Reklama
Reklama

Reklama

Jak prywatyzuje się polska szkoła. Dekada wywróciła wszystko do góry nogami

Reklama
TYLKO NA

W ciągu dekady liczba dzieci w prywatnych szkołach wzrosła o ponad 80 proc. Uczniowie w niepublicznych placówkach notują dużo lepsze wyniki na egzaminach: średnio nawet o 10 punktów procentowych więcej. Złoty wiek przeżywają korepetycje, a do publicznych szkół wkraczają komercyjne firmy. Zero.pl pokazuje, jak sprywatyzowała się polska edukacja w ciągu ostatnich 10 lat.

artykul-glowne-foto
Państwo oddaje coraz większą kontrolę nad szkołami sektorowi prywatnemu. (fot. Magnific)
  • Ponad 350 tys. uczniów chodzi już w Polsce do szkół niepublicznych. Od lat ta liczba rośnie. Prywatna jest już co dziesiąta szkoła podstawowa i jedna czwarta liceów.
  • Przybywa też uczniów, którzy do tradycyjnej szkoły w ogóle nie chodzą – jest ich ponad 60 tys.
  • Coraz popularniejsze są korepetycje, zwłaszcza z przedmiotów sprawdzanych na egzaminie ósmoklasisty. Rynek może być wart ok. 3 mld zł.
  • Efekty dodatkowych zajęć widać w wynikach egzaminów. Uczniowie zaczynają dzielić się na tych, którym idzie albo bardzo źle, albo bardzo dobrze. Tak było na angielskim, obecnie jest również na matematyce.
  • Szkoły niepubliczne mają średnio lepsze wyniki z egzaminów ósmoklasisty.
  • Komercyjne firmy przejmują kolejne obszary nawet w publicznych szkołach – wycieczki obsługują profesjonalne biura podróży, a elektroniczne dzienniki – firmy dostarczające oprogramowanie.

Reklama

– Zadaniem szkoły jest wyrównywanie szans pomiędzy dziećmi uboższymi i dziećmi bogatszymi. Zadaniem szkoły jest zadbanie o to, by dzieci z obszarów nieuprzywilejowanych, odległych od centrum, miały takie same szanse na rozwój, dostęp do kultury, ale również do pełnej wiedzy, jak dzieci z obszarów uprzywilejowanych – mówiła Barbara Nowacka w Sejmie, kiedy jako posłanka opozycji w 2022 r. krytykowała tzw. ustawę Lex Czarnek. 

Prawo, które miało dać kuratorom niemal pełną władzę nad szkołami, nie weszło w życie, zawetowane przez prezydenta Andrzeja Dudę. Ale i tak polska szkoła coraz mniej nastawiona jest na wspomniane wyrównywanie szans. Również teraz, kiedy nastąpiła zmiana władzy i to Barbara Nowacka szefuje Ministerstwu Edukacji Narodowej.

Szkoły prywatne to inwestycja rodziców

359 tys. – tylu uczniów w ubiegłym roku szkolnym chodziło do niepublicznych szkół. Rynek rośnie od lat, w ciągu dekady ta liczba niemal się podwoiła. Niepubliczna jest już co dziesiąta szkoła podstawowa i niemal jedna czwarta liceów. Ponad 60 tys. uczniów korzysta natomiast z edukacji domowej. Dziecko jest co prawda zapisane do szkoły, ale kształci się w domu, a placówka ma obowiązek zorganizowania mu egzaminów potwierdzających wiedzę. Większość z tych uczniów zapisana jest do prywatnej Szkoły w Chmurze, założonej przez twórcę platformy Chomikuj.pl. 


Reklama

Szkoły niepubliczne są prowadzone między innymi przez stowarzyszenia, Kościół i komercyjne spółki. Czesne jest bardzo różne – stawki wahają się od tysiąca złotych w mniejszych miejscowościach do nawet kilku czy kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie. 


Reklama

Prywatne placówki koncentrują się głównie w dużych ośrodkach miejskich. W samej Warszawie kształci się w nich prawie 60 tys. osób. Według sondażu SW Research dla Zero.pl jedna czwarta Polaków uważa, że szkoły niepubliczne są lepsze niż państwowe. 

Badanie zostało zrealizowane w dniach 05.05–06.05.2026 przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on‑line (CAWI – Computer‑Assisted Web Interview) na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 835 ankiet z ogólnopolską próbą dorosłych. Zastosowano dobór kwotowy – próba była reprezentatywna ze względu na łączny rozkład płci, wieku i klasy wielkości miejscowości zamieszkania. (fot. Zero.pl)

Przeczytaj pozostałe teksty ze specjalnego bloku Zero.pl poświęconego prywatyzacji sektora edukacji:


Reklama


Reklama

Polacy wierzą w szkoły niepubliczne

Skąd taka popularność niepublicznej oświaty? – Rozwój szkół społecznych i prywatnych w latach 90. miał inny sens niż dzisiaj. Wtedy chodziło o przełamanie monopolu odziedziczonego po PRL. W pierwszej połowie lat 90. powstawały głównie szkoły społeczne, takie jak STO, prowadzone przez stowarzyszenia rodziców i nauczycieli. Z czasem, wraz z bogaceniem się części społeczeństwa, sektor zmienił charakter: prywatne szkolnictwo stało się rodzajem inwestycji edukacyjnej klasy średniej – uważa dr hab. Ryszard Szarfenberg, profesor Uniwersytetu Warszawskiego zajmujący się polityką społeczną. – Udział uczniów w niepublicznych podstawówkach wzrósł z około 3 proc. w 2010 r. do ponad 6 proc. pod koniec dekady, a w liceach prawie się podwoił. Co istotne – wśród szkół niepublicznych systematycznie rośnie udział tych prowadzonych przez podmioty komercyjne, a nie stowarzyszenia czy organizacje wyznaniowe – dodaje. 

Inwestycja w niepubliczną oświatę może stwarzać nadzieję, że uczniowie poradzą sobie lepiej na egzaminach, a zatem później trafią do szkoły ponadpodstawowej, która solidniej przygotowuje do matury. Co za tym idzie – w zasięgu znajdą się lepsze studia. Dane Centralnej Komisji Egzaminacyjnej wskazują, że w szkołach niepublicznych średnie wyniki egzaminów ósmoklasisty są o kilka punktów procentowych wyższe niż w publicznych. 


Reklama

Dyskusyjne jest jednak, czy za te rezultaty odpowiada ponadprzeciętna praca szkół, czy precyzyjna selekcja kandydatów na starcie. Szkoły niepubliczne mogą przeprowadzić testy czy egzaminy wstępne. Rejonowe publiczne podstawówki są otwarte dla wszystkich dzieci z określonego terenu. 


Reklama

Niepokojąca zagadka w egzaminach ósmoklasisty

Wpływu pieniędzy rodziców nie da się jednak pominąć. W 2022 r. badaczy edukacji zaniepokoiły wyniki egzaminu ósmoklasisty z matematyki. O ile do tej pory wykres z wynikami prezentował się podobnie jak w przypadku języka polskiego – najmniej uczniów napisało bardzo źle lub bardzo dobrze, większość plasowała się mniej więcej w środku – o tyle nagle zaczął przypominać rozkład wyników z języka angielskiego. Duża część uczniów miała wyniki fatalne, w środku był dołek, a później znów górka, która pokazuje, że spora grupa uczniów z sukcesem rozwiązuje większość zadań. Taki układ trwa do dziś. 

Były już szef CKE, dr Marcin Smolik, tłumaczył w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”, że taki stan rzeczy może być wynikiem okrojonego materiału (po pandemii odpuszczono uczniom najtrudniejsze zadania) albo korepetycji. Inni zrzucali winę na źle ułożone testy. 


Reklama

– Wyniki egzaminu ósmoklasisty nie dają jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o wzrost rozwarstwienia osiągnięć uczniów – przyznaje rzecznik państwowego Instytutu Badań Edukacyjnych (IBE), Ryszard Kamiński. 


Reklama

Dodaje: – Na poziom osiągnięć uczniów, jak i na skalę nierówności edukacyjnych wyraźnie wpłynęła pandemia COVID-19. Polska należała do krajów o najdłuższym okresie zamknięcia szkół i nauki zdalnej. Jednocześnie międzynarodowe analizy pokazują, że skutki pandemii najmocniej odczuli uczniowie z mniej uprzywilejowanych środowisk. Różnice dotyczyły dostępu do sprzętu cyfrowego, warunków do nauki w domu, wsparcia rodziców czy możliwości korzystania z dodatkowej pomocy edukacyjnej. Część rodzin była w stanie kompensować straty edukacyjne poprzez korepetycje i dodatkowe zajęcia, część nie miała takich możliwości.

Co trzecia rodzina opłaca korepetycje 

Na przykładzie tych dwóch wykresów dr Jan Oleszczuk-Zygmuntowski z Polskiej Sieci Ekonomii tłumaczy licealistom na zajęciach zjawisko nierówności społecznych. – Zwykle ciężko jest wyjaśnić je tak młodym ludziom, bo to dla nich abstrakcja. Ale trafia do nich, kiedy mówię: jeśli nie będziecie w tym drugim garbie, po prawej stronie, nie macie szans na dobre studia i dobrą pracę. To dociera. 

Większe szanse, by się w nim znaleźć – wiemy to z badań edukacyjnych – mają dzieci z domów, gdzie rodzice gromadzą duże księgozbiory lub ojciec ma wyższe wykształcenie. Łatwiej też trafić do niego, kiedy mieszka się w dużym mieście. Jak wynika z analizy badaczy z IBE, uczniowie z dużych miast mają dziesięciokrotnie większe szanse na dostanie się do topowego liceum niż ci ze wsi. 


Reklama

Pomaga także, gdy rodziców stać na czesne w szkole niepublicznej lub korepetycje. 


Reklama

W tym roku szkolnym co trzeci rodzic zadeklarował, że opłaca dziecku takie dodatkowe lekcje. Średnia cena godziny, według analizy serwisu ogłoszeniowego e-korepetycje.net, wynosi ok. 77 zł. Najdroższe są zajęcia z matematyki i informatyki, mniej trzeba zapłacić za przedmioty humanistyczne. Najpopularniejsze są przedmioty, z których dzieci piszą egzamin ósmoklasisty. 

Zakładając, że uczeń ma godzinę korepetycji tygodniowo przez 25 tygodni (mniej więcej tyle wypada w roku szkolnym tygodni roboczych), można ostrożnie oszacować, że rynek korepetycji wart jest co najmniej 3 mld zł rocznie. 

A to nie koniec, bo aż 80 proc. rodziców deklaruje, że płaci za jakiekolwiek zajęcia dodatkowe. To lawinowy wzrost – dekadę temu, już po wprowadzeniu programu 500+, opłaty deklarowało o jedną piątą rodziców mniej. Według danych CBOS za zajęcia dodatkowe rutynowo płacą rodzice z wyższym wykształceniem. Częściej za takie zajęcia płaci się w mieście niż na wsi.


Reklama


Reklama

Wycieczka od biura podróży, obiad z cateringu

Komercyjne firmy coraz mocniej są obecne także w szkołach publicznych. Zajmują się one na przykład wycieczkami szkolnymi. Kiedyś organizowali je sami nauczyciele, dziś po prostu decydują się na oferty wyspecjalizowanych biur podróży. Ceny trzydniowej zielonej szkoły na terenie Polski zaczynają się od około tysiąca złotych.

Nauczycielom trudno się dziwić, że nie podejmują się organizowania wyjazdów, bo to dla nich dodatkowa praca, za którą nie dostają wynagrodzenia. Zmian w tym obszarze domaga się zresztą Związek Nauczycielstwa Polskiego, który w kwietniu tego roku przedstawił propozycję, by kierownicy wycieczek dostawali dodatki funkcyjne. Zwłaszcza że reforma programów szkolnych, nad którą pracuje właśnie resort edukacji, zakłada jeszcze więcej wyjść. 

Prywatne już od lat są także szkolne kuchnie. Dyrektorzy decydowali o ich likwidacji i zastąpieniu obiadami przygotowywanymi przez firmy cateringowe. – Sektor publiczny coraz więcej usług zleca na zewnątrz w logice nowego zarządzania publicznego, gdzie głównym argumentem są niższe koszty. Tyle że NIK kilkakrotnie pokazywał, że gdy szkoła rezygnuje z własnej kuchni, cena posiłku rośnie ponad dwukrotnie i jednocześnie spada frekwencja obiadowa: z 53 proc. w szkołach z własną kuchnią do niespełna 8 proc. w modelu ajencyjnym. To nie jest zwykłe kontraktowanie usługi, tylko przerzucenie kosztów z budżetu publicznego na rodziców, czyli prywatyzacja finansowania – ocenia dr hab. Ryszard Szarfenberg. 


Reklama

We wrześniu 2025 r. posłowie Razem złożyli w Sejmie projekt ustawy, który nakazywał zapewnienie przynajmniej jednego ciepłego posiłku bezpłatnie dla chętnych dzieci w każdej szkole. Projekt został skierowany do sejmowych komisji. I utknął.


Reklama

Problemy z e-dziennikami i rynek na 40 mln zł 

Państwo oddało też w ręce komercyjnych firm dostęp do danych uczniów – to w programach typu Librus i Vulcan nauczyciele układają plany lekcji i wystawiają oceny. A firmy dostarczające takie oprogramowanie stworzyły system, w którym na jednym produkcie zarabiają kilka razy. 

Po pierwsze, za dostęp do narzędzi płaci samorząd, który kupuje licencję na produkt. A państwo nie ma pojęcia, ile tak naprawdę kosztuje gminy używanie e-dzienników. Przyznała to wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer w odpowiedzi na interpelację poselską Grzegorza Płaczka (Konfederacja). Wie tylko, że korzystanie z nich zadeklarowało 11,6 tys. szkół oraz 6,1 tys. przedszkoli. Z ostrożnych wyliczeń, które w 2023 r. przedstawił „Dziennik Gazeta Prawna”, wynikało, że samorządy płacą za licencje 40 mln zł rocznie. 


Reklama

Rodzice za dostęp do danych uczniów płacić według prawa nie mogą. Firmy stosują więc wybieg – udostępniają bezpłatną wersję w przeglądarkach i aplikację z bardzo podstawowymi funkcjami. Ale by mieć dostęp do funkcji dodatkowych – takich jak na przykład usprawiedliwienia w Vulcanie czy wiadomości w Librusie – trzeba zapłacić za rozszerzenie. Kwoty wahają się w przedziale 30-40 zł rocznie za ucznia. Potencjał rynkowy jest więc ogromny – w Polsce uczy się ponad 4 mln dzieci. 


Reklama

MEN przez lata nie przyjęło nawet standardów działania takich programów. Kiedy więc w styczniu 2026 r. doszło do włamania do e-dziennika w Otwocku, przedstawiciele Librusa tłumaczyli, że nie ma tam obowiązku posługiwania się uwierzytelnianiem dwuetapowym, co dziś jest podstawą bezpieczeństwa aplikacji. 

Po protestach rodziców oraz posłów Konfederacji i Razem resort edukacji ma przedstawić publiczną alternatywę dla komercyjnego e-dziennika. Pracuje nad nią Centralny Ośrodek Informatyki. We wrześniu 2027 r. ma ruszyć pilotaż. Będzie można zobaczyć oceny ucznia, plan lekcji i informacje o frekwencji. 

Partia chciałaby odebrać dofinansowanie szkołom niepublicznym

– Nie widzę dziś strukturalnego myślenia o tym problemie ani na poziomie rządu, ani samego resortu edukacji. Debata o oświacie od lat kręci się wokół tych samych sporów: jakie mają być lektury, czy matematyka ma być obowiązkowa na maturze, ile ma być klas na jakim poziomie. Natomiast pytanie o to, jak duży udział w systemie powinny mieć szkoły prywatne i społeczne oraz jakie to ma skutki dla nierówności edukacyjnych, właściwie nie istnieje w głównym nurcie dyskusji. Zauważmy: nawet Obywatelski Pakt dla Edukacji z 2022 r., najpełniejsza propozycja środowiska społecznego z ostatnich lat, pomija ten wątek. Ostatnim rządowym dokumentem, który próbował to systemowo określić, była wstępna koncepcja reformy z 1998 r. – ocenia dr hab. Szarfenberg. 


Reklama

Pewien ferment wzbudziła w lutym tego roku młodzieżówka Razem. W mediach społecznościowych opublikowała postulat, by zakazać finansowania szkół prywatnych z publicznych pieniędzy (dziś dostają one dotację w zależności od liczby uczniów). 


Reklama

Zwolennicy pomysłu uważają, że państwo powinno przede wszystkim inwestować w szkoły publiczne, a prywatna edukacja nie powinna być wspierana z budżetu. Krytycy odpowiadają, że pieniądze „idą za uczniem”, a szkoły niepubliczne często odciążają system i bywają tańsze dla państwa. 

Ostrzegają też, że nagłe odcięcie finansowania mogłoby wywołać chaos organizacyjny i – paradoksalnie – zwiększyć nierówności.


Reklama