Reklama
Reklama
Reklama

Rzeczniczka praw dziecka mija się z prawdą? Wiemy, gdzie przebywają dzieci

TYLKO NA
Monika Horna-Cieślak
Monika Horna-Cieślak. (fot. Radek Pietruszka / PAP)

Po naszej publikacji, w której opisaliśmy, jak rzeczniczka praw dziecka, doprowadziła do odebrania rodzicom dzieci i umieszczeniu ich w placówce opiekuńczo-wychowawczej, pojawiły się pytania o aktualne miejsce ich przebywania. Mamy dowód na to, że Monika Horna-Cieślak od wczoraj mija się z prawdą, albo manipuluje.

  • Monika Horna-Cieślak przekazała w środę, że dzieci nie przebywają w domu. Mówiła, że ich sytuacja jest „niestabilna”.
  • Biuro RPD odpowiedziało wprost, że dzieci nadal przebywają w placówce opiekuńczo-wychowawczej.
  • Rodzina z dziećmi pojawiła się w czwartek redakcji Kanału Zero, zapytaliśmy rodziców, gdzie obecnie mieszkają dzieci.

Przypomnijmy, Monika Horna-Cieślak była świadkiem ulicznego incydentu, podczas którego matka szarpała i krzyczała na dziecko próbujące wbiec na ulicę. Rzeczniczka praw dziecka zwróciła jej uwagę i wtedy miała zostać zwyzywana.

Gdzie przebywają dzieci?

Choć sąd ani kurator nie widzieli podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci i umieszczenia ich w pieczy zastępczej, a podobnego zdania początkowo była policja, ostatecznie po nadzwyczajnym spotkaniu z udziałem Hornej-Cieślak oraz Komendanta Stołecznego Policji dzieci trafiły do placówki opiekuńczo-wychowawczej.

Po naszej publikacji padały pytania: gdzie przebywają teraz dzieci? Opisana przez nas sprawa miała miejsce bowiem kilka tygodni temu.

Reklama
Reklama

– Mogę powiedzieć panu redaktorowi jedną rzecz, która jest najlepszym podsumowaniem tej sprawy. Dzieci obecnie nie znajdują się w domu, ich sytuacja jest niestabilna – mówiła wczoraj na antenie Polsat News rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak.

Podobnie Monika Horna-Cieślak stwierdziła w trakcie wywiadu z Januszem Schwertnerem w Gońcu.

Z kolei dziennikarka Rada Wnet w rozmowie z rzeczniczką prasową Biura Rzecznika Praw Dziecka na to samo pytanie usłyszała wprost odpowiedź: dzieci przebywają dalej w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Dziennikarka Magdalena Uchanik w mailach prosiła o doprecyzowanie, na jakiej podstawie dzieci dalej tam przebywają. Nie uzyskała jednak odpowiedzi.

Mamy zatem sytuację, w której rzeczniczka praw dziecka sugeruje, że dzieci nie przebywają z rodzicami. Tak tę wiadomość zinterpretowało wiele osób. Z kolei jej biuro prasowe wprost wskazywało, że dzieci dalej przebywają w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Szkopuł w tym, że to nieprawda. Skąd to wiemy? Rodzina z dziećmi pojawiła się w czwartek redakcji Kanału Zero. – Dzieci są z nami w domu – usłyszeliśmy od rodziców. 

O co chodzi w sprawie?

Sprawa opisana przez Zero.pl dotyczy odebrania dzieci rodzicom po interwencji rzeczniczki praw dziecka Moniki Horny-Cieślak. Punktem wyjścia był incydent na warszawskiej Białołęce, podczas którego matka szarpnęła dziecko i krzyczała na nie. Policja i kurator początkowo nie widzieli podstaw do odebrania dzieci, jednak ostatecznie trzy- i czterolatek trafiły do placówki. Sąd nakazał ich natychmiastowy powrót do rodziców, a w uzasadnieniu bardzo krytycznie ocenił działania podjęte wobec rodziny.

Reklama
Reklama

Do zdarzenia doszło 14 sierpnia 2026 r. RPD była świadkiem sytuacji, w której matka szarpnęła dziecko, które wcześniej weszło na jezdnię. Kobieta tłumaczyła, że zareagowała ze strachu o jego bezpieczeństwo. Po zdarzeniu miała również obrazić RPD.

Horna-Cieślak poinformowała policję. Funkcjonariusze nie znaleźli jednak podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci, a sprawa trafiła do sądu rodzinnego. Z uzasadnienia, do którego dotarło Zero.pl, wynika, że jeszcze tego samego dnia pracownik biura RPD kontaktował się z sędzią i próbował przekonać go o konieczności odebrania dzieci. Sąd zarządził pilny wywiad środowiskowy, ale kurator również nie stwierdził podstaw do natychmiastowego umieszczenia dzieci w pieczy zastępczej.

Mimo to sprawa wróciła. Podczas nadzwyczajnego spotkania na policji z udziałem RPD, policjantki i Komendanta Stołecznego Policji zdecydowano o zastosowaniu wobec rodziców nakazu opuszczenia mieszkania i zakazu zbliżania się do dzieci. W efekcie trzy- i czterolatek trafiły do placówki, choć wcześniej sąd nie orzekł o ich odebraniu.

Sąd następnie nakazał natychmiastowy powrót dzieci do rodziców. W toku postępowania policjantka zeznała, że w momencie podejmowania decyzji nie widziała ani dzieci, ani ich rodziców. Przyznała również, że po raz pierwszy w swojej kilkuletniej karierze spotkała się z tak nadzwyczajnymi działaniami wobec jednej rodziny.

Reklama
Reklama

Sąd krytycznie o działaniu Hornej-Cieślak

W uzasadnieniu sąd krytycznie ocenił zaangażowanie Moniki Horny-Cieślak. Zwrócił uwagę, że była bezpośrednim świadkiem zdarzenia, a następnie osobiście uczestniczyła w działaniach dotyczących rodziny. Wskazał też na możliwość wykorzystania autorytetu urzędu do forsowania tezy o konieczności odebrania dzieci.

Sąd uznał, że samo zachowanie matki podczas ulicznego incydentu nie stanowiło wystarczającego powodu do odebrania dzieci. Podobnie ocenił argumenty dotyczące wcześniejszej karalności ojca oraz dwóch butelek piwa znalezionych w mieszkaniu. Ten ostatni argument określił jako „całkowicie chybiony i wręcz absurdalny”.

W ocenie sądu zgromadzone okoliczności nie uzasadniały tak daleko idącej ingerencji w życie rodziny. W uzasadnieniu stwierdzono, że działania wobec niej „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej”, a państwowa i urzędowa „machina” została uruchomiona „w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia”.

Sąd podkreślił również wiek dzieci, wskazując, że rodzice byli dla nich „całym dotychczasowym wszechświatem” i podstawowym źródłem bezpieczeństwa. Nagłe odseparowanie ich od rodziców mogło – zdaniem sądu – oznaczać „potężną, trudną do wyobrażenia traumę”. Jednocześnie zwrócił się do RPD z apelem, aby podobną determinację angażowała w poprawę funkcjonowania systemu pieczy zastępczej w Warszawie.

Źródło: Zero.pl
Bartosz Michalski
Bartosz MichalskiSzef ds. zasięgu i rozwoju
Reklama
Reklama