na rynku pracy. Widzi wiele problemów, chociażby ten, że to młode dziewczyny są pytane o plany rodzinne podczas rekrutacji. Czuje, że znalazła swoje powołanie.

Jak Maja znienawidziła mężczyzn

– Na początku to były poprawne teksty, ale w pewnym momencie poczułam, że nie mogę tylko siedzieć w książkach, chciałam działać z ludźmi. Tyle kobiet potrzebuje naszego wsparcia. Czułam, że nie można tylko siedzieć i teoretyzować – wspomina Maja.
Zgłosiła się do organizacji pozarządowej, która prowadzi poradnie dla kobiet. Dziewczyny działały w różnych obszarach, ale kluczowa była pomoc uczennicom i studentkom, które chciałyby rozwinąć swoją karierę w kierunkach, gdzie ich płeć jest barierą. Organizowały szkolenia, warsztaty i liczne akcje przeciwko pracodawcom, którzy utrudniają kobietom awans.

– Wysłuchałam setek historii, gdzie młode i zdolne dziewczyny słyszały szowinistyczne uwagi w pracy. Pamiętam panią dyrektor, która na spotkaniu w gronie mężczyzn wygłaszała prezentację. Nie pamiętam dokładnie, czego dotyczyła, ale były to zaawansowane, księgowe rozliczenia w dużej korporacji. Po zakończonej prezentacji jeden z kierowników podniósł rękę i zadał jej pytanie o to, czy zmieniła ostatnio kolor włosów. Wszyscy zaczęli się śmiać. Poczuła się całkowicie upokorzona. Innym razem pracowniczka ministerstwa opowiedziała o molestowaniu w windzie. Jej dyrektor zaczął się do niej dobierać, gdy wracali ze spotkania. Była tak przerażona, że nie zareagowała. Obwiniała się o to i złożyła wypowiedzenie, zamiast dociekać swoich praw.

 

Reklama
Reklama

Z czasem pojawiały się kolejne historie. Kobieta, której odmówiono powrotu do pracy, bo ma już trójkę dzieci, a wielodzietna mamuśka stanowi problem dla organizacji. Studentka, która – mimo najlepszej średniej na roku – usłyszała podczas wykładu, że oceny zawdzięcza ładnej buźce. Im więcej było takich historii, tym bardziej Maja angażowała się w swoją pracę.

– W pewnym momencie zaczęłam nienawidzić mężczyzn. Miałam ich za potwory. To obrzydliwe, że z samego faktu posiadania penisa uzurpują sobie prawo do tego, by traktować kobiety przedmiotowo. To dziejowa niesprawiedliwość, że jesteśmy słabsze fizycznie. Psychicznie i emocjonalnie górujemy nad nimi, ale niestety biologia robi swoje – opowiada.

Jak Maja chciała wspierać kobiety 

Po skończonych studiach zaczęła szukać poważnej pracy. W czasie licznych warsztatów, w których brała udział, najlepiej pracowało jej się z dziećmi. Uważała, że najważniejszym, co można zrobić dla kobiet, jest wpajanie im od najmłodszych lat, że są silne i mogą osiągnąć wszystko.

W jednej z organizacji zaproponowała napisanie projektu i próbę zdobycia środków unijnych na warsztaty dla dzieci. Miała jeździć do małych miejscowości i opowiadać o możliwościach rozwoju dla dziewczynek. Wzbudzać w nich pewność siebie, opowiadać, jak reagować na niechciane komentarze.

Reklama
Reklama

Na początku chciała, żeby program był skierowany jedynie do dziewczynek, w końcu to ich dotyczy problem. Jednak żaden z dostępnych konkursów grantowych nie pasował do takiego projektu. – Przyznaję, naciągnęłam trochę opis projektu, żeby po prostu dostać pieniądze. Warunkiem było prowadzenie warsztatów dla wszystkich dzieci, więc tak opisałam swój. Udało się. Dostałam dofinansowanie.

 

Jak Maja zaczęła dołować chłopców

Warsztaty dotyczyły kompetencji miękkich dla uczniów liceum. Miała pokazywać im, jak rozwijać karierę. W programie było kilka ćwiczeń, w których młodzież określała swoje mocne i słabe strony. Maja pokazywała im platformy internetowe, gdzie mogą wykonać różne testy. Rozmawiali o predyspozycjach potrzebnych w różnych miejscach pracy. Młodzież odgrywała rozmowy rekrutacyjne.

Reklama
Reklama

– Pamiętam, że na jednym z warsztatów zrobiliśmy symulację takiego spotkania. Ja byłam przedstawicielem działu kadr, a uczniowie mieli odpowiadać na pytania. Jako pierwszy zgłosił się Bartek, typowa gwiazda liceum. Przystojny, pewny siebie. Widać było, że ma powodzenie u dziewczyn. Chciał się popisać. Zaczęłam zadawać mu pytania. Najpierw proste, z wiedzy. Później zaczęłam pytać go o plany rodzinne. Speszył się. Poczułam krew. Zaczęłam pytać go o intymne kwestie, o to, czy planuje dzieci. Chłopak nie wiedział, co się dzieje. Pomyślałam, że to bardzo dobrze, wreszcie mogę im pokazać, z czym mierzą się kobiety. Drążyłam. Docisnęłam go tak, że chłopak miał łzy w oczach, a ja tryumfalnie kazałam mu usiąść do ławki. Byłam z siebie dumna. Wygłosiłam wykład o tym, z czym mierzą się dziewczyny. Nikt się nie odezwał. Nie przyszło mi wtedy do głowy, że przekroczyłam granice. Proces uświadamiania musiał moim zdaniem boleć.

W innej grupie Maja postanowiła przedstawić uczniom dysproporcje w zawodach technicznych.

– Wygrzebałam dane dotyczące różnych branż. Nie było trudno znaleźć zawody, gdzie kobiety są słabo reprezentowane. Warsztat zaczęłam od tego, że zadałam w klasie kilka pytań z nauk ścisłych na poziomie szkoły średniej. Zgłosiły się głównie dziewczyny i odpowiadały na zadane przeze mnie pytania. Zachęcałam je i prosiłam, żeby rozwijały swoje wypowiedzi. Z rozwiązaniami gotowi byli też chłopcy. Ich pomijałam, udawałam, że nie widzę podniesionej ręki. Chciałam pokazać im, jak się czują kobiety. Jednego z nich w końcu poprosiłam na środek. Przedstawił rozwiązanie, ale ja nie skończyłam na tym zadaniu. Zadawałam mu coraz trudniejsze pytania, a on stał przy tablicy i wił się jak wąż. Nie wiedział, o co chodzi. To również uznałam za wspaniały pokaz sił, które dominują na rynku pracy.

Maja podsumowała skończony cykl warsztatów. Złożyła raport i rozliczyła grant. Zaczęła poszukiwać nowych programów, gdzie będzie mogła realizować swoją misję.

Reklama
Reklama

Jak Maja jednak zmieniła zdanie

 

– Pamiętam, że pewnego dnia odwiedziłam mojego brata. Jego dzieci były w szkole. Siedzieliśmy, piliśmy herbatę i gadaliśmy o głupotach. W pewnym momencie jego synowie wrócili ze szkoły. Jesteśmy związani, więc czekałam, aż przybiegną, żeby się przywitać. Do kuchni, gdzie siedzieliśmy, wpadł młodszy i od progu oznajmił, że Adam, jego starszy brat, płacze. To dziwne, miał 12 lat i rzadko mu się to zdarzało. Powiedziałam bratu, że spróbuję dowiedzieć się, o co chodzi. Poszłam do pokoju i zobaczyłam całkowicie zapłakane dziecko. Dopytywałam, co się stało. Po serii wykrętów wykrzyczał mi, że chce być dziewczyną. Dopytywałam dlaczego. Jego zdaniem dziewczyny zawsze mają fory. Przyszła do nich pani, która prowadziła warsztaty z doświadczeniami z chemii. Zachęcała dziewczynki do zabawy i wciąż powtarzała, że mogą wszystko. Mówiła, że świat stoi przed nimi otworem, a każdy kierunek na politechnice na nie czeka. On z kolegami przestał całe warsztaty pod ścianą.
Adam się otworzył i opowiedział o tym, jak na lekcjach ciągle słyszą, że dziewczyny są lepsze. Razem z kolegami porównują swoje wyniki testów z tymi od koleżanek, ale nigdy nie będą sobie tak dobrze radzić.

– Widziałam to zapłakane skrzywdzone dziecko i coraz mocniej docierało do mnie, co sama zrobiłam. Z nienawiści do mężczyzn. Z chęci zemsty za lata krzywdy wobec kobiet odgrywałam się na tych niewinnych nastolatkach. Dopiero chłopiec z mojej rodziny otworzył mi oczy.

Maja zaczęła drążyć temat. Okazało się, że w szkole Adasia jest kółko informatyczne dla dziewczyn. Uczą się tam programowania i bawią z robotami. Chłopcy zazdroszczą, bo u większości z nich w domu dostęp do komputera jest ograniczony. Taka lekcja to nie lada frajda. W czasie szkolnych ferii dziewczynki zostały zaproszone na wycieczkę do państwowej instytucji, bo w ramach projektu o kobietach związanych z IT pokazywano im możliwości rozwoju. Z perspektywy dziecka to wspaniała zabawa i zupełnie niezrozumiałe, dlaczego oni nie mogą wziąć w niej udziału. Najbardziej jednak zabolał go komentarz jednej z nauczycielek, która porównywała go do koleżanek, które znacznie szybciej i płynniej czytają. Kazała stanąć mu przed całą klasą i czytać na głos. Popłakał się i nie był w stanie wydusić nawet słowa. Wszyscy się z niego śmiali.

Reklama
Reklama

– Przypomniałam sobie chłopaka, którego maglowałam przed całą grupą. Dotarło do mnie, że robiłam to z zazdrości. Też chciałam być taka nonszalancka i pewna siebie, jak ten chłopak. Obwiniałam system o to, że wrzucał mnie w rolę „grzecznej dziewczynki”. Pominęłam jednak fakt, że to nie wina tego konkretnego licealisty. Oberwało mu się nie za swoje winy.

Jak Maja chciała pomagać też chłopcom

Majka zaczęła dzielić się swoimi wątpliwościami z koleżankami, które wraz z nią prowadzą warsztaty dla nastolatków. – Opowiedziałam im o Adasiu. O swoich wyrzutach związanych z „karaniem mężczyzn” za winy starszych pokoleń. Nie zostałam zrozumiana. Zaczęły tłumaczyć mi, że tak właśnie działa patriarchat. Wpędza kobiety w poczucie winy za każdym razem, gdy chcą zrobić coś dla siebie. To sprawia, że nie walczymy o nasze prawa. Nam żal mężczyzn, im nie jest żal nas. Tak to działa od wieków.

Początkowo Maja dała się przekonać. Kontynuowała prowadzenie warsztatów, ale rozmowa z bratankiem nie dawała jej spokoju. Drążyła, szukała badań i rozmawiała z nauczycielami.

 

Reklama
Reklama

– Moje rozmowy z nauczycielami były różne. Część z nich w ogóle nie widziała problemu. Były młode nauczycielki, które podobnie jak my widziały problemy dziewczynek i na nich się skupiły. Jednak znakomita większość nauczycieli definiowała problem „zahukanych” chłopców. Boją się swojego cienia, nie wiedzą, kim chcieliby być. Ich zdaniem pogubili się w oczekiwaniach, które stawia im świat. Nie mają męskich autorytetów i to utrudnia im budowanie własnej tożsamości. Wpadają w rozliczne problemy. Od tych związanych z nauką po konflikty z rówieśnikami i rodzicami. Wielu z nich mówiło mi wprost – wyprano chłopcom mózgi do tego stopnia, że trudno im być sobą i zrozumieć, czego się od nich oczekuje. My (nauczyciele) pomóc nie możemy, bo komunikatem o winie mężczyzn są obrzucani z każdej strony. Jako społeczeństwo wylaliśmy dziecko z kąpielą.

Jak Maja straciła uznanie koleżanek 

Majka długo się zastanawiała, co z tym zrobić. Doszła ostatecznie do wniosku, że warsztaty, które prowadzi, muszą ulec zmianie. Zaproponowała, żeby przygotować oddzielną ścieżkę dla młodych chłopców i nastolatków.

– Za ten pomysł spotkał mnie ostracyzm. To było absurdalne. Dorosłe kobiety zachowywały się, jakbym je zdradziła. Nie chodziło mi o to, żeby porzucić temat emancypacji kobiet, ale chciałam wprowadzić element, który będzie pomocą dla chłopców. Zaatakowały mnie. To nie była normalna dyskusja, ale złośliwe komentarze, a nawet krzyki. Nazywały mnie obraźliwie i twierdziły, że robię to, żeby przypodobać się mężczyznom. Jakim mężczyznom? Tym 12-latkom, którzy nie wiedzą, co ze sobą zrobić? – pytała z rozżaleniem na spotkaniu.

Maja jednak się nie poddawała, uznała, że jeśli nie da się formalną drogą wprowadzić reform, to spróbuje działać w ramach prowadzonych już warsztatów. Zrezygnowała z odpytywania nastolatków, a postawiła na wymianę doświadczeń między nastolatkami a ich rówieśnikami.

Reklama
Reklama

– Okazało się, że znaczna część problemów jest wspólna. Nie ma różnic, jeśli chodzi o dziewczyny i chłopców. Nastolatki mają te same obawy w związku z mediami społecznościowymi, hejtem, szybko zmieniającym się światem.
Po miesiącu prowadzenia warsztatów w zmienionej formie zaczęła zauważać, że dostaje ich w grafiku coraz mniej.

– Próbowałam ustalić, co się dzieje, dlaczego zabrano mi lekcje. Jako odpowiedź otrzymywałam burknięcia, tylko jedna z koleżanek zdobyła się na odwagę i wprost powiedziała mi, że nie pasuję już do profilu organizacji. Ze swoimi warsztatami mogę zgłosić się do Konfederacji. Tam lubią takie jak ja.

Jak Maja odeszła z organizacji feministycznej 

Maja z organizacją związała wiele lat życia. Wciąż w pełni definiowała się jako feministka. Nie chciała odchodzić. Próbowała przekonywać koleżanki, że zasługuje na miejsce i zaufanie. Udzielała się również w innych projektach skierowanych bezpośrednio do kobiet.

Reklama
Reklama

– Cały czas byłam wykluczona i traktowana jak intruz. Po pół roku takiej szarpaniny zrezygnowałam. Uznałam, że to środowisko jest toksyczne. Jeśli kobiety będą leczyć swoje zranienia, odgrywając się na mężczyznach, to nie doprowadzi do niczego dobrego. Myślę, że to był pewien rodzaj przeniesienia. One doznały krzywd, więc chciały, żeby ktoś za to odpowiedział. Nie mogły znieść tego, że we mnie tej chęci zemsty nie było. Drażniło ich moje pogodzenie się z tym, że żadna zemsta dziejowa się nie wydarzy. Właśnie dlatego mnie odrzuciły.

– Nasze drogi się rozeszły. Czasem coś skomentujemy sobie nawzajem. Pochwalę ich projekt pod postem ze zdjęciami z warsztatów. Zwykle moje miłe komentarze pozostają bez odpowiedzi. Aga przestała prowadzić warsztaty. Zmieniła branżę. Dziś zajmuje się marketingiem i całkiem dobrze sobie radzi. Ostatnio dostała podwyżkę, o której mówi z dumą.

Posłowie do historii Mai 

O problemie nierówności edukacyjnej w szkołach pisał Michał Gulczyński w wydanym przez Klub Jagielloński raporcie „Przemilczane nierówności. O problemach mężczyzn w Polsce”. Według autora pracy chłopcy wypadają znacznie gorzej w testach, które badają umiejętność czytania ze zrozumieniem. To oni zdobywają średnio o 10 p.p. mniej podczas egzaminów ósmoklasisty z języka polskiego oraz o 6 p.p. mniej na maturze z tego przedmiotu niż dziewczynki. Autor poszerza ten kontekst o międzynarodowe badania PISA, w których zachowana jest ta sama prawidłowość. Okazuje się jednak, że to w Polsce różnica jest wyjątkowo duża.

„Podczas gdy różnica między średnimi wynikami chłopców i dziewcząt wynosi 33 pkt. (w OECD: 30), w pierwszym decylu jest to aż 46 pkt. (w OECD: 42), a w ostatnim – 22 pkt. (w OECD: 18)” – zauważa autor raportu i kontynuuje: „Jeszcze wyraźniej widać różnicę w przypadku odsetka osób nieosiągających minimalnego poziomu na teście z czytania – dotyczy to 10 proc. dziewczynek i aż 20 proc. chłopców (w OECD odpowiednio: 18 proc. i 28 proc.). Funkcjonalny analfabetyzm może się przekładać na inne wyniki w nauce, ale przede wszystkim – na dalsze życie zawodowe i funkcjonowanie w społeczeństwie”.

Reklama
Reklama

Kolejny wskaźnik, który autor raportu wziął na warsztat, to powtarzanie klas. Chłopcy 2,5-krotnie częściej niż dziewczynki muszą realizować program z poprzedniego roku. Wiąże się to również z częstszymi wagarami i spóźnieniami. Badacz zauważa też, że w Polsce mężczyźni wyjątkowo często zgadzają się ze stwierdzeniem, że „szkoła była stratą czasu”, a rzadko zgadzają się ze stwierdzeniem, że „staranie się w szkole jest ważne”.
Według Gulczyńskiego nie można wykluczyć, że, tak jak w innych krajach, to chłopcy są gorzej oceniani przez swoich nauczycieli (niezależnie od płci), niż wynikałoby to z ich wyników osiąganych w standaryzowanych testach.

To wszystko prowadzi do rozwarstwienia na dalszym poziomie formalnej edukacji. Dziś według badań w grupie wiekowej 25–34 co druga kobieta (50,3 proc.), a tylko co trzeci mężczyzna (31,3 proc.) kończą studia wyższe.

Dyskusja skupiona na wyzwaniach dotyczących równouprawnienia została zdominowana przez kobiety. Mimo że faktycznie wciąż istnieją przestrzenie systemowej ich dyskredytacji, nie stanowi to usprawiedliwienia dla tworzenia tych, które wykluczają chłopców. Takie działanie przyniesie równie poważne konsekwencje w przyszłości.

Artykuł jest fragmentem książki "Nienawidzę ich! To Polacy mówią na terapiach. Reportaż z podzielonego kraju" Karoliny Olejak. Wyd. Prześwity, 2026. 

Źródło: Zero.pl
Wydawnictwo Prześwity
Wydawnictwo PrześwityUżytkownik