Kiedy „Książulo” wspinał się na wyżyny internetowej popularności, wielu sceptyków mówiło: „No, nie pociągnie długo z tą swoją uczciwością recenzenta”.
Co powiedziawszy, przyspieszmy puentę: ci, co dzisiaj płaczą nad utratą wiarygodności internauty popularnego, bo zabawnego i uczciwego, sami sobie winni. Ale nie dlatego, że wierzyli. Wierzyć w ludzi warto. I w dobre rzeczy. Rozczarowanie, że wielu z nich okaże się ludźmi zwykłymi, wpisane jest w cenę.
Pizza Książula w Żabce. Redakcja Zero.pl sprawdziła, jak smakuje
Tajemnica rynku
Wina polega tu na tym, że w ogóle ktoś mógł założyć, że w starciu z kapitalizmem wygra inna logika niż kapitalistyczna. Otóż w XXI wieku nawet pustelnik modlący się w puszczy zostanie odkryty przez matołów z kamerką (bodaj nazywa się ta postawa „lokalny przewodnik”). I albo zostanie wzięty żywcem do nieba (rekomendowane), albo wprowadzi opłaty za podglądanie życia w pustelni. W wariancie premium – asysta przy wieczornym kładzeniu się do trumny. I nie ma na to rady, taki jest e-świat.
Książulo pustelnikiem nie był. Ani świętym. Od początku grał w grę zgodnie z regułami kapitalizmu. YouTube, polubienia, subskrypcje, dochód. Dlaczego publiczność ceniła sobie akurat refleksję na temat zapiekanek i kebabów, pozostaje tajemnicą rynku. Pan Książulo radził sobie z tą tajemnicą. Został Sławomirem Mentzenem polskiej konsumpcji wysokotłuszczowej. Ze swoimi zabawnymi opowieściami wlepił się w monstrum, któremu na imię Produkt Rynkowy. Nie ma nic dziwnego w tym, że obecnie wykorzystuje okazję, by stworzyć mrożoną pizzę, po ludzku mówiąc – sklepowy podprodukt marki „Książulo w internecie”.
Karmieni złudzeniami
W gruncie rzeczy atakowanie rycerza recenzenckiej uczciwości za to, że okazał się zwykłym wyrobnikiem kapitalizmu, to objaw hipokryzji! Przecież każdy wie, jakie są reguły. Nie ma teraz co udawać, że ojeju, proszę pana, ale jak tak można… No, można – a właściwie wszyscy tak robią.
Pizza Książula i spółka zarejestrowana w Estonii. Bierzemy ten biznes pod lupę
Chyba że… Jest pewna ścieżka w bok – otóż naprawdę i na serio jakaś część publiczności karmiła się na zmianę pizzą mrożoną i złudzeniami? Przedstawiciel gatunku samooszukanego: owszem, sam(a) nabijam lajki, podbijam komentarze i wbijam serduszka, ale z jakichś dziwnych powodów uważam, że cały ten dobrze znany mi mechanizm nie dotyczy akurat właśnie mojego kochanego Książula.
Tacy ludzie żyli w iluzji. Co nigdy nie jest zalecane (podobnie jak jedzenie kaloryczno-śmieciowej bomby, jaką jest na ogół mrożona pizza itp.). Wysłany do sklepów wyrób pana Książula pozwolił ludziom wyjść z tunelu samookłamywania się. Dzięki, brachu.
„To nie jest muala”. Książulo w Żabce sprzedaje własną pizzę


