
Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak zabrała głos w Polsat News po ujawnieniu przez Zero.pl szczegółów jej interwencji w sprawie rodziny z warszawskiej Białołęki. RPD broniła swoich działań. Odnosząc się do decyzji sądu, nakazującej powrót dzieci do rodziców, przywołała sprawę Kamilka z Częstochowy.
- Monika Horna-Cieślak odniosła się w Polsat News do sprawy opisanej przez Zero.pl. RPD przekonywała, że była bezpośrednim świadkiem przemocy wobec dzieci.
- Horna-Cieślak przywołała sprawę Kamilka z Częstochowy, uzasadniając konieczność reagowania na sygnały o krzywdzeniu dzieci.
- Sąd nakazał wcześniej natychmiastowy powrót dzieci do rodziców, krytycznie oceniając działania podjęte wobec rodziny.
Rzecznik Praw Dziecka zabrała głos po naszej publikacji: Zwyzywała rzeczniczkę praw dziecka. Chwilę później odebrano jej dzieci.
Horna-Cieślak w środę wystąpiła na antenie Polsat News. Pytana o sprawę RPD zaznaczyła, że nie zamierza komentować orzeczenia sądu. Jednocześnie wskazywała, że jako Rzeczniczka Praw Dziecka wielokrotnie nie zgadzała się z rozstrzygnięciami dotyczącymi tego, czy dzieci są krzywdzone.
RPD przywołuje sprawę Kamilka
RPD przywołała w tym kontekście sprawę ośmioletniego Kamilka z Częstochowy, który w 2023 r. zmarł wskutek obrażeń po brutalnym znęcaniu się nad nim. – Powiem o jednym przypadku, o sprawie Kamilka z Częstochowy. Sąd rodzinny również mówił o tym, że dzieci są bezpieczne, a on był rzucany na rozgrzany piec i zmarł – powiedziała Horna-Cieślak.
Rzeczniczka tłumaczyła, że jej rolą jest reagowanie na sygnały wskazujące na możliwość krzywdzenia dzieci. Podkreślała, że w przypadku rodziny z Białołęki sama była bezpośrednim świadkiem zdarzenia.
– Byłam świadkiem bezpośrednim stosowania agresywnej przemocy fizycznej i psychicznej – mówiła na antenie Polsat News, opisując sytuację z 14 sierpnia.
Zaznaczyła również, że zachowanie matki wobec dziecka miało być szczególnie niepokojące, ponieważ do zdarzenia doszło w miejscu publicznym.
„Dzieci obecnie nie znajdują się w środowisku domowym”
Horna-Cieślak podkreślała, że jej interwencja była reakcją na to, co sama zobaczyła. Rzeczniczka poinformowała jednocześnie, że dzieci nie przebywają obecnie w domu rodzinnym.
Do odebrania dzieci wykorzystano wytrych prawny? Tak ekspert mówi o sprawie Hornej-Cieślak
Sąd rodzinny nakazał natychmiastowy powrót dzieci do rodziców, uznając, że wcześniejsze działania wobec rodziny były rażąco nieproporcjonalne do opisanego incydentu. W uzasadnieniu, do którego dotarł portal Zero.pl, wskazano, że sposób uruchomienia kolejnych procedur „nosi wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej”. Sąd zwrócił również uwagę na osobiste zaangażowanie Moniki Horny-Cieślak i możliwość wykorzystania autorytetu jej urzędu do forsowania tezy o konieczności odebrania dzieci.
Za „całkowicie chybiony i wręcz absurdalny” uznano także argument dotyczący dwóch butelek piwa znalezionych w mieszkaniu. W ocenie sądu tak daleko idąca ingerencja państwa mogła narazić trzy- i czteroletnie dzieci na dodatkową traumę, związaną z nagłym odseparowaniem ich od rodziców.