
Przez niemal 10 lat był przekonany, że jest ojcem chłopca. Odbierał go ze szkoły, zabierał na weekendy, przez pewien czas nawet razem mieszkali. Wystarczyła jedna rozmowa ze znajomym, by zaczął mieć wątpliwości. Zrobił test DNA, który wykluczył jego biologiczne ojcostwo. Sąd początkowo przyznał mu rację, ale prokuratura zaskarżyła wyrok, powołując się na dobro dziecka. – Ja już to ojcostwo straciłem. Nie będę ojcem, nie czuję się ojcem – mówi Zero.pl pan Dawid.
- Przez niemal 10 lat Dawid wychowywał chłopca, nie podejrzewając, że nie jest jego biologicznym ojcem. Wątpliwości pojawiły się dopiero po rozmowie ze znajomym, a test DNA je potwierdził.
- Po odkryciu prawdy mężczyzna zerwał kontakt z dzieckiem i wystąpił do sądu o ustalenie bezskuteczności uznania ojcostwa. Sąd początkowo przyznał mu rację.
- Prokuratura zaskarżyła wyrok, powołując się na dobro dziecka i więź budowaną przez lata. Sprawa wróciła do ponownego rozpoznania, a Dawid nadal jest ojcem w świetle prawa i musi płacić alimenty.
Dawid (imiona bohaterów zmienione – red.) i jego była partnerka byli razem przez siedem i pół roku. Nigdy nie wzięli ślubu. Półtora roku przed rozstaniem urodził się Ignacy. Dawid uznał ojcostwo i, jak zapewnia, nie miał wówczas żadnych powodów, by podejrzewać, że chłopiec nie jest jego biologicznym synem.
Po rozstaniu z matką chłopca nadal uczestniczył w jego wychowaniu. Płacił alimenty, zabierał dziecko do siebie. W 2024 r. Ignacy przez niemal rok mieszkał z nim na stałe.
– Relacje mieliśmy jak ojciec z synem. Nie mnie to oceniać, czy dobre, czy nie. Mnie się wydaje, że były dobre – opowiada w rozmowie z Zero.pl.
W 2025 r. wszystko się zmieniło.
„Syn w ogóle nie jest do mnie podobny”
Dawid wspomina spotkanie ze znajomymi. Rozmawiali o różnych rzeczach, aż w pewnym momencie zeszło na temat dzieci. Jeden z kolegów zapytał go, czy kiedykolwiek zastanawiał się nad wykonaniem testu na ojcostwo.
– Powiedziałem, że nie, bo nie wiedziałem, o co mu chodzi. Zapytałem, dlaczego. On odparł, że mój syn w ogóle nie jest do mnie podobny.
Na tym rozmowa się skończyła. Dawid wrócił do domu, ale słowa znajomego nie dawały mu spokoju.
– Po kilku dniach siedziałem w domu, przeglądałem zdjęcia. Myślałem, że to tylko będzie formalność. Powiedziałem sobie, że raz zrobię ten test, co mi szkodzi.
Zdecydował się na prywatne badanie DNA. Po około trzech tygodniach, 5 marca 2025 r., otrzymał telefon z laboratorium.
– Powiedzieli mi, że na maila dostałem potwierdzenie badań DNA, ale już przez telefon usłyszałem, że prawdopodobieństwo, że jestem ojcem, wynosi zero procent.
O sprawie jako pierwsza napisała Wirtualna Polska.
Mężczyzna twierdzi, że próbował wyjaśnić sprawę z matką dziecka. Według jego relacji kobieta nie chciała jednak rozmawiać.
– Unikała mnie, nie odbierała telefonów, uniemożliwiała spotkanie z synem, mimo że o to zabiegałem. Jak ją gdzieś spotkałem na ulicy, to po prostu uciekała przede mną.
Dawid przyznaje, że sam również nie wiedział, jak zachować się wobec chłopca. Przez lata traktował go jak syna, a teraz dowiedział się, że nie łączy ich biologiczne pokrewieństwo.
– Byłem w takim szoku, że przez jakiś czas nie umiałem spotkać się z nim i popatrzeć mu w oczy.
Powiedział mu na placu zabaw. Chłopiec się rozpłakał
Dawid chciał, by o wyniku badania dziecko dowiedziało się od matki. Twierdzi jednak, że kobieta – unikając go – nie zamierzała podejmować tego tematu. W końcu zdecydował, że sam porozmawia z chłopcem.
Minęło kilka tygodni. Spotkał go na placu zabaw.
– Zawołałem go. Ciężko mu było przyjść, ale przyszedł. Porozmawialiśmy na spokojnie, wytłumaczyłem mu, o co chodzi i dlaczego też nie mam teraz z nimi kontaktu.
Reakcję 10-letniego chłopca pamięta do dziś.
– Rozpłakał się i nie wierzył w to. Powiedziałem mu, żeby jeszcze porozmawiał na spokojnie w domu z mamą, żeby mu wszystko wyjaśniła.
Dawid odprowadził go do klatki schodowej i wrócił do domu. Przyznaje, że nie wie, czy dobrze zrobił, przekazując dziecku taką wiadomość w tych okolicznościach. Jak mówi, nie widział wówczas innego wyjścia.
Od tamtej pory ich kontakty ustały. Mężczyzna twierdzi, że kiedy spotykał chłopca przypadkiem, na ulicy, ten nie chciał już z nim rozmawiać.
– Uciekał po prostu ode mnie. Nie chciał ani przyjść, ani porozmawiać.
Dawid nie ukrywa, że cała sytuacja mocno odbiła się na jego psychice. Próbował to sobie poukładać na terapii, ale poczucie ojcostwa nie wróciło. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że dla dziecka wiadomość o braku biologicznego pokrewieństwa również musiała być trudna.
– Jeżeli mi to psychikę zjadło, i to mocno, to pewnie dziecku, jak się dowiedziało, tak samo.
Chciał przestać być ojcem w świetle prawa. Sąd przyznał mu rację
4 kwietnia 2025 r. Dawid wystąpił do sądu rejonowego z powództwem o ustalenie bezskuteczności uznania ojcostwa. Chciał, by w dokumentach przestał figurować jako ojciec Ignacego. W takich sprawach sąd z urzędu informuje prokuratora o toczącym się postępowaniu i terminach rozpraw, jednak to prokurator decyduje, czy weźmie w nim udział.
Pełnomocnik pana Dawida, adwokat Michał Skibniewski, wyjaśnia, że w takiej sytuacji nie ma możliwości załatwienia sprawy w urzędzie stanu cywilnego.
– W polskim porządku prawnym nie ma innej drogi. Można się albo z tym pogodzić, albo zaprzeczyć sądownie. Nie można spotkać się u notariusza, w urzędzie miasta i dokonać korekty w urzędzie stanu cywilnego.
W trakcie postępowania sąd próbował doprowadzić do przeprowadzenia badania DNA. Jak relacjonuje adwokat, matka dziecka nie stawiała się jednak na wyznaczone terminy. Sąd miał dwukrotnie zarządzać badanie, a następnie nałożyć na kobietę karę porządkową.
W sprawie wykorzystano więc między innymi wynik prywatnego badania przedstawiony przez Dawida oraz zeznania świadka obecnego przy pobieraniu materiału.
Pełnomocnik mężczyzny przekonuje, że próbki zostały pobrane w sposób pozwalający ustalić ich pochodzenie.
– Mamy świadka tego i ciąg biologiczny pomiędzy patyczkiem a kopertą był przez świadka zaobserwowany.
Prokuratura miała jednak zastrzeżenia do oceny materiału dowodowego, w tym do sposobu pobrania próbek.
Sąd rejonowy ostatecznie uwzględnił powództwo Dawida i ustalił bezskuteczność uznania ojcostwa. Na tym sprawa się jednak nie zakończyła.
Od wyroku odwołały się prokuratura rejonowa oraz reprezentant małoletniego.
„Mam tylko płacić na dziecko”
Prokuratura wskazywała przede wszystkim na dobro Ignacego. W jej ocenie sąd pierwszej instancji nie uwzględnił dostatecznie więzi, jaka przez lata powstała między chłopcem a Dawidem.
„W ocenie prokuratora za utrzymaniem prawnego ojcostwa przemawia dobro dziecka” – czytamy w oświadczeniu przesłanym Zero.pl.
Dawid jest takim stanowiskiem rozgoryczony.
– Ja myślę, że pani prokurator chce na siłę wygrać tę sprawę. I to nie jest dobro dziecka, tylko tak, za przeproszeniem, zrobienie ze mnie bankomatu. Bo ja tak to odbieram, że mam tylko płacić na dziecko.
Przekonuje, że nie potrafi już wrócić do relacji, jaką miał z chłopcem przed otrzymaniem wyniku badania.
– Ja już to ojcostwo straciłem. Nie będę ojcem, nie czuję się ojcem. Moja psychika na tym ucierpiała.
Adwokat Skibniewski nie zgadza się z argumentacją prokuratury. Jego zdaniem dobro dziecka nie może być rozumiane wyłącznie jako utrzymanie dotychczasowej sytuacji prawnej i zapewnienie mu środków finansowych.
– Elementem dobra dziecka jest również wiedza o swoim pochodzeniu. Ważne jest w kształtowaniu młodego człowieka i w ogóle każdego człowieka, żeby wiedział, kto jest, a kto nie jest jego rodzicem.
Prawnik zwraca uwagę, że utrzymanie prawnego ojcostwa nie sprawi automatycznie, że Dawid i Ignacy odbudują dawną relację.
– Co dalej z rozbitą rodziną? Tego się nie da posklejać na siłę.
Zdaniem adwokata dalsze postępowanie może być obciążające również dla chłopca, który będzie musiał mierzyć się z kolejnymi czynnościami sądowymi, a być może także badaniami i opiniami specjalistów.
– Będziemy dalej traumatyzować dziecko tym postępowaniem – ocenia.
Sąd uchylił wyrok. Sprawa zaczyna się od nowa
28 października sprawą zajął się sąd okręgowy. Uwzględnił apelację i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania sądowi rejonowemu. W świetle prawa mężczyzna nadal jest ojcem Ignacego i jest zobowiązany do płacenia alimentów.
Jeszcze przed rozstrzygnięciem sądu okręgowego adwokat Skibniewski mówił nam, że najbardziej obawia się właśnie takiego scenariusza.
– Uchylenie wyroku pierwszej instancji sprawia, że cofamy się tak naprawdę o ponad rok. Musimy od nowa przeprowadzić proces – tłumaczył.
W jego ocenie ponowne postępowanie, zwłaszcza gdyby konieczne było uzyskanie opinii biegłych, może potrwać długo.
Pełnomocnik przekonuje, że przeciąganie sprawy nie pomoże ani Dawidowi, ani dziecku. Podważa też sens utrzymywania prawnego ojcostwa, jeśli nie istnieje już rzeczywista relacja między mężczyzną a chłopcem.
– Czy takie przyszycie pana do dziecka i zmuszenie go do łożenia na cudze dziecko, w sytuacji, w której przez 10 lat był oszukiwany co do tego dziecka, jest zgodne z zasadami współżycia społecznego? – pyta adwokat.
Na razie nie wiadomo, kiedy zapadnie kolejne rozstrzygnięcie. Sąd rejonowy będzie musiał ponownie zająć się sprawą i ocenić argumenty dotyczące dobra dziecka.
Kryzys tożsamości i poczucie bezpieczeństwa
O opinię dotyczącą tej sprawy pytamy dra Pawła Kota, adiunkta w Katedrze Psychologii Emocji i Motywacji Instytutu Psychologii KUL.
– Z perspektywy ojca odkrycie, że wychowywane dziecko nie jest z nim biologicznie spokrewnione, może wywołać głęboki kryzys tożsamości. Taka wiadomość może zachwiać całym dotychczasowym życiem mężczyzny. (…) Mogą pojawić się szok, gniew, upokorzenie, smutek czy poczucie straty.
Jak ocenia, mężczyzna może ponownie wielokrotnie analizować wydarzenia z wielu lat i pytać: „Co w moim życiu było prawdziwe?”.
– Te reakcje wymagają zrozumienia. Nie należy oczekiwać, że natychmiast pogodzi się z sytuacją i będzie funkcjonował tak jak wcześniej.
Jak z kolei wygląda w tym wszystkim perspektywa dziecka?
– Szczególne znaczenie ma przywiązanie. Jeśli wychowujący je ojciec stał się figurą przywiązania, dziecko szuka u niego bliskości, ukojenia i ochrony. Może on pełnić funkcję bezpiecznej bazy, z której dziecko poznaje świat, oraz bezpiecznej przystani, do której wraca w sytuacji stresu. O znaczeniu tej osoby decydują doświadczenia dostępności i opieki, a nie sama zgodność genetyczna. Dla dziecka najważniejsze jest pytanie: „Czy nadal jestem kochany i czy mój tata zostanie?”. Dla niego ojcem jest człowiek, z którym powstała więź i do którego zwracało się po pomoc.
Dr Kot podkreśla, że nagłe wycofanie ojca może naruszyć poczucie bezpieczeństwa dziecka.
– Zależnie od wieku i sposobu rozumienia sytuacji może ono doświadczać lęku przed porzuceniem, obwiniać siebie albo próbować zasłużyć na dalszą miłość. Potrzebuje jasnego komunikatu: „Nie jesteś odpowiedzialny za to, co wydarzyło się między dorosłymi”. Jeśli pyta o przyszłość, należy przekazywać konkretne, prawdziwe informacje i unikać obietnic, których dorośli nie są pewni.
Sytuacja krzywdząca obie strony
Historia Dawida i Ignacego to niejedyny taki przypadek.
Podobne trafiają do Stowarzyszenia Pomocy Ojcom. Jak mówi nam jego prezes, Tomasz Malinowski, do organizacji zgłaszali się mężczyźni, którzy po latach dowiadywali się, że nie są biologicznymi ojcami wychowywanych dzieci.
– Samo przedstawienie wyniku DNA ani wniesienie pozwu o zaprzeczenie ojcostwa nie powoduje automatycznego uchylenia zasądzonych alimentów – wyjaśnia.
Podkreśla, że takie sprawy nie dotyczą wyłącznie pieniędzy. Odkrycie prawdy może być trudne zarówno dla mężczyzny, jak i dla dziecka.
– Ochrona dobra dziecka powinna iść w parze z poszanowaniem praw mężczyzny, który kwestionuje swoje ojcostwo. Przedłużający się brak rozstrzygnięcia może krzywdzić oboje.
Może zainteresuje Cię także:

