Reklama

„Dlaczego nie widzę, skoro Bóg mnie kocha?”. Siostra Marta wspiera niewidome nastolatki

Reklama
TYLKO NA

„Gdyby Pan Bóg był, to ja bym nie była niewidoma. Gdyby Pan Bóg był, moi rodzice by się nie rozeszli. Jak siostra może mówić, że Pan Bóg mnie kocha, skoro jestem ślepa?” – z takimi słowami mierzy się siostra Marta Skoczylas. Poznajcie kobietę, która prowadzi internat dla 62 niewidomych dzieci w Laskach pod Warszawą.

Siostra Marta na co dzień pracuje z niewidomymi dziećmi.
Siostra Marta kieruje internatem w Laskach. (fot. PAP/ Albert Zawada, Zero.pl)
  • Siostra Marta Skoczylas prowadzi internat dla 62 niewidomych dzieci w Laskach pod Warszawą – od przedszkolaków po dwudziestolatki.
  • Jako 16-latka przyjechała ze wsi na Podkarpaciu zobaczyć Warszawę – i już nie wróciła do dawnego życia. Porzuciła ścieżkę naukową dla habitu.
  • W internacie nie omija się trudnych tematów – pierwszej miłości, miesiączki, złości na los i pytań o Boga, na które nie ma gotowych odpowiedzi.
  • Jej filozofia wychowania to „dać buty, nie dywan” – przygotować dzieci do prawdziwego życia, nie chronić je za szklaną ścianą.
  • Dwa lata spędziła na misji w Rwandzie. Wróciła z przekonaniem, że pragnienie bycia ważnym dla kogoś jest uniwersalne – niezależnie od miejsca na świecie.

Reklama

Siostra Marta Skoczylas siedzi naprzeciwko mnie i mówi spokojnie, że chusteczki na kaloryferze to nie przypadek. – W przeróżnych sytuacjach po prostu ich potrzebuję. I to dla dorosłych, i dla dzieci. Bo życie naprawdę nie jest proste.

Kobieta jest kierowniczką internatu dziewcząt w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych w Laskach pod Warszawą. Wraz z innymi siostrami ma pod opieką 62 osoby, głównie dziewczynki – od siedmioletniej Weroniki po dwudziestoczterolatki stojące przed pierwszymi poważnymi decyzjami życia dorosłego.

Nie bali się życia

Nosi brązowy habit. Przygodę z Laskami zaczyna jako 16-letnia Ewelina ze wsi na Podkarpaciu, która przyjeżdża do Warszawy z koleżanką zobaczyć, jak wygląda wielkie miasto. Zatrzymują się w bazie noclegowej sióstr.


Reklama

– Spotkałam się pierwszy raz z osobami niewidomymi. Zrobiło to na mnie duże wrażenie. Dobrze, że są tacy samodzielni, że nie boją się życia. Grali na instrumentach, uczyli się masażu, mieli plany – wspomina w rozmowie z Zero.pl. 


Reklama

Jedna z sióstr opowiada im o matce Elżbiecie Czackiej – założycielce Lasek, kobiecie, która jako dwudziestodwulatka traci wzrok i zamiast się załamać, buduje coś, co trwa do dziś.

– Siostra opowiadała o Matce Elżbiecie jak o kimś, kto po prostu tu jest. Bo miejsce, które stworzyła ta wyjątkowa kobieta, żyje, mimo że jej już od dawna tu fizycznie nie ma.

Wówczas jeszcze jako Ewelina zachwyca się jej spojrzeniem na życie. Tym, że była mistyczką, ale twardo stąpającą po ziemi. Tym, że sama doznała ogromnego cierpienia i nie złamało jej to.


Reklama

Nastolatka wraca do domu z zakładką brajlowską i z czymś nieokreślonym, co przez kolejną dekadę nie daje jej spokoju.


Reklama

Studiuje pedagogikę na KUL w Lublinie. Robi wolontariaty, jeździ na obozy. Wreszcie wraca do Lasek – już nie z doskoku, ale jako znajoma, praktykantka, towarzyszka na wyjazdach wakacyjnych.

Droga akademicka otwiera jej się sama: seminarium doktoranckie, zajęcia ze studentami z tyflopedagogiki, stypendium rektorskie. – I jednocześnie ja w głębi serca wiem, że to nie to. Po prostu, że się w tym duszę.

Gdy wysiada w Laskach z walizką – tym razem na dobre – ma 26 lat.


Reklama

Od przedszkolaków po dwudziestolatki

W internacie jest teraz 45 dziewcząt i – od września – chłopcy z jednego piętra, którzy właśnie dołączają pod jej opiekę. W sumie 62 osoby. Od przedszkolaków po dwudziestolatki.


Reklama

– Znam wszystkich z imienia i nazwiska. To są poszczególne osoby z różnymi historiami rodzinnymi.

Wie, co lubią. Czego się boją. Co je denerwuje. Jedna z pierwszych dziewcząt, które pamięta z początków swojej pracy w internacie, była jednooczna od urodzenia, chodziła do szkoły niedaleko miejsca zamieszkania. A potem dochodzi do wypadku – na WF-ie piłka do koszykówki uderza dziecko w twarz i uszkadza jedyne widzące oko, w wyniku czego odkleja się w nim siatkówka. Kilka lat walki kończy się całkowitą utratą wzroku.

– To po prostu miało być inaczej. Ale dla mnie ta dziewczyna jest przykładem odwagi i walki o siebie. Nie poddała się. Dziś jest masażystką. Piękną, wartościową kobietą – siostra Marta mówi o niej ze spokojem, który nie jest obojętnością. To coś innego – dojrzała obecność.


Reklama

„Jak mama przyjdzie, to mnie nie pozna”

Kiedy pytam, jak buduje zaufanie z dzieckiem, które nie widzi, odpowiada bez wahania: – Przez całokształt. Pierwsze to zainteresowanie. Dowiedzenie się czegoś o jego historii. Jaka jest sytuacja zdrowotna, bo inaczej funkcjonuje dziecko ze stabilnym wzrokiem, a inaczej, kiedy wzrok się pogarsza. Jakie są jeszcze jakieś dolegliwości bólowe, zmęczenie.


Reklama

Istotne są też małe rzeczy. Urodziny. Imieniny. Wspólne wieczory tematyczne raz w miesiącu – 62 osoby razem. Między spotkaniami grupy żyją swoim rytmem, mają swoje wychowawczynie, pokoje. Starsze dziewczyny przychodzą czasem do młodszych i organizują im czas. Budzą się przy tym instynkty, o których same nie wiedziały.

– Mają świetne pomysły na dotarcie do młodszych koleżanek. I czują się wtedy ważne. Potrzebne.

W zeszłym roku warsztaty makijażu. Siedmioletnia Weronika siada przed specjalistką, nakłada kosmetyki i pyta: – Jak ja wyglądam? Ale na plus? O ile lat jestem starsza? Jak mama przyjdzie, to mnie nie pozna.


Reklama

– To była wspaniała okazja do pobycia razem – wspomina siostra Marta i przez chwilę słychać, że to nie slogan, że naprawdę tak myśli.


Reklama

Internat nie jest zamiast domu

Siostra cieszy się też, gdy dzieciaki zaczynają rozrabiać. To znaczy, że czują się bezpiecznie.

– W szkole jest rygor, oceny. A tutaj – jak w domu. Jak dziecko w szkole jest super, a w domu daje w kość, to dobrze. Ma gdzie odreagować. I my się skupiamy wtedy, jak mu to umożliwić, a nie jak je za to ukarać.

Jeden z budynków ośrodka w Laskach. (fot. Wojciech Olkusnik / East News)


Reklama

Internat nie zastępuje domu. Moja rozmówczyni powtarza to kilka razy. Pierwszy dom zawsze jest pierwszy. Tu podopieczni mają bezpieczną przystań, drugie miejsce, nie zamiennik.


Reklama

– Rodzice nam ufają, zostawiając tutaj swoje dzieci. Czujemy brzemię odpowiedzialności. My jesteśmy ich współpracownikami. I jeśli się da, chcemy podpowiedzieć, co i jak. Bo to oni są tymi pierwszymi i to do nich dzieci wrócą.

Normalność młodości

Dojrzewanie, pierwsze miłości, miesiączka, złość na los. W internacie nic się nie omija.

– Boże, ile razy powiedziałam, że jestem kobietą – śmieje się siostra Marta. – Któraś z dziewczynek się zawstydziła, bo na spodniach było widać plamę krwi. A ja mówię: miesiączka to zupełnie normalna sprawa dla każdej kobiety. Słyszę: „To siostra też tak ma?”. No, też jestem kobietą. Tak jak ty.


Reklama

O nastoletniej miłości mówi z podobną bezpośredniością. – Piętnaście minut nie odpisał na SMS-a i już koniec świata. Ale to normalność młodości.


Reklama

Dziewczyny pytają siostrę o jej wcześniejsze zauroczenia. – Mówię, że tak – oczywiście, że się zakochiwałam. I że to jest coś normalnego. I że wybór, którego dokonałam też był wyborem miłości.

Słyszę, że to nie jest odpowiedź unikowa. To przekonanie kogoś, kto naprawdę tak myśli.

W Laskach siostry długo rozmawiają z podopiecznymi o szacunku do siebie. O tym, żeby nie dać się źle traktować. O tym, że zabieganie o uczucie nie powinno nie liczyć kosztów.


Reklama

– Dzieci mają różne wzorce z domu. I to jest trudne. Ale właśnie dlatego rozmawiamy – i indywidualnie, i grupowo. Bo, paradoksalnie, o niektórych rzeczach lepiej powiedzieć wszystkim razem. Kiedy dziewczyna myśli, że tylko ona ma taki problem, a tu się okazuje, że i ta koleżanka, i tamta czują podobnie.


Reklama

„Będę dziś o tobie pamiętać”

Najtrudniejsze rozmowy są o akceptacji własnego ciała. O tym, że się nie widzi.

– To taki moment, kiedy naprawdę dociera do nich ich sytuacja życiowa. I to nie jest do zbagatelizowania. Powiedzenie: „ale zobaczcie, ile rzeczy możecie” – to pomniejszenie.


Reklama

Siada wtedy z dziewczyną. Słucha. Nie naprawia. Pyta: co ty sama możesz zrobić, żeby było inaczej? Czy masz jakiś pomysł?


Reklama

– Czasem wystarczy powiedzieć: będę dzisiaj o tobie pamiętać. I dla nich to jest naprawdę ważne. Że ktoś o mnie pomyśli. Jest ze mną. W ogóle to ma ogromne znaczenie – nie tylko dla dzieciaków, dla dorosłych tak samo.

Granica między opiekunką a kimś bliskim jest cienka i siostra Marta wie o tym doskonale. Pilnuje jej – ale nie chłodno.

– Przy nierozważnym nawiązywaniu relacji z tego będzie więcej krzywdy niż pożytku. Jak ja się na coś umawiam i potem zapominam – to świadczy, że mi nie zależy. A tutaj te ramy relacji są bardzo ważne.


Reklama

Siostra Marta na co dzień mieszka w Laskach pod Warszawą. (fot. Zero.pl)

Zdarza się, że dziewczyna powierza jej coś, o czym siostra Marta – jak zaznacza – wolałaby nie wiedzieć. Bo wiąże się z działaniem. Z rozmową z psychologiem, z rodzicami, z trudną konfrontacją.

– Wtedy mówię: bardzo się cieszę, że mi powiedziałaś. Ale wiesz, ja nie mogę tego zostawić dla siebie. Musimy coś z tym zrobić.

I dodaje: – O wielu rzeczach wiem, ale nie zawsze daję dzieciom znać. Bo to jest tajemnica człowieka. Ona zdecydowała się podzielić tym z kimś innym. I ja to szanuję.


Reklama

Pytania bez gotowych odpowiedzi

Są w internacie i takie rozmowy, po których zostaje się z niczym.


Reklama

– Gdyby Pan Bóg był, to ja bym nie była niewidoma. Gdyby Pan Bóg był, moi rodzice by się nie rozeszli. Jak siostra może mówić, że Pan Bóg mnie kocha, jak jestem ślepa?

Na te pytania nie ma gotowych odpowiedzi. Siostra Marta tego nie ukrywa. – Ja ci nie umiem powiedzieć, dlaczego. Jest to jakaś tajemnica, dlaczego ja widzę, a ty nie. Nie wiem. Ale wierzę, że masz w sobie coś, co pozwoli ci przez to przejść.

To nie jest unik. To, jak zaznacza, jedyne uczciwe zdanie, jakie można powiedzieć.


Reklama

Dwa lata w Afryce

W 2020 r., trzy tygodnie po złożeniu ślubów wieczystych, siostra Marta leci do Rwandy. To też nie jest jej plan.


Reklama

– Przychodząc do zgromadzenia, powiedziałam, że mogę robić wszystko, ale na misję raczej nie pojadę.

Los kieruje ją jednak inaczej. W Afryce, w środku pandemii, spędza dwa lata. Niewidome dzieci doceniają każdy drobiazg. Radość z rzeczy najprostszych. Chęć nauki, bo – jak mówi – to da przyszłość, to ma sens.


Reklama

Tamtejsze dzieci mają głównie dysfunkcję wzroku, bez dodatkowych sprzężeń. Są sprawne, żywiołowe, głodne świata.


Reklama

Patrząc na nie, siostra Marta myśli o Laskach. O tym, że to samo pragnienie – bycia, rozumienia, znaczenia dla kogoś – jest wszędzie. – To, co mówiła Matka Czacka, jest uniwersalne. Sprawdza się w Polsce, sprawdza się w Rwandzie, sprawdza się w Indiach.

Dać buty, nie dywan

Wychowanie i wykształcenie idą w Laskach w parze. To był zamysł od początku – nie przetrzymać kogoś przez kilka lat za szklaną ścianą, a potem wypuścić nieprzygotowanego w brutalne zderzenie z rzeczywistością. Dać narzędzia. Buty, nie dywan.

– Kiedyś czytałam u Anthony’ego de Mello: jeśli chcesz ochronić stopy, łatwiej ci będzie założyć buty niż pokryć dywanem cały świat. I dla mnie to jest właśnie to, do czego my tu dążymy.


Reklama

Są klasy, są oceny, jest technikum masażu, są kierunki studiów. Jest też cały dział absolwentów pomagający wybrać ścieżkę, złożyć wnioski o orzeczenie o niepełnosprawności, zrozumieć, jak działa renta, jak wylądować miękko po wyjściu.


Reklama

– Niektórzy mówią: pokażcie nam świat osób niewidomych. Ale to jest ten świat, w którym żyjemy – wspólny. Osoba z dysfunkcją wzroku i osoba widząca. Nie możemy tworzyć fikcji, że coś jest innego.

W Laskach nie zapominają o tych, którzy wyszli z internatu. Absolwentka urodziła dziecko – wychowawczyni pomogła skompletować wyprawkę. Ktoś się przeprowadza i potrzebuje garnków. Ktoś inny chce po prostu przyjść i posiedzieć.

– Oni tu mają swoje miejsce. Zawsze.


Reklama

Cisza i las

Praca w takim środowisku potrafi przebodźcować. Co wtedy? Siostra Marta wychodzi do lasu.


Reklama

– Skoczylas skacze do lasu – mówię, uśmiechając się.

– Dokładnie – odpowiada mi tym samym.

Spacer między drzewami, cisza, samotność. Raz w miesiącu dzień skupienia – każda z sióstr ma taki zaplanowany, żeby wrócić do siebie, żeby nie stępić się w codziennym działaniu.


Reklama

– Jak się o tym pamięta, to dobrze. Jak się o tym zapomni, rzeczywistość bardzo szybko przypomina.


Reklama

Wieczory z siostrami, dzielenie się trudnościami. Czasem wystarczy drobiazg od pracownika świeckiego – niespodzianka, pytanie jak leci.

– Ja się śmieję, że żeby się najeść, nie potrzebujesz całego bochenka. Wystarczy ci kromka chleba. I tego też się uczę – cieszenia się z małych rzeczy. To daje siłę na dalszą drogę.

Radość, spontaniczność, proste rzeczy

Czego nauczyły ją dzieci? – Niepoddawania się. Radości – takiej czystej i szalonej. Spontaniczności, że nie trzeba dużo, żeby zorganizować coś ciekawego. Zadziwienia prostymi rzeczami. Szukania okruchów dobra w codzienności.


Reklama

Siostra Marta milknie na chwilę.


Reklama

– Nie mam czegoś takiego, że mam czas, kiedy jestem w pracy, i mam czas, kiedy jestem po pracy. Dla mnie to jest tak, że chcę być ciągle tutaj. Chcę być częścią tego. Jestem kierowniczką internatu, ale jak cokolwiek rozsypie się na ścieżkę, to idę, biorę miotłę i to zamiatam. Bo to mój dom.

Różne etapy

Pod koniec rozmowy pytam, co by powiedziała szesnastoletniej Ewelinie, gdyby mogła ją teraz spotkać.

Chwila ciszy.


Reklama

– Zapytałabym, czy spodziewała się, że tutaj odnajdzie sens swojego życia. I powiedziałabym jej: dziękuję, że jesteśmy razem. Bo ja nie dzielę życia na to, co było po świecku i na to, co jest teraz. To cały czas moje życie – tylko różne jego etapy. Gdyby nie było Eweliny, nie byłoby siostry Marty.


Reklama

Uśmiecha się.

– Siostry się ze mnie czasem śmieją. Pytają: z kim to zrobisz, siostro Marto? A ja mówię: pójdę z Eweliną. Najlepsze towarzystwo.

Przez chwilę patrzymy obie przez okno. Na zewnątrz pierwsze wiosenne słońce pada na stare drzewa. Gdzieś w głębi ośrodka słychać głosy dzieci wracających po zajęciach do internatu.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Aleksandra Cieślik
Aleksandra CieślikReporterka i wydawczyni

Reklama