„Sprawiedliwości stało się zadość” – tak Michał Wiśniewski skomentował prawomocny wyrok sądu apelacyjnego, który uniewinnił go od zarzutów dotyczących rzekomego wyłudzenia kredytu w SKOK-u Wołomin. Tym samym zakończyła się jedna z najgłośniejszych spraw dotyczących polskiego show-biznesu ostatnich lat. Drobny wkład w pozytywne rozstrzygnięcie dla Wiśniewskiego miał Kanał Zero.

- Sąd apelacyjny prawomocnie uniewinnił Michała Wiśniewskiego od zarzutów dotyczących rzekomego wyłudzenia.
- Lider Ich Troje od początku przekonywał o swojej niewinności i podkreślał, że regularnie spłacał zobowiązania wraz z odsetkami.
- Po ogłoszeniu wyroku artysta podziękował Krzysztofowi Stanowskiemu i Kanałowi Zero za nagłośnienie jego historii.
– To właśnie w Godzinie Zero u Krzysztofa Stanowskiego Michał Wiśniewski opowiedział swoją historię. Historię, której nie dał wiary sąd wskazując artystę na półtora roku bezwzględnego więzienia i 80 tys. zł grzywny – przypomniał Jakub Szymczuk w komentarzu na Kanale Zero.
Sąd apelacyjny całkowicie zmienił wcześniejszy wyrok skazujący wobec lidera zespołu Ich Troje. W ustnym uzasadnieniu sędzia podkreślił, że apelacje obrońców okazały się skuteczne, a większość podniesionych zarzutów była zasadna.
Prokuratura zarzucała artyście wyłudzenie pożyczki w wysokości 2,8 mln zł poprzez podanie nieprawdziwych informacji o swoich dochodach. Teraz sąd apelacyjny uznał, że w sprawie nie doszło do oszustwa.
„Ten kraj nie ma mózgu”. Jak Polska marnuje KPO
Wiśniewski od początku przekonywał o swojej niewinności
Artysta od lat twierdził, że padł ofiarą błędnych ocen oraz niezrozumienia realiów funkcjonowania branży muzycznej w szczycie jego kariery. Podczas procesu podkreślał, że w połowie lat 2000 zarabiał ogromne pieniądze, czego, jego zdaniem, nie uwzględniono ani w śledztwie, ani w pierwszym wyroku.
Wiśniewski przypominał między innymi o kontraktach reklamowych, trasach koncertowych i dużych wpływach z działalności artystycznej. W sądzie wskazywał również, że dokument będący podstawą aktu oskarżenia nie został przez niego samodzielnie wypełniony.
– W swoim PIT miałem ponad milion złotych dochodu. Nie było tam ani krzty kłamstwa – przekonywał.
Centralnym punktem całej sprawy była pożyczka przeznaczona na inwestycję w warszawski klub nocny „Ekstrawaganza”. Jak relacjonował artysta, przedsięwzięcie okazało się finansową katastrofą.
Wiśniewski przyznawał, że nie miał doświadczenia biznesowego, a dodatkowo zmagał się wówczas z chorobą alkoholową oraz problemami związanymi z zarządzaniem finansami. Ostatecznie inwestycja doprowadziła do spirali długów, utraty majątku oraz upadłości konsumenckiej ogłoszonej w 2016 r.
W trakcie procesu obrona podkreślała jednak kluczowy argument: artysta regularnie spłacał zobowiązania, a łączne wpłaty przekroczyły kwotę pożyczki wraz z odsetkami. Zdaniem obrońców trudno było więc mówić o klasycznym mechanizmie oszustwa.
To Bruksela wyznaczy nowe cele dla Polski? Nieoficjalnie: takie są skutki decyzji Tuska
Emocjonalne wystąpienie w sądzie
Jednym z najmocniejszych momentów całego procesu było końcowe wystąpienie Michała Wiśniewskiego przed sądem apelacyjnym. Muzyk mówił nie tylko o finansach, ale przede wszystkim o konsekwencjach medialnej nagonki dla swojej rodziny.
– Chciałbym podziękować z tego miejsca głównie Krzyśkowi Stanowskiemu za to, że uwierzył we mnie, jak nikt nie chciał ze mną rozmawiać, zrobił materiał – podkreślał artysta po ogłoszeniu wyroku.
Artysta podkreślał również, że zależy mu przede wszystkim na oczyszczeniu nazwiska dla swoich dzieci, a nie na osobistej satysfakcji. Po ogłoszeniu wyroku Wiśniewski położył głowę na ławce i rozpłakał się.
Cała historia odbiła się szerokim echem nie tylko w mediach, ale również w debacie dotyczącej działania polskiego wymiaru sprawiedliwości. W swoim komentarzu Szymczuk zwrócił uwagę, że skoro wieloletni proces dotknął osobę posiadającą rozpoznawalność, środki finansowe i dostęp do mediów, to przeciętny obywatel mógłby mieć jeszcze trudniejszą walkę o swoje prawa.
Wyrok sądu apelacyjnego jest prawomocny i kończy wieloletni spór, który dla Michała Wiśniewskiego stał się jednym z najtrudniejszych doświadczeń w życiu prywatnym i zawodowym.
